
Rzutówka: To tylko preseason, ale Aaron Gordon wygląda obiecująco
Denver Nuggets od kilku lat mają w składzie najlepszego koszykarza na świecie, a nawet jeśli uznamy, że Nikola Jokić obecnie stracił już tę pozycję na rzecz Francuza z San Antonio, bezsprzecznie pozostaje wciąż najlepszym ofensywnie zawodnikiem w całej NBA. W sześciu kolejnych głosowaniach na MVP zajmował pierwsze lub drugie miejsce. Natomiast w zeszłym sezonie po raz pierwszy miał też obok siebie innego All-Stara. Jamal Murray w końcu nie czekał do playoffów, żeby wrzucić wyższy bieg, rozegrał rekordowe rozgrywki i oficjalnie znalazł się w gronie największych gwiazd ligi. To jednak nie przełożyło się na sukces zespołu. Nuggets jak zwykle w fazie zasadniczej osiągnęli poziom 50 zwycięstw, ale w playoffach odpadli już w pierwszej rundzie.
Mieli dwóch All-NBA graczy, ale zabrakło im tego trzeciego, będącego kluczowym elementem drużyny. Aaron Gordon przez cały sezon zmagał się z kontuzją ścięgna udowego, co przełożyło się na ledwie 36 występów (z których Nuggets wygrali 29), a potem nie dokończył playoffów z powodu urazu łydki. Już drugi rok z rzędu brakowało mu zdrowia i w najważniejszym momencie Nuggets nie mogli liczyć na swojego trzeciego najlepszego zawodnika. W sezonie 2024/25 rozegrał 51 meczów i zanotował najlepszą w karierze serię w pierwszej rundzie, po czym w Game 7 pojedynku z przyszłymi mistrzami grał już na jednej nodze.
Oczywiście to Jokić robi największą różnicę na parkiecie, ale Gordon jest niezbędnym x-faktorem. Ma fenomenalną chemię z Nikolą i fantastycznie uzupełnia duet gwiazdorów, zapewniając potrzebną two-way grę na skrzydle. Dlatego jego dyspozycja to teraz największy znak zapytania przed nadchodzącym sezonem. Nie tylko w samym Denver, ale też jeden z większych w kontekście układu sił na Zachodzie. Nuggets chcieliby ponownie włączyć się do walki o mistrzostwo. Trudno będzie im dogonić młodszych i coraz lepszych San Antonio Spurs i Oklahoma City Thunder, ale w pełnym składzie mogą rzucić im wyzwanie. Jeśli tylko będą zdrowi, mogą ponownie być największym zagrożeniem dla tej dwójki faworytów. Ale do tego potrzebują Gordona.
Na razie to tylko preseason, ale Gordon prezentuje się znakomicie. Jest zdrowy i gra, jakby był już w sezonowej formie. Biega do kontr, kończy akcje z góry i trafia trójki. Po krótkiej, siedmiominutowej rozgrzewce w pierwszym meczu, w dwóch kolejnych zdobył łącznie 43 punkty w 38 minut, jakie spędził na parkiecie. 4 wsady, 5 trójek i 74% z gry, a do tego jeszcze 11 zbiórek.
Wygląda to bardzo obiecująco, ale czy to oznacza, że Aaron wreszcie uporał się z dręczącymi go w ostatnich latach kłopotami i jest gotowy, żeby utrzymać się na boisku przez cały sezon?
On sam podkreśla, że „dostępność to najlepsza umiejętność” i spędził offseason mocno pracując właśnie nad poprawą tej umiejętności.
„W przerwie międzysezonowej poświęciłem sporo czasu na refleksję i treningi, dzięki czemu mam odpowiednie nastawienie i jestem w dobrej formie fizycznej. Jestem gotowy do gry”.
Uświadomił sobie, że lata robią swoje i nie jest już młodzieniaszkiem:
„Wszedłem do ligi, mając 18 lat; mogłem wstać prosto z łóżka, rozegrać 48 minut i od razu wrócić do spania. A następnego dnia budziłem się tak, jakbym w ogóle nie grał – gotowy na kolejny mecz back-to-back. Kiedyś śmiałem się z tych wszystkich starszych zawodników, którzy musieli zjawiać się w hali godzinę czy dwie wcześniej, żeby robić te wszystkie rozgrzewki, ćwiczenia i inne dziwne sztuczki, jakich nauczyli się przez lata kariery.”
Teraz on znalazł się w pozycji, w której jest takim weteranem. Ma 31 lat na karku i przed sobą 13. sezon. Dlatego zmienił swoją rutynę, sposób przygotowania i poświęca znacznie więcej czasu na pracę nad swoim ciałem. Zaczyna wcześniej i także kończy później.
„Chodzi o wszystko — dłuższe rozciąganie, intensywniejszy wysiłek, a także dokładniejsze rozgrzewanie i schładzanie organizmu”.
Przekonuje, że dzięki zmianom w sposobie przygotowań czuje się dużo lepiej i widać to po tych pierwszych występach w preseason. Pytanie, czy to się utrzyma? Gordon podkreśla, że zrobi wszystko, żeby tak się stało. Dostępność jest dla niego priorytetem, chce móc regularnie pomagać kolegom i grać o najwyższą stawkę. Jest przekonany, że Nuggets w pełnym składzie nadal mogą być najlepszą drużyną w lidze.
Tylko ze zdrowym Gordonem będą mieli szansę to udowodnić. Jeśli jednak jego ciało znowu nie wytrzyma, może to oznaczać koniec Nuggets w tym kształcie.
Payton Pritchard podpisał przedłużenie kontraktu, ale jego $44 miliony za dwa lata wyglądają skromnie w porównaniu ze $110mln, jakie dopiero co dostał Brandin Podziemski. Pritchard jest lepszym guardem, z większym dorobkiem, i na rynku na pewno miałby wyższą wartość. Problem jednak w tym, że ma jeszcze dwa lata obecnego kontraktu. I jest to niezwykle korzystny kontrakt dla Boston Celtics, jeden z najlepszych w lidze – w sumie tylko $30mln/4. Dlatego to, co teraz otrzymał, jest maksymalną podwyżką.
Mógł poczekać na wolną agenturę, licząc na większe pieniądze, jednak przez dwa lata wiele może się wydarzyć. Tym bardziej, że będzie już wtedy po trzydziestce. Przedłużenie zapewnia mu finansowe bezpieczeństwo, a sama podwyżka jest mimo wszystko bardzo znacząca. W pierwszym roku nowej umowy zarobi więcej niż w ciągu dwóch najbliższych sezonów. Choć z punktu widzenia drużyny to nadal będzie świetna wartość, o ile Payton utrzyma swój poziom gry.
Pritchard nie zdecydował się jednak na maksymalną długość przedłużenia, czyli trzy lata, jakie mógł teraz otrzymać. Ponadto, drugi rok nowej umowy objęty jest tą coraz popularniejszą w NBA opcją wzajemną. W ten sposób zostawił sobie furtkę do szybszego powrotu do rozmów o następnym, większym przedłużeniu. W praktyce to może być tylko rok będący „pomostem” do kontraktu bardziej odpowiadającego jego boiskowej wartości.
Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.