
Rzutówka: Luka czaruje, ale nie wszyscy dobrze rozpoczęli ten sezon
Los Angeles Lakers przegrywali już 16 punktami w pierwszej połowie, w której spudłowali 19 z pierwszych 22 prób zza łuku, ale ostatecznie to znowu było show Luki Doncica na parkiecie w Crypto Arena. Jeszcze przed zejściem do szatni równo z syreną trafił rzut z dwudziestu metrów, a po przerwie przejął mecz. W samej trzeciej kwarcie zdobył więcej punktów niż cała ekipa Portland Trail Blazers, kończąc z drugim w tym sezonie 50-punktowym występem.
Luka Magic nie przestaje czarować. To czwarta z rzędu wygrana Lakers i czwarty z rzędu mecz Doncica z dorobkiem 40 punktów. Tyle też wynosi jego średnia po dziewięciu meczach tego sezonu – dokładnie 40.1. Tylko wielki Wilt uzbierał więcej punktów w pierwszych dziewięciu meczach sezonu. Kosmiczne cyferki, a to nie wszystko, bo imponuje również fenomenalną efektywnością. 49.8% z gry, 41.9% za trzy i 87.3% z linii, co przekłada się na TrueShooting aż 67.9%. Wszystko to rekordowe poziomy jego kariery, ale przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że nawet wolne trafia na wysokiej skuteczności, a w tym elemencie akurat nigdy nie był zabójczy. Nigdy wcześniej nie trafiał nawet 80% wolnych w sezonie. Ponownie najczęściej w całej lidze staje na linii i teraz wyciska z tego jeszcze więcej punktów.
Doncić – wypoczęty przez wakacje, w fanatycznej formie fizycznej, głodny gry, chcący coś udowodnić, zaangażowany nawet w obronę i mający zespół zbudowany pod siebie – jest zdecydowanie jedną z najlepszych historii początku sezonu. Jest też wyraźnym liderem na starcie wyścigu po MVP, choć zapowiada się tu niezwykle ciekawa rywalizacja, bo ustawiany wcześniej w roli faworyta do tej nagrody Victor Wembanyama coraz bardziej się rozkręca. Przede wszystkim zaliczył rewelacyjne 52-24-8blk przeciwko Mavs, ale też wczoraj miał 30 punktów i jego San Antonio Spurs wygrali po raz siódmy z rzędu.
W środę rozmawialiśmy o tym, co najbardziej podoba nam się po tych pierwszych tygodniach. Teraz zatrzyjmy się na chwilę przy zespołach, którym nie wyszło wejście w sezon.
1) Phoenix Suns byli jedną z lepszych historii zeszłego sezonu, ale ta ich odnaleziona wtedy tożsamość nieustępliwej, twardo broniącej drużyny nie przetrwała próby czasu. Obecnie są jednym z większych rozczarowań początku sezonu. Nie ma już tego samego hustle, co wcześniej i kompletnie nie ma defensywy, która była przecież fundamentem nowej kultury w Phoenix, o której tyle się mówiło. W tym momencie są drugą najgorzej broniącą drużyną w NBA (DefRtg 121.4) i mają tylko dwie wygrane w siedmiu meczach.
Teoretycznie mają więcej talentu, bo dodali Milesa Bridgesa i zdrowy jest wreszcie Jalen Green, ale ich nowa pierwsza piątka jest najbardziej minusowym lieupem (NetRtg -22.1) w całej lidze wśród tych, które rozegrały co najmniej 50 minut. Więcej jest talentu, ale mniej charakteru i zespołowego grania.
Green spisuje się fatalnie. Według wskaźnika NetPoints jest w tym momencie wyraźnie najbardziej minusowym zawodnikiem NBA (-7.6 na sto posiadań; drugi od końca Scoot Henderson jest aż o punkt lepszy -6.6). Gra nierówno, mocno pudłuje (11.9 punktów i 22.2% za trzy) i nie broni. Zamiast rozwijać się i coraz lepiej wykorzystywać swoje fizyczne możliwości, od przeprowadzki Green zalicza coraz większy regres. Bridges ma ładnie wyglądające cyferki (17.4pkt i 7.9zb), ale jak to przeważnie u niego – na papierze wygląda to lepiej niż jego realny wpływ na boisku.
