
Wake-Up: Wybuczani Sixers na szczycie świata, odpowiedzieli SuperMario. Defense OKC już 2-0
Yaxel Lendeborg mówiący, że stracił do Luki „cały szacunek” – bo z bliska zobaczył, jak kontroluje sędziów – czy Draymond wskazujący, że „rookie nie wziął żadnej lekcji, tylko następnym razem wyjdzie i skopie dupę dupie-Luki” – to faktycznie bardzo zabawne od Warriors po meczu, w którym przegrywali z Lakers różnicą jedenastu tysięcy punktów, a highlightem był rzut Doncicia z połowy. Zrobiło mi to cały czwartek, a do tego ewidentnie highlightem startu sezonu są kroki LaMelo.
Ludzie już nabijają się z NBA, to dobrze, bo NBA to zabawna liga i dobrze, że jest z powrotem.
„Name of the game” dla Sixers to natomiast zimna ofensywna efektywność. Mogą trafiać 55 procent z gry co mecz, co najmniej. Właśnie obrócili 29 punktów straty w bezpieczne prowadzenie przed crunchtime, dając swoim fanom pełne doświadczenie bycia zdezorientowanym, smutnym, podnieconym, szczęśliwym i wesołym. Są 2-0 i Kevin od lipca próbuje nam wmówić, że są bardziej utalentowani niż Superteam. Wygrali pierwszy mecz 106-100 i było też '106-100′ na dwie minuty przed końcem drugiego. Solidny def, wszyscy zdrowi póki co. Maxey 32, Brown 21, Ojciec 17, Joel 24 – 9 w czwartej kwarcie – VJ 11-7-6 i trzy steale.
5 na 19 z gry Nikoli Jokicia w trybucie dla pierwszego meczu Victora Wembanyamy. Dziś w piątek Houston-San Antonio.
(0-1) Cleveland @ (2-0) Philadelphia 106:114 Hezonja 10 – LeBron 17
(0-1) Denver @ (2-0) Oklahoma City 84:96 Gordon 20 – Holmgren 12/17/4b
Wyskoczyłem z łóżka przed piątą, nie dlatego, jaki dziś dzień tygodnia, tylko w League Passie już rozegrany został pojedynek LeBrona i Mario Hezonji – dwóch ludzi ważących 260-270 funtów i praktycznie tego samego wzrostu. Drugi najlepszy koszykarz w historii gry vs Mario Hezonja. Liczenie kozłów i nienabieranie się na zwody Jaylena Browna, a zaraz przechwyt na szczycie zasłony nie było tym, czego ani ja, ani chyba Ty, mogliśmy się spodziewać. Czy tego, że wysocy Cleveland pójdą na Joela Embiida, jakby Evana Mobleya zabolało, że Jo po pierwszym meczu próbował się sprzedać jako „kandydat do DPOY”.
Mars:
Sixers otworzyli sezon w domu 9-cioma stratami i dwudziestoma punktami do tyłu – wszystko w pierwszej kwarcie. To był niezły tribute dla fanów. Wszystko, czego oczekiwał – naturalnie spodziewający się najgorszego – kibic Sixers. Lecz mimo tego buczał przy 35-62.
Po dwóch meczach nie robią mi większej różnicy. Mówienie o 42-letnim i jego trwającej długowieczności jest w rzeczywistości czymś innym, niż oglądanie go dziś w grze. To dwie różne rzeczy. Dzisiejszy Embiid też jest już cieniem prime’u, czy młodego prime’u sprzed siedmiu-ośmiu lat. W mojej nowej pracy widuję sporo wiekowych ludzi i czasem ich brak atletyzmu jest zdumiewający. Lubią zresztą sami narzekać na to, że z wiekiem powoli tracą swoje ciało. Tu mamy coś innego.
Dziś z LeBronem jest tak, że sam mówi: „jestem pierwszy w hali i ostatni z niej wychodzę”. Nie mówi, że jest tak dlatego, że potrzebuje więcej czasu, by „aktywować swoje ciało” i więcej czasu potrzebuje na regenerację. Mario Hezonja po prostu przychodzi do pracy i jedzie do domu. Nie pyszni się. Zbiera w ataku, przeciwników bierze do post, kolegom funduje layupy. Mario nie jest już divą, ale jest niezłym, doświadczonym graczem, który przypomina czasy, gdy wyskakiwałeś z łóżka w piątek, oceniałeś siebie we wschodzącym słońcu, patrzyłeś na łóżko i byłeś generalnie zadowolony z tego, co na nim widziałeś.
Znudzony nowymi Sixers, a Cavaliers nie są teamem, o którym chcesz słyszeć aż do kwietnia, wiem. Zwłaszcza, jeśli w trzeciej kwarcie tracą całe swoje duże prowadzenie na rzecz brata Arthura Embiida i jego kolegów – tych kolegów, wokół których wreszcie chce być zdrowy.
Embiid i Brown mogą robić 60 procent za dwa w warunkach krytycznych, typu crunchtime. Arsenał Sixers pozwoli im szybciutko znajdować krosmecze, bo James i Maxey mogą też swoje wziąć – pierwszy w post, drugi rozjeżdżać jeden na jeden wysokich. Tu Brown, dający siedem przewagi, czujący się świetnie, co zawsze widać, bo po udanej akcji opuszcza ręce wzdłuż siebie i podskakuje – puszy się, ale by nie urazić nikogo w Bostonie. Choć jest już w Philly:
Wróćmy się do kroków, które na pewno widziałeś – LaMelo jeszcze po meczu z Miami twierdził, że to kroki nie są, co jest cudownym zbiegiem okoliczności, bo nie jest już graczem mojego Charlotte, tylko twarzą pierwszego dnia coverage’u ESPN-u:
Sędziowie na swoim oficjalnym koncie oczywiście przyznali, że były to kroki. Nie dwa – dopuszczalne po „gatherze”, ale – no kucie – „cztery”.
Wideo, które Yaxel Lendeborg polubił, a nabijające się z Luki – jest niezłe:
LeBron miał 5 punktów do połowy. Jokić 7, a Shai całe dwa – z linii rzutów wolnych na minutę przed końcem drugiej kwarty. Oklahoma wygrała z Denver 96:84 w czymś, co chciałem zostawić sobie na piątkowy wieczór, ale patrząc na wynik mam wątpliwości.
OKC zrobił to w drugiej połowie – nr 1 defense, te sprawy – i Chet Holmgren rozpoczął to na Christianie Braunie:
Dziś w nocy Houston w San Antonio, wcześniej Knicks w Bostonie, Detroit w Miami, w sobotę Zlot, zapraszamy na Zlot – jedno, czego nie przewidzieliśmy to jedzenie, bo pubowe pewnie jest „pubowe”, nic więcej, ale coś wymyślimy.
Na koniec Jalen Williams i OKC w playoffowej formie. To jest zabawne, że Shai został współwłaścicielem Atletico Madryt, którzy znani są z osobnych meczów prowadzonych z sędziami:
Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.