
Kajzerek: Euroliga wyzywa NBA od kolonialistów

Nieustannie toczy się dyskusja o tym, co dalej z koszykówką w Europie. W momencie, w którym NBA jasno ogłosiła swoje zamiary, rozpoczęły się nerwowe manewry zapowiadające batalie nie tylko o terytorium, ale przede wszystkim o znaczenie. Komisarz Adam Silver nie bierze jeńców i jeśli do tej pory narracja NBA w rozmowach o ekspansji była koncyliacyjna, to możemy się spodziewać, że w kolejnych fazach amerykańskie działa będą bardzo precyzyjnie mierzyły we wszystkie słabe punkty swoich adwersarzy. Tych, których usilnie starają się nazywać przyjaciółmi.
Mniej więcej za rok będziemy przygotowywali się do pierwszego sezonu projektu, który ma pomóc NBA zdominować europejski rynek i pozwolić na to, by krok po kroku wprowadzać własne zasady. Za tym podąża konkretny kapitał oraz siłą przyciągania marki, co dla wielu inwestorów z Europy jest po prostu bardzo kuszące. Możliwość korzystania z wizerunku NBA to luksus, na jaki pozwolić mogą sobie nieliczni, dlatego właśnie jest tak bardzo pociągający dla wszystkich, których na niego stać. Silver wie, jak to wykorzystać na swoją korzyść: stworzyć przewagę, wyeliminować przeciwnika i wbić własną flagę.
Okazuje się jednak, że Euroliga wcale nie chce się tak łatwo poddać i choć jej formuła wielu wydaje się skostniała, to samo znaczenie rozgrywek nadal jest bardzo duże i wiele klubów wacha się, czy powinna ryzyko związane z ligą NBA podejmować. To może wyglądać jak walka Dawida z Goliatem, ale ludzie odpowiedzialni za Euroligę nie mają zamiaru klękać i godzić się na warunki poniekąd stawiające ich w pozycji sługi, jak bardzo brutalnie by to nie zabrzmiało. Kilka dni temu pojawiły się informacje dotyczące propozycji złożonej przez NBA władzom Euroligi. Te na odpowiedź nie potrzebowały wiele czasu… Pojawił się nawet zarzut, że złożona oferta jest chęcią stworzenia z europejskiej koszykówki swoistej kolonii.
Koniec końców kluby Euroligi grzecznie podziękowały i zaprosiły do dalszych rozmów. Zwołano w tej sprawie pilne spotkanie nad jeziorem Como we Włoszech. Na dobrą sprawę od początku można było spodziewać się takiej reakcji, biorąc pod uwagę fakt, że Euroliga i zrzeszone w niej kluby, od paru lat opracowują własną strategię rozwoju rozgrywek. Silver i ludzie oddelegowani do projektu NBA Europe nie mają jednak zamiaru się poddawać. Celem jest utworzenie ligi składającej się z 16 zespołów, która mogłaby ruszyć już w sezonie 2027/28
Różne źródła informowały wcześniej, że NBA otrzymała oferty dotyczące nowych klubów w kilku wielkich europejskich miastach. Plan zakłada stworzenie drużyn, które będą bezpośrednio konkurować z klubami Euroligi o kibiców, prawa medialne i wpływy ze sponsoringu. Warto pamiętać, że podobna sytuacja miała miejsce w 2000 roku, gdy powstała liga znana jako ULEB i odłączyła się od rywalizacji pod szyldem FIBA. Rok później obie strony doszły do porozumienia, a w efekcie powstała współczesna Euroliga.
Tymczasem właściciele klubów NBA, którzy zostali poinformowani o postępach projektu NBA Europe podczas wrześniowego spotkania zarządu, popierają nowe przedsięwzięcie i traktują je jako długoterminową inwestycję, która ma przynieść wzrost wartości. Innymi słowy – ma napełnić ich kabury. Dla wielu środowisk w Europie, takie podejście zespołów NBA sprawia, że nowy projekt znacząco zyskuje na wartości. Już teraz mówi się w kuluarach o tym, że znacząca część z 13 klubów posiadających stałe miejsce w Eurolidze, wyraziła zainteresowanie dołączeniem do NBA Europe.
Model rozważany przez NBA zakładałby możliwość występowania klubów w krajowych ligach w wybrane dni weekendowe, a następnie rozgrywania meczów NBA Europe w środku tygodnia. Przewidziano również powiększenie kadr, aby zespoły mogły rywalizować w kilku rozgrywkach jednocześnie. Istotnym elementem projektu ma być także inwestowanie w rozwój europejskich koszykarzy. To wszystko jednak jest wyłącznie próbą zagłaskania klubów, by te z błogim uśmiechem i perspektywą amerykańskiej rzeczywistości przeniosły swoje aktywa i pozwoliły NBA jeszcze szybciej przejąć rynek. Euroliga doskonale te próby identyfikuje, ale nie wiadomo, jak długo będzie w stanie się przed nimi bronić.
