Rzutówka: Zlot i pierwsze dni sezonu

Rzutówka: Zlot i pierwsze dni sezonu

Za nami pierwszy weekend nowego sezonu i pierwszy od lat Zlot Szóstego Gracza. Obejrzeliśmy wspólnie comeback Miami Heat w Charlotte i emocjonujący crunch time, po którym Maciek świętował zwycięstwo swojej drużyny.

Charlotte Hornets wygrali mimo braku dwóch kluczowych zawodników, podczas gdy Heat ruszyli do odrabiania strat z Giannisem Antetokounmpo siedzącym na ławce. To już trzecia z rzędu porażka nowej drużyny Giannisa, który wcześniej w karierze nigdy nie przegrał dwóch pierwszych występów na otwarcie sezonu. Przeprowadził się, chcąc wrócić do wygrywania i walki o coś więcej niż tylko playoffy, a na razie Heat wyglądają fatalnie. Choć nie powinno to być zaskoczeniem, bo przecież tego się właśnie obawialiśmy. Tutaj nie ma dobrze pasujących do siebie elementów. Nawet jeśli Erik Spoelstra ostatecznie znajdzie sposób na duet Giannisa z Bamem Adebayo, potrzebuje czasu. Póki co, przez 50 minut wspólnej gry dwójki gwiazdorów, Heat są średnio aż minus-38.7 punktów na sto posiadań.

Póki co Adebayo rzuca jeszcze częściej zza łuku niż w poprzednim sezonie, a nigdy nie był tam poważnym zagrożeniem i to się nie zmieniło – 3/13 za trzy. Nie zapewni spacingu, jednak musi stać na obwodzie, żeby Giannis miał miejsce do atakowania pomalowanego. Tym bardziej Heat potrzebują gorącego shootingu od pozostałych. Klay Thompson ma już jednak swoje lata, Tim Hardaway na razie nie może się wstrzelić, a do tego strasznie zawodzi Andrew Wiggins. zadaniowcem zapewniającym największe wsparcie, a na razie jest najbardziej minusowym graczem w Miami (tylko 23 punkty z 28 rzutów).

Heat nie zapewnili nam dobrej koszykówki, ale chociaż podjęli walkę i mieliśmy co oglądać do końca tej długiej i bardzo udanej nocy. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy pojawili się w sobotę w Poznaniu. Największy szacun dla tych, którzy przyjechali z bardzo daleka. Nie będziemy udawali, że zapełniliśmy całe Cooliozum, ale może nawet lepiej wyszło w ten sposób, bo można było z wszystkimi porozmawiać i stworzyła się naprawdę fantastyczna atmosfera. W sumie trwało to dziewięć godzin, a minęły tak szybko. Oczywiście głównie spędziliśmy ten czas na dyskusjach o NBA, ale przewijały się też różne inne tematy, a w międzyczasie mieliśmy także konkursy. Wielki quiz o NBA, w którym były pytania dotyczące historii oraz obecnych czasów, a także etap „Who he play for”, wygrał TK, zgarniając przede wszystkim voucher o wartości 500zł do znanego koszykarskiego sklepu. Rozdawaliśmy również figurki zawodników i książki, w tym świeżutki „Atlas Koszykówki”. Natomiast w „90s Challenge”, polegającym na odgadywaniu zawodników z czasów młodości dużej części uczestników Zlotu, po niezwykle wyrównanej walce najlepszy okazał się Angel of Goodness. I to na tyle z podsumowania Zlotu. Więcej nie będziemy zdradzali. Kto był, ten wie. Reszta może żałować.

A skoro już udało mi się znaleźć chwilę, żeby coś napisać – dopiero próbuję odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości sezonu i pracy na etacie, na razie jest ciężko, ale wkrótce to jakoś ogarnę – jeszcze kilka rzeczy z początku sezonu.

1) Luka Doncić właśnie rzucił pierwszą 50-tkę sezonu, ale po trzech meczach nie jest najlepszym strzelcem NBA. Tę pozycję nadal zajmuje Ty Jerome. Już w zeszłym sezonie był najlepszym strzelcem Memphis Grizzlies, ale wtedy to była tylko mała próbka kilkunastu meczów. Zobaczymy, jak długo teraz uda mu się utrzymać na parkiecie i pozostać w tym strzeleckim ogniu. Po trzech występach ma średnio 34.7 punktów ze skutecznością 56% z gry,43% za trzy i 89% z linii.

2) Historią nocy niestety jest okropna kontuzja Jalena Williamsa. Nie obejrzałem samej akcji. Widziałem reakcje jego kolegów zaraz po, gdy leżał na parkiecie, i to mi w zupełności wystarczy. Kontuzje zniszczyły mu cały poprzedni sezon i mieliśmy nadzieję, że to był tylko jeden pechowy rok. Niestety teraz może być nawet jeszcze gorzej. Kontuzje zaczynają niszczyć mu karierę. Najgorzej.

