
Bielecki: Wcześni kandydaci do MIP
Dwa tygodnie temu pisałem o debiutantach, którzy zaskakują jak na razie w rozgrywkach 2017/18. W NBA zaskoczenia to jednak nie tylko domena debiutantów, ale i zawodników, których na parkietach najlepszej ligi świata oglądamy od kilku sezonów, a nawet wielu lat. Kto w tym młodym sezonie zalicza jak dotąd największy progres?
Na to pytanie trudno odpowiedzieć jednoznacznie, ale pomocne w tym jest zestawienie kandydatów z podziałem na kategorie. Aby mieć pewność, że mamy do czynienia z prawdziwym progresem, nie brałem pod uwagę graczy, którzy zaczęli notować lepsze statystyki dzięki otrzymaniu dużej szansy po raz pierwszy w swoich karierach.
Spełniony potencjał
Jonathon Simmons
Można stwierdzić, że Simmons nie tyle zaczął grać lepiej, co po prostu przeniósł się z konserwatywnego systemu San Antonio Spurs, w którym nigdy nie byłby czołową postacią żadnego line-upu, do typowanego do tankowania Orlando Magic.
Taka teoria nie znajduje jednak odzwierciedlenia w statystykach. Co prawda minuty Simmonsa skoczyły z 18 do 25 na mecz, ale nie jest to wystarczająca różnica, by wytłumaczyć skok z 6 punktów do średnio 15.
Poza blokami, zawodnik, który do NBA trafił po tym, jak zapłacił za szansę try-outu w NBDL, notuje career-highs w każdej rubryce. Najbardziej, poza średnią punktów, uwagę zwracają procenty.
Skrzydłowy trafia 51% z gry (42% w zeszłym sezonie) i 39% za trzy (29% w zeszłym sezonie). To wszystko oddając dwukrotnie więcej rzutów niż w poprzednich rozgrywkach. Warto też pochwalić trzykrotnie większą częstotliwość dostawania się na linię i skok eFG% z 45% na 55%.
Progres Simmonsa sprawia, że jest obecnie jednym z faworytów nie tylko do nagrody MIP, ale i Sixth Man of the Year.
Kelly Oubre
Jak mówiłem tydzień temu w podcaście, analizując postać Kelly’ego Oubre, warto oddzielnie spojrzeć na jego grę, kiedy zastępuje Markieffa Morrisa w piątce i kiedy jest go-to rezerwowym Wizards.
Choć sumy statystyczne wcale nie różnią się od siebie za bardzo w obu tych przypadkach, to wydajność skrzydłowego Waszyngtonu jest już zgoła odmienna. Kiedy dzieli parkiet z Wallem i kolegami, trafia 44% z dystansu. Kiedy gra z rezerwowymi, rzuca już tylko przeciętne 36% tego typu rzutów, a jego Usage% wzrasta o połowę.
Bez względu jednak na to czy jest rezerwowym czy starterem, Oubre wreszcie spełnia swój potencjał. Przewidywałem, że ten sezon, który ma teraz, będzie poprzednim sezonem, ale KO wreszcie gra na miarę oczekiwań.
Jest dużo pewniejszy na parkiecie, wyeliminował chaos ze swojej gry. W każdym meczu pokazuje coś nowego. Ostatnio dołożył choćby agresywny drive po crossoverze.
Oddaje niemal 2 razy więcej rzutów z dystansu (2,5 na mecz w rozgrywkach 16/17 i 4,5 w 17/18) i, co najważniejsze, trafia aż 39%, zamiast 29% jak w poprzednim sezonie). Do tego więcej zbiera, asystuje, przechwytuje i blokuje.
Oubre głównym kandydatem do MIP nie będzie, ale jego progres jest widoczny i nieoceniony dla Wizards.
Jeremy Lamb
Ni stąd, ni zowąd, w swoim szóstym sezonie, nieco zapomniany już talent gracza Hornets rozkwitł. Osobiście to dla mnie jedno z największych zaskoczeń tych rozgrywek.
