Gdzie podziała się nasza nienawiść do Miami Heat?

24
Joe Cavaretta / Newspix.pl
Joe Cavaretta / Newspix.pl

In this fall, this is very tough, in this fall I’m going to take my talents to South Beach and join the Miami Heat.

Pamiętacie jeszcze te słowa? Oczywiście, że pamiętacie. Te słowa wprowadziły nas w nową erę koszykówki i są z pewnością w top 3 najważniejszych zdań naszej koszykarskiej epoki (obok: „Because of the virus I have attained, I will have to retire from the Lakers.” i „I’m back”). Minęło 3,5 roku, ale wciąż pamiętam dokładnie co robiłem, gdy oglądałem „Decyzję”. Pamiętam też, jak bardzo zdziwiłem się następnego dnia zacząłem czytać komentarze. Ilość wszelkich odcieni niechęci i nienawiści przeszła moje najśmielsze oczekiwania i skłoniła do napisania tego tekstu.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułDniówka: Czy GM Cavaliers jest na gorącym krześle? Bynum w Pacers to dobry pomysł
Następny artykułJR Smith po raz kolejny przesiedział cały mecz na ławce

24 KOMENTARZE

    • Dla mnie Cuban to taki wielki, wieczny przegrany, któremu się raz udało, jak niejakiemu Jarkowi i jak mu się udało to wszystko rozwalił. Pozostaje nam tylko słuchać co ma od czasu do czasu Cuban do powiedzenia, ale cóż więcej po nim zostało :-))))) Sorry Mark, ale pora się wziąć do roboty i coś zacząć budować, bo pies z kulawą nogą nie chce iść do Dallas

      Lubię to: 0
    • Właśnie też mnie to zastanawia.Faceta już określają tutaj 2 zawodnikiem w historii więc wole nie myśleć gdzie będzie jak zdobędzie jeszcze 1 tytuł albo 2.Hiper-mega-przestrzeń?Poziom nieosiągalny dla śmiertelnika?
      Polecam wyobrazić sobie, że w tym momencie James doznaje kontuzji która kończy jego karierę.Czy na prawdę faceta z obecnym dorobkiem można by wóczas nazwać drugim koszykarzem w historii?Czy można powiedzieć, że osiągnął więcej niż wymieniona dwójka, Jabbar, Duncan, Shaq?

      Lubię to: 0
      • Wyobrażam to sobie – 2x mistrz, 2x mvp finałów, 4x mvp sezonu, 2x mvp all-star, 9x all-star, 9x all-nba, 5x all-defensive team i kilka pomniejszych pierdół zawodnika, przed 30 który poprawia i wciąż może jeszcze poprawić swoją grę.
        Kontuzja kończąca karierę postawiłaby mu z miejsca pomnik i zostałaby okrzyknięta zapewne największą tragedią w sporcie tej dekady.

        LeBron jest teraz w miejscu, w którym może tylko przegrać, bo nie da się wygrać więcej w momencie kiedy zwycięstwo i dominacja jest twoją rutyną. Zdefiniował on swoją karierę w ten sposób, że nie jest w stanie wygrać już kolejnego mistrzostwa, może je tylko przegrać, a tym samym przegrać swoją legendę. Serio, koniec kariery w przyszłym tygodniu tylko go zmitologizuje.

        Lubię to: 0
      • A co ma tak naprawdę zmienić w uznaniu jego poziomu zdobycie kolejnego tytułu? Ocenianie zawodnika powinno brać pod uwagę poziom jego umiejętności i wszechstronność, które np. taki James doskonali przez całą karierę. Niektórzy mają okazję grać większość/całe kariery w kompletnych drużynach i pod dobrym trenerem (Lakers, Boston, Spurs, Chicago), inni szarpią kolejne sezony z drużyną drugiego sortu. To, że ktoś nie kończy kariery z czterema czy sześcioma majstrami NBA nie czyni go lepszym/gorszym graczem, choć taki punkt widzenia niestety jest powszechny, bo trofeum O’Breina to ultimate goal. Czy się LBJ lubi czy nie, jest z pewnością w ścisłej czołówce graczy NBA all time pod względem koszykarskiego IQ i wszechstronności (linijka 28/7/7 z 11 lat kariery sama nie wlazła mu na plecy). Czy jest drugi, czwarty czy jedenasty jest porównaniem bez sensu, bo każdy gracz jest w swoim rodzaju i każdy ma inny team. I z tego właśnie powodu zestawianie poziomu gracza pod względem ilości pierścieni jest równie bez sensu. Niektórzy mają okazję je zdobyć, inni jak by się nie starali, nie uciągną i Lebron nie jest tu osamotnionym przypadkiem. Najbardziej żal mi takiego Malona czy Ewinga, którzy naszarpali niesamowite kilkunastoletnie kariery, a do choćby jednego majstra zabrakło włos. Przynajmniej ten jeden tytuł każdy gracz NBA powinien mieć na otarcie łez :)

        Pozdrawiam

        Lubię to: 0
  1. Wszystko sprowadza sie do wygrywania.

