
Zanim pojawili się Splash Brothers, NBA zmieniał LeBron James. Jego Miami Heat wyprzedziło swoją epokę
Koszykarze Golden State Warriors z drugiej dekady nowego tysiąclecia kojarzeni są z rewolucją rzutów za trzy punkty, ale już kilka lat wcześniej ten kierunek rozwoju NBA wskazało Miami Heat z „Królem” w składzie. Wówczas James demolował rywali pod koszem, a Shane Batter i Ray Allen czekali w narożnikach, zamieniając każde podwojenie LeBrona na trzy punkty. Trener Erik Spoelstra stworzył w ten sposób ofensywę, która łączyła atletyzm Jamesa ze spacingiem i zabójczą skutecznością strzelb Jesusa Shuttleswortha i Batmana. Miami z nimi w składzie zdobyło tytuły mistrzowskie i pokazało w całej lidze, jak ważnym elementem nowoczesnej koszykówki stała się trójka z narożnika, o czym napisał Kirk Goldsberry w książce „Atlas koszykówki. Jak zmieniała się NBA”: TUTAJ
Fragment:
W sezonie 2012/13 nikt w całej lidze nie trafił tylu trójek z narożników co Shane Battier, który notował 48 procent skuteczności z prawej strony i 44 procent z lewej. Świetnie wszedł w nowszą wersję roli, którą wcześniej wypełniał na parkiecie Bowen. W obronie był dla Miami wszechstronnym zawodnikiem, zdolnym do gry na trójce lub czwórce, dzięki czemu Spoelstra mógł eksperymentować z mniejszą, niezwykle mocną piątką z Battierem i Boshem na pozycjach podkoszowych.
W ataku zapewniał spacing, który rozciągał podkoszową defensywę rywali i otwierał przestrzeń w „trumnie” dla gwiazd jego zespołu. Silni skrzydłowi tradycyjnie operowali w strefach tuż obok wspomnianego obszaru parkietu, lecz w tych niskich piątkach Miami Battier pokazywał, że może sobie wyśmienicie radzić dalej od kosza.
Wiecie, co było w tym najbardziej przerażające? Jeśli wspomniany niski skrzydłowy miał kiepski dzień, Miami dysponowało świetnym planem awaryjnym – był nim Ray Allen, najlepszy strzelec z dystansu swoich czasów. Zanim trafił do Heat, grał w Meczach Gwiazd jako zawodnik Milwaukee, Seattle i Bostonu. W wieku 37 lat również on przeniósł swoje talenty do South Beach, gdzie szlachetnie zestarzał się, akceptując status gracza wchodzącego z ławki. W swoich najlepszych latach był specjalistą od zdobywania punktów. W ośmiu sezonach liderował swoim drużynom w klasyfikacji punktowej, natomiast w Miami, grając u boku Jamesa, Dwyane’a Wade’a i Chrisa Bosha, stał się jednym z najlepszych zadaniowców w lidze, stanowczo zbyt dobrze wykwalifikowanym jak na tę rolę – a także najsławniejszym specjalistą od rzutów z miejsca w całej NBA.
Allen był w Miami kolejnym, obok Battiera, graczem stanowiącym olbrzymie zagrożenie z narożnika. Defensywa rywali nie mogła zostawiać go bez opieki. Najczęściej skupiała się na Jamesie, Wadzie oraz Boshu i gubiła krycie, usiłując za wszelką cenę spowolnić tę trójkę. Na koniec roku Heat zajmowali trzecie miejsce w klasyfikacji celnych trójek i drugie pod względem skuteczności tego typu rzutów. W czasach przed erą Splash Brothers to właśnie ekipa z Florydy była najpotężniejszym gigantem, jeśli chodzi o próby z dystansu.

W play-offach w 2013 roku James był u szczytu swoich fizycznych możliwości i sama jego siła w ataku sprawiała, że rywale nie mieli w zasadzie żadnych szans w starciu z nim. W wieku 28 lat plasował się na pierwszym miejscu w rankingu najlepiej punktujących i podających w decydujących fazach sezonu. Cała ofensywa Miami przechodziła przez niego. Grał niczym połączenie Karla Malone’a i Magica Johnsona.
Najlepiej się czuł, gdy z impetem wbijał się pod kosz. Nikt na całym świecie nie punktował tak znakomicie z „trumny”. W sezonie zasadni czym lider Heat miał najwyższą średnią punktów z tej strefy na mecz – 12,8. To więcej niż największe gwiazdy z pozycji podkoszowych, Dwight Howard czy Blake Griffin. Różnica między nimi polegała na tym, że akcje Jamesa często zaczynały się na dystansie. Swoim dryblingiem sprawiał, że kryjący go przeciwnicy wpadali w pułapkę.