Oklahoma City Thunder mają najlepszą głębię i poradzą sobie bez niego, tak jak w zeszłym sezonie, ale w kontekście walki o mistrzostwo potrzebują J-Duba. To ich drugi najlepszy zawodnik.

Kontuzje też dopadły już Detroit Pistons (Paul Reed będzie miał okazję wykazać się, ale teraz nie jest już trzecim środkowym i odczują ten brak głębi) oraz Orlando Magic (jak zwykle, ten ich trzon chyba nigdy nie będzie miał okazji dłużej pograć razem).

3) Siedem drużyn rozpoczęło sezon od trzech porażek. Golden State Warriors są w tym gronie chyba najbardziej przygnębiającą historią, bo chciałoby się jeszcze pooglądać Stephena Curry’ego grającego o coś, a od początku widać, że spełniają się obawy o ten stary, sypiący się skład.

Największą niespodzianką w tym gronie są mistrzowie. Tylko jedno zwycięstwo w preseason jeszcze nie było powodem do niepokoju, ale teraz po trzech kolejnych porażkach może zacząć robić się nerwowo. Oczywiście nadal jest zdecydowanie za wcześnie do paniki. New York Knicks to sprawdzony zespół, mistrzowie. Wiemy, że potrafią grać. Ale to też Nowy Jork. Tutaj presja jest większa, media wszystko rozdmuchają, a nad drużyną wisi temat niepodpisanych przedłużeń. Muszą jak najszybciej wygrzebać się z tego mistrzowskiego kaca, żeby nie zrobił się z tego poważny kryzys.

Jalen Brunson trafia na razie tylko 39% rzutów, OG Anunoby niespełna 29% trójek, a najbardziej zawodzi Mikal Bridges – ledwie 10 punktów, 0/10 za trzy, więcej fauli niż trafień i najgorszy w drużynie wskaźnik minus-50. Zaczyna ten sezon podobnie jak zaczynał ostatnie playoffy. Wtedy przełamanie nastąpiło w szóstym meczu. Zobaczymy, ile teraz mu to zajmie.

4) New Orleans Pelicans też są 0-3, ale we wszystkich trzech meczach byli w grze do samego końca, przegrywając dopiero w crunch time. Walczą, co na pewno daje nadzieję, ale brakuje wykończenia. To powinien być czas ich gwiazdora, ale Zion Williamson na razie nie dowozi. W 17 clutch-minut uzbierał 13 punktów (3/7 z gry) i 4 straty. Ciekawsze w jego kontekście jest jednak to, że po trzech meczach jest już 2/6 za trzy. Sześć razy rzucał zza łuku, podczas gdy ostatnio w 62 występach miał ledwie 4 takie próby. Ciekawe, czy to tylko chwilowe, czy Zion rzeczywiście pracował nad swoim jumperem i będzie próbował dodać go do swojego ofensywnego arsenału.

Sześć zespołów ma komplet trzech zwycięstw. Przypomnijmy od razu, że rok temu Chicago Bulls zaczęli 5-0. Świetny start może być zapowiedzią udanego sezonu, ale nie można też wyciągać zbyt daleko idących wniosków z małej próbki kilku występów.

Póki co najlepsi są Minnesota Timberwolves, którzy zaliczyli trzy 20-punktowe blowouty. Wczoraj jednak zmierzyli się z Toronto Raptors bez Kawhia Leonarda, wcześniej pojedynku z nimi nie dokończył Paolo Banchero, a zaczęli od wizyty u próbujących dopiero odnaleźć się w nowym składzie Heat. Rywale nie byli super wymagających, ale trzeba oddać Wolves, że bezwzględnie to wykorzystali. Przyszli gotowi do gry. Na razie są gorący na dystansie (42% po trzech meczach) i zaskakująco dobrze walczą na tablicach. To drugie to jedna z większych niespodzianek otwarcia sezonu. Wolves mocno osłabili swój frontcourt, co miało utrudnić im walkę pod koszami, a obecnie są najlepiej zbierającą drużyną ligi. Zobaczymy, czy to się utrzyma. Na razie Rudy Gobert zbiera średnio 12.3 piłek, z ławki 7 ma Joan Beringer, do tego Jaden McDaniels zalicza rekordowe 6.7, a po 5 zbiórek dokładają Anthony Edwards i Ayo Dosunmu.

Dyskusja 6G

Komentarze 0

Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.

Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.

Szósty Gracz na bieżąco

Włączyć powiadomienia?

Damy Ci znać o nowych tekstach, podcastach i materiałach 6G. Po kliknięciu potwierdź zgodę w oknie swojego urządzenia.

Możesz zmienić decyzję w sekcji „Powiadomienia 6G” w stopce.