Lamb przebywa na parkiecie rekordowe 29 minut na mecz, po tym jak miał już trzy sezony, w których regularnie grywał po około 19 minut. W większości spotkań był dotąd starterem, zastępując kontuzjowanego Nica Batuma, co jest dla niego nową sytuacją.
Statystyki 25-latka skoczyły z 10 punktów, 4 zbiórek i asysty do 16/5/3. Dramatycznie poprawił przede wszystkim skuteczność zza łuku – 28% zamieniając na 41%.
Skąd ta nagła zwyżka formy u rzucającego obrońcy? Lamb ponoć diametralnie zmienił swoją dietę oraz harmonogram snu. Porządnie przepracował też lato na siłowni.
Kiedy do gry wróci Batum, 12 wybór Draftu 2012 najprawdopodobniej powędruje na ławkę, okazując się sporym wzmocnieniem. Może to jednak znacząco zmniejszyć jego szansę na nagrodę MIP.
W Charlotte powinni być jednak zadowoleni, że jego trzyletni, 21-milionowy kontrakt, podpisany przed ubiegłym sezonem, wreszcie zaczyna się spłacać.
U bram All-Star Game
Clint Capela
Szwajcarski center Rockets miał być jednym z największych beneficjentów transferu Chrisa Paula do Houston. Jego statystyki faktycznie poszły w górę, ale na próżno szukać w tym zasług CP3, który przecież opuścił większość dotychczasowych spotkań.
Progres Capeli, choć widoczny w statystykach, nie jest jednak tak oczywisty, gdy przyjrzymy się dokładniej.
Środkowy zdobywa pół punktu, przechwytu i bloku oraz trzy zbiórki więcej niż w poprzednim sezonie, jest też wyraźnie skuteczniejszy. Najbardziej rzuca się w oczy jednak genialny NetRtg. Na 100 posiadań, Rockets z Capelą tracą tylko 99 punktów, a zdobywają 133.
Per-36 wcale nie zdobywa jednak więcej punktów, a ponadto jego udział w zwycięstwach (statystyka Win Shares) obniżył się ponad dwukrotnie. Także szacowana wartość względem poziomu zawodników z końca rotacji (VORP – Value Over Replacement Level) spadła.
Obserwowanie jego notowań, kiedy już złapie odpowiedni rytm z Chrisem Paulem będzie bardzo ciekawe. Jego progres nie jest obecnie, według mnie, wystarczająco ewidentny, by umieścić go w wyścigu po MIP, ale fakt, że znajduje się w Top-3 takich statystyk, jak FG%, eFG%, TRB% oraz w Top-10 w zbiórkach ofensywnych, defensywnych i blokach, sprawia, że Capela obija się w tym roku o poziom All-Star.
Aaron Gordon
Gordon długo pozostawał klasycznym przykładem zawodnika, który gdyby dołożył rzut do swojego arsenału, mógłby być naprawdę świetny. I wiecie co? Skrzydłowy Magic wreszcie to zrobił. „Wreszcie” może być tu nadużyciem, bo w końcu jego kariera rozpoczęła się nie tak dawno temu i wcale nie było pewne, że kiedyś ten rzut dołoży.
22-latek zdobywa 5 punktów i 3 zbiórki więcej, grając tylko przeciętnie trzy minuty dłużej niż w poprzednim sezonie. Co najważniejsze, trafia też 2 razy więcej trójek w każdym meczu, przy skuteczności 47%, co jest ogromnym skokiem jakościowym względem 28% w pierwszych trzech sezonach kariery.
Ze średnimi 18 punktów i 8 zbiórek na mecz, Gordon jest jednym z głównych faworytów nagrody MIP i być może nawet kandydatem do All-Star Game na słabym Wschodzie.
Poza progresem indywidualnym, źródła lepszych osiągnięć drugiego w tym zestawieniu gracza Magic, szukałbym w tym, że Gordon wreszcie gra na pozycji, na której powinien grać całą karierę. Po tym, jak w zeszłym sezonie, według danych Basketball-Reference, 63% minut spędzał na pozycji numer trzy, teraz aż przez 87% czasu gry jest silnym skrzydłowym, gdzie może w pełni wykorzystać swoją przewagę atletyzmu i nową broń, jaką jest rzut trzypunktowy.
