
Rzutówka: Sezon dopiero ruszył, a jeden z faworytów już odpadł
Za nami 11 dni sezonu i Memphis Grizzlies (5-0) pozostają ostatnią drużyną bez porażki.
Nie mają już najlepszego strzelca ligi, bo Ty Jerome oczywiście nie utrzymał ognia z pierwszych trzech występów, ale mają szeroki, młody skład i Camerona Boozera, szybko potwierdzającego swoją wartość. W pojedynku niepokonanych ekip w Portland zaliczył pierwsze w karierze triple-double, jest najlepszym zbierającym i drugim podającym wśród rookies, a dopiero się rozkręca, bo nawet nie wyregulował jeszcze celownika, trafiając dotychczas ledwie 32% z gry.
Niestety tym, co na razie najbardziej rozpędziło się w NBA na starcie sezonu są kontuzje. Niemal każdego dnia dowiadujemy się o kolejnym gwiazdorze, który wypada na kilka najbliższych tygodni. Ledwo ruszyła gra, a już trudno znaleźć mecze, w których oba zespoły występują w pełnych składach. Kontuzje mocno namieszają w układzie tabeli, ale przede wszystkim już pozbawiły nas jednego z dwóch głównych kontenderów.
1) Oklahoma City Thunder nie mogli sobie wymyślić gorszego scenariusza. To prawdziwa katastrofa. Jalen Williams i Cason Wallace stracą ten sezon, a do tego teraz jeszcze okazało się, że Chet Holmgren będzie pauzował około dwa miesiące. Dysponują najgłębszym składem w lidze, lepiej niż ktokolwiek inny byli przygotowani, żeby radzić sobie z nieobecnościami, ale nawet dla nich to już zdecydowanie za dużo. Stracili aż trzech starterów, a dwóch z nich już nie zobaczymy na parkiecie do końca sezonu.
Nawet jeśli Thunder przetrwają jakoś fazę zasadniczą – a mimo wszystko o playoffy nie powinni się martwić, bo mają MVP, zgrany trzon i Ajaya Mitchella znowu gotowego przejąć większą rolę – to bez kompletnego trzonu nie będą w stanie realnie rzucić wyzwania San Antonio Spurs. Ich bardzo realne mistrzowskie nadzieje na ten sezon rozsypały się wraz z kostką J-Duba i barkiem Wallace’a. Co prawda ich powrót na playoffy nie został wykluczony, ale nie ma co się łudzić. Thunder nie są już jednym z faworytów, co otwiera jeszcze większe szanse innym w tej coraz bardziej wyrównanej lidze. Za to w Oklahomie wprowadza to coraz więcej niepewności co do przyszłości.
Ta drużyna nadal dysponuje młodym, niezwykle utalentowanym składem, ale te jeszcze do niedawna tak obiecujące perspektywy stają się coraz bardziej mgliste. Bo to już drugi z rzędu rok zniszczony przez kontuzje ich drugiego najlepszego zawodnika, a koszty utrzymania składu mocno rosną. Od przyszłego sezonu już raczej nie unikną drugiego apronu i szykują się na ogromne koszty podatku, co miało być uzasadnione, bo to skład na miarę mistrzostwa. Ale jeśli nie mogą polegać na Williamsie, a Holmgren też nie jest okazem zdrowia, wszystko zaczyna się mocno komplikować.
Thunder właśnie uzupełnili skład dodając Ochai Agbajiego. Teoretycznie mogliby też szukać większych wzmocnień, nawet bez konieczności aplikowania po Disabled Player Exception, ponieważ dysponują choćby trade exception wartym prawie $18mln z wymiany Lu Dorta. Ale obecnie znajdują się około $4.5mln od linii drugiego apronu, której na pewno nie będą chcieli przekroczyć.
2) Anthony Edwards świetnie rozpoczął sezon u boku LaMelo Balla, zdobywając średnio efektywne 33.3 punktów, ale nie zdążyliśmy się naoglądać tego nowego backcourtu Minnesoty Timberwolves, bo teraz Ant musiał poddać się zabiegowi kolana i opuści około dwóch miesięcy. To oczywiście mocno utrudnia Wolves walkę o dobrą pozycję w tabeli, ale też warto zwrócić uwagę, że ta nieobecność wyeliminuje Edwardsa z szansy na All-NBA. Tak więc po sezonie nie będzie mógł podpisać super-max przedłużenia. Przyszłym finansom Wolves może to wyjść na dobre, chyba że Ant będzie wolał poczekać na większą wypłatę. Jego obecny kontrakt obowiązuje do 2029.
3) Nie naoglądaliśmy się też za dużo nowego backcourtu Portland Trail Blazers. Ja Morant nie dotrwał do końca swojego czwartego występu w nowych barwach. Szkoda, bo zaliczał dobry start, będąc najbardziej plusowym zawodnikiem w Portland – z nim na parkiecie ofensywa eksploduje do poziomu 136.6 punktów na sto posiadań. Choć oczywiście trudno oczekiwać, że utrzyma swoją skuteczność na dystansie (na razie 6/14). Póki co, jak zwykle nie wytrzymał zdrowotnie. Przypomnijmy, że już od marca 2023 roku nie rozegrał więcej niż sześciu meczów z rzędu.
