To wciąż dom Dwyane’a Wade’a. Heat w finałach konferencji

47
Michael Laughlin / Newspix.pl
Michael Laughlin / Newspix.pl

Pamiętacie czyj to dom? To dom Dwyane’a Wade’a!

Wade najpierw zdobył pierwszych 12 z 14 punktów Miami, a następnie, jeszcze w drugiej kwarcie, wyrównał swój rekord punktowy z tej serii (20). W takich momentach przypomina mi się zawsze ta reklama:

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułDniówka: Kończymy?
Następny artykułNo Parker, no problem. Leonard, Green i Mills zaprowadzili Spurs do finału konferencji

47 KOMENTARZE

  1. Hmmm, a ja wciąż nie wiem jak gra ławka Heat w tym roku, gdy Miami są przyciśnięci do ściany ;-) Zobaczymy czy finał konferencji pokaże nam potencjał mistrzów. A i ciekawe te 14 pkt Bronka w IV kwarcie gdy Żary wchodziły na -9 do gry. Jak nie Bronek :P
    Aha, tak mi się przypomniało, Maćku, Nets w 6 meczach? ;)

    Lubię to: 0
  2. Jak Miami w 4tej kwarcie po raz chyba trzeci doszło na 4, po czym znowu pogubili punkty i się zrobiło 9 to byłem przekonany, że to będzie ten pierwszy scenariusz. Ale Heat w tych PO grają jakoś tak dojrzale, jakby naprawdę starali się wygrywać najmniejszym, możliwym nakładem sił.
    Nowa jakość Panie, nowa jakość…

    Lubię to: 0
  3. Ogolnie bez sensu, ze pozwalaja sobie takim leszczom odskakiwac na +7, +9 prawie przez caly mecz, bo to zalatuje arogancja i niedocenianiem przeciwnika.
    Widac to po nich, ze wiedza ze sa lepsi i graja jakis shit bo przeciez jeszcze tyle czasu do konca i bedzie spoko.

    Jakby tylko wpadla ta trojka brooklynowi na 4 minuty przed koncem na +10 to by nichu-chu nie wrocili i wtedy see you in brooklyn…

    Nie kumam po co sie tak wozic,jak mozna docisnac, wchodzic pod kosz, odskoczyc na +12-15 i kontrolowac wynik, wpedzac ich w faule, wiecej ruchu i zaslon, pick&rolle i wszyscy happy i bez stresu.

    W poprzednim meczu bronek wchodzil caly czas pod kosz i albo faul albo 2+1. Wczoraj poniekad rozumiem, ze chcial uruchomic Wade’a zeby chlop poczul sie lepiej i pewniej „to keep him going”, ale wszystko ma swoje granice. Napieprzali na sile te trojki i glupie jump shoty z dystansu i nawet nie chcialo im sie wracac do obrony (bo sa przeciez lepsi i pewnie i tak wygraja).

    Jak tak beda grac nawet z Indiana (wolalbym Wizards, ale realnie trzeba przygotowywac sie na Indiane) to dupa zbita.
    Ps. Nawet nie mysle co by bylo z OKC lub SA….o la boga:)

    Lubię to: 0
    • To styl Miami, to nic nowego, to coś co możemy nazywać „ich koszykówką”. Nie mam do nich o to żadnego problemu, przynajmniej końcówki bywają pasjonujące. Ta arogancja, to pewność siebie, mistrzowska pewność siebie i kompletnie nie mogę się zgodzić z tym, że OKC czy Spurs rozjechaliby ich bo… Heat adoptują się, są jak marynarka, którą coach Spo poprawia, za każdym razem tak by leżała po prostu dobrze, ale nie więcej niż dobrze.

      Rozumiem, że nie ogląda się Heat tak płynnie, radośnie i przyjemnie jak drużyn z zachodu, natomiast Miami gra tak by odsłonić jak najmniej kart. Można tego nie lubić, ale na koniec dnia to oni idą po three-peat i póki co kroczą bardzo prostą drogą po niego, OKC i Spurs przekonali się na własnej skórze czym jest koszykówka Heat.

      Btw. czy to przypadkiem nie jest ich przewaga psychologiczna? Końcówka, kiedy wszyscy mają świadomość, że czekamy na crunch, w którym Miami wrzuci najwyższy bieg?

