Cały poprzedni sezon, a zwłaszcza drugą jego część, San Antonio Spurs spędzili na kokietowaniu nas swoją bezinteresowną, szlachetną dla koszykarskich purystów ofensywą. Tony Parker poprowadził ten tętent koni i brzęk ostróg aż do drugiego meczu serii z Thunder, który dla tych zaspanych oczu był jednym z najlepszych zespołowych występów jakie te zaspane oczy widziały.
Jeśli było coś co – poza perfekcją Spurs – spędzało sen z powiek, była to naziemność tych ssaków, która w playoffowej serii z koronami drzew Pau Gasola i Andrew Bynuma miała stanowić dla Spurs problem z gatunku tych grawitacji. Z czasem Parker dowiódł, że Spurs są w stanie wydostać się z żeremi, podkopać tych Lakers w pick-and-roll, wmanewrować się pod kosz, niczym bobry podgryźć pień, wywrócić i zasypać tę sekwoję lawiną trójek.
Chcesz czytać dalej?
Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.
Subskrybcja
Uzyskaj dostęp dopełnej treści artykułów.
Dość epickie :) nice ;) GoSpursGo!
Żart? My za to płacimy, więc w sylwestra moglibyście dac coś więcej niż tylko półnagie :)
cycki, cycki, cycki! polecam kabaret Hlynur i “Głos wewnętrzny” :)