Mieszanka szybkości i siły, którą dysponował, rozbijała defensywę rywali, bo obrońcy musieli go podwajać, by starać się przeszkodzić mu w zaliczeniu kolejnego wsadu czy wejścia na kosz. Jednak gdy tylko kryjący Allena defensor na moment od niego odszedł, King James doskonale wiedział, jak go za to ukarać. Tak opisywał mi swój „tryb ataku”:
Gdy wchodzę w tryb ataku, ściągam na siebie wzrok innych graczy i doskonale o tym wiem. Przyciągam uwagę. Z jakiegoś dziwnego powodu wiele zespołów zapomina, że Ray Allen to najlepszy strzelec, jaki kiedykolwiek się narodził. Skupiają się na mnie, a ja potrzebuję zaledwie ułamka sekundy. On też potrzebuje zaledwie ułamka sekundy. Składa się do rzutu szybciej niż jakikolwiek inny gracz, jakiego widziałem. Gdy tylko dostrzegam, że obrońca bardziej skupia się na mnie i odpuszcza Raya, posyłam mu piłkę.
Z perspektywy czasu ten „jakiś dziwny powód”, dla którego rywale zapominali o Allenie, wcale nie jest dziwny – nie mieli wyjścia. Zatrzymanie szarżującego pod kosz Jamesa wymagało pracy całego zespołu, a to oznaczało odpuszczanie krycia przy graczach stojących w narożniku. Choć LeBron był najlepszym strzelcem w strefie podkoszowej w pierwszej dekadzie obecnego stulecia, gracze tacy jak Battier czy Allen sprawiali, że podwajanie go było kiepskim posunięciem.
Jasne, James zaliczył więcej asyst przy trójkach z narożników niż ktokolwiek w historii ligi, lecz wspomniani gracze w pewnym sensie także asystowali jemu. Tyle że te „asysty spacingowe” trudno wiarygodnie policzyć.
James jest jednym z najlepszych playmakerów w dziejach tej gry, a jego błyskawiczne podania do niekrytych strzelców z Miami pozwoliły w pierwszej dekadzie XXI wieku na rozwój rewolucji trójek z narożników, rozpoczętej przez Spurs w poprzedniej dekadzie. A wszystko to działo się na kilka lat przed tym, jak Splash Brothers wznieśli rzuty z dystansu na kosmiczny poziom.
Nawet teraz, gdy dynastia Golden State to już w zasadzie historia, można spokojnie uznać, że James to najlepszy kreator trójek z narożników w historii NBA oraz że dowodzona przez niego ekipa z Miami wpłynęła na przyszłość koszykówki. Z pomocą snajperów z South Beach sprawił, że trójka z narożnika jeszcze szybciej stała się jednym z najmądrzejszych zagrań w tym sporcie.

O książce:
Jak kilka gwiazd NBA – od Jordana przez LeBrona po Jokicia – odmieniło oblicze zawodowej koszykówki?
Co jakiś czas w NBA pojawia się talent, który burzy nasze pojęcie o tym, jak powinna wyglądać koszykówka. Bez względu na to, czy chodzi o zdobywanie punktów, rozgrywanie, czy rzucanie, tacy zawodnicy oraz nowe rozwiązania taktyczne radykalnie zmieniają obraz gry i redefiniują pojęcie wielkości na koszykarskim parkiecie. Na jakiś czas każdy z nich staje się „Atlasem” tej ligi i niesie NBA na swoich barkach, wyznaczając kierunki rozwoju całej dyscypliny.
Kirk Goldsberry, który przyczynił się do rewolucji statystycznej w NBA, proponuje wyjątkową podróż przez ostatnie 30 lat ligi. Wykorzystując pięknie zaprojektowane, czterokolorowe mapy rzutów oraz ilustracje, przedstawia zawodników, którzy przeprowadzili nas z czasów brutalnego basketu lat 90. do otwartych przestrzeni obecnej koszykówki. Goldsberry śledzi kurs obrany przez NBA od czasów Jordana do ery Jokicia – zatrzymując się po drodze przy Iversonie, Kobem, Currym oraz LeBronie – i znajduje nowe sposoby na porównanie wkładu najlepszych graczy w rozwój rozgrywek.
Dlaczego dziedzictwo Michaela Jordana wykracza daleko poza dokonania na parkiecie? Czym jest „Góra Iversona”? Jakie podobieństwa można dostrzec w grze Tima Duncana i LeBrona Jamesa? Jaki trening sprawił, że Curry został najskuteczniejszym strzelcem za trzy? Dlaczego Kobe Bryant wyprzedził swoją erę? Świetny język, znakomite grafiki, nowatorska analiza statystyczna – sięgnij po książkę, która jest prawdziwą ucztą dla umysłu i oczu. Przeczytaj, jak kilku kluczowych zawodników na przestrzeni lat doprowadziło do zdecydowanej metamorfozy najlepszej koszykarskiej ligi świata.
Książkę znajdziecie na stronie: TUTAJ
Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.