      Lubię to: 0
    • Z Indianą dupa zbita, ludzie święci. Oglądałeś ich jakikolwiek mecz w tych play-offach? Dziwię się, że po dwóch tytułach z rzędu wpada cwaniak w komentarzach i mówi, że Miami przy rekordzie z dwóch rund 8:1 nie mają szans z IND/OKC/SA. Czy jest na sali lekarz? Przemek, może też studiowałeś? :P

      Lubię to: 0
    • Eeee, zbędna podnieta. Heat grają cały, olewający sezon, aż do zarzygania nudny :) No i nikogo już nie wzruszają staty, ciągle ktoś w necie pisze, LBJ zrobił swoje nudne 30/8/8 albo swoje nijakie 25/10/6 czy coś w tym stylu. Jak Gortat raz w życiu robi 25/12 lub ciut wyżej to cała Polska i NBA posikane :D
      Grają nudno, sumie wiadomo dlaczego, Oden chory, Bosh chodzi z balkonikiem :) Wade połamany, Bronek wyraźnie znudzony. Ale też znają swoją wartość, grali trzy finały, dwa wygrali z rzędu. Wiedzą co potrafią.
      Co do OKC, ja w OKC nie widzę naprawdę nikogo kto może przeważyć szalę z Heat, z całym szacunkiem dla wielkich fanów Westbricka czy Kevina samego na parkiecie :)

      Ale pożyjemy, zobaczymy :)

      Lubię to: 0
  4. Z Pacers też będzie 4-1 dla Heat. Coach Spo znowu uruchomi Haslema i Hibbert będzie robił Hibberta w boxscore. West, PG i Stephenson to za mało na Heat. Ale emocje zapewne będą bo to już markowa rywalizacji od 3 lat. No chyba że Wizards będą 9 drużyną w historii która wyszła ze stanu 3-1. Let’s go Wizards!

    Lubię to: 0
  5. Ja to rozumiem i wszystko co piszecie to po czesci prawda, ale to zbyt duze ryzyko i po ch.. takj pajacowac. Pamietacie Chicago ’96? Zabijali zespol od pierwszej kwarty, pozniej +20 i cruise control-az druzynie przeciwnej sie nie chcialo grac w kosza. Miami sie bawi, daje im zycie i pewnosc siebie zarowno w ataku jak obronie (Williams pare razy spod kosza i nikogo nawet tam nie bylo), a pozniej ze spoconymi grabiami odpala 3-je od allena lub bosha i modla sie zeby wpadla..wtf?
    Jesli to jest recepta na sukces, to az sie boje.
    Tak jak wpsomnialem-jesli by wpadla ta trojka na +10 to by bylo po temacie i znow meki w NY. Rozumiem pewnosc siebie. Nie rozumiem niepotrzebnego ryzyka i tyle.

    Lubię to: 0
    • OMG. Przypominasz Bulls z lat dziewięćdziesiątych, a odebrało Ci pamięć w kwestii ostatnich dwu sezonów? „Jeśli to jest recepta na sukces, to aż się boisz”? Chłopie, Heat są na najlepszej drodze po trzeci tytuł z rzędu (śmiało zakładam, że Pacers/Wizards nie stanowią dla nich realnego zagrożenia; przyjmuję również, że jeśli Thunder awansują do następnej rundy, to rozprawią się ze Spurs, którzy nie są na tyle atletyczni, by fizycznie sprostać OKC, a z kolei Heat systemowo są lata świetlne przed Thunder), a Ty wypisujesz takie banialuki? Ten, nazwijmy to, styl może irytować, może dziwić, ale bębnienie, że oszczędzanie sił zespołu, który jest dość wiekowy i podatny na kontuzje, przed rywalizacją o najwyższe cele nie jest receptą na sukces, to jakaś farsa. Hello, tak grają Miami Heat. Jeśli dla Ciebie bardziej racjonalnym rozwiązaniem byłoby „zajeżdzanie” Wade’a czy Allena, a nawet LeBrona, i „zabijanie” rywali w pierwszej kwarcie, kosztem ryzyka wystąpienia jakiegoś niepotrzebnego urazu, który może rzucić cień na całe rozgrywki, to nie mam pytań. Na szczęście ktoś mądry, kto pracuje w Miami Heat, wie, że mecze o tzw. stawkę dopiero nadejdą, a wtedy trzeba być zwartym, gotowym i przede wszystkim zdrowym – bez względu na to, jakim stylem dotrze się do tego punktu.

      Lubię to: 0
      • O ile zakład, że Heat nie zdobędą tytułu w tym roku? Są słabsi niż w poprzednim roku temu, gdy i tak już wtedy cudem i fartem wygrali.
        Nie mają już Millera, ławka jest słabsza i nie zawsze uda im sie zrobic taki comeback jak wczoraj.

