
Chris Paul jednak przechodzi na emeryturę już teraz
Nie zobaczymy już Chrisa Paula na parkietach NBA. Czysto technicznie, to będzie w zasadzie już drugie przejście CP3 na emeryturę. W listopadzie ubiegłego roku, jeszcze jako zawodnik Clippers – kiedy nic nie zapowiadało brutalnego rozstania – ogłosił, że gra właśnie ostatni sezon w swojej karierze. Wtedy wydawało się jednak, że będzie miał przynajmniej kilka okazji na to, aby pożegnać się z kibicami.
Dzisiaj wiemy już, że jego ostatnim występem w NBA był mecz z początku grudnia, kiedy to przeciwko Miami Heat zdobył 8 punktów w 15 minut na parkiecie. Na pewno nie tak wyobrażał sobie swoje ostatnie chwile w najlepszej koszykarskiej lidze świata i pewnie niejednokrotnie cofał się myślami do dnia, w którym podjął decyzję o zagraniu w bieżących rozgrywkach. Mógł zakończyć karierę po swoim rekordowym sezonie w barwach San Antonio Spurs, kiedy rozegrał wszystkie 82 mecze. Tymczasem wybrał powrót do Los Angeles Clippers, który zarówno jemu, jak i samej organizacji z LA przez długi czas odbijać będzie się czkawką.
Dzisiaj Paul został zwolniony przez Toronto Raptors. Trafił tam w ramach wymiany z Clippers przed trade deadline, ale wiadomo było, że prędzej czy później ekipa z Kanady pożegna go bez zmrużenia oka. Nie mieliśmy żadnych doniesień w sprawie tego, czy jakakolwiek drużyna była zainteresowana jego zakontraktowaniem, ani też czy sam CP3 brał scenariusz nowego kontraktu w ogóle pod uwagę.
Tak czy inaczej, żegnamy dzisiaj prawdziwego Generała Parkietu. Zawodnika, który przez wiele lat był uznawany za jedną z największych gwiazd ligi. Zdobywcę nagrody Rookie of The Year, dwunastokrotnego uczestnika Meczu Gwiazd. MVP tegoż w roku 2013. Jedenaście razy Paul został wybierany do All-NBA Team, a dziewięć do All-Defensive Team. Pięć razy był najlepiej asystującym koszykarzem w lidze i aż sześć razy wygrywał w kategorii przechwytów. W NBA rozegrał 1370 spotkań w fazie zasadniczej i 149 w playoffach.

Ale smutny koniec… czasami trzeba wiedziec kiedy ze sceny zejsc…
Point God! Ciesze się, że mogłem go oglądać przez tyle lat w NBA. Szkoda tego 2021 r., było tak blisko…
Nie lubiłem go ani w Clippers ani w Lakers, ale od sezonu w OKC stałem się jego fanem. Wspanialy zawodnik i w 2021 był naprawdę blisko tytułu, ale to jednak jego strata wymuszona przez Jrue chyba w 5 meczu zamknęła tą szansę…
Ta kariera mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej gdyby nie David Stern. Trochę jednak niedosyt, ale pod koniec kiedy doskonale wszedł w rolę mentora w OKC czy SAS naprawdę mi zaimponował i pokazał klasę.
Prawdziwy point guard all star, tacy są rzadkością! Szkoda konca i szkoda braku pierścienia, ale co grał w NOLA to jego i nasze!