
Sitarz: Już nieznośna dychotomia w Filadelfii
Na tej najważniejszej dla Sixers przestrzeni lakierowanego prostokąta, gdzie ostatnie słowa pysznego Daryla Moreya o „difference makerze” zrealizują się przy udziale szczęścia i naiwności drugiej strony wymiany Bena Simmonsa, zespół Doca Riversa zgodnie z planem wygrał łatwiejszy mecz przeciwko New Orleans Pelicans i przegrał trudniejsze spotkanie z Brooklyn Nets. A wszystko to spędzając 96 minut w estetycznie poprawnym stylu samoistnie generowanym nieobecnością point-forwarda, co nie powinno nikogo dziwić.
Wystarczyło kilka posiadań, ażeby wypunktować banalne przecież aspekty gry, w których Sixers uzyskali długo nie widzianą sprawność wprowadzając w miejsce Simmonsa po prostu rzucającego i penetrującego po koźle guarda – i to jeszcze takiego, któremu przechodzi się nad zasłoną. Wraz z powyższym na jakiś czas końca dobiegły próby przenoszenia wielu gór naraz. Joel Embiid i koledzy odzyskali przestrzeń, która kształtem w niczym nie ustępuje teoretycznym szkicom optymalnego spacingu dla syntezy dwóch ustawień: 4-1 i 5-0.
Bez Simmonsa gra się łatwiej, gra się przyjemniej, gra się szerzej. Jeśli zachodzi potrzeba przybliżenia się do obręczy, to nikt na siebie nie wpada. Jedna ze stref low-post pozostaje pusta. Wobec tej perspektywy ryzykowniej podwajać Embiida. W rotacji brakuje dwóch niepasujących do siebie graczy. W transition piłkę kozłują strzelcy. Na szczycie prowadzi się samotne hand-offy. Rollowanie do obręczy przebiega bez udziału zbędnej publiczności. Doc Rivers używa rolla Drummonda tak, jak przed laty Stan Van Gundy, jak on sam DeAndre Jordana – do otwierania skrzydeł. Niedaleka przyszłość znacznie ograniczy wykorzystanie przez rywali obrony under-the-screen. W zróżnicowanym szeregu zasłon poza piłką, tak charakterystycznym dla systemów Riversa, za każdym razem istnieje dwustronne zagrożenie: z rąk screenera i z rąk korzystającego z zasłony. Akcje Horns zyskały na dynamice. W skrócie: miejsce, miejsce i jeszcze raz miejsce. Nic tylko penetrować i rozrzucać piłkę do czterech (pięciu) strzelców, powtarzam, przez 48 minut.
W jakiś sposób niedyspozycja/brak/utrata Simmonsa jeszcze wybrzmi po stronie ofensywnej. Prawdopodobnie wtedy, kiedy rywale zorientują się jacy koszykarze prowadzą atak. Nie warto ujmować Furkmanowi Korkmazowi, który błyszczy w rezerwowych ustawieniach, ale jeszcze przez jakiś czas pozostanie interesującą supozycją. Teoretycznie można by było pokusić się przewidzieć standaryzację pluso-minusów nowego-starego backcourtu Philly, bazując na skromnym doświadczeniu dwójki Milton-Maxey. Wówczas otrzymalibyśmy pewien zarys znacznej części ataku, rozumiejąc jednak, że ten najważniejszy czynnik, czyli „zwiększony USAGE”, właśnie nabiera kształtów. Nie trzeba jednak stosować poważnych metod, żeby zauważyć, że i oni, i Seth Curry, i wspomniany Korkmaz, a także zawsze aktywny w ataku Georges Niang i ścinający Matisse Thybulle powinni z tego tytułu odnieść same korzyści. To samo dotyczy Tobiasa Harrisa, Danny’ego Greena i Andre Drummonda.