– Partnerstwo Euroligi, FIBA i NBA, którego celem byłoby zjednoczenie europejskiego środowiska koszykarskiego, pozwoliłoby wykorzystać ogromny potencjał tej dyscypliny na całym kontynencie, z korzyścią dla klubów, zawodników, a przede wszystkim kibiców. NBA i FIBA pozostają zaangażowane w tworzenie nowej profesjonalnej ligi męskiej w Europie oraz budowanie silniejszego i bardziej zrównoważonego systemu koszykarskiego we współpracy z partnerami, którzy podzielają naszą wizję rozwoju, nowych możliwości i podstawowych zasad europejskiego modelu sportowego – czytaliśmy w oświadczeniu FIBA i NBA po decyzji Euroligi o odrzuceniu propozycji złożonej przez NBA.
Rzekomo formalna oferta fuzji była w przygotowaniach od dwóch lat. Rzekomo została uznana za niedoszacowującą wartości Euroligi. Ta może próbować odpowiedzieć poprzez rozszerzenie grona zespołów uczestniczących w rozgrywkach, co byłoby formą desantu na terytoria, jakimi potencjalnie może być zainteresowana NBA. Tymczasem, włodarze Barcelony poinformowali w tym tygodniu, że zarówno klub, jak i Euroliga byłyby otwarte na rozpatrzenie zmodyfikowanej oferty NBA i FIBA. Trwa zatem klasyczne przeciąganie liny i na którymś etapie – niewykluczone, że już po starcie nowych rozgrywek – ktoś po prostu będzie musiał ją puścić i zgodzić się na bycie wasalem.
Kilka dni temu George Aivazoglou, dyrektor zarządzający NBA na Europę i Bliski Wschód, stwierdził, że europejska koszykówka nie wykorzystuje swojego potencjału w obecnym systemie. Zwrócił uwagę, że mistrzowie krajowych rozgrywek nie zawsze otrzymują możliwość występów w Eurolidze, podczas gdy inne zespoły zachowują w niej miejsce nawet pomimo słabych wyników na krajowym podwórku. Ponadto wyjaśnił, że NBA chce stworzyć jeden spójny system europejskiej koszykówki, obejmujący również w pełni otwarte rozgrywki drugiego szczebla.
– Zdarza się, że drużyna zdobywa mistrzostwo kraju, na przykład w Hiszpanii, a mimo to nigdy nie zagra w Eurolidze. Są też przypadki, w których zespoły występują w Eurolidze, choć zostały zdegradowane z najwyższej klasy rozgrywkowej w swoim kraju – powiedział Aivazoglou.
W jaki więc sposób zdyskredytować Euroligę i wykazać brak odpowiednich kompetencji ludzi nią zarządzających? Opowiedzieć na głos o jej problemach finansowych i braku mechanizmów działających korzystnie na biznesowe wykorzystanie tak silnej marki. Według Aivazoglou, Euroliga potrafi zadbać o fana typu die-hard, ale ma spory problem z zaproszeniem do swojego środowiska nowych pokoleń odbiorców, potrzebujących zupełnie innych bodźców. NBA w ostatnich latach bardzo mocno skupiła swoje działania na rozwoju platform, które docierają do dzieci i młodzieży. Będzie więc przechwalała się sukcesami i liczbami.
– Ten projekt nie może zostać narzucony siłą ani sprawiać wrażenia czegoś obcego. Musi szanować tradycje, ale jednocześnie przyciągać więcej ludzi niż obecnie. Nie może być skierowany wyłącznie do najbardziej zagorzałych kibiców. Powinien otworzyć się na szerszą publiczność, tak jak NBA zróżnicowała swoją widownię i sposób prezentowania rozgrywek. Europejska koszykówka musi stać się marką o globalnym zasięgu – przekonywał Aivazoglou.
NBA poszukuje partnerów wśród europejskich klubów piłkarskich, którzy pomogliby w uruchomieniu nowych rozgrywek. W tym gronie znajdują się między innymi Real Madryt, Paris Saint-Germain, Bayern Monachium i FC Barcelona. Silverowi zawsze zależało na tym, by otaczać się silnymi sojusznikami. Zobaczymy, jak wpłynie to na pozycje negocjacyjną NBA i czy pomoże ostatecznie Euroligę zdetronizować.
Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.