Dziwny mecz LeBrona, 15 trójek Nets i łatwe zwycięstwo w meczu nr 3

10
Joe Cavaretta / Newspix.pl
Joe Cavaretta / Newspix.pl

To był jeszcze jeden z tych dziwnych meczów LeBrona Jamesa. Tych, w których zastanawiasz się nad planem zajęć Miami Heat na playoffy, przypominający to co wydarzyło się w tych poprzednich, gdy co mecz widzieliśmy inny team obrońców tytułu.

BROOKLYN 104, MIAMI 90

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułSpurs dominują Blazers. 3-0
Następny artykułTlen i azot trzeciego tygodnia PO

10 KOMENTARZE

  1. „LeBron zagrał jakby już znudził się tą serią albo spędził sobotę z Jay’em-Z”
    he he dobre. Dzięki temu zwycięstwu w końcu ta seria zaczyna być interesująca.

    Lubię to: 0
  2. Niestety mam odobne odczucia jak Maciek. LeBron zagral oczywiscie mecz na dobrym poziomie, ale pozostalo wrazenie, ze gdyby zacisnal zeby i zagraj agresywniej, glownie w obronie, to dzis byloby 3-0 i formalnosc w gora 2 meczach. Heat probuja zlapac rytm? Wydawalo sie, ze Nets zagotuja w LBJ krew i bedzie zajebisty pojedynek na poszczegolnych matchupach, a samo widowisko jest jednak bardziej atrakcyjne na papierze.

    1wsza rundo, wroc! ;)

    Lubię to: 0
  3. Zaiste mecz dziwny był to. Nie wiem jak was, ale mnie denerwowała gra Wade’a, tak okiem laika więcej zepsuł niż pomógł, no i Bosh przegrywający walkę o piłki w obronie, Bosh oh Bosh!

    Tak czy siak MIA w 5.

    Lubię to: 0
  4. „legenda Michaela Jordana nigdy nie robiła takich rzeczy” – nie wiem -czy ten dopisek to tak z przymrużeniem oka a może z ironią, ale kiedy sobie przypominam playoffy Byków z lat 1991-1993 a szczególnie 1995 (tak właśnie te z 95 a nie 96!!!) – 1998 to za cholerę nie mogę sobie przypomnieć sytuacji kiedy Jordan się „chował”. Nawet jak przegrywali w 95 z Orlando i Jordanowi nie szło wyraźnie to walczył na maxa – nie bał się porażki (on się bał, że nie da z siebie wszystkiego i będzie tego żałował). Natomiast James; mam takie wrażenie; boi się że mu nie wyjdzie i prasa będzie go wieszać za niską efektywność, za za dużo strat itp. On się po prostu boi ze mu coś nie wyjdzie i będzie „jego wina”…

    Lubię to: 0