    Niech podniesie reke ten, ktory przed 2012 nie uwazal LBJa za mieczaka, ktory wymieka w koncowkach? Jedno mistrzostwo i wszyscy zrobili obrot o 180 stopni.

    To samo z Kobem – jak przegrywal po odejsciu Shaqa, wszyscy go kopali, ale odzyskal tytul i nikt juz nie pamieta o gwalcicielu z Denver – jest juz tylko jeden z najlepszych, najbardziej walecznych SG w historii.

    To samo zauwazyli panowie na grantland: rok temu JR Smith gral jak najlepszy 6th man, i jego zachowanie to byla niegrozna blazenada i klaunowanie. Ale NYK zaczeli przegrywac w PO i grac piach w tym roku i nagle JR jest zakala ligi, psycholem, rozwala druzyne etc itp. Przyklady mozna mnozyc w nieskonczonosc.

    Nie zebym myslal inaczej – po prostu warto zwrocic uwage jak nasz umysl nas robi w konia i wybiela autorytety.

    Amen

    Lubię to: 0
  2. Coś w tym jest że jak jest jakiś zespół, który wszystko wygrywa to podczas meczu „niedzielni” kibice raczej trzymają stronę tego słabszego zespołu. Pamiętam czasy Jordana i nie cierpiałem Bulls, tylko z tego powodu, że zawsze wygrywali (szczególnie finały z Jazz i Sonic). W przypadku Miami jest w tej chwili trochę inaczej, przynajmniej w moim odczuciu z tego powodu, że w tym roku nie są stawiani już w roli zdecydowanych faworytów. Większości pewnie nie zdziwiłoby to, gdyby nie weszli do finału. Ja liczę na taki scenariusz, bo prawdopodobnie wtedy James przeniósłby swoje talenty w inne miejsce.

    Lubię to: 0
  3. Hej, dzięki za ten artykuł (tak jak i za wszystkie nie dotyczące bezpośrednio gry które piszesz) ale ale.

    1.Chyba jednak drużyną której tożsamość jest budowana na swoistej inteligencji, przede wszystkim jest SAS. W przypadku Miami ton nadaje James i Wade czyli jednak gracze będący fizycznymi ewenementami.
    Oczywiście pr wkłada dużo wysiłku, żeby wyglądali oni na miłych, eleganckich typkow. Zresztą, nawet ty sie na to nabierasz pisząc o „intelektualistach” (sorki, lol). Oczywiście Allen i Battier specjalnie tu nie przeszkadzają.

    2. Co do Jamesa, po tym jak bardzo miał zepsuty wizerunek, jedyną drogą było sprawienie żeby stał sie trochę nudny. Gdzie jest we are all witness?
    LJ wreszcie dostał dobrego prowca i to chyba tyle.

    3. Co do Frodo sie zgodzę ale HP chyba nie czytales co?:)

    Przepraszam za formę ale warunki sprzętowe nie pozwalają na więcej.

    Lubię to: 0
    • 1. SAS mają wizerunek, przede wszystkim, organizacji pełnej klasy, co przekłada się też na zawodników. Nie słyszymy natomiast o tym, że gracze czytają tam książki w szatni. Spurs = koszykarskie IQ raczej (cały czas mówimy o wizerunku, także możesz się nie godzić, bo to jest oczywiście jedynie moja opinia).