Oczywiście brakuje im Marka Williamsa na środku. Tym bardziej, że Khaman Maluach nie jest nadal gotowy na większą rolę i nie nadaje się na startera. Brakuje także rozgrywającego w podstawowym ustawieniu. Collin Gillespie był objawieniem zeszłego sezonu i jedną z twarzy tamtego charakteru zespołu. Teraz wchodzi z ławki i zalicza średnio 2.7 przechwytów w 25 minut. Jego hustle nie zniknęło, ale ma duży problem z wyregulowaniem celownika, trafiając poniżej 30% rzutów.
2) Utah Jazz mieli wreszcie zacząć wygrywać, a na razie zaliczają nawet gorszy start niż w poprzednich latach gdy od początku było wiadomo, że będą tankować. Dziewięć meczów i tylko jedno zwycięstwo. Will Hardy pokazywał już, że potrafi dobrze układać elementy, które ma do dyspozycji i nie potrzebował do tego wielkich talentów, ale póki co, z tą układanką ma poważny problem. Do tego stopnia, że Jazz dysponują obecnie drugą najgorszą ofensywą w całej lidze (OffRtg 103.3). Choć przecież teoretycznie mają sporo ofensywnego talent. Trafiają ledwie 32.3% za trzy, nie dostają się do kosza, mają niewiele asyst, za to notują dużo strat.
Oczywiście przez kontuzje stracili Jarena Jacksona Jr, który miał być drugą najważniejszą postacią w drużynie. To poważny cios, ale z nim na boisku wcale nie prezentowali się lepiej. Poza tym, poprzednio atak opierający się na duecie Markkanen-George dobrze funkcjonował. Teraz już nie ratują Jazz. Keyonte George robi swoje (22pkt, 5.9ast), potwierdzając, że warto było podpisać z nim przedłużenie, ale ma kłopot na dystansie (32%). Tymczasem Lauri Markkanen nie dostarcza punktów wewnątrz łuku (tylko 15 celnych rzutów za dwa w 8 meczach), trafia tylko 38.9% z gry. Nie gra jak przystało na gwiazdora, który długo czekał, żeby wreszcie móc zacząć wygrywać.
Darryn Peterson także na razie nie zachwyca. Nie rozpoczął swojej kariery równie dobrze co jego koledzy z czołówki draftu. Minionej nocy po raz pierwszy osiągnął barierę 20 punktów, ale nie tylko brakuje mu skuteczności, także zdolności dostania się do obręczy (ledwie 5 trafień w restricted area po 9 meczach). Ani on, ani George nie są typowymi playmakerami kreującym grę innym i też na razie jako duet dzielenie się tymi obowiązkami nie wychodzi im najlepiej.
Nie zapominajmy też, że poza Jacksonem, brakuje im także Jusufa Nurkica, który opuści jeszcze co najmniej kolejne dwa tygodnie. To też pokrzyżowało plany Jazz i mocno osłabiło ich pod koszami, zmuszając teraz trenera do zbyt dużego polegania na Jaxsonie Hayesie czy sięgania po Mo Bambę. Już łatwo zapomnieć, że gdy robili wymianę po Jacksona, szykowali się na bardzo wysokie granie z Markkanenem na trójce. Ale później nie zapłacili Walkerowi Kesslerowi, woląc skorzystać z oferty Lakers i przejąć pakiet assetów. Bardzo atrakcyjny pakiet, ale stracili ważnego gracza, który bardzo by im się obecnie przydał.
