
Flesz: Knicks mają trzy szanse i le’kłopot
Ten trzeci dzień przerwy przydał się, by o tym co się dzieje pomyśleć na zimno. Ten czwarty mecz – można się spierać, czy był najlepszym w historii Knicks – był legendarny i nadal nie przestaje szumieć. Pora wrócić się do procesu – nie liczyć na szczęście.
5-2 po siedmiu meczach w tym sezonie. W praktycznie każdy sposób New York Knicks pokonują San Antonio Spurs, zrobili to nawet w NBA Cup. Jedno się nie zmienia: w G1, G2, G3 i G4 – w każdym z tych czterech meczów Spurs prowadzili dwucyfrowo.
Dziś Game 5 i pytania wczoraj na konferencji prasowej krążyły wokół tego, czy Spurs się podniosą z bycia po drugiej stronie największego comebacku w historii Finałów. Ostatecznie przypominanie Il Gabbiano, wieczerzy rozpoczętej po północy w Miami po słynnym meczu nr 6, wydało mi się dziś rano jednak nie na miejscu. Trzech z czterech najlepszych graczy Spurs jest jeszcze na debiutanckich umowach. Obracają właśnie tym, co już w tym sezonie wygrali. To inny moment karier niż sześć nieudanych lat pogoni trzech ponad-trzydziestolatków za kolejnym tytułem. Historią powinni być Knicks.
Lineup Brunson-Alvarado-Hart-Anunoby-Towns był +15 w drugiej połowie meczu nr 4, w tym 4-4 za trzy. Ten lineup nie rozpocznie meczu nr 5.
Proces Knicks w dwóch ostatnich meczach był inny niż w dwóch pierwszych – kolokwialnie: nie grali tak dobrze, zwłaszcza w pierwszej połowie poprzedniego meczu. Nie czytali gry tak szybko, to już nie byli ci Knicks osiągający swój zenit – przypominający mi teamy Miami Lowry’ego i Butlera. Ten zespół nie grał już od kilku dni.
Przede wszystkim bardzo szybkie drugie faule Mikala Bridgesa w G3 i Karla-Anthony’ego Townsa w G4 – popełnione w czwartej (Bridges) i drugiej (Towns) minucie – od samego początku rozregulowały rotację. Obrona Knicks to w dzisiejszym meczu klucz do sukcesu – zdecydowanie stać ich na to, by bronić bez fauli.
W meczach 1-2 Knicks mieli średnio 298 podań, w meczach 3-4 tylko 269.
W sezonie regularnym byłaby to różnica między #1 a #29 teamem.
Na mecz nr 3 Mitch Johnson zmienił krycie i ustawił Victora Wembanyamę na-od Josha Harta. Na mecz nr 4 zaskoczył Knicks, wracając do Wemby’ego na Karlu Townsie. Szybki, drugi faul Townsa przeniósł go na Robinsona. To zawsze jest zwycięstwo Spurs.
Po stronie bronionej przez Knicks oglądamy głównie różne wersje 1-4-5 pick-n-rolla. Prosta koszykówka w ataku pozycyjnym. Po stronie bronionej przez Spurs oglądamy igrzyska.
Bo nie tylko Wembanyama – gdy nie kryje Townsa – spędza czas w 'dunker-spot’ przeciwników, schodząc z krycia Harta, przechodząc na tych, którzy akurat są w rogu boiska. Ale w meczu nr 4, w czwartej kwarcie – gdy rozgrzewał się comeback, gdy hala drgała – Spurs spokojnie próbowali ustawić zwyczajną strefę w dwóch posiadaniach.
To wszystko nie sprzyja Knicks. Nie ułatwia sprawy – jak notoryczne zmiany sposobu krycia kozłujących w pick-n-rollu, akcja w akcję. Do tego można to porównać. Gdy piłka ląduje w rękach Townsa – Spurs lepiej czytają już splity, off-ball zasłony niż na początku serii i z meczu na mecz lepiej zmieniają na nich krycie: KAT ma tylko razem trzy asysty w dwóch ostatnich meczach.
Ta gra Knicks do dwóch pierwszych meczów tych Finałów wydawała mi się jeszcze i tak mechaniczna. Trudno, żeby nie miała być – Knicks nie mają w piątce szybkości supershooterów (Warriors; Shamet musi wrócić do tej serii), ani alley-oop finiszerów do takich zagrań (MPJ; OG musi się zebrać do wyjścia w górę, nie ma szybkiego skoku). Dlatego szokujące było oglądać Wemby’ego tak ciasno kryjącego Karla na obwodzie – w G1 pamiętnie dał się kilkukrotnie objechać. Zresztą tu jest usprawnienie dla samego Wembanyamy w tej serii: oddaje na sobie za dużo punktów Townsowi i OG w penetracjach – m.in. raz w czwartej kwarcie ostatniego meczu Townsowi.