      3. Czytałem. Harry Potter jest właściwie archetypem generycznego bohatera.

      Lubię to: 0
  4. Przemku, zgadzam się z Toba. nienawiść do Miami przejadła się, stała się nudna. A przede wszystkim decyzja Lebrona okazała się z wszech miar słuszna. Dzieki tym 2 pierścieniom zabrał krytykom argument o byciu „niespełnionym zawodnikiem”. Nigdy nie będzie w kategorii Barleya, Malona, Stocktona i innych swietnych graczy, którzy nie zdobyli mistrzostwa. Co więcej, moim zdaniem, gra teraz jeszcze lepiej niż wcześniej, pasowałoby tu określenie „efektywniej”. I to jest cos za co cenie go najbardziej – dostał „talent”, ale nie poprzestał na tym, cały czas się rozwija, nie marnuje swoich możliwości ale je udoskonala. Miami to nowoczesna drużyna, grająca jako zespół – ja tak przynajmniej ich odbieram. Oczywiście LBJ i Wade nadają ton, ale gracze pokroju Haslema, Birdmana, Battiera czy wcześniej Millera nie tworzą tylko „tła”, nawet laik dostrzeże jak wielką role odgrywają w grze zespołu. Można Miami nie lubić ale na pewno zasługują na szacunek i uznanie.
    Co do wcześniejszych komentarzy odnośnie tego czy LBJ jest w top 2 najlepszych graczy w historii… mnie osobiście takie dywagacje irytują. Nie da się porównać zawodników grających w różnych erach, w różnych filozofiach gry. Moje zdanie – Jordan zdefiniował prawie idealnego SG (miał swoje wady, jak każdy), natomiast Lebron definuje prawie idealnego SF. Gdyby miał jeszcze rzut jak KD byłby zawodnikiem kompletnym, w mojej ocenie.

    Ps. Przemku, bardzo dobry artykuł i ciekawy wybór tematu.

    Lubię to: 0
      • Generalnie zgoda. Chodziło mi raczej o taka „naturalną pewność i swobodę rzutu”. A co do skuteczności z różnych pozycji to właśnie w tym LBJ jest lepszy od KD i myśle, że zawsze będzie. Jak dobrze odczytuje staty to KD oddaje średnio 19,4 rzutu na mecz a LBJ 16,1. Można pokusić się o sumulację, że przy jego skuteczności z gry 59,1% to oddając tyle samo rzutów co KD, mieliby takie same średnie punktowe. Kwestia w tym, że nie chce lub nie musi. Choć zobaczymy po dzisiejszym meczu z Wizzards;)

        Lubię to: 0
  5. Świetny tekst Przemku, ale to chyba norma u Ciebie :)
    Co najciekawsze to że LBJ nie złapano na zdradzie/zdradach czy biciu żony, jazdy pod wpływem lub innych ciekawostkach ;) co w dzisiejszym świecie jest bardzo łatwe, w końcu wszyscy mamy smartfony itp gadżety :)
    Nie da się ukryć że „sami wiecie komu” i innym gwiazdom było zdecydowanie łatwiej „zaliczać” (być zaliczanym)w tamtych latach.

    Lubię to: 0
  6. Spoko, nienawiść wróci w PO.
    Finały Konferencji z Indianą (nie ma innego wyjścia), i ewentualnie finał (oby nie ;-)))) z SA/OKL/PORT znowu napędzą nienawiść.
    Połowa fanów będzie za indianą, a połowa przeciw Jamesowi.

    Ale umieszczenie LBJ w TOP 2 w historii to tylko taka prowokocja dziennikarska.
    Obecnie może TOP 10. Moooże.
    Jak zdobędzie jeszcze 3 tytuły, będzie TOP 5.
    Ale TOP 2? Wolne żarty.

    Jakby to powiedział Larry Bird: Oczywiście, że James jest lepszy – ja na przykład nie grałem już 10 lat…… ;-)))

    Lubię to: 0
    • Nooooo tak, jak się będziemy bawić „statami” z zawodnikami już nie grającymi i używali swoich sympatii i antypatii. Ja jako fan LAL (tankujemy, oj boli w tym roku) mogę stwierdzić, że LBJ w czasie swojej kariery nie spotkał nikogo na parkiecie będącego lepszym od niego (sorry Kobe, Shaq)

      Lubię to: 0
  7. Prawda jest taka że pisanie że LBJ jest top 2 w historii i stawianie go w jednym rzędzie z MJ-em jest poprostu zwykłym brakiem szacunku dla Mike, Birda , Magica , Hakeema , Jabbara czy nawet Duncana. LBJ jest graczem wybitnym ale ludzie chyba zapominają że przed nim grali koszykarze wcale nie gorsi a było i kilku lepszych .

    Lubię to: 0
  8. Aż sprawdziłem, czy mam te włosy na stopach ;)

    Przepraszam, ale jako dziecko „hej, hej tu enbijej” jestem już wypaczony i jako ktoś, kto był naocznym świadkiem sukcesów MJ23 i Bulls z początku lat 90-tych, od początku widziałem LeBrona tylko w emocjonalnych odcieniach szarości.

    Lubię to: 0