3) Orlando Magic (2-6) mają nowego trenera, ale ciągle te same problemy – kontuzje, brak głębi, niedostatek shootingu i kiepsko działający atak (w tym momencie 23. miejsce). W Orlando bardzo cierpliwie czekają aż wreszcie trzon zespołu będzie zdrowy i będzie można ocenić jego realną siłę, ale mogą tego nie doczekać, bo finansowy zegar tyka coraz głośniej, a ich najważniejsi zawodnicy nie mogą utrzymać się przy zdrowiu. Obecnie leczą się Paolo Banchero i Jalen Suggs.
Franz Wagner po poprzednim sezonie popsutym przez problemy z kostką, teraz jest zdrowy i w tym osłabionym składzie próbuje przejąć rolę rozgrywającego (choć brak rozgrywającego to oczywiście nie efekt kontuzji, ale wyjątkowej niechęci Magic do zatrudnienia tego typu gracza trwającej już kolejne lata). W ostatnich czterech meczach aż trzy razy zaliczał dwucyfrowy dorobek asyst (to więcej niż przez całą dotychczasową karierę) i w sezonie ma średnią 8.5. Ale traci też mnóstwo piłek (4.4) i Magic są jedną z najgorszych drużyn w lidze w tym względzie. Nie są natomiast na samym dnie jeśli chodzi o trójki, ale podczas gdy jego koledzy trafiają zza łuku, Wagner kompletnie stracił swój rzut – ledwie 19.4%.
4) Miami Heat (3-6) w środę wymęczyli zwycięstwo przeciwko słabym LA Clippers, ale musieli zrobić duży comeback i potrzebowali game-winnera Klaya Thompsona w dogrywce. Trzecia wygrana w czterech meczach, ale trudno tu było doszukiwać się jakiegoś przełamania. Ten zespół nadal nie działa. Dzień później oberwali w San Francisco i była to już ich trzecia w sezonie 20-punktowa porażka.
Thompson robi dokładnie to, co do niego należy – trafia średnio 3.7 trójek ze skutecznością 41.3%. Zapewnia shooting, którego tak bardzo potrzebują. Po to właśnie przyszedł do Miami. Ale też wiadomo, że 36-letni Klay nie zapewni nic więcej. Już dawno przestał być two-way graczem. W obronie jest nie tylko najsłabszym elementem pierwszej piątki, ale po prostu łatwym celem, na który polują rywale. Dlatego reszta kolegów musi się bardziej postarać, żeby go chować i pozwolić mu dostarczać trójki. Tim Hardaway Jr nawet tego nie robi – 24.3% zza łuku.
Heat mają problem z wkomponowaniem obok siebie Giannisa i Bama, ale to akurat nie jest zaskoczeniem. Było wiadomo, że będzie to trudny proces. Jest jednak jeszcze trudniejszy, ponieważ brakuje wartościowych zawodników wokół. Klay jest tylko shooterem, Hardaway się nie przydaje, przełamanie Nikoli Jovica się raczej nie wydarzy, nie ma w składzie żadnych nowych odkryć, z których słynęli kiedyś Heat, a najbardziej zawodzi ten, który powinien być trzecim najlepszym graczem obok dwójki gwiazdorów. Andrew Wiggins zupełnie nie potrafi odnaleźć się w tym zespole. W ataku prawie nie istnieje, zdobywa tylko 8.6 punktów i trafia 30% za trzy, a do tego w obronie nie robi różnicy. Jest najbardziej minusowym graczem w Miami (-14.3).
5) Minionej nocy Anthony Davis opuścił pierwszy mecz sezonu (kostka), ale wcześniej rozegrał osiem kolejnych, co w jego przypadku jest dużym sukcesem, bo w barwach Dallas Mavericks ani razu nie miał takiej serii. Tak zdrowego AD już dawno nie widzieliśmy. Jest najlepszym strzelcem swojej nowej drużyny ze średnią 23.4 punktów, do tego zbiera 9.3 piłek i zalicza 2.5 „stocków” (przechwyty + bloki). Przypomina o swojej wartości, walcząc o nowy kontrakt.
