Legendy Nerf Basketball

8
fot. Zbyszek, Facebook Powojenny Słupsk

Była sama lewa strona boiska, w dodatku na tylko jednej połowie.

Linię rzutów wolnych wyznaczał koniec dywanu. W rogu pokoju stała szafa, na niej półka, w której mój ojciec trzymał wielkie encyklopedie medyczne i stosy tejże anglojęzycznej literatury. Używałem taśmy klejącej żeby dolną część plastikowej tablicy podkleić do półki, a górną przymocować do twardej obwoluty jednej z tych wielkich ksiąg.

Niektórzy próbowali piłki z gumy, ale w bloku robiła zbyt dużo hałasu. Więc używałem piłki z gąbki. Tej, którą kupowało się razem z plastikowymi rakietkami do tenisa.

Kanapa wchodziła na linię końcową. Nie było więc lewego rogu, tylko lewe skrzydło. Kant łóżka wżynał się w część pomalowanego z lewej strony, więc mogłeś zapomnieć o trafieniu baseline jumpera czy o zrobieniu ruchu do środka i potem piwotu przez prawe ramię. Albo półhak, albo fade-away wzdłuż kanapy. Żyrandol z biegiem czasu został zdjęty i zastąpiony przez gołą żarówkę, żeby Larry Bird nie musiał rzucać jak Chandler Parsons.

Miałem zeszyt A3, w nim wszystkie składy, w zasadzie piątki. Na ile aktualne? Nie wiem, nie miałem telegazety. Magic Basketball zaczął  wychodzić dopiero w 1994 roku, chyba Przegląd coś pisał, najlepszy kumpel miał satelitę.

28 (?) drużyn, dwóch ludzi w składzie. System okrutnie prosty. Raz rzucał Magic, raz Larry. Pierwszy był rzut za 3 tuż obok kanapy, aby ominąć żarówkę, albo rzut metr w prawo z końca dywanu, aby ominąć żarówkę z drugiej strony. Jeśli Magic nie trafił, dobijał Vlade stamtąd gdzie spadła piłka. Jeśli trafił – dwa punkty dla Lakers. Trzecia próba to tylko jeden punkt. I tak na zmianę, drużynami. Cały sezon regularny, terminarz rozpisany na wszystkie mecze (kółko matematyczne starej SP 4 w Słupsku, same piątki).

Chyba nigdy nie skończyłem żadnego sezonu, ale zaczynałem je kilkanaście razy jesienią i zimą. I tak przez kilka lat na początku lat 90-tych, kiedy za oknem lał deszcz, padał śnieg i nikt nie kopał w piłę przed blokiem.

Trik, który kilka lat potem przeniosłem już na betonowe boisko – a po drodze robiłem to samo grając w tenisa o ścianę sąsiedniego bloku – polegał na tym, że każdy gracz miał swój tzw ‘Signature shot’ czy go-to-move, lub nawet kilka.

Rzut Michaela nie mógł być niczym innym niż fade-away’em, w miarę płaskim, z małym wierzganiem nóg – trudny rzut swoją drogą. Rzut The Dreama był fade-away’em, ale uginąłem kolana mocniej, aby uzyskać wysoką parabolę i nie zawadzić piłką o sufit. Rzut Ewinga nie mógł być wejściem do środka z post na prawą nogę z prawej strony, bo nie było prawej strony. Rzut Shaqa nie był rzutem.

Przez dwa czy trzy lata rozgrywałem tak sezony w swoim pokoju trzy na cztery metry. Ta sama malutka plastikowa tablica o wymiarach może 10 na 20 centymetrów. Ta sama obręcz, z czasem doklejona taśmą, po jednej z tych prób zrobienia windmilla na dywanie, które kończyły się katastrofą i mamą w drzwiach.

Kilka lat później identyczne mecze rozgrywałem na naszym koszu na końcu ulicy Herbsta w Słupsku. Oczywiście tylko wtedy, kiedy byłem na nim sam i miałem stuprocentową pewność, że wokół nie ma żadnego znajomego. Mógłby jeszcze zobaczyć  jak z kieszeni spodenek czy dresów niezgrabnie wyjmuję długopis i kartkę, aby między rzutami pobrudzoną ręką zapisać na niej “Clippers – Cavaliers 10-8″…

Nie byłem żadną legendą Nerf Basketball, przedkładałem finezję ponad katowanie książek ojca wykręcaniem 360 w zdartych skarpetkach. Każdy kto jednak grywał takie mecze, w pokoju i w wyobraźni, hen-hen przed komputerami, przed stałym dostępem do hali w środku zimy, ma chyba jakąś swoją małą legendę, nie? Swoje NBA Live przed NBA Live.

Daniel Tosh to komik i autor, który prowadzi swój program w Comedy Central. Nie wiem o czym były wcześniejsze odcinki, bo oglądam głównie koszykówkę, ale wczoraj opublikował parodię cyklu ESPN’u 30 for 30. To blisko ośmiominutowa opowieść o największym dunkerze w historii Nerf Basketball z wypowiedziami m.in. Darryla Dawkinsa, Jalena Rose’a i Billa Simmonsa.

Tu jest link, poniżej embed (jeśli działa), polecam do śmiechu, zwłaszcza tym, którzy w swoich pokojach marzyli o tym, aby móc kiedyś powisieć  na tej plastikowej obręczy.


__________________________________

Chciałbyś mieć dostęp do większej ilości takich artykułów?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, przeczytaj więcej darmowych artykułów, a przekonasz się, że naprawdę warto.

__________________________________

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

1

KOMENTARZE

  1. Obręcz zrobiona z podłużnego, wąskiego kawałka jakiejś chyba blaszki (czy innego metalopodobnego materiału) zwinięta w okrąg i przyczepiona do ściany nad drzwiami do pokoju… Za piłkę robił balon ze zużytej futbolówki… Piękne czasy… 20 years ago… Świetny artykuł, dobrze czasami powspominać ciekawe lata młodzieńcze :)

    Lubię to: 0
  2. Tylem do kosza w waskim przedpokoju (nie bylo rzutu ze skrzydla) fake w lewo piwot na prawej nodze jumpshot (bez junp) zeby nie zahaczyc o sufit…

    PS. Poznalem fajna dziewczyne na koloniach (byly czasy ze sie na kolonie jezdzilo z huty)…ona wiedziala kim jestem bo babcia jej pokazywala syna sasiadow z gory codziennie trenujacego na jej suficie… Dodala tez zebym sie nie martwil bo babcia juz przywykla (ogluchla moze?)

    Lubię to: 0