Otto Porter
To co robi skrzydłowy Wizards w tym sezonie, jest definicją czystego progresu. Jego minuty praktycznie nie poszły w górę, a stał się znacząco lepszym graczem. Zdobywa prawie trzy punkty i zbiórkę w każdym meczu więcej niż w poprzednim sezonie, ale kluczem w jego przypadku pozostaje dokładność.
Porter to gracz niemal nieomylny. Trafia 57% rzutów z gry, w tym świetne 49% za trzy. Choć pełni w Wizards ważną rolę, traci tylko 0,7 piłki na mecz, samemu przechwytując aż 1,7 razy. Jest nie tylko świetnym obrońcą, ale i pewniakiem w ataku.
Słowo „rozwój” Porter ma zresztą wpisane w swoją karierę. Każdy kolejny jego sezon nie tylko w NBA, ale i w College’u był wyraźnie lepszy od poprzedniego. Zwłaszcza rzut trzypunktowy jest elementem, nad którym ciągle pracuje.
Debiutując w Georgetown, uznawano ten element za jego słabość. Na pierwszym roku trafił 12 trójek na 22% skuteczności. Na drugim roku trafił 43 trójki na 42% skuteczności. W NBA historia się powtórzyła:
Rookie year: 4×3 – 19%
2 sezon: 35×3 – 34%
3 sezon: 98×3 – 37%
4 sezon: 148×3 – 43%
Obecny sezon: (projekcja na podstawie dotychczasowych meczów) 158×3 – 49%
Porter w swoim arsenale ma jednak wciąż inne bronie, jak ścięcia bez piłki do kosza, w których jest jednym z najlepszych w lidze.
OP latem przybrał nieco na masie, wydaje się potężniejszy, a jego 106-milionowy kontrakt wygląda na coraz bardziej sensowny.
Robert Covington
RoCo jest największą perełką znalezioną przez Sixers w mule zwanym „The Process”. Chyba nie jest jeszcze za wcześnie, by kategoryzować go jako jednego z najlepszych graczy 3&D w lidze. Jego największym problemem dotychczas były nierozważne decyzje rzutowe, w sezonie 2017/2108 sprawa jednak uległa zmianie.
Covington, odkąd trafił w 2014 roku z Houston do Philadelphii, oddawał do tej pory 6,5 rzutu za trzy w każdym meczu. To bardzo dużo, a jego skuteczność wcale nie tłumaczyła takiego wolumenu rzutów, bo oscylowała w granicach 35%. Teraz jednak trafia ponad 49% takich rzutów, oddając ich przeciętnie jeszcze więcej, bo aż ponad 7 na mecz.
Gra właściwie tyle samo minut co ostatnio, ale zdobywa prawie 17 punktów na mecz, czyli blisko 4 więcej. Reszta jego statystyk, poza wspomnianą już skutecznością i, na szczęście dla niego, stratami, jednak nie tylko się nie poprawiła, ale nawet pogorszyła.
Covington skorzystał bowiem na wyraźnym progresie Sixers jako całości. Dzięki dojściu Redicka, Simmonsa i większej regularności Embiida, Covington otrzymuje po prostu lepsze pozycje rzutowe. Aż 23% jego trójek w tym sezonie, NBA kategoryzuje jako „wide open”, podczas gdy w zeszłym sezonie odsetek tych rzutów stanowił tylko 13%.
Covington oddaje nieznacznie więcej rzutów, ale wyraźnie zmieniła się ich proporcja, na rzecz rzutów dystansowych. Sixers eksploatują go w grze odrobinę mniej, co jest zupełnie normalne po wzmocnieniu składu. Wkrótce 27-latek ewidentnie korzysta jednak na nieco innej roli i stał się po prostu bardziej wydajny.