Wizards grają na dwóch wysokich, wystawiając Alexa Sarra obok Davisa i znajdują się w czołówce ligi pod względem punktów z pomalowanego, ale równocześnie oddają tam rywalom sporo punktów i są jedną z najgorzej zbierających drużyn. Ten duet akurat w obronie wypada dobrze, ale fatalnie spisuje się w ofensywie i na razie jest minusowy (NetRtg -3.2).
Trae Young jest najlepszym podającym całej NBA ze średnią 9.6 asyst i drugim strzelcem Wizards, a mimo to z nim na parkiecie ich kiepska ofensywa jest jeszcze gorsza. Nie gra na miarę swojego maksymalnego kontraktu, bo jego efektywność pozostawia wiele do życzenia. Trafia tylko 29% trójek, a jego skuteczność z gry wynosi 41%.
6) Kristaps Porzingis ogłosił, że wycofuje się z koszykówki z powodu ciągle doskwierających mu problemów zdrowotnych. Dodał też, że zamierza wypracować z Golden State Warriors najbardziej sensowe rozwiązanie tej sytuacji. Wcześniej pojawiały się już doniesienia, że Warriors przestali mu płacić. Oczekiwali, że będzie regularnie pojawiał się w obiekcie treningowym podczas rehabilitacji i będzie spędzał czas z drużyną, a tego nie robił, dlatego jego nieobecność przestała być uzasadniona. KP nie kwestionuje braku wypłat i pewnie chętnie dogadałby buyout, żeby jeszcze zgarnąć ładną sumkę na pożegnanie z NBA. Ale to wcale nie jest w interesie Warriors. Oni będą woleli nawet mu coś zapłacić, ale trzymać ten kontrakt, żeby móc go wykorzystać w wymianie.
To $20mln niemal schodzących pieniędzy, bo na przyszły sezon tylko $3mln są gwarantowane. Teoretycznie idealny kontrakt, żeby zrobić trade z drużyną szukającą oszczędności i przejąć w zamian dłuższą umowę zawodnika, który mógłby zapewnić wsparcie. Ale na tego typu ruch trzeba będzie poczekać do okolic trade deadline. Na razie jedynymi chętnymi mogą być Milwaukee Bucks (Myles Turner) czy Toronto Raptors (Jakob Poeltl) chcący pozbyć się fatalnych kontraktów. Warriors aż tak zdesperowani nie są. Nie chodzi o to, żeby wpakować się w jeszcze gorszą umowę, tylko wykorzystać te duże pieniądze do znalezienia wartości, żeby nie okazały się zupełnie wyrzucone w błoto.
Przypomnijmy, że dwa lata temu udało im się wykonać taki manewr z kontraktem kontuzjowanego De’Anthony’ego Meltona. W grudniu przehandlowali go za Dennisa Schrodera, a chwilę później zrobili kolejny ruch i użyli kontraktu Schrodera w wielkiej wymianie po Jimmy’ego Butlera.
7) LeBron James zdobył tylko osiem punktów w swoim powrocie do Cleveland i Philadelphia 76ers zaliczyli pierwszą bolesną porażkę tego świetne rozpoczętego przez nich sezonu. Cleveland Cavaliers odbili się po dwóch przegranych z OKC Thunder i to nawet mimo nieobecności Jarretta Allena. Sixers tymczasem mieli wszystkich starterów. Pierwsza porażka ich pierwszej piątki (przy okazji poprzedniej przegranej brakowało Embiida i Edgecombe’a).
Joel Embiid spudłował wszystkie 9 rzutów z gry. Dopiero drugi raz w karierze zdarzyło mu się zakończyć mecz bez celnego rzutu. Ale przy okazji warto zwrócić uwagę, że generalnie ma problem z rzuceniem. Jego jumper nie wpada – tylko 30% z tego typu rzutów, w tym ledwie 3/28 zza łuku.
Dyskusja 6G
Komentarze
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.