Czy Kawhi Leonard jest lepszym graczem niż Kevin Durant?

Czy Kawhi Leonard jest lepszym graczem niż Kevin Durant?

Sue Ogrocki/Associated Press
Sue Ogrocki/Associated Press

Zawodnik A: 0,99 PPP w izolacjach, 1,02 PPP w pick and rollu, 1,02 PPP w post up, 63 eFG% w catch and shoot, 47,7 eFG% po koźle, 47,6 eFG% z obrońcą na twarzy, 52,9 eFG% w kontestowanych rzutach, 67,8 eFG% w otwartych rzutach

Zawodnik B: 0,99 PPP w izolacjach, 0,93 PPP w pick and rollu, 1,23 PPP w post up, 59,5 eFG% w catch and shoot, 51,1 eFG% po koźle, 53,3 eFG% z obrońcą na twarzy, 55,8 eFG% w kontestowanych rzutach, 58,3 eFG% w otwartych rzutach

Nasi zawodnicy A i B to oczywiście Kevin Durant i Kawhi Leonard. Który jest który? Myślę, że odpowiedź na to pytanie wcale was nie zaskoczy. To, co być może was zaskoczyło, to fakt, jak małe są pomiędzy nimi różnice w efektywności ofensywnej. Szczególnie, jeśli pamiętacie, kim w tej lidze miał być Kawhi Leonard.

Z pewnością nie ofensywnym monstrum. Kiedy w przeddraftowych raportach Kevinowi Durantowi przewidywano przyszłość hybrydy Tracy McGrady’ego i Dirka Nowitzkiego, Leonard musiał zadowalać się wizją wejścia w buty… Luca Mbah a Moute. Dobre sobie. Mbah a Moute dla bogaczy trafił w tym sezonie 44,3% swoich rzutów za trzy. Lepsi byli tylko J.J. Redick i Steph Curry. To wynik, do którego Durant w swojej karierze nigdy nawet się nie zbliżył.

Za rzutem Leonarda stoi Chip Engelland, trener rzutowy Spurs, który w lidze zdążył już dorobić się przydomka „zaklinacz rzutu”. Jak wspomina, w gruncie rzeczy nie zrobił rewolucji. Przekonał jedynie debiutanta, by zmienił odrobinę swoją technikę:

Kawhiowi pomogło to, że rok wcześniej zmieniliśmy rzut Richarda Jeffersona. Mieli podobny rzut zza głowy. Kiedy Kawhi przyszedł do nas, musieliśmy z nim najpierw porozmawiać. Rzut to bardzo osobista rzecz. Nie jest łatwo go zmienić. Powiedzieliśmy mu kilka rzeczy, a on uważnie słuchał. Chciał być lepszy. Dał się to zauważyć od pierwszego momenty. Był bardzo zainteresowany swoim rozwojem. Pokazałem mu zdjęcia Richarda i jego własne. Obaj mieli tę samą formę. Richard miał 30 lat, kiedy zmieniliśmy jego rzut. Myśleliśmy, że Kawhi też może się zmienić. Następnie użyliśmy Kobiego Bryanta. Obaj dorastaliśmy w południowej Kalifornii. Obaj oglądaliśmy Kobiego. Kobe ma piękną formę, technicznie bez zarzutu. Użyliśmy jej jako wzoru, w jaki sposób powinien rzucać.

Reszty dokonał już sam Kawhi – po prostu ciężko pracując nad swoim rzutem. To wydawałoby się tak proste, ale ilu graczy w historii NBA dokonało podobnego skoku jakościowego w skuteczności swojego rzutu? Dziś on i Spurs zbierają owoce tej pracy.

I piszę o tym wszystkim z jednego powodu. Kiedy porównujemy Duranta i Leonarda bardzo łatwo jest ich przyporządkować. Leonard to ten genialny gracz defensywny, który przy okazji jest całkiem dobry w ataku. Durant natomiast to ten genialny gracz ofensywny, który przy okazji jest całkiem dobry w obronie. Rzecz w tym, że to pierwsze zdanie chyba powoli się dezaktualizuje.

Oczywiście sceptycy powiedzą, że Leonard musi udowodnić, że jest w stanie utrzymać regularność swojego rzutu w kolejnych latach, zanim bez żadnych dyskusji będziemy mogli wymieniać go w jednym zdaniu ze słowami ofensywa i Kevin Durant. Ostatecznie KD dźwiga na swoich barkach większą część ataku swojej drużyny niż Leonard.

To z pewnością jest jakiś argument, bo trudno oceniać ich grę na podstawie gołych liczb, nie biorąc pod uwagę kontekstu. Ten jest zaś taki, że Durant dużo częściej zmuszony jest wykorzystywać swoje indywidualne umiejętności, podczas gdy Leonard korzysta w większej mierze z systemu, w którym gra.

Zgodzicie się? Prawdopodobnie zgodziłby się z tym sam Kevin Durant, który raczej nie dopuszcza do siebie myśli, że Kawhi może być w tej samej kategorii ofensywnej co on. Po Finałach w 2014 roku KD na swoim Twitterze pisał:

Robi to wszystko dzięki systemowi. Co by się stało, gdybyście dali Paula George’a do Spurs?

Durant tłumaczył, że w żadnym wypadku nie chciał krytykować wtedy swojego młodszego kolegi, po prostu uważał, że George jest lepszym graczem. W tym roku, gdy przypomniano mu tamte komentarze, wciąż jednak nie wycofał się z tego twierdzenia:

Nie cofam tego. Powiedziałem, że system jest powodem, dla którego tam jest. Pop postawił go w sytuacji, w której może być graczem, jakim jest. Nie żałuję tamtych słów. To było trzy lata temu. Gdyby się nie rozwinął, to byłaby jego wina. Ale rozwinął się.

Durant dodał oczywiście, że Leonard jest jednym z najlepszych niskich skrzydłowych w lidze, chwalił go za obronę i umiejętności w ataku. Wciąż jednak w jego słowach można wyczytać myśl, która towarzyszy pewnie wielu kibicom. Leonard jest tak dobry, jak jest, bo gra w Spurs, ma świetną drużynę, system i trenera.

Zawsze zastanawiało mnie to, że w koszykówce, w której ostatecznie wygrywa się tym, że gracze wspólnie stanowią coś więcej niż suma całości, ocenia się graczy tak, jakby mieli grać ze sobą jeden na jednego. To zaś nigdy przecież nie ma miejsca. Dlaczego więc fakt, że Kawhi Leonard jest genialnym graczem w pewnym określonym systemie, miałby działać na jego niekorzyść?

A jednak działa. Bo ilu z was bez mrugnięcia okiem powie, że Leonard jest lepszym graczem niż Kevin Durant?

I nie, nie twierdzę teraz, że jest. Twierdzę jedynie, że ocena tego nie jest wcale taka łatwa. Pomimo analitycznej rewolucji wciąż mamy tendencję do oceniania graczy „na oko”. W tym teście zaś Durant wygląda lepiej. Bo wygląda, jak ktoś, kto wygrałby każdy pojedynek jeden na jeden. Jak ktoś, kto potrafi zdobyć punkty z każdego miejsca na parkiecie. Problem polega na tym, że ten test oka nie bierze nigdy pod uwagę tego, w jaki sposób dany zawodnik sprawdza się w systemie. Więcej, nie bierze pod uwagę, czy gracz jest w stanie w systemie funkcjonować.

Bo możemy się zżymać na Billy’ego Donovana, że nie zmienił wiele w ofensywnych strukturach Thunder, ale może powinniśmy się zastanowić, czy ktokolwiek byłby w stanie coś zmienić? W jaki sposób bowiem zmusić ofensywną maszynę pokroju Kevina Duranta do podporządkowania się systemowi?

Tymczasem Gregg Popovich z Kawhiem Leonardem takiego problemu nigdy nie miał i najprawdopodobniej nigdy mieć nie będzie. Więcej, wygląda na to, że Leonard mógłby grać w dowolnej drużynie NBA i dostosować się do panujących w niej zwyczajów. W przypadku Duranta z góry wiemy, że to drużyny musiałby dostosować się do niego.

Czy nie jest to przewaga Leonarda nad Durantem?

Czy to nie może być argument za tym, że w koszykówce, tym zespołowym sporcie, Kawhi Leonard jest lepszym graczem niż Kevin Durant. Właśnie z tego powodu, że jest „graczem systemowym”. Najlepszym zadaniowcem w lidze.

Oczywiście kibice zawsze przychodzić będą na mecze dla supergwiazd, nie dla zadaniowców. To indywidualne akcje i popisy przyciągają ich przed telewizory. Mimo wszystko w czasach, gdy wiemy o tej grze i zależnościach, które w niej panują, coraz więcej, dużo łatwiej będzie nam doceniać graczy takich jak Kawhi Leonard. Nawet jeśli nigdy tak naprawdę nie będzie dźwigał całego ofensywnego ciężaru drużyny na swoich plecach. Może wystarczy, że będzie trafiał swoje otwarte rzuty z prawie 70 eFG%. Może wystarczy, że będzie zatrzymywał te supergwiazdy na 39% z gry. Sam zaś rzucał będzie przeciwko nim na skuteczności 54%.

Kawhi Leonard nie będzie raczej w tej serii kimś, kto będzie dużo mówił na konferencjach prasowych. To Kevin Durant będzie nadal próbował przekonać wszystkich, że „he doesn’t care”. Mam jednak wrażenie, że tym, który naprawdę nie dba o to, co o nim mówią, jest jednak Leonard. Zastanawiam się nad tym, czy czasem myśli w ogóle nad tym, gdzie jest jego miejsce wśród elity NBA i czy czuje się już następcą LeBrona Jamesa w roli najlepszego niskiego skrzydłowego tej ligi. Nie mam wątpliwości, że czuje się nim Durant.

Czy jednak naprawdę będziemy mogli go nim nazwać, jeśli nie zdoła wygrać tej serii i przegra swój pojedynek z cichym gościem, który się nie uśmiecha? Czy wymówka, że Kawhi Leonard ma lepszy zespół wystarczy?

To najciekawszy matchup drugiej rundy playoffów, bo dla tej dwójki to rywalizacja o miejsce w naszej percepcji najlepszych graczy w lidze. Ale tylko dla jednego z nich jest to istotne.

Dziś mecz numer 1 i dla Duranta to musi być personalny pojedynek, jeśli naprawdę chce być najlepszy. Musi uczynić ze zdominowania Leonarda swój Everest. Rzecz w tym, że Spurs wciąż mogą wygrać serię, nawet jeśli Durant wygra tę rywalizację i KD znów będzie mógł mówić, że to wszystko efekt systemu. A Kawhi Leonard grał będzie o mistrzostwo. Kto wtedy będzie lepszym graczem?

Dyskusja 6G

Komentarze 0

Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.

Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.

Szósty Gracz na bieżąco

Włączyć powiadomienia?

Damy Ci znać o nowych tekstach, podcastach i materiałach 6G. Po kliknięciu potwierdź zgodę w oknie swojego urządzenia.

Możesz zmienić decyzję w sekcji „Powiadomienia 6G” w stopce.