Nowojorskie impresje 746… czyli grzmotnięcie o ziemię…

3

Spotkanie drużyn grających na planecie o innej grawitacji. Zderzenie, ze ścianą. Wielką płytą Pędzącym pociągiem. Gadającym Kendrickiem Perkinsem.

99

Ci którzy widzieli pierwszy sezon Hannibala – pamiętają postać mitycznego Chesapeake Rippera. Dziś już wiemy, że jest nim K. Durant. Człowiek, który zostawia po sobie tylko korpusy z przytwierdzonymi rogami. Nieuchwytny. Metodyczny. Potworny. Zbrodniczy. Brak słów. Brak dźwięków. Brak czegokolwiek. Absolut. Narodziny Supernowej.

Gwiazda Króla blednie… Ktoś podprowadza mu królestwo i poddanych.

Pierwsza połowa to jeszcze takie łudzenie się. Zabawa w kotka i myszkę. Takie umizgi kawalera do nieśmiałej panny. Ale dwie ostatnie kwarty to czysta supremacja siły. Tylko, że w wymiarze treningowym. Luz. Gra bez obciążeń. Dyskoteka w Grójcu. NYK nawet nie kwiknęli. Nie mieli czym. T. Chandler przypomina w obronie wieszak na kożuchy, I. Shumpert miał w pierwszej części zachłyśnięcie się tym zachodnim powietrzem, ale potem zamiast oddychać zaczął się dusić, zwłaszcza kiedy K. Durant odprowadził za rączkę jego obronę do piaskownicy, JR Smith dokonał samokastracji temperówką. Melo wyglądał jak… zwykły człowiek. Dawno nie widziałem go tak bezsilnego, zrezygnowanego. Niemal płakał w swojej bezradności. Bez błysku. W 4Q znowu trzy pudła i zjazd do boksu. A właściwie odholowanie. Dobrze, źe ma car assitance. On nawet nie stoi przy K. Durancie. Może mu co najwyżej dmuchać piłki.

NYK są naprawdę nigdzie. Czyli w Polsce. 20-31.

Trener Woo wyraża nadzieje, że nadal tu będzie po ASG. To już  zaczyna mieć wymiar błagalny. Czy idzie drogą wytyczoną przez M. Cheeksa? Nawet w tym będzie drugi.

Czy odbędzie się drugi Tea Summit? Może komuś podadzą czarną polewkę?

Historią tego meczu jest więc chyba powrót C. Aldrich’a do OKC. Cole był naprawdę wzruszony. Dostał pamiątkowy breloczek. Był nawet nagrany tribute. Na razie wersja demo. Technicy próbują skleić te taśmy kiedy podnosi ręce po trafionej trójce K. Duranta i szarmancko podaje ręcznik R. Westbrookowi.

MWP znowu nie zaskoczył. Po tym jak pogratulował złotego medalu Stochowi – you know man he is awesome man this ski jumper from Zęb, udzielił życiowej nauki niejakiemu Smartowi (nazwisko może być czasem mylące) który wdał się w jakąś szarpaninę z kibicem w Texasie.

„Kiedy jakiś fan nawołuje do mnie to tak naprawdę, stary nie wiesz przez co on przeszedł [w życiu]. Może wzrastali w ciężki warunkach bytowo/lokalowych albo byli z niepełnej rodziny. Nie wiem co może być fajnego w miotaniu obelg na bliźniego (Peace Man), ale może ktoś czerpie z tego radochę. Nie wiem Man. Ja nauczyłem się to akceptować, żyć z tym bo to jest coś za co także ci płacą na poziomie pro. Ja potem wracam do domu i oglądam Breaking Bad. Dla mnie to proste. Teraz wciągam House of Cards. Skończylem już Breaking Bad. Chciałbym, żeby już był sezon szósty. To było pojechane, man. Widziałeś to Człeniu?”

Potem jeszcze ćwierknął, że najlepsza kanapka to Kanapka. Czy coś trzeba dodawać?

Czy ten sezon dla NYK nie… mógłby się już skończyć?

0
Poprzedni artykułMaurice Cheeks pierwszym zwolnionym trenerem w tym sezonie
Następny artykułChris Grant nie zrobił w Cleveland drugiej Oklahomy

3 KOMENTARZE