Rzutówka: Wyjątkowo głęboki Wschód

Rzutówka: Wyjątkowo głęboki Wschód

Konferencja Zachodnia od wielu lat pozostawała tą silniejszą częścią NBA. Było tutaj więcej mocnych drużyn, większa konkurencja i przez to trudniejsza droga do playoffów. Obecnie na Zachodzie mamy dwie potencjalnie najlepsze drużyny całej ligi, będące największym zagrożeniem dla obrońców tytułu. Ale czy nadal możemy powiedzieć, że jest to lepsza konferencja?

Wygląda na to, że krajobraz NBA zaczyna się zmieniać. Wschód niewątpliwie się poprawił, jest głębszy niż Zachód i w nadchodzącym sezonie to tutaj rywalizacja o najlepszą ósemkę powinna być ciekawsza. Wszystkie zespoły, które ostatnio znalazły się w playoffach, oczekują pozostania w tym gronie, ale nie mogą być tego pewne, bo trzy drużyny znajdujące się poprzednio za ich plecami znacząco się wzmocniły.

Przyjrzyjmy się więc sytuacji na Wschodzie. Zacznijmy od najlepszej ósemki poprzedniego sezonu.

Detroit Pistons – Nie wydaje się, żeby ponownie wygrali aż 60 meczów. Nie wiemy, jak na zespole odbije się offseasonowe zamieszanie z kontraktem Jalena Durena czy brak Isiaiaha Stewarta, będącego sercem tej ekipy. Można też mieć wątpliwości, czy zamiana Tobiasa Harrisa na Johna Collinsa jest faktycznym upgrade’m. Nadal brakuje im drugiego playmakera, który mógłby regularnie odciążać Cade’a Cunninghama. Za nimi rozczarowujący offseason, poprawili jednak swój słaby shooting i przede wszystkim ciągle mają zgrany trzon, który powinien się rozwijać. Cade jest jednym z najlepszych graczy NBA, Duren ma dużo do udowodnienia, a od Ausara Thompsona oczekuje się ofensywnego progresu. Można nie traktować Pistons jako poważnego kontendera, ale w fazie zasadniczej powinni pozostać czołową drużyną.

Boston Celtics – Z całej ósemki playoffowych drużyn to właśnie oni najbardziej się osłabili. Po oddaniu Jaylena Browna ich sufit zdecydowanie się obniżył, ale podłoga nadal wydaje się pozostawać wysoko. Rok temu przekreślaliśmy ich szanse pod nieobecność Jaysona Tatuma i szybko udowodnili, jak bardzo się myliliśmy, więc teraz nikt nie chce popełnić tego samego błędu. Nie ma Browna, ale Tatum jest zdrowy i dostępny od początku sezonu. Dołączyli Paul George i Mitchell Robinson. A na ławce nadal jest Joe Mazzulla, który bardzo umiejętnie wyciska ze swojego składu to, co najlepsze. Ta drużyna wie, jak wygrywać.

New York Knicks – Po tym, jak w playoffach kliknęli, złapali fantastyczną chemię i odnaleźli to magiczne coś, teraz mogą wejść w sezon z mistrzowską pewnością siebie. Na ławce nieco się osłabili i może im brakować Mitchella Robinsona, ale nie jest to strata na tyle poważna, żeby już teraz się nią specjalnie martwić. Bardziej może niepokoić to, jak nieudane negocjacje w sprawie przedłużeń kontraktów odbiją się na atmosferze w zespole. Pieniądze mogą w niedalekiej przyszłości rozbić ten skład, ale miejmy nadzieję, że na razie nie zburzą teamu na parkiecie. Bo ten trzon w playoffach stał się prawdziwą maszyną do wygrywania.

Cleveland Cavaliers – Mimo że przebili się do finałów konferencji, nadal nie są powszechnie postrzegani jako realny kontender. Pozostają bardzo utalentowaną drużyną, ale w playoffach mało kto będzie traktował ich poważnie. Póki co jednak szykujemy się do rozpoczęcia fazy zasadniczej, więc na tym się skupmy. A na tym etapie Cavaliers mają wszystko, żeby ponownie spokojnie znaleźć się w ścisłej czołówce konferencji. Poprzedni sezon rozpoczęli słabo, ale później zaliczyli mocny finisz, gdy dołączył do nich James Harden. Z nim w składzie wygrali 19 z 26 meczów, a teraz będą mieli go od samego początku. Do tego dodali Pyetona Watsona – potencjalnie idealnego zawodnika do uzupełnienia ich pierwszej piątki, która na papierze wygląda na jedną z najlepszych w całej NBA.

Toronto Raptors – W zeszłym sezonie wrócili do playoffów, po czym w wakacje ściągnęli z powrotem zawodnika, który doprowadził ich kiedyś do mistrzostwa. Kawhi Leonard to oczywiście ogromna nadwyżka nad Brandonem Ingramem – przynajmniej wtedy, kiedy jest zdrowy. Jego dostępność oczywiście pozostanie największym znakiem zapytania. Ale jego obecność w Toronto mocno poprawia perspektywy drużyny. Jeśli tylko będzie grał, Raptors są w stanie zamieszać w czołówce. Już poprzednio potwierdzili siłę swojego składu, choć Jakob Poeltl stracił dużą część rozgrywek przez problemy zdrowotne, a też Immanuel Quickley nie grał na miarę oczekiwań. Swoją wartość potwierdził za to Scottie Barnes, wyrastający na jednego z najlepszych two-way graczy w lidze. Do tego Collin Murray-Boyles miał obiecujący debiutancki sezon i powinien otrzymywać coraz większą rolę. Zdrowie, shooting i głębia mogą im przeszkodzić w przebiciu się do grona kontenderów, ale miejsce w playoffach nie powinno być dla nich żadnym problemem.

Atlanta Hawks – Rozkręcili się wraz z trwaniem zeszłego sezonu i byli jedyną drużyną, która w playoffach dwukrotnie pokonała przