Steale i busty fantasy basketball, zaproszenie do ligi

5
fot. Jeff Hahne / Newspix.pl

Nasi znajomi Karol Melaniuk i Sławek Mróz, których możecie pamiętać z Czwartej Kwarty i ZawszePoPierwsze, chcieliby zaprosić Was do przyłączenia się do stworzonej przez nich ligi fantasy NBA. My też oczywiście przyłączamy się do tego zaproszenia i zachęcamy do sprawdzenia się w roli GMów.

W zeszłym roku na forum e-nba spontanicznie powstały 3 ligi fantasy basketball NBA (w systemie roto z draftem aukcyjnym), które w sumie liczyły 53 graczy – zarówno nowicjuszy, weteranów jak i kilku GMów z jednej z najstarszych lig fantasy w kraju [fbbest, która działa od 1999]. W tym sezonie jesteśmy już lepiej zorganizowani i mamy apetyt na większe oraz ciekawsze rozgrywki. Dlatego też piszemy tutaj, aby każdego chętnego zaprosić do udziału. Nie ważne czy jesteś doświadczonym graczem, czy nowicjuszem, który chciałby zobaczyć „z czym to się je” – serdecznie zapraszamy każdego, kto interesuje się NBA i chciałby poczuć choć namiastkę tego, co czują prawdziwi GMowie.

Dokładne informacje o lidze znajdują się na forum e-nba, a zgłoszenia uczestnictwa przyjmowane są bezpośrednio w tym wątku: http://www.e-nba.pl/showthread.php?8773 Na forum rozwiejemy również wszelkie ewentualne wątpliwości i odpowiemy na pytania dotyczące zasad.

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla czytelników 6gracza tekst, opisujący potencjalne busty i steale w nadchodzącym sezonie.  Wymieniliśmy po 5 zawodników w każdej kategorii i mamy nadzieję, że nasze uwagi pomogą w zbliżających się draftach. Pamiętajcie tylko o jednym – to, że np. kogoś sklasyfikowaliśmy jako busta nie oznacza, że zagra zły sezon jako taki. Oznacza to natomiast, że uważamy, iż będzie się spisywał gorzej niż zostanie wyceniony przez większość draftujących.

Steale

Sławek Mróz:

Eric Bledsoe – „Mini LeBron”? Być może. Oczywiście, w skali osiągnięć boiskowych również nadal pozostanie Eric w wersji mocno „mini” w porównaniu z aktualnym dwukrotnym czempionem. Dla Suns jednak lada chwila będzie „maxi”. Pewnie, Goran Dragic właśnie błyszczy w kadrze, ale w klubie NBA ma już bardzo silną konkurencję. Pewnie, obaj mogą grać obok siebie, jak sugeruje się w Phoenix, ale prędzej czy później możemy spodziewać się transferu Słoweńca. Sam Bledsoe zaś nie po to był ściągany do Suns, by grzać ławkę niczym w Clippers. Czas zatem na eksplozję kolejnego talentu!

Anthony Davis – ograniczone minuty w przypadku debiutanckiego sezonu Davisa z jednej strony nie dziwiły, wszak urazy imały się młodego zawodnika co jakiś czas. Dziś Davis staje do sezonu silniejszy fizycznie, a i cała drużyna Pelicans nagle ma aspiracje na imponujący sportowo sezon. Pora na prawdziwe minuty startera! Dokonaj sobie stosownych obliczeń a zobaczysz, do czego zdolny jest Antoś już niebawem.

Derrick Favors – na ten moment długo czekał sam Derrick i wielu fanów jego talentu. W Salt Lake City nie ma już Ala Jeffersona i Paula Millsapa. Młodzież od teraz ma do dyspozycji tyle minut, ile tylko zdoła udźwignąć. Podobnie jak w przypadku McGee, trudno oczekiwać tu produkcji supergwiazdy. Biorąc jednak pod uwagę zarówno spodziewany wzrost minut, szybsze tempo grania Jazz jak i naturalny rozwój młodego talentu, z całą pewnością mamy przed sobą niemal żelaznego kandydata na breakout season.