Poziom supergwiazdy
Giannis Antetokounmpo
Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że po raz pierwszy w historii NBA, nagroda Most Improved Player trafi dwa razy z rzędu (i dwa razy w ogóle) do tego samego zawodnika. Giannis Antetokoumpo przed rokiem awansował z bardzo dobrego zawodnika do All-Stara, a teraz jest już jedną z największych gwiazd ligi.
Zamiast 23 punktów na mecz zdobywa 30, dokłada do tego 10,5 zbiórki, co jest progresem względem 8,8 na mecz w zeszłym sezonie i poprawił się nieznacznie w przechwytach. Wiecie co jest najlepsze w tym wszystkim? To, że może jeszcze zrobić jeden wyraźny krok do przodu, poprawiając swój rzut dystansowy, tak jak zrobił to Aaron Gordon.
Grek trafia co prawda career-high 29,6% trójek, ale raczej bierze się to z tego, iż oddaje mniej tego typu rzutów. O ile w przypadku Gordona większych wątpliwości nie budziła nigdy forma rzutu, to mechanika Greek Freaka może być przeszkodą trudną do przeskoczenia.
Nie zmienia to jednak faktu, że stał się graczem wielkoformatowym. Robi na parkiecie wszystko (choć notuje całą asystę mniej) i nie przestaje zachwycać swoim połączeniem atletyzmu z warunkami fizycznymi. Jest maszynką do zdobywania punktów w pomalowanym.
Dzięki postępom Bucks i wzmocnieniu zespołu przez Erica Bledsoe, Antetokounmpo ma dużą szansę być faworytem nie tylko do nagrody MIP, ale i MVP.
Kristaps Porzingis
Najprawdopodobniej główny faworyt do nagrody MIP na ten moment. Łotysz bardzo zyskał na dużych zmianach w Knicks i odejściu Carmelo Anthony’ego, dzięki czemu stał się główną bronią nowojorskiego zespołu.
Wysoki Knicks oddaje pięć rzutów na mecz więcej, poprawił skuteczność, zwłaszcza dystansową i zdobywa aż 28 punktów na mecz.
Porzingis latem pracował głównie nad siłą i atletyzmem.
„Treningi siłowe pozwalają mi zachować lepszy balans przy rzucie. Nawet, wobec kontaktu mogę normalnie wyprowadzić rzut i trafić z faulem” – komentuje Łotysz.
Dzięki dalszemu rozwojowi Porzingis ma wszystko, by stać się, można powiedzieć, Dirkiem Nowitzkim 2.0. Nie sprawiają mu problemów akcje po koźle, staje się coraz bardziej atletyczny, a warunki fizyczne pozwalają mu robić to, czego Niemcowi brakowało w jego karierze.
***
Kogo zabrakło Wam w tym zestawieniu i, co ważniejsze, kto objawi się jako kolejny kandydat do tego grona w dalszej części sezonu? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Jaylen Brown?
Jaylen Brown?
Jaylen Brown?
Jaylen Brown?
Dziwię się, że nikt nie wymienił jeszcze Jaylena Browna…
Bo nie grał jeszcze 7. meczu w Houston
Jaylen Brown z Celtics
Jaylen Brown, dziwne że nikt tego jeszcze nie napisał
Jaylen Brown Boston Celtics
Chyba jeszcze Jaylen Brown?
„Na tym słabym wschodzie (!!!)” jest jeszcze Jaylen Brown
Jaylen Brown chyba nawet większy faworyt niż KP, co nie?
Przerażająca jest liczba statystyk/skrótów, które wykorzystane są do stworzenia tego artykułu. Jakoś przegapiłam moment w rozwoju ligii, w którym zaczęto operować tyloma niezrozumiałymi już dla mnie stwierdzeniami. To jednak jest mój problem i tylko tak sobie piszę, nie mając do nikogo pretensji.
Zastanawia mnie jednak język. Kilka przykładów:
1. „Dramatycznie poprawił przede wszystkim skuteczność zza łuku” – no faktycznie dramat.
2. „Progres”. Ja rozumiem – taka tematyka artykułu. Ale może rozwój? Postęp?
