Nowojorskie impresje 703… czyli DETonacja neuronów…

25

Mam czasem takie słabsze momenty, kiedy wydaje mi się, że można powiedzieć coś ciekawego o DET. Następnie budzę się zlany zimnym potem i cieszę się, że koszmar się skończył.

Tak długo, jak ten tłusty kot Bonifacy będzie siedział na zapiecku, ten zespół jest skazany na powolne toczenie się na biegu jałowym. Nie wierzę, że w tym otłuszczonym umyśle jest jakaś większa wizja niż to, kiedy podadzą jakiegoś cheeseroyala z frytkami. Joe zjada swoją legendę. Teraz jest w fazie defekacji. Szkoda, że musimy na to patrzeć.

DET byli koryfeuszami wielkiego planu przebudowy zaplanowanego w trybie pięciolatki. 2009-2014. Prekursorzy zmian. Tak chytrzy, że odpalili głowice na rok przed wszystkimi. 2010 o roku Ty!. Dwie lokomotywy napędowe – Król Karol V i Mały Benek wsparte lekko podniszczonym składem wagonów mistrzowskich (Czosio, Duży Benio, Księciunio, Odpoczywający w Pokoju). Powiedzmy sobie otwarcie ten pociąg nie wyszedł nawet z parowozowni. Wykoleił się już przy ładowaniu węgla. Na stację dotarł… ale informacja do pasażerów, że trzeba szukać innych środków komunikacji. To co budziło pewną nadzieję i optymizm na to była czwórka młodych, zdolnych niespokojnych wybranych w Drafcie Anno Domini 2009 którzy wydawali się perspektywiczni. Okazało się, że w realu perspektywy osiągnęły poziom snów o potędze, które można opłakiwać przy kufelku piwa jak np. wizję lennej podległości hospodara mołdawskiego. D. Washingtom (draft 2008 co prawda) ale tak się ojadł macy w Izraelu, że nie było co zbierać. Dalej był D. Summers, który też nieźle rokował a na chwilę obecną Szczerbcem wyrąbuje bramę w Kijowie. A. Daye – który miał zastąpić Księcia Szkieletorów ale szybko okazało się jednak, że zamiast mózgu ma w głowie styropian i dziś doradza jak ocieplać budynki wśród śniegów Kanady. Ostał się tylko ten szwedzki drwal J. Jerebko, który jak widzę stosuje dietę ala Andrew Gołota polegającej na wyhodowaniu na ciele margaritty z kulkami mięsa. Nie twierdzę, że każdy z tych projektów miał zapalić, ale w 2009 hype był większy.  Nie każdy kij rzucony na głęboką wodę staje się aligatorem. Potem w 2010 r. objawił się T. White – to bożyszcze youtube’a, człowiek który wydawało się, że jako pierwszy zrobi salto nad obręczą, pogruchotał stopę w meczu preaseason w efekcie czego nigdy nie usłyszał skrzypu swoich nóg na parkiecie NBA i rozpoczął pielgrzymkę żołnierza tułacza, która powiodła go do mieściny o nazwie Kragujewac.

Ktoś powie – „mamy nowe rozdanie”. Zapomnijmy o bolesnej przeszłości. Nowa szansa. Nowe nadzieje (brzmi jak zajawka do konfrontacji z Gwiazdą Śmierci). „Zobacz jaki mamy front court? Kto nam podskoczy? Tylko gupi by się nie jarał”

Czy G. Monroe? Nie. Dla mnie to jest motoryka ugiętych kolan Robina Lopeza. Co on jest? Czy on coś potrafi w post –up z tą twardością atłasowej poduszeczki. To jest para chyba najgorszych rąk w całej NBA jeżeli chodzi o centrów. Gdyby ktoś powiedział mi, że ten facet ma mi wykonać operację na otwartym sercu błagałbym o to, żeby dali mi Goofiego.