JaVale McGee – czy zostanie wreszcie uwolniony ze smyczy, zgodnie z powszechnymi przewidywaniami? Może niekoniecznie do poziomu 35 minut na mecz, choć i takie wizje się pojawiają. Pamiętajmy jednak, że mowa o człowieku, który blokował dwa rzuty w meczu, przebywając na parkiecie średnio przez zaledwie 18 minut. Jeżeli rzeczywiście w nadchodzącym sezonie zbliży się do okolic 30, będzie solidnym centrem w fantasy.

Jonas Valanciunas – w Toronto długo nie mogli zdecydować się, jak wiele ciężaru meczowego młody Litwin da radę udźwignąć. Dziś, gdy Andrea Bargnani pożegnał się z Kanadą i „rozpala nadzieje” w Nowym Jorku – nie ma już wątpliwości. Jonas to podstawowy zawodnik podkoszowy już teraz, z profilem statystycznym wprost wymarzonym dla menedżera fantasy.

Karol Melaniuk:

Wilson Chandler – chyba dość oczywisty wybór, ale tak dobry, że aż nie wypada o nim nie wspomnieć. Gallinari wróci najwcześniej w styczniu, a być może nawet w lutym, tak więc co najmniej pół sezonu Wilson będzie starterem w Denver. Rok temu w takiej roli sprawdził się znakomicie (18,9 PPG przy FANTASTYCZNYCH skutecznościach za 2, 3 i z wolnych, a do tego 5.6 RPG oraz 1.9 APG), ale próbka była mała (tylko 8 spotkań w pierwszej piątce). Dlatego też raczej należy spojrzeć na to, jak Chandler sobie radził kilka lat temu, gdy w NYK był starterem na pełny etat. Jeśli więc to przyjąć za punkt odniesienia, to możemy oczekiwać statystyk w okolicach 15-5-2 i po jednym przechwycie, bloku, trójce oraz dobrej skuteczności z wolnych.

Pau Gasol – bardzo rozczarowujący poprzedni sezon, który na pewno wpłynie na to, jak Pau będzie oceniany przed tegorocznymi draftami. Z tego względu te oceny często będą zaniżone, bo główne czynniki ograniczające produkcję Gasola zostały wyeliminowane – tzn. odszedł Howard oraz od początku będzie jeden trener, którego Lakers na pewno nie zwolnią choćby wyniki były kiepskie. W końcu zasłużony odpoczynek od reprezentacji oraz contract year, to również przesłanki ku temu, by od Hiszpana oczekiwać znacznie lepszych rozgrywek niż rok temu.

Spencer Hawes – to modelowy przykład zawodnika, który nabija „puste” statystyki kosztem dobra drużyny. A że 76ers w tym roku stają w wyścigu po Wigginsa, to jak najczęściej będą korzystać z usług Hawesa.  Jego boxscorowej produkcji sprzyja również fakt, że Noel opuści pierwsze miesiące sezonu, a więc w zespole Spencer nie ma właściwie rywali pod koszem (Young to jednak naciągany PF, który przede wszystkim słabo zbiera). Plus oczywiście jest to jego contract year – a walki o pieniądze nigdy nie należy lekceważyć.

Jason Smith – zawodnik mniejszego kalibru niż ci, których zwykle ocenia się mianem stealów, ale w tym roku wzięty w późniejszych rundach  powinien okazać się opłacalnym nabytkiem. Przede wszystkim dlatego, że Pelicans nie chcą za bardzo męczyć swojego młodego gwiazdora (AD) graniem na centrze. W związku z tym ta pozycja w drużynie jest „do wzięcia” i wiele wskazuje na to, iż to właśnie Smith dostanie miejsce w pierwszej piątce. Nie powinno to w sumie dziwić, bo jego jedynymi rywalami są Stiemsma (niezła obrona, ale toporny atak) oraz Withey (debiutant z zadatkami na dobrego obrońcę, ale niewiele poza tym). Jason natomiast nie tylko daje defensywę na wysokim poziomie, ale również jest przydatny w ataku  i szczególnie jego rzut z półdystansu (w zeszłym roku trafiał 45% jumperów) będzie cenny przy współpracy z AD, który najlepiej się sprawdza kończąc w okolicach obręczy. Poza tym to jest jego contract year, więc będzie miał dodatkową motywację by jak najlepiej wykorzystać wszystkie minuty.