Duet Moranta z Damianem Lillardem jest plusowy, ale w obronie spisują się słabo. Teraz Micah Norri będzie miał okazję sprawdzić inne ustawienie backcourtu z Jrue Holidayem albo Scootem Hendersonem i nie będzie zaskoczeniem jeśli po wyleczeniu się, Morant nie wróci do roli startera.
4) Philadelphia 76ers już drugi raz pokonali New York Knicks. Najpierw popsuli im uroczystość zawieszenia mistrzowskiego baneru, a teraz początek walki o obronę pucharu NBA. Biorąc pod uwagę, jak mocno zmienił się skład Sixers i ile było pytań o to, jak uda się pogodzić ego gwiazdorów, początek jest naprawdę obiecujący. Wygrali 5 z 6 meczów i to mimo że tylko w połowie z nich mieli swoją pierwszą piątkę w komplecie. Ale nawet jak kogoś brakuje, nadal jest tu dużo gwiazdorskiego talentu, a to robi różnicę na finiszach.
Sixers są najbardziej clutch drużyną tego młodego sezonu. Wszystkie pięć zwycięstw zanotowali w crunch time. Wczoraj LeBron i VJ Edgecombe trafiali kluczowe rzuty, podczas gdy w Indianapolis czwartą kwartę przejął Tyrese Maxey.
5) Maxey pozostaje najpewniejszym i najważniejszym elementem drużyny. Mimo poważnych zmian w składzie to się nie zmieniło – to przede wszystkim on jest tutaj motorem napędowym. LeBron James dopiero wczoraj po raz pierwszy w sezonie rzucił 20 punktów, ale bardzo dobrze spisuje się jako zadaniowiec zajmujący się kreowaniem kolegów. Joel Embiid gra w kratkę.
Jaylen Brown tymczasem cały czas jeszcze żyje swoją wyprowadzką z Bostonu i to się pewnie nie zmieni do 10 listopada, kiedy po raz pierwszy zmierzy się z byłą drużyną. Napięcie przed tym pojedynkiem tylko rośnie. Oficjalnie nie ma żadnego beefu, ale Brown swoim emoji sugerował kłamstwo Jaysonowi Tatumowi, gdy ten opowiadał o zaskoczeniu transferem z Sixers. Potem Jaylen niestety nie chciał tego wyjaśnić, ale nie szczędził uszczypliwości swojemu byłemu koledze z drużyny, chwaląc jego PR-ową ekipę.
Nadal nie wiemy dokładnie, co wydarzyło się w Bostonie, ale nie ma wątpliwości, że napięte relacje między dwójką liderów musiały odegrać swoją rolę w decyzji Celtics.
Brian Scalabrine sugeruje, że to Brown chciał wymiany i nawet jeśli formalnie tego nie zażądał, to miał swoją listę wymagań/oczekiwań. Jaylen oczywiście zdecydowanie temu zaprzecza. Z jego obozu dowiadujemy się, że jedyne, czego oczekiwał, to równego traktowania jego i Tatuma. Ale co to równe traktowanie miało dokładnie oznaczać?
Ich pierwszy bezpośredni pojedynek zapowiada się niezwykle ciekawie.
6) Najbardziej clutch zawodnikiem NBA jest obecnie Cooper Flagg: 19 punktów, 8/9 z gry i dwa zwycięstwa w crunch time. Wczoraj razem z Kyrie Irvingiem pokonali na finiszu niepokonanych dotąd Houston Rockets.
To na razie tylko pięć meczów, ale już nasuwają się porównania do młodego LeBrona robiącego ogromny skok w swoim drugim roku. Zresztą takie też były oczekiwania. Flagg miał przebić się do grona najlepszych graczy i wszystko wskazuje na to, że to właśnie się dzieje. Wygląda znakomicie. Brakuje mu jedynie skuteczności na dystansie, ale to nie przeszkadza mu w efektywnym zdobywaniu punktów, bo dostaje się do kosza i zalicza średnio 26.8 ze skutecznością 55.7%. Do tego imponuje wszechstronnością po obu stronach parkietu – 6 zbiórek, 6.6 asyst, 2.6 przechwytów i 1.2 bloków.
7) Zacchaire Risacher wchodzi z ławki Dallas Mavericks, ale dostaje dużo minut i dostał też duży kredyt zaufania od swojej nowej drużyny, która podjęła opcję na ostatni rok jego debiutanckiego kontraktu. Ta opcja jest warta $17.4mln, co jest wysoką ceną gdyby Risacher podobnie jak w Atlancie, znowu miał znaleźć się na obrzeżach rotacji. Mavs najwidoczniej są przekonani, że u nich będzie bardziej przydatny. Na razie ma kłopot z celnością i nie zapewnia potrzebnego Mavs shootingu, trafiając ledwie 31% trójek, ale stara się pomagać na inne sposoby. Po sześciu meczach ma na koncie w sumie 12 przechwytów i 10 bloków, a też lepiej spisuje się w walce na tablicach.
