Chicago Bulls grali w osłabiony składzie, właściwie tylko szóstką zawodników, ale walczyli do samego końca i byli bardzo bliscy pokonania Brooklyn Nets. Ostatecznie to goście mieli nieco więcej szczęścia na finiszu i udało im się przedłużyć serię. Wszystko rozstrzygnie się w Game 7.
Chcesz czytać dalej?
Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.
Zaloguj się jeśli masz już abonament
Subskrybcja
Uzyskaj dostęp dopełnej treści artykułów.
Mecz nr 7 to absolutny must see. Mam nadzieje, że Bulls wystarczy energii. Trudno będzie im nie kibicować.
Bulls energii na pewno wystarczy, gorzej ze zdrowiem.
Nie gra Kirk, Luo, Derrick czyli 60% starting 5. Noah z kontuzją. Tak naprawdę jedynym sprawnym zawodnikiem w s5 jest Carlos. Szacun.
Jeśli Nate w tej akcji nie zrobił noszonej, nawet w realiach NBA (a zrobił, bo coś mniej ewidentnego zagwizdano tej nocy Stefkowi) to, to co zrobił z Andrew to miszczostwo świata.
Jeśli Rose nie zagra w meczu nr. 7 i Bulls odpadną to dla mnie gość przestaje istnieć. Może nawet zakończyć karierę. Wzrok którym wodzi z tej swojej ławki przypomina mi śniętą rybę. Z oczu można wiele wyczytać, ja nic ciekawego w nich nie widzę. Wszystko zmierza do tego, że nie ma odpowiedniego charakteru – podobnie jak Durant, aby wygrywać jak James, Bryant, Shaq, Garnett, czy Rondo.