Tiago Splitter – na pewno wielu osobom zapadły w pamięci niepowodzenia Tiago z finałów. Nie powinny mieć one jednak wpływu na ocenę jego wartość w zbliżającym się sezonie. Do tej pory sztab Spurs regularnie rozwijał Brazylijczyka co roku zwiększając mu minuty. Nie inaczej powinno być teraz, gdy będzie starterem cały sezon, a rola (i minuty) Duncana zostaną zredukowane.

Busty

Sławek:
Tim Duncan – ja wiem, Duncan jest jak wino, im starszy tym lepszy. Kto w to nie wierzy, dostał imponujący pokaz w minionym sezonie. To jak to, jednak bust? Może nie tyle klasyczny bust, co raczej przynajmniej powrót do normy z ostatnich lat – normy solidnego gracza fantasy, nie gwiazdy statystyk.

Danny Granger – nie to miejsce, nie ten czas, nie to zdrowie. Pacers są już od dość dawna gotowi, by świetnie radzić sobie bez swojego najlepszego onegdaj gracza. I jeżeli Danny wciąż pozostaje w drużynie z Indianapolis, to tylko głównie z powodu balastu, jakim dla potencjalnego nabywcy okazałby się jego imponujący kontrakt. Pacers to teraz zespół młodych, Paula George’a i Roya Hibberta. Pacers to zespół wyrównany, bo przecież nie byłoby drużyny bez Davida Westa i George’a Hilla. Pacers to zespół zawodników z tzw. „zębem”, jak Lance Stephenson. Pacers to wreszcie zespół znowu silniejszy, wszak dołączył będący nadal w świetnej formie Luis Scola. Czy Danny Granger może być tu efektywnym role playerem przez cały sezon? Mam wątpliwości. A nawet jeżeli tak się stanie, z całą pewnością zapomnieć już możemy o latach, gdy grał pierwsze skrzypce nie tylko w swojej macierzystej drużynie, ale i w większości formatów fantasy.

Andrei Kirilenko – nie, nie twierdzę, że Kirilenki spod herbu Nets należy unikać na drafcie jak ognia. Rosjanin znajdzie sobie w nowej drużynie miejsce do grania i okazję do produkowania w ograniczonych minutach. Zwyczajnie nie licz jednak na powtórzenie statystycznie minionego sezonu, kiedy to w Wolves miał pełną swobodę. Warto zatem zaufać, ale ostrożnie!

Derrick Rose – tego też nie nazwę klasycznym bustem. Jest na liście tylko i wyłącznie z powodu powszechnie panującej tego lata opinii, że Derrick już teraz gotowy jest do bycia podstawowym budulcem drużyny fantasybasketowej. Not so fast… Uznajmy, że chłopak jest już zdrowy i można na nim polegać jako świetnym starterze. Jeżeli miałby być wybierany w pierwszej rundzie Twojego draftu – pozwól zaryzykować jednemu z rywali.

Dwyane Wade – sprawa robi się poważna. Nie to, żeby dotąd Dwyane uchodził za okaz zdrowia. Draftując gwiazdę Heat zawsze należało się liczyć z przynajmniej kilkoma meczami absencji w każdym sezonie. Wade coraz młodszy się nie robi, a uraz coraz częściej dają o sobie znać. W Miami mają wystarczająco talentu, by jak burza przejść przez sezon regularny szerokim składem. Co to oznacza? Częsty odpoczynek Dwyane’a, zwłaszcza na poczatku kwietnia. Uważaj zatem, zwłaszcza jeżeli grasz w systemie h2h.

Karol:
Ryan Anderson – od lat to jeden z najciekawszych zawodników w FB, szczególnie w roto, ale w tym roku należy do niego podejść wyjątkowo ostrożnie. Raz, że nie gra jako środkowy, a na czwórce ilość dostępnych minut zmniejszy się ze względu na rozwój AD. Poza tym nowi, lubiący rzucać partnerzy (Holiday i Tyreke + chyba w końcu zdrowy Gordon) siłą rzeczy zabiorą Ryanowi trochę tego, w czym jest najlepszy. Po trzecie, latem w tragicznych okolicznościach zmarła jego dziewczyna, a takie wydarzenie zwykle nie pozostaje bez wpływu na psychikę, co  kolei odbije się na poziomie gry.

