Billups został wybrany Teammate of the Year

4
fot. twitter.com/NBA

David Stern zaprezentował wczoraj nową nagrodę indywidualną, która będzie przyznawana po każdym sezonie. Różni się ona od pozostałych, ponieważ w tym przypadku zupełnie nie będzie liczyło się to, kto miał jakie statystyki, ile meczów wygrał, czy jaką ma rolę w swoim zespole. To nagroda dla „idealnego kolegi z drużyny”, przyznawana przez samych zawodników za przyjaźń i bezinteresowność.

Mówiąc o niektórych zawodnikach podkreśla się, że mają dobry wpływ na atmosferę swojej drużyny, że na boisku może nie spędzają wiele czasu, ale w szatni są liderami. Jest to częsty argument, kiedy zastanawiamy się dlaczego weterani, którzy już powinni być na emeryturze nadal są trzymani w składzie i 'zabierają’ miejsce młodym. Ale to oczywiście nie dotyczy tylko tych staruszków. Jest też wielu zawodników, którzy odgrywają ważną rolę w swojej drużynie, ale równocześnie dbają o kolegów i przede wszystkim pomagają tym młodszym.

Teraz tacy zawodnicy zostaną wyróżnieni specjalną nagrodą. A to wyróżnienie będzie wyjątkowe również ze względu na to, że jest uhonorowaniem przyjaźni Jacka Twymana i Maurice’a Stokesa.

Dawid Księżarczyk dwa lata temu na Czwartej Kwarcie opisał dokładnie historię Maurice’a Strokesa – najlepszy zawodnik o którym nie słyszeliście. Warto przeczytać całość, ja tylko zacytuję tutaj fragment dotyczący jego przyjaźni z Jackiem Twymanem.

12 marca 1958, grając ostatni mecz sezonu zasadniczego przeciwko Minneapolis Lakers, Maurice walczył o zbiórkę z Vernem Mikkelsenem jak tysiące razy wcześniej. Tym razem jednak, wyskoczył tak niefortunnie, że upadając na parkiet uderzył głową w parkiet tak mocno, że stracił przytomność.

Jak się okazało, upadek na parkiet spowodował dużego guza na mózgu, który jeszcze dodatkowo napierał na czaszkę przez wysokie ciśnienie w kabinie samolotu. W szpitalu opuchlizna ciągle się zwiększała, na tyle, że Maurice przestał chodzić, mówić i nie mógł w ogóle się ruszać. Do tego miał 43 stopnie gorączki i leżał obłożony lodem, sparaliżowany, nieprzytomny, czekający na śmierć.

Kiedy okazało się, jak poważna jest kontuzja Stokesa, właściciele drużyny nie tylko odmówili przedłużenia kontraktu, ale również opłacenia ubezpieczenia oraz kosztów leczenia. Droga operacja, ciągnąca się hospitalizacja, spadła więc całkowicie na barki jego rodziny. Maurice przez dwa i pół miesiąca był w stanie krytycznym. Jego matka momentami nie jadła przez kilka dni dziennie, bo nie miała za co. Szpital nie dostawał pieniędzy za leczenie, a pielęgniarki powoli zaczynały odchodzić od Mo, bo nie dostawały żadnej wypłaty.

Na najlepszy pomysł wpadł Jack Twyman, który po konsultacjach z prawnikiem, postanowił obejść głupie prawo i adoptować Stokesa i stać się jego legalnym opiekunem. W ten sposób udało mu się opłacić koszty leczenie oraz utrzymania przyjaciela, a kiedyś wielkiego rywala z Mellon Park.

Twyman przychodził do Stokesa każdego dnia. Czarnoskóry center dalej nie mógł mówić, jednak jego mózg był w pełni sprawny. Porozumiewali się więc przez mrugnięcia – jedno na „tak”, dwa na „nie”. Później Twyman wymawiał litery i czekał, aż Stokes mrugnie przy którejś z nich – w ten sposób ze sobą rozmawiali

Twyman był przy Stokesie praktycznie cały czas i mimo tego, że zarabiał ponad 20.000 dolarów rocznie, wiedział, że utrzymanie przyjaciela przy życiu kosztuje rocznie pięć razy więcej. Szukał więc stale jakiś sposobów na zebranie dodatkowych pieniędzy. Najpierw udało mu się przekonać gwiazdy NBA żeby zagrały mały mecz gwiazd w Cincinnati, z którego (po podatku) udało się uzbierać 10 tysięcy.

Jak się okazało, mecze te stały się coroczną tradycją. Zmieniono nawet nazwę na Maurice Stokes Game i brały w nim udział prawdziwe gwiazdy: Russell, Embry, Robertson, Jabbar, Dr. J, Pistol Pete… Nawet Chamberlain raz przerwał wakacje w Paryżu, wsiadł w prywatny samolot, zagrał mecz i wrócił do Francji.

Niesamowita historia, dobrze, że NBA ją przypomniała i imionami tych dwóch zawodników nazwała nagrodę dla najlepszego kolegi z drużyny.

W jaki sposób wyłaniany jest zwycięzca tej nagrody? Najpierw nominowanych jest 12 zawodników, po 6 z każdej konferencji, którzy wybierani są przez grono nazwane „NBA Legends”. Kryteria jakimi mają kierować się legendy to bezinteresowna gra, leadership na boisku i poza nim, jako mentor i przykład dla innych zawodników, a także zaangażowanie i poświęcenie dla drużyny.

Następnie odbywa się głosowanie, w którym biorą udział wszyscy zawodnicy z całej ligi i wybierają swoje Top5, ale nie mogą głosować na gracza ze swojego zespołu.

Pierwszym zwycięzcą The Twyman-Stokes Teammate of the Year Award został Chauncey Billups. Indywidualnie miał kiepski sezon, najgorszy w karierze, ale został doceniony za to co robił dla innych, za swój wpływ na Los Angeles Clippers. Zdobył w sumie najwięcej punktów w głosowaniu, chociaż największa liczba graczy wskazała Shane’a Battiera na pierwszym miejscu. Battier zajął ostatecznie drugie miejsce, a na podium znalazł się jeszcze Jason Kidd, który zaraz może rozpocząć swoją karierę trenerską.

W gronie tych wyróżnionych najlepszych teammates znaleźli się jeszcze: Jerry Stackhouse, Luke Walton, Andre Iguodala, Jarrett Jack, Roy Hibbert, Roger Mason, Jr., Serge Ibaka, Manu Ginobili i Emeka Okafor.

0
Poprzedni artykułHetman: Obejrzeć ile się da…
Następny artykuł3-na-3: Po meczu nr 2 Finałów

4 KOMENTARZE