        Lubię to: 0
        • Ale dlaczego miałbym się z Tobą zakładać o coś, na co nie mam bezpośredniego wpływu? To nie byłby zakład, no chyba że bukmacherski. Ale do rzeczy: nie kupuję słów „cudem”, „fartem” etc. Wygrali, bo z końcem serii mieli cztery zwycięstwa i w zasadzie tyle mnie interesuje. Na Zachodzie szykuje się nam konfrontacja Spurs z Thunder i tu Heat powinni trzymać kciuki za tych drugich, po których – strzelam – powinni się „przejechać” w maksymalnie sześciu grach. Jeżeli do Finałów wejdą Spurs, to rywalizacja może być wyrównana i pojedyncze akcje mogą decydować o końcowym rezultacie. Jeżeli wygrają Spurs, powiesz zapewne: „A nie mówiłem?!”, zaś przy okazji zwycięstwa Heat znajdziesz pretekst, by napisać coś o sędziach czy użyć słów typu: cud, fart, przypadek itp. Nie wróżę z fusów i na tym etapie mogą napisać jedno: według mojej opinii mistrzostwo w tym roku zdobędą Miami Heat, aczkolwiek my tu możemy sobie dyskutować w najlepsze i przerzucać się argumentami (choć sprowadzanie dysputy na ten temat do Mike’a Millera uważam za żart), a nie daj Boże wkradną nam się w to wszystko jakieś kontuzje i tyle będzie z takiej czczej gadaniny. Może i są słabsi niż w poprzednim roku (choć uważam, że najlepsza koszykówka w ich wydaniu jeszcze przed nami), ale są też bardziej doświadczeni i choć póki co balansują na krawędzi, gdzie pojedyncze rzuty decydują o losach spotkań, to są diablo skuteczni, więc tak długo jak egzekwują swoje zagrywki w kluczowych akcjach, tak długo pozostają faworytem.

          Lubię to: 0
          • Dość rzadko można przeczytać tak sensowne opinie.
            Kurs na mistrzostwo Heat jest ok. 2.1 – 2,6, więc jeśli Damian chce się założyć np. o 500 zł z mojej strony vis’avis 1300 zł z jego strony o mistrzostwo Heat to wchodzę :-). Na Spurs jest minimalnie wyżej .. (ponad 3,0). W innym przypadku po prostu to nie ma sensu, bo ja tez mogę się założyć 1:1 o 500 zł, obstawić o buków to samo na przeciwny wynik i ZAWSZE wygram lub przynajmniej wyjdę per zero. .

            Lubię to: 0
        • Może i Heat są słabsi niż rok temu ale w sporcie nie zawsze znaczenie ma to jak jesteś dobry a to jak wysoko są w stanie postawić ci poprzeczkę przeciwnicy.Na tym marnym wschodzie nie ma drużyny, która jest w stanie ukraść więcej niż 2 mecze Miami.Natomiast najbardziej prawdopodobnym scenariuszem z zachodu jest awans OKC i ten team również nie będzie w stanie zagrozić tej drużynie.Zadecyduje doświadczenie, cwaniactwo, zimna krew, egzekucja zagrywek i trener, który potrafi reagować na wydarzenia na boisku.Wszystkie te argumenty leżą po stronie Heat bo Oklahoma wraz ze Scottem Brooksem znów obsrają się pod presją.Finał OKC – Heat to będzie tak samo „zacięta” rywalizacja co 2 lata temu albo seria Magic – Lakers.

          Lubię to: 0
        • Eeeee, jak patrzę na PO w tym roku to wszyscy za wyjątkiem SAS grają słabiej niż lata wcześniej, niż w RS.
          Przykład: Indiana sięgą dna, OKC grają padakę stulecia i męczą się okrutnie i pomimo gry z dwójką na zachodzie nie są w stanie przejąć serii w obu rundach, ba! nie są w stanie pokazać, to nasza ziemia! MY tu qrwa rządzimy :)))) Dwie rundy i na razie fatalne w stylu 7:5

          Lubię to: 0
  6. Przede wszystkim chodzi o zwycięstwa nie ważne jakim stylem, bo na końcu ery Miami będą rozliczani właśnie z nich a nie ze stylu jakim je osiągali. Wszystko zostanie im wybaczone jeśli będą wygrywać

    Lubię to: 0
  7. No daj zyc….jesli oszczedzanie,oleffka i granie glupio prowadzi do rozegrania 6 lub 7 meczow np. z Brooklyn to o czym tu mowa? (byli o krok od niepotrzebnego meczu lub 2-ch wczoraj na wlasne zyczenie-takie by bylo oszczedzanie sil i przed kontuzja).