Istnieje mnóstwo pozytywów obecnej sytuacji i jednocześnie niedobór miejsc, w których można doszukać się ewentualnych niedogodności ze względu na nieobecność Simmonsa. W kontrach? Kozłujący mogą je kończyć rzutem z siódmego metra. W ataku pozycyjnym? Tak, jak napisałem – może to do nas dotrze (na razie Sixers wykonali mniej podań, w konsekwencji popełnili mniej strat). W crunch-time? Nierozsądnie pisać o problemach w ostatnich minutach po niedawnych wybrykach, które sięgają nieco głębiej niż „Simmons”. Prawdą jest, że ogólnym „problemem” może być Embiid wraz z inklinacją do zdobywania dwóch punktów, a nie trzech, i to z podatnego na trudne rzuty i podwojenia low-post (ale to matematyka). Prawdą jest, że ogólnym „problemem” może być Doc Rivers, który pozostał biernym obserwatorem wydarzeń i coraz wolniej reagującym trenerem. Prawdą jest, że Simmons nie posiada antidotum na zawirowania w końcówkach.
Kiedy Daryl Morey mówił o wspomnianym wyżej „difference makerze”, nie przywołał nazwisk dwóch wymienionych postaci, liderów, jednego z 10 najlepszych koszykarzy NBA i ciągle wartościowego, acz upartego i przyrdzewiałego trenera. Robiącym różnicę graczem w oczach prezydenta pozostał Simmons. Być może za kilka lat kolejny symbol maniakalnego uporu Moreya.
Bo o tym, że Morey nie zna umiaru – wszyscy wiedzą. O tym, że nie lubi przegrywać – także. Jego ambicja napędza rywalizację miłości z nienawiścią. Kochasz go z prostego powodu – nie akceptuje półśrodków. Z kolei nienawiści doświadczasz wówczas, kiedy rozumiesz prawdziwą intencję: chęć lądowania na słońcu. A na dodatek zaczynasz podejrzewać, że nie ogląda meczów.
Z ostatniego zarzutu wylewa się bluźnierstwo i megalomania autora, ale znaleźliśmy się w momencie, w którym tylko Daryl Morey nie potrafi przyznać, że Embiid i Simmons to źle dopasowane duo. Sam z nadziei wyleczyłem się nie tak dawno. Poprzednie playoffy stanowczo ucięły sprytnie zawoalowane wskaźniki efektywności. Ale problemem dla Moreya nie jest, nie była i nie będzie efektywność, lecz bezspornie pozytywna wartość graczy pozyskanych za Simmonsa. Tego rodzaju podejście stoi w sprzeczności i z opinią Moreya o sobie („my only job is to help us get the best chance to win the title”), i z sytuacją zespołu („we are in the prime of Joel’s career”), i z opinią na temat Simmonsa („he is a difference maker)”, który w zespole Embiida, owszem, zrobi różnicę, ale przede wszystkim po defensywnej stronie, za to nowy zespół będzie musiał mu się podporządkować, posiadając podpórkę w postaci skromnego zbioru występów na poziomie franchise-playera.
I to jest ta skomplikowana, acz podlegająca relatywnie prostej korekcji dychotomia, która zaczyna zjadać Sixers już po dwóch meczach sezonu regularnego, a nawet w ich trakcie! Dwa światy Moreya i dwa światy zespołu, który zdobywa blisko 116 punktów na 100 posiadań (6. miejsce) i traci ponad 107 punktów na 100 posiadań (15. miejsce).
Najpoważniejszą dotychczas przesłanką, że pomimo posiadania w składzie gracza kalibru DPOY – i to pod obręczą – Sixers skończą sezon z góra dobrą obroną, jest zarejestrowana nieporadność przeciwko dwójkowym akcjom Mills-Durant i Durant-Mills, które w ewentualnej serii ewoluują w akcje Harden-Duranta, Durant-Harden i tym podobne. Wszyscy będą atakować mierną w defensywny talent rotację. Każdy trener spróbuje ograniczyć wpływ Embiida, czy to poprzez odsunięcie go od akcji (jak Nets), czy też nachalnie prowadząc do koniecznie wysoko bronionych pick-and-rolli, a może zmian krycia.
W każdym razie: z Simmonsem czy bez, pozostali koszykarze Sixers muszą kontrolować liczbę defensywnych akcji, które bezpośrednio angażują centra. W przeciwnym razie wydarzenia serii z Boston Celitcs w Orlando, zapowiedziały playoffy 2022, w których Embiid – być może w wygodniejszym schemacie defensywnym – będzie bronił aż o 25% rzutów więcej niż w sezonie regularnym, ponownie biorąc na siebie porównywalny USAGE w ataku i w obronie. Czyli USAGE prowadzący do wyczerpania.