3. „Obecny sezon: (projekcja na podstawie dotychczasowych meczów)” Najbliższa projekcja w piątek o 17.00 w tym samym miejscu co zwykle. Bilety – 15zł normalny, 10zł ulgowy.
4. „a jego skuteczność wcale nie tłumaczyła takiego wolumenu rzutów”. Hmm pewnie można użyć tego słowa w tym kontekście, ale po co? Żeby coś czytelnikowi udowodnić?
Artykuł na ciekawy i moim zdaniem potrzebny temat, ale forma jakby udziwniona. Może warto się nad tym zastanowić i spolszczyć/uprościć język (albo użyć słów częściej używanych w takim, a nie innym kontekście)?
Pozwolę sobie połowicznie się nie zgodzić.
1. „Dramatycznie” – rzeczywiście w tym kontekście nie pasuje.
3. Podobnie – poprawnie byłoby użyć „prognoza”, ew. „supozycja”.
Z pkt. 2 i 4 się nie zgadzam – co to za argument, żeby używać tylko najbardziej powszechnie wykorzystywanych synonimów? Wydaje mi się, że właśnie po to też są artykuły na tego typu fachowych portalach, by przemycać gdzieś sformułowania używane rzadziej, a niekoniecznie gorsze.
A Jaylen Brown?
Gdzie Jaylen Brown?
A tak na poważnie. Trudno przy #MIP nie wspomnieć w tym sezonie o Fournierze. W tych samych minutach zdobywa najwięcej punktów, zbiórek, asyst, bloków i przechwytów w karierze, dodatkowo nigdy tak nie celnie nie rzucał; rekordowe procenty w rzutach za trzy, za dwa, za jeden i awansował do klubu 50-40-90. Zatem we wszystkich ośmiu najważniejszych kategoriach statystycznych ma career-high. Ograniczył tylko liczbę włosów na głowie, ale to problem, z którym zmaga się ponoć 90% mężczyzn na świecie, więc nie zamierzam go za to przekreślać.
Gordon podobnie poprawił się we wszystkich kategoriach, ale jego dorobek stopniowo leci w dół, więc trzeba poczekać, czy nie jest to fluke.
Według mnie ten postęp Fourniera nie jest na tyle duży żeby brać go pod uwagę, zwłaszcza, że on już miał takie momenty w których wyglądał bardzo podobnie jako strzelec.Na pewno też do poprawy jego dyspozycji przyczyniła się zmiana stylu gry Orlando i wyjściowej piątki.Zwiększono tempo a Vucevic i Gordon dodali rzut za 3 przez co przeciwnik za linią 7 metra musi się koncentrować też na nich.W poprzednim sezonie praktycznie był jedynym rzucającym z daleka a Vogel sporo kombinował z lineupami i grał nim obok dwóch wysokich nie grożących trójką np. Biyombo-Vucevic.
Ja osobiście zwróciłbym uwagę na Sabonisa, który po niekomfortowej dla niego roli w OKC gdzie starano się na siłę zrobić z niego stretch four, wrócił do gry bliżej kosza, częściej dostaje się na linie i notuje fantastyczne 60% z gry (w zeszłym sezonie ledwo 40%) dzięki czemu jego statystyki zarówno w zbiórkach jak i punktach poszybowały ostro w górę (z 5.9pkt i 3.6zb 1 as do 13.2pkt i 9.5zb 2.6as).Wszystko przy niewielkim skoku minut i prób rzutowych.
A Jaylen Brown?
Niech ktoś zatrzyma tę karuzele śmiechu
Tobias Harris
Poszukałem i znalazłem jeszcze jednego zawodnika do MIP!
Jaylen Brown
Jak był kiedyś taki filmik w którym mały afroamerykański chłopczyk mówi LeBron James LeBron James lebron James lebrooon jammmess, to teraz Jaylen Brown Jaylen Brown Jaylen Brown jayleeeen Brown
Bartek, za tego Browna jesteś nam dłużny arcik o nim :) sylwetkę chociaż nakreslic w wolnej chwili
Victor Oladipo
Tim Hardaway Jr.