    Tak jak napisalem wczesniej – gdyby wpadla 3-jka na 4 minuty przed koncem to jest +10 i pozamiatane. Takze jakies pierdzielenie, ze lepiej sie oszczedzac to sa dla mnie „banialuki” poniewaz w rezultacie rozegrasz 1 lub 2 dodatkowe mecze a i tak trzeba bedzie sie spiac bo nerwy i cisnienie wieksze, zeby zakonczyc serie.
    Brooklyn nie mialo nic do stracenia i byliby w komfortowej sytuacji jadac do domu majac 2-3 i cisnienie by bylo po stronie Miami.

    Nie mowie o zajezdzaniu, tylko o kontrolowaniu spotkania, bo o tyle sa lepsi niz brooklyn, ze moga to robic „any given day”.

    Glupota jest moim zdaniem odpuszczanie i wrzucanie dopiero n-tego biegu w koncowce liczac ze bedzie znow spoko, bo ray ray lub „o Boshe” rzuci za 3.

    Nie zapominam 2 ostatnich sezonow, poniewaz nie grali tak olewajaco w play-offach jak w tym roku. Rozumiem w RS, ale chyba rozmawiamy o play-offach i zarty powinny sie skonczyc.

    Lubię to: 0
    • Nie grali? Naprawdę? Ja mam w pamięci mecze z Finałów sprzed roku, obok których przechodzili, subtelnie rzecz ujmując, dość obojętnie, ale co ja tam wiem… Nie dogadamy się, więc w tym miejscu pora odpuścić i skoncentrować się na faktach, a fakt jest taki, że Heat są w trzeciej rundzie, przegrali do tej pory raz i spokojnie oczekują na rozstrzygnięcie serii Pacers-Wizards. Fakt numer dwa: istnieją wszelkie przesłanki ku temu, żeby przypuszczać, że po raz czwarty na przełomie czterech lat Heat zagrają w Finałach. Fakt numer trzy: dzięki rozsądnemu żonglowaniu siłami (oraz temu, że Wschód jest wyraźnie słabszy) na dzień dzisiejszy Wade wygląda świetnie, jeśli tylko naciska magiczny guzik z napisem „SWITCH”, więc można pokusić się o stwierdzenie, że w następnych rundach „depnie”, gdy pojawi się taka potrzeba. Fakt numer cztery: ta idea ma szansę doprowadzić Heat do czwartych kolejnych Finałów NBA i tak sobie myślę, że 29 pozostałych drużyn chciałoby „olewać” z takim skutkiem, bo – jak ktoś wyżej raczył zauważyć – na końcu ma się zgadzać liczba pierścieni, a nie noty obserwatorów. To nie łyżwiarstwo figurowe. EOT.

      Lubię to: 0
        • MainManMike, masz rację, to jest irytujące, ale cóż zrobić, to nie Chicago tylko South Beach, dziewczyny i zabawa. Kto by tam chciał się bawić w Jordana i Jego totalną dominację? Dlatego w hali mają koszulkę MJ23 bo dla Nich to niespotykane żeby być w trybie „predator” przez 48 minut ;D

          Lubię to: 0
          • Twoje uwielbienie z pewnością nie przejdzie niezauważone w Charlotte i Chicago, ale powstań już sprzed ołtarza tego, jak mu tam, Predatora, bo sobie kolana odciśniesz, albo resztę PO przegapisz ;)

            Lubię to: 0
    • Dlaczegóż by nie pisać. Można przy okazji by wspomnieć np. trzy ewidentne faule na Wadzie przy wejściach typu one on one przed oczyma sędziego, któremu nawet powieka nie drgnęła, w tym bardzo niefajny Pierce kwalifikujący się z punktu na flagrant. Ale najważniejsze dla Ciebie jak przypuszczam jest to, że być może James faulował Pierce’a pod koniec, choć bez wielkiego problemu można to podpiąć pod rękę będącą częścią piłki. I tak długo czekałem na wpis pod tytułem 'sędziowie przeciągnęli Miami’, ale w końcu ktoś nie zawiódł i dzień jednak uratowany.
      Niezawodnie: haters gonna hate :)

      Pozdrawiam

      Lubię to: 0
    • Akurat w tej serii czepianie się sędziów to prawdziwy szczyt hejterstwa i szukania dziury w całym. Jeśli kogoś przeciągną sędziowie to OKC. Pomogli w serii z Memphis i teraz pomagają z Clippers.