8) To też Mavericks zdecydowali się sprawdzić Jeremiego Sochana. Co prawda nie potrzebują kolejnego skrzydłowego, więc nie ma co liczyć na powołanie do ich składu w NBA, ale został wybrany z pierwszym numerem draftu G League i spróbuje teraz w barwach Texas Legends przypomnieć o sobie. W Portland nie wykorzystał swojej szansy i coraz trudniej mieć jakieś oczekiwania wobec Sochana, bo ewidentnie gdzieś się zagubił. Ale tutaj przynajmniej będzie mógł regularnie grać, a tego ostatnio mu brakowało. Przez ostatnie miesiące niezwykle rzadko pojawiał się na parkiecie. Od początku tego roku zaliczył w sumie tylko 35 występów (sezon, playoffy i preseason), z czego zaledwie raz dostał więcej niż 20 minut – i to nawet nie przeciwko rywalom NBA, a London Lions w preseason.
9) Yaxel Lendeborg bardzo chciał rzucić wyzwanie Luce Doncicowi, co obróciło się przeciwko niemu i jego drużynie w meczu otwarcia sezonu. Wczoraj znowu się spotkali, Luka rozpoczął mecz rzucając mu trójkę sprzed nosa i miał już 21 punktów w pierwszej kwarcie. To nie była noc Lendeborga. Po raz pierwszy w karierze zanotował jednocyfrowy dorobek punktów, a w obu meczach z Lakers jego wskaźnik plus-minus wyniósł fatalne minus-41. Ale Golden State Warriors po słabym starcie obrócili wczorajszy mecz i pokonali Los Angeles Lakers.
To już ich trzecia wygrana z rzędu, a zaczęli od trzech porażek. Rozkręcił się Steph Curry i nagle wszystko wygląda znacznie lepiej. W tych trzech ostatnich meczach rzucił w sumie 99 punktów i 17 trójek ze skutecznością 52%, a do tego wziął rewanż na Doncicu za gnębienie jego młodszego kolegi:
Yaxel za dużo i niepotrzebnie gada, ale na szczęście nie tylko to jest tematem jego początku kariery, bo w pozostałych meczach swoją pewność siebie zaprezentował także w grze. Nie tylko stał się tematem medialnych dyskusji, również na parkiecie jest jednym z najbardziej wyróżniających się debiutantów, ustawiając się na pozycji lidera tego startującego dopiero wyścigu po Rookie of the Year.
Warriors na to liczyli, że biorąc nieco starszego debiutanta, dostaną bardziej gotowego zawodnika, który od razu będzie mógł im pomóc. Póki co, daje im nawet więcej niż mogli oczekiwać. Nie tylko więcej atletyzmu na skrzydle i fizyczności w walce o zbiórki, również punktów. A gdy okazało się, że Kristaps Porzingis nie będzie grał, zrobiła się jeszcze większa dziura. Potrzebują innych opcji obok Curry’ego i to Yaxel jest jak na razie tą opcją numer dwa. Po sześciu meczach ma średnio 19.8 punktów, 48.2% z gry, 7.8 zbiórek i 3.3 asyst.
10) Efekt Luki Doncica (36.2pkt, 48/39/88%): z nim na parkiecie Los Angeles Lakers zdobywają średnio ponad 130 punktów na sto posiadań, bez niego ten wskaźnik spada poniżej 100.
11) Houston Rockets przegrali pierwszy mecz (w Dallas byli bez Senguna, Shepparda i Adamsa), nadal jednak dysponują najlepszą ofensywą NBA. W zeszłym sezonie ich atak mocno zawodził, ale teraz znowu mają rozgrywającego i od razu ich gra działa znacznie lepiej: średnio 120.4 punktów na sto posiadań, druga efektywność w lidze (TS 61.4%, poprzednio 19. miejsce) i 27.8 asyst (7m. poprzednio w trzeciej dziesiątce). Fred VanVleet pomaga układać grę, świetnie zaczął też Alperen Sengun, Jabari Smith jest super gorący (43% za trzy), a Kevin Durant oddaje pole kolegom, zaliczając najniższy w karierze wskaźnik USAGE (co nie przeszkadza mu dostarczać 23.3 punktów).
12) Nikogo oczywiście nie dziwi, że 0-5 Sacramento Kings są najgorszą drużyną ligi. Jeszcze rok temu mogliby pocieszać się tankowaniem po piłeczki, ale teraz mogą ich mieć mniej w loterii, a do tego zaliczyć naprawdę fatalny bilans, bo zabraknie tankujących drużyn, z którymi mogliby wygrywać. Na szczęście jest chociaż Darius Acuff – najlepszy strzelec wśród debiutantów (24.0). Oczywiście można wytykać fatalną skuteczność (37.8% z gry, 22% za trzy) i wskazywać, że nabija punkty ogromną liczbą rzutów (w całej lidze tylko Anthony Edwards oddaje średnio więcej), ale widać, że jest tu gracz. Wyróżnia się na tle tego swojego kiepskiego zespołu. Gra dwójkowe akcje z Domantasem Sabonsiem, dostaje się w pomalowane, dostarcza punkty, asystuje i daje nadzieję w Sacramento.
Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.