Mecze 1-2 Knicks to były drive-kick-drive-kick, odrzuty, touch-passy – nie tylko gra przez high-post. Wylądowali już w tym w trakcie sweepu na Cleveland, łącząc jedno z drugim. Dziś jednak nie wiedzą czego się spodziewać: czy Wembanyama rozpocznie na Harcie i czy Knicks muszą dodać do planu więcej zasłon Harta bez piłki (zdecydowanie więcej niż w G3), czy też zacznie na Townsie. I jeszcze: jak będzie go krył – bliżej, nieco niżej?
W tych dwóch pierwszych meczach Knicks mieli zdecydowanie lepszy proces niż Spurs. Pachniało sweepem. W dwóch ostatnich obrona San Antonio – i być może wszystkie inne towarzyszące obu spotkaniom atrakcje – wróciły Knicks do wersji Knicks z sezonu regularnego.
Choroba Luke’a Korneta może dziś spowodować, że Spurs wreszcie sięgną w tych playoffach do mikroballu. Jeśli Mike Brown skontruje go Mitchem Robinsonem – będą go hakować.
Knicks potrafili wygrywać ze Spurs już w tym sezonie tak różne mecze, że z trzech kolejnych szans na zdobycie tytułu raczej wykorzystają tę jedną. Ale ci Knicks, którzy więcej myśleli w trakcie posiadań, kombinowali i próbowali rozwiązać obronę San Antonio on-the-fly – ci Knicks, którzy mnie zachwycili – ci Knicks nie są w tych Finałach od dwóch meczów.
Zadanie nie będzie łatwe po tej stronie boiska – jest Wembanyama i Spurs nie boją się zmieniać kształtu swojej obrony – dlatego patrzmy dziś na obronę Knicks i na to jak szybko próbowali będą wychodzić do przodu. Obrona Bockers musi dziś przyjść do gry – bez fauli. Ma trzy szanse na to, by trzymać się niżej paint i przetestować shooting Spurs. Szybkie wychodzenie do przodu może być najlepszym usprawnieniem Knicks w tym meczu, bo nie mogą wiedzieć, czego spodziewać się po San Antonio, akcja w akcję.

W finałach 1999 po czterech meczach też było 3:1, z tą różnicą, że wtedy prowadzili Spurs
Game 5 wygrali San Antonio jednym punktem
Końcowy wynik:
Spurs 78
Knicks 77
Ilość zdobytych punktów najlepiej pokazuje jak przez te 27 lat koszykówka nam się zmieniła…
Obsady na NBA Finals game 5:
Crew chief: Scott Foster (#48)
Referee: James Capers (#19)
Umpire: Tyler Ford (#39)
Dwóch super doświadczonych sędziów i jeden zdolny młodziak
W replay center będzie pomagał John Goble (#30)
The Extender!
Czyli będzie mecz nr 6
Mi się wydaje, że Knicks generalnie zawodzą w tych Finałach swoją grą, Brunson efektywnością, znikający Bridges, w ostatnim meczu to już nawet był brak ławki.
Wydaje mi się, że to kwestia po prostu Spurs – mecz nr 1 kładzie Fox najpierw pudłując kluczowy rzut, później faulując idiotycznie Bridgesa. Drugi strata Spurs, czwarty wiadomo. Patrząc na box score meczu nr 4 wygrali okej meczem Brunsona i świetnym OG, ale reszta składu NIC, same skrawki.
Jakby mówić jaka jest recepta na zwycięstwo Knicks to chociażby musi różnicę robić Hart, a od paru meczów zupełnie niewidoczny.
Nie oszukujmy się – to od Spurs, i chętnie wskazuję winnych (trener), zależy czy pogramy jeszcze w tej serii czy nie. Knicks mają charakter i chwała im za to, ale o ile nie będzie tutaj jakiegoś wybitnego rzutowego meczu to Spurs sobie znowu strzelą w kolana i będą długo tego sezonu żałować.
Wystarczy, że Jerzy zagra jeden mecz na swoim „normalnym” procencie i już.
Powoli dociera świadomość że każdy mecz może oznaczać nieuchronny koniec sezonu. I ponad 4 miesięce bez codziennego sprawdzania wyników/oglądania meczów ehh. I nowa pora roku. Tak jak niektórzy mierzą czas zegarkami, tak u mnie liczony jest na preseazon/regular seazon/playoff/sezon ogórkowy.
I choćby dlatego, że nie chcemy się rozstać z NBA już jutro rano, niech Spurs powalczą i dodadzą nam minimum jedno spotkanie.
Dobrze, że w lecie.
Jest Sydney Sweeney i kibicuje Nowemu Jorkowi
Powinno być dobrze