      Lubię to: 0
    • Rozbawiłeś mnie. Ja wiem, ze na pewnym forum pewni użytkownicy płaczą w wniebogłosy jak skrzywdzono Brooklyn, ale umówmy się nie mają oni bladego pojęcia o przepisach w NBA i gwizdaniu meczy w NBA. Już kompletnie zabawne jest tam stwierdzenie, że Pierce rzucałby wolne (?!?!?) które pozwoli wygrać (!!!!!!) mecz Brooklynowi. Nie rzucałby, Brooklyn nie miał bonusa. obrazuje to pojęcie o NBA gościa który to pisał. W najlepszym przypadku dostaliby to co sędziowie naprawdę zarządzili czyli piłkę z boku. Dyskusyjny było przyznanie piłki z boku Brooklynowi, ale tu akurat zgadzam się z argumentacją, ze sędziowie mogą naprawić własny błąd taka decyzją (jeśli faul był). Komentujący mecz Greg Anthony, który raczej nie przepada historycznie za Heat, kilka razy w meczu powtórzył „hard faul” o zagraniu Pierce’a na Wadzie, które przeszło bez gwizdka. Choć tu też akurat się z sędziami zgadzam, można było tego nie gwizdnąć i nie gwizdnęli, mimo niezłej „gleby” DWade’a. Ale LeBron był wielokrotnie faulowany nie otrzymując gwizdka. Dziwne, że jakoś nikt nie pisał o kuriozalnych gwizdkach podczas poprzedniego meczy, gdy LeBronowi zagwizdano 3 faule (3,4,5) w niecałe dwie minuty, z czego dwa totalnie z kapelusza. No, ale pomaganie LeBronowi nie jest modne, natomiast hejtowanie jak najbardziej.
      Temat z sędziami jest w tym roku dość popularny, bardzo łatwo nam ich krytykować mając w domu na 50/65 calowej plaźmie/LCD mecz w HD z powtórkami z kilku kamer, gorzej reagować na żywo. Nie pije tu do serii Heat ale do serii OKC-LAC w której mi jest totalnie obojętne kto ją wygra i nie zgadzam się z zarzutami pod kątem sędziów. Gra w NBA jest bardzo dynamiczna i rozumiem sędziów, ze nie są robotami mającymi podglądy w czasie rzeczywistym na to co się dzieje na parkiecie. Pewne rzeczy zawsze pozostają nie zauważone. Czy mają to rozstrzygać powtórki jak wiele osób tu postuluje ? CHYBA ŻARTUJECIE. Mecz NBA i tak trwa już za długo, tak trwałyby grubo ponad 3,5 godziny. Mecz ma być płynny i błędy sędziów jak w większości sportów kontaktowych i drużynowych są wpisane w reguły tej gry.
      A w ogóle totalnie idiotyczne jest wcale nie rzadkie krytykowanie sędziów, że nie zmienili swojej decyzji o np. na faul, mimo, że przepisy jasno tego zabraniają. Ale domorośli „specjaliści” NBA maja wtedy swoje 5 minut i czas na hejty.

      PS. Oczywiście wykluczenia Zacha było skandaliczne. To FAKT, ale wina NBA nie sędziów, którzy nomen-omen nic złego w tym zagraniu nie dostrzegli.

      Lubię to: 0
    • Dałeś, że mi w pięty poszło. Idę do kąta, płakać w poduszkę. Dla mnie określenie jak najbardziej pasuje, skoro po tym całkiem nieźle sędziowanym meczu, masz pretensje do pracy arbitrów, czyli tłumaczysz tym wygraną Miami. No chyba, że chodziło Tobie o to, że Brooklyn przegrał za mało, bo to im sędziowie pomagali. Z pewnością to miałeś na myśli, nieprawdaż? :P

      Lubię to: 0
  8. Lebronowi należy się nagana za taką fatalną obronę JJ. Jedynie jeden blok pod koniec – w sumie uratował mecz. Słabe trzymanie, gra bez faulu, pozostawianie miejsca, nie kontestowanie wielu rzutow – Lebron w tym roku jest znacznie bardziej soft w obronie.

    Ciekawe czy z SAS w finale tak będą się prześlizgiwać włączając gaz w ostatnich pięciu minutach.I czy dyspozycja dnia jednego zawodnika z Big3 wystarczy?

    Lubię to: 0