Czy J. Smith? Nie. Zbieżność nazwisk nie może być przypadkowa. Te linie rodowe muszą mieć wspólnego przodka (chciałbym go poznać, ale też chciałbym być wtedy uzbrojony). Ego Josha Smitha nie może być składowane na Ziemi. Inaczej poruszalibyśmy w nim, oddychali i sami bylibyśmy tym egiem. Jego poczucie wielkości sprawia, że normalny obserwator NBA jak ogląda go w akcji musi zakładać okulary przeciwsłoneczne, bo boskość go oślepia. Jest jak Arka Przymierza w Indianie Jonesie. Ten gość ma zamiast istoty szarej lekko rozwodniony cement a zamiast istoty białej wapno musujące. Jeżeli ktoś wierzy, że on może włożyć coś w tłoki to niech od razu przesiądzie się na rower. Najlepiej trzykołowy. Na pewno lepiej dla zdrowia. Zwłaszcza tego psychicznego.

A. Drummond – trudno orzec. Nie ukrywam, że marzy mi się pojedynek jego i J. Sullingera w białym budyniu. Takie dwa przetaczające się wielkie daktyle. To mógłby być freak fight dekady. Chyba, że detektyw Rutkowski znowu coś wymyśli. Nie powiem facet jest fantastyczny. W Quo Vadis (wersja dla publiczności czarnoskórej) ma murowaną rolę byka, którego zadusi R. Kubacki. Ale nie ma chyba takiego oceanu który uformowałby tę surówkę w jakąś zgrabną formę, która nie przypominałaby twórczości Władysława Hasiora. Boję się, że kariera będzie pasmem kontuzji pleców, kolan i nocnych polucji. Iman Shumpert może mieć po wczorajszym zadaszeniu odmienne zdanie.

B. Jennings – chyba jeden z najbardziej przehypowanych graczy w NBA. Zakładnik meczu 50 plus ze swojego sezonu debiutanckiego. Wszyscy tak chcieliby tak go lekko zdissować, ale ten jeden mecz tak nie pozwala go w całości zbezcześcić. On jest podobny w rozwoju przodomózgowia do Smitha (wspólna babka?), neurony chodzą u niego tyłem. Tak zgoda. Może mieć chwile koszykarskiej erekcji, ale w przekroju to jest plątanina złych decyzji, niepotrzebnych rzutów i totalnej nieodpowiedzialności na zasadzie „i co mi zrobicie?”. Jeżeli ktoś twierdzi, że taki szlakowy może zaprowadzić łódź do mety to mam nadzieję, że płynie w kapoku.

K. Caldwell- Pope – zwany pieszczotliwie papierzakiem (w polskich lasach rosną takie grzyby) sprawił mi wczoraj dużo problemu, bo fizycznie jest bardzo podobny do Jenny i generalnie mieszał mi się jak ciepła woda z cukrem. Trudno mi powiedzieć coś o kimś, kto wydaje się być klonem R. Stuckey’a. Ale DET ma taką dziwną tendencję do kolekcjonowania sobowtórów.

Czy ten L. Datome to jest jakaś groupie J. Noaha?

Na papierze to może nawet fajnie wygląda. Pozbyto się J. „Największa Rzyć NBA” Maxiella (facet podobno wchodził już w ostatnim sezonie do szatni bokiem), jest nadal Will „Nate Robinson to mój nieudany prototyp” Bynum, wrócił C. Billups by oddać coś urbi et orbi.

W praktyce Bonifacy podkręca wąsa i łapką wpycha śmietankę do pyszczka. Następne malowanie pieca kaflowego za cztery lata. Filemona nie ma. Myszy harcują.

Powiem tylko tyle. Ktoś kto zatrudnia B. Jennigsa i J. Smitha nie wymaga weterynarza. Tylko uśpienia.

Detroitczycy trzymajcie się cieplutko.

NYK

Biuro Polityczne zdecydowało się na takie wymijające bąknięcie korytarzowego komentarza. Ktoś doszedł prawdy i tajemnica ujrzała światło dzienne. Nie ma co już dłużej ukrywać się szafie.  „I. Shumpert przeszedł zabieg kolana w lecie” szczeknęło przez megafon. I pokazuje się na Imana palcem. Nie powiedział Wam? Jak to? To nieprawdopodobny wręcz skandal. Pytajcie jego. Tyle, że on nic Wam mówić nie może.

Czekam już teraz tylko na informację, że Melo wstrzyknął sobie w wargi botoks (on ich już nie zamyka), P. Prigioni wszczepił sobie psią nerkę, a K. Martin nie jest już wnętrem.

Ten cały rzekomy trade z R. Rondo? To chyba dobra informacja dla fanów BOS. Znaczy się perspektywy na powrót Rajona do dawnego Ronda są optymistyczne. A na pewno lepsze niż wzięcie na pokład człowieka, którego kolana przypominają szklaną watę i gościa który zataił prawdę o swojej operacji. Jak jest źle, więc się chodzi na handel obwoźny. Tyle, że sprzedaż pożarowa niczego nie zmieni…

Mecz

Wahałem się. Ale krótko. Wybrałem komentarz Sir Georga Rycerza Blaszki. Lubię faceta i to jest mój Top3 komentatorów NBA – po Clydzie i Panu Samochodziku. Miły starszawy Pan sypiący bon motami niczym dobrotliwy wujaszek przygadujący stryjence na niedzielnym obiadku. Facet obejrzał więcej meczy DET niż Wy zjedliście schabowych. To budzi szacunek.

Mecz był w miarę płynny odznaczał się stanami gry na kontakcie aż do 3Q kiedy DET wcisnęło lekko pedał gazu, minęło NYK i do końca spotkania kontrolowało przebieg rozgrywki. R. Stuckey zrobił różnicę (nie wierzę, że to napisałem), Papierzak dwa razy ukąsił za trzy i właściwie NYK się udusili własnymi spalinami. Nerwowa pogoń osiągnęła poziom -4 pkt. w szczytowym momencie. Ale na więcej nie starczyło czasu.

Było tak jak ostatnio. A nawet lekko gorzej bo R. Feltonowi strzelił jak recepturka nerw w biodrze i jego ciało osiadło na mieliźnie ławki rezerwowych, MWP nadal osuszał kolano przy pomocy ogniska. Do piątki wskoczył B. Udrih (i żeby go nie urazić powiem tylko, że nawet Nawałka nie dałby mu drugiej szansy) i K. Martin – któremu jakiś prawnik powinien wreszcie wytłumaczyć, że nie istnieje w prawie karnym taki kontratyp jak zabójstwo w czasie meczu koszykówki.

Co było zatem? Melo przechodzący ze stanów euforycznych do stanów totalnej atrofii i rozpadu. Od czerwonego olbrzyma do białego karła i odwrotnie. Prawdziwe życie gwiazdy. Wydawało się, jego frustrację objawiającą się coraz większym uśmiechem (on tak ma) będzie mogło ukoić już tylko ciepłe kakauko i ciepły sweter z łosiem. STAT trzy razy spuścił wodę, co moim zdaniem w jego stanie musi się skończyć na ortopedycznym OIOM-ie. Poza tym chłopak w hotelu w tym śmiesznym kepi otwierający drzwi znowu drży o pracę. I. Shumpert był osowiały jak Słowacki po puszczeniu krwi, A. Bargani miał chwile kiedy wydawało mu się, że broni – obiektywnie patrząc, to jednak on jednak pomagał DET – Andrzej – face it, JR Smith zagrał skuteczniej, co nie było takie trudne biorąc pod uwagę jego ostatnie popisy. Nie wiem czy nie ma na to wpływu to, że to już chyba trzeci mecz po tym jak rozplątał te leniwe, co je sobie utoczył na głowie. Zdaje się, że zwoje wracają do swojego normalnego rozmiaru laskowego orzecha. Jennings tam go ładnie raz wychłostał przy linii, więc moralnie chyba w #tweetwarbrainlesspeople – Yennefer górą. Geralt ostrzy nóż. Hardaway Jr. był chyba zbyt oczarowany blaskiem Pałacu, że po 10 min. trener Woo zaczął się obawiać, czy nie zgubi bucika i posadził go do przebierania popiołu.

Nie wierzę. Dziś Indiana. Życie jest piękne.

Poprzedni artykułProblemy ucznia Dwighta oczami nauczyciela Hakeema
Następny artykułRookie Ranking (3): Victor Oladipo próbuje być rozgrywającym

25 KOMENTARZE

  1. Nowojorskie impresje i Moto opowieści w jednym! :D Brandonek to te ponad 50 rzucił chyba przeciwko niczego-wtedy-niebroniącym Warriors co w tamtym czasie nie było wielkim wyczynem, ale co ciekawe większość i tak to pamięta. Przy okazji muszę wyznać, że oglądając ostatnio mecz Kings z Pistons kilka razy pomyślałem, że z tej drużyny może coś być w tym sezonie (podejrzewam, że udzielił mi się po prostu entuzjazm Doris Burke). Po pracy będę się musiał zatem skatować tym tanim koszykarskim winem by pozbyć się złudzeń :-)

    Lubię to: 0
  2. Po pierwsze to IMHO opisy przeciwników NYK spod ręki zNYKającego powinny zostać dodane do Skarbu Kibica. Obowiązkowo !!!

    A w związku z wątpliwościami od razu proszę o wyjaśnienia (dodam że meczu nie oglądałem i nie mam zamiaru…):

    „Czy J. Smith? Nie. Zbieżność nazwisk nie może być przypadkowa. Te linie rodowe muszą mieć wspólnego przodka (chciałbym go poznać, ale też chciałbym być wtedy uzbrojony)” – pijesz tu do Earla III aka JR??

    „K. Caldwell- Pope – zwany pieszczotliwie papierzakiem (w polskich lasach rosną takie grzyby) sprawił mi wczoraj dużo problemu bo fizycznie jest bardzo podobny do Jenny i generalnie mieszał mi się jak ciepła woda z cukrem.” – O jaką Jenne chodzi ??

    „K. Martin nie jest już wnętrem.” – A co to za stworzenie ??

    „Wybrałem komentarz Sir Georga Rycerza Blaszki.” – a po angielsku jak się nazywa ?

    „Yennefer górą.” – Yennefer czyli ??

    Lubię to: 0
  3. K. Caldwell- Pope – z klonem Stuckey`a to trochę odleciałeś, bo gość jest (a właściwie ma być) a) dobrym shooterem zza linii za 3 b) dobrym obrońcą.

    Sam skład Detroit jest ciekawy, myślę, że na tak słabiutkim wschodzie są szanse na play-off.

    Jeśli chodzi o samą kadrę – trzeba wziąć pod uwagę, że pierwszą opcją transferowa przed zakupem Josha był Iggy, co dla zespołu byłoby o niebo lepsze. Josh wczoraj dobrze bronił Carmelo na 3, ale we wcześniejszych meczach widać, że miał problemy z bronieniem 3, a trzeba mieć na uwadze, że przyszedł do Detroit w zamyśle do między innymi bronienia mocnych SF. Shot selection Josha pozostawia wiele do życzenia, choć ostatnio trochę chyba się poprawia. Uważam jednak, że jest to spowodowane tym, że drużyna nie ma pomysłu na grę, wiele rzutów było uzasadnione i sytuacyjne (gdzie pozostawało mało czasu do końca akcji). Jakkolwiek zgadzam się – Josh nie jest najlepszym rozwiązaniem dla tej drużyny, ale myślę, że Joe D trochę czuł już na plecach zwiększające oczekiwania T.Goresa na play offy w tym roku i stąd ta decyzja na zakup franchise już w tym roku.

    Jeśli chodzi o B.Jenningsa – dużo można by pisać, ale jedno nie ulega wątpliwości – jest on na pewno progresem w porównaniu do B. Knighta, więc raczej nie ma co o tym dyskutować. Sam kontrakt również uważam za nie najgorszy. Mimo wszystkich wad – lepszy oraz bardziej perspektywiczny zawodnik niż B.Knight, więc sam transfer uważam za dobry.

    Problemem zespołu bardziej niż zawodnicy jest moim zdaniem trener, bo drużyna gra bardzo chaotycznie i bez pomysłu, co było widoczne we wczorajszym meczu (stąd też selekcja rzutowa Josha na pierwszy rzut oka nie przedstawia się dobrze).

    Lubię to: 0
  4. @ Trolik

    Nie spodziewałem się dokonywać egzegezy własnych tekstów. Ale poniosę i ten ogarek świadomości.

    1) Przodek chodził jeszcze na czterech łapach, ale genotyp jest mocny i wyklucza pomyłkę.

    2)Jennings to Jenny. On jest taki metroseksulany.

    3) Wnętr – osobnik męski, posiadający wadę rozwojową polegająca na niewłaściwym umieszczeniu jednego lub obu jąder w jamie brzusznej lub kanale pachwinowym zamiast w mosznie.

    4) Komentator DET nazywa się George Blaha. W kinach był ostatnio taki film o Rycerzu Blaszce. Ot skojarzenie. Jedno z wielu.

    5) Yennefer to Jenny – takie skojarzenie onomatopeiczne.

    Czytać wiecej czytać, orientować się, rozmawiać z ludżmi. Nie tylko pukać na PS3.

    Lubię to: 0
    • Jak pisałem w komentarzu do poprzednich NI, zrób jakiś słownik ze stosowanymi skrótami myślowymi lub coś w ten deseń, bo sądzę że mało kto rozumie co piszesz poza stałymi czytelnikami NI z poprzedniego portalu.

      Nie jestem jeszcze obyty z Twoją prozą i nie chcę hejtować a zrozumieć, więc będziesz musiał na początku obecności NI na 6G znosić przynajmniej mnie i ciągłe pytania. Z czasem mam nadzieję będzie lepiej.

      Z drugiej strony jestem ciekaw kto się domyślił że Jennings to Jenny??
      Koledzy ze starych NI pewnie tak ale nie wszyscy je czytali.

      A co do PS3 to nie włączałem już ok. rok… :P

      Lubię to: 0
      • Nie zawsze wszystko musi być pięknie wyłożone na tacy – rusz głową, a zauważysz, że w ten sposób jeszcze bardziej zanurzysz się w tekście.

        Jenny – Jennings, no to wcale nie była wielka zagadka.

        Żeby nie było, sam miałem zagwozdki czytając ten tekst, ale od czego jest internet, kawa, 10 przysiadów na rozbudzenie umysłu.

        Lubię to: 0
        • Nie wiem czy nie pomylił kolega targetu, ten portal nie jest dla geeków polszczyzny i analiz pokroju „Co autor miał na myśli” i zanurzania się w tekst a do pisania o koszykówce.

          Przeginanie z wymyślnymi porównaniami (często z czapy) tego przekazu nie ułatwia.

          Lubię to: 0
          • @Trolik przywyknij… skoro Impresje pojawiły się na 6G to znaczy, że musisz dokonać redefinicji 6G w swoim słowniku :)

            Lubię to: 0
          • @Trolik

            Musisz wyluzować i nie być taki zerojedynkowy. O NBA też można pisać w żartobliwej i prześmiewczej konwencji i pobawić się trochę słowem, zwłaszcza ojczystym.

            Lubię to: 0
  5. Tekst o Jerebko – masakra !!! leże i kwiczę.
    Gry Knicks jakoś w tym sezonie nie da się zdzierżyć .
    Pierwszy raz od lat 4 kwartę przewijałem w trybie przyspieszonym bo wiary brak. Ktoś pomoże? Panie premierze jak żyć?

    Lubię to: 0
  6. @ Trolik

    To, że kolega nie chwyta do końca konwencji impresji może tylko pomóc. Polecam, tak jak ktoś wyżej napisał, poruszać trochę głową, pokombinować, sięgnąć w głąb world wide web, a wyjdzie na zdrowie. Po lekturze kilkunastu części człowiek ogłady nabierze, rozwinie się wewnętrznie itd. :) A tym, że nie wszystko się zrozumie nie należy się przerażać. Impresje są napisane w taki sposób, że nawet zNYKający wszystkiego nie wychwyci za pierwszym razem ;)

    Keep up good job zNYKający!

    Lubię to: 0
    • Zatrważające co piszesz. Jak zNYK może pisać coś, czego sam nie rozumie?? – taki wniosek wyciągam z ostatniego zdania.

      Powiedz mi w jaki sposób mogę odtworzyć tok rozumowania zNYKa żeby zrozumieć co ma na myśli ?? Też mam palić ten sam temat co on przed pisaniem?? A może to tabletki lub magiczny proszek??

      I żadne źródła mi nie pomogą w wyłapaniu dlaczego Brandona Jenningsa nazwał Jenny bo wg niego jest metroseksualny. Dlaczego nie Brenda?? Dla mnie nie jest metroseksualny i nigdy bym nie wpadł na taki tok myślenia.

      Co do www to jedynie wnętra bym mógł znaleźć, ale sądziłem że to może być literówka lub jakiś wymysł autora. Bo co ma Kenyon Martin do takiego z wnętra??

      Lubię to: 0
  7. Oj zNYKający… jak uwielbiam czytać Twoje impresje od lat już wielu (kiedy w NYK pod koszem szaleli David Lee i Al Harrington do spółki z T-Maciem) to teraz jednak muszę kilka nieścisłości wytknąć.

    Co do charakterystyki Jenningsa i Smitha to się zasadniczo zgadzam – nie są to panowie obdarzeni wielką inteligencją boiskową, raczej takich dwóch hero-ballerów. Drummond to też dla mnie pewna zagadka – sporo się o nim pisze, ale jest tak surowy, że aż strach. Dwight Howard może się przy nim nazwać mistrzem wykonywania wolnych pod względem techniczny.

    Ale już opis Monroe`a jest zanadto surowy. Że niby słabe ręce? 3,5 asysty w zeszłym sezonie, ponad 1,3 przechwytu, kończy pod koszem zarówno z lewej jak i prawej łapawicy. Gra post-up? Wiele akcji kończy po obrocie albo po koźle (te dwie ręce), albo dobrze szuka Drummonda w pomalowanym albo kogoś na obwodzie. Repertuar zagrań ofensywnych jest rozbudowany. Akurat Moose ma jedne z lepszych łap jak na centra w NBA. Bardzo nietrafiona ocena w tym względzie.
    Co do wad to się z grubsza zgadzam – twardzielem to on nie jest, motorycznie to Bargnani przy nim to najnowszy model Ferrari, wyskoku dosiężnego tyle, ile stanie na palcach. Niemniej jednak – 16/9 z samo z siebie się nie zrobi. Technicznie to jeden z lepiej wyszkolonych centrów ligi. Drummond to przy nim nieociosany głaz – ale sporych rozmiarów i lepszej budowy.

    Stuckey i Caldwell-Pope? Szanowny Panie redaktorze, ciężko o gorsze porównanie. Stuckey to człowiek nie będący ani 1 ani 2, polegający na wjazdach pod kosz i przepchnięciu się. KCP to typowy sg, okopany saperką za linią 6,75. 3&d w najczystszej postaci :)

    W roku 2009 nie było już Billupsa w zespole – został wymieniony rok wcześniej za Iversona. Nie dane mu było naocznie oglądać wygłupów Bena Gordona w tłocznej koszulce. Villanueve czasem ogląda krzątającego się przy ławce rezerwowych.

    Uważam, że przeceniasz znaczenie draftu 2009. Tam DET wzięło obiecującego wtedy Daye i trochę role-players w II rundzie. Żadnego większego pompowania balonika względem nich nie było – Jerebko ładnie zaczął, więc było o nim trochę szumu (pierwszy Szwed w NBA), ale też bez szaleństw.

    Reasumując – Jak zwykle dobra pisanina, ale kilka rzeczy należy sprostować.

    Lubię to: 0
  8. @ aaaaa

    Uwagi przyjmuję pokornie.

    Monroe – sląbe ręce w sensie nie ma gripu, traci piłkę.

    OK.Stuckey – Pope – może odpłynąłem za bardzo od brzegu. Będę patrzył.

    Z Billupsem centralny pstryczek w nos. Boli :)

    Masz rację był hype 2009, a ja ciągle ulegam jego urokowi. Przepraszam.

    Lubię to: 0