Nie przesadzę pisząc, że w Filadelfii już zarysowuje się kazus Rudy’ego Goberta i niskich koszykarzy Jazz, którzy w serii z LA Clippers popisali się niebywałą dla 3. obrony sezonu regularnego indolencją defensywną. Na przestrzeni dwóch meczów Embiid broni średnio o trzy rzuty więcej niż w poprzednim sezonie. Obrona niskich w pick-and-rollu nie wygląda przekonująco. Podobnie obrona w transition. Czy 21. miejsce w klasyfikacji DREB% i oddanie 21 zbiórek w ataku w dwóch meczach powinny martwić? Czy niedokładne rotacje są efektem cyklu przygotowawczego? Czy niepotrzebne zmiany krycia doczekają się właściwej korekty? Jest bardzo wcześnie, a w przeciwieństwie do ataku pytań w obronie cała masa. Czego nie boję się napisać to predykcji, że Sixers skończą sezon regularnym z lepszym atakiem od obrony. Natomiast powrót Bena Simmonsa w najlepszym razie spowoduje zamianę miejsc. Wszak to drugi w tym zespole kandydat do nagrody DPOY.
W obydwu scenariuszach (Simmons poza drużyną lub Simmons w rotacji), gdzie do pierwszego warto dołączyć trzeci, czyli finalizację wymiany (którą równie dobrze Morey może mieć na stole), w istotnym położeniu znajdzie się Doc Rivers. Nie wystarczy okopać się – jak to bywało w zeszłych latach, a nawet w Bostonie – schematyzacją ataku i obrony. Ten zespół może być elastyczny. Rolą trenera jest reagować i naprawiać nieprawidłowości, które powstrzymają Sixers przed spełnienie minimalnych oczekiwań. Co jeśli ten, dokładnie ten zespół skończy sezon regularny na miejscach 11-19 w efektywności ofensywnej i defensywnej? Odpadnie w pierwszej rundzie.
Ostatnie wiadomości z obozu Sixers sugerują rozpoczęcie procesu pojednawczego. Deficytem, i to poważnym, jest odwaga. Brakuje jej koszykarzom. Brakuje Moreyowi i właścicielom – czyli osobom, od których oczekuje się właściwego rozpoznania rynku oraz potrzeb własnego zespołu. A te są dwie. Albo gracz pokroju All-NBA – rynek nie spełnia tej potrzeby. Albo pakiet wartościowych koszykarzy – tutaj żaden nie zaspokoi ego Moreya. W międzyczasie to, co istotne, czyli koszykówka profesjonalnego zespołu NBA nie wyewoluuje ponad powyższy zapis problemów, raz jeszcze rozgrywając około 20 meczów bez najlepszego gracza.

dobra, dobra, ale co z tego wszystkiego, jak na lawce siedzi typ, ktory chyba jakos w ostatnich dwóch minutach meczu z Nets mogl dwa razy poprosic o challenge w sytuacjach 2-pktowego prowadzenia 76ers, ale tego nie zrobil (sztab nie wiedzial, ze sędziowie juz nie robią tego sami z siebie i trzeba samemu to zgłosić?) i przez to Nets dwa razy dostali pilke i mozliwosc wyrownania/objecia prowadzenia, co oczywiście sie stało? nie jestem jakims fanem Philly ale no aż sie wkurwilem, jak to ogladalem, ze wielki pan trenerjo Docent Rivers rozklada rece a jego twarz zastyga w tym grymasie półwylewu i nie robi nic, zeby jakos chociaz zawalczyc o zmiane decyzji sędziów, bo widac, ze graczom na boisku nie idzie i ewidentnie przydalaby sie jakakolwiek deska ratunku, ale niestety jak sie ma takiego kołcza to mozna ewentualnie sobie w tv posluchac spuszczania sie nad tym, jak to prawie 15 lat temu zdobyl jednego misia z big3 w Bostonie i do dzisiaj jedzie na tym fejmie, bo nic innego od tego typa to sie raczej dobrego nie otrzyma.
uff, od wczoraj mnie to cisnelo, musialem :p