LeBron James i Miami Heat w niedzielę rozpoczną swój marsz po drugi tytuł z nie-dwóch, nie-trzech, nie-czterech… Milwaukee Bucks powinni być dla nich tylko przystawką.
Adam
Jeszcze kiedy w połowie marca Heat przyjechali do Milwaukee ze swoją 20-meczową serią zwycięstw, wydawało mi się, że Bucks mogą sprawić niespodziankę, ponieważ są dla nich niewygodnym przeciwnikiem. Nic takiego jednak nie miało miejsca, Heat łatwo wygrali. Tymczasem Bucks w drugiej części sezonu wyglądają bardzo przeciętnie. Zakończyli fazę zasadniczą wygrywając tylko 4 z ostatnich 16 meczów, ostatecznie mają ujemny bilans i tak na dobrą sprawę w ogóle ich nie powinno już być na tym etapie rywalizacji. To tylko kolejny dowód na to jaki Wschód był słaby w tym sezonie (Bucks wyprzedzili dziewiątych Sixers aż o 4 mecze). W związku z tym nie ma co oczekiwać niespodzianki, ani nawet tego, że Bucks będą w stanie zmusić Heat do jakiegoś większego wysiłku.
Chcesz czytać dalej?
Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.
Subskrybcja
Uzyskaj dostęp dopełnej treści artykułów.
4-0 wiadomo dla kogo…
powoli powoli, można przecież odwołać serię, Jennings powiedział, że wygrają 4-2, sorry Miami bandwagoners