Paul George – to typ trochę pół żartem, pół serio. Serio – bo powrót Grangera może realnie obniżyć produkcję George’a. Żartem – zobaczcie co się działo z ostatnimi zdobywcami MIP po otrzymaniu tej nagrody (dla przypomnienia: Ryan Anderson, Kevin Love, Aaron Brooks, Danny Granger, Hedo Turkoglu, MontaEllis, Boris Diaw, BobbySimmons). Większość grała na niższym poziomie, a do tego często miała problemy zdrowotne.

Jeff Green – tak, nie steal, lecz bust. Uzasadnienie jest dość proste – wszyscy liczą na to, że wobec zmian w Bostonie to właśnie Green będzie grał teraz pierwsze skrzypce (ewentualnie drugie, gdy wróci Rondo), co oczywiście ma się przełożyć na nie wiadomo jak dobre statsy. Te wysokie oczekiwania zgubią wielu GMów, którzy wybiorą Greena za wcześnie lub przepłacą go w draftach aukcyjnych. Jeff jest bowiem do bólu regularny przez niemal całą karierę  i nawet gdy dostanie więcej minut oraz rzutów, to pewnego poziomu nie przeskoczy. A konkretniej? W systemie fantasy points, który kiedyś funkcjonował na e-baskecie, a teraz działa na e-nba Green w swoim najlepszym roku produkował 40,2 FP na mecz (przy 37 MPG). Przez ostatnie lata dawało to miejsce w granicach 60-70. Warto jednak pamiętać, że w roto Jeff jest bardziej przydatny.

Jrue Holiday – miał bardzo dobry początek zeszłego sezonu, został nawet wybrany do ASG, ale w drugiej części rozgrywek prezentował się znacznie gorzej. Po ASW poleciały mu niemal wszystkie statystyki: niższa skuteczność (nawet w wolnych się pogorszył), mniej punktów, czy mniej asyst przy gorszym ich stosunku do strat. Taka nieregularność jest poważnym znakiem ostrzegawczym. Dochodzi do tego jeszcze nowe środowisko z dwoma innymi zawodnikami (Evans i Gordon), którzy również najlepiej się czują z piłką w rekach. To na pewno odbije się negatywnie na produkcji Jrue.

Ktoś z frontcourtu Pistons – wybaczcie brak doprecyzowania, ale do wybrania każdego z tej trójki (Josh, Monroe, AD) będę podchodził bardzo ostrożnie. Zwyczajnie nie pasują do siebie, a jak jeszcze dodamy do tego Jenningsa, to już w ogóle mamy obraz dysfunkcjonalnego zespołu. Żaden z nich nie umie rzucać (nawet Monroe w zeszłym sezonie miał poniżej 30% z jumperków!), będą sobie „podkradać” zbiórki, a i pewnie ich przechwyty oraz bloki również ucierpią. O ile więc Monroe nie zostanie sprzedany, to odpuściłbym wydraftowanie któregokolwiek z nich – i to nawet mimo tego, że potencjał AD jest BARDZO kuszący.

1
Poprzedni artykułAnaliza: Trudy sezonu regularnego NBA
Następny artykułGilbert Arenas może dostać zaproszenie na obóz Clippers

5 KOMENTARZE

  1. Do steale dopisałbym Kobego. Idzie dość nisko w tegorocznych draftach. Sam mam go w dwóch drużynach, z czego w jednej wybrałem go w 4 rundzie. Wiadomo, że coś tam opuści na początku, ale to Kobe i to bez przeszkadzającego Dwighta. Pewnie znowu będzie top5 strzelców ligi.

    Kategorii bustów za bardzo nie rozumiem. Chyba raczej szukanie sensacji. Może mi coś umknęło, ale nie widzę, by Duncan miał mieć jakąś większą konkurencję pod koszem i spaść ze statystykami drastycznie. Green czy George też jakoś nie pasują mi do kategorii bustów. Raczej bym się zastanowił nad innymi. Przykładowo Horford idzie 1/2 runda w wielu draftach. Rok temu wziąłem go na początku trzeciej i długo żałowałem. Szczególnie jak miewał mecze FT 1/10 a brałem go dla procentów. Bloki śladowo. Kawhi Leonard w drugiej rundzie to grubo za wysoko wg mnie. Ma dobre procenty i robi wszystkiego po trochu, ale w ogólnym rozrachunku z takim pickiem są lepsi dominatorzy. Noah przy „zdrowych” Bulls pewnie zleci ze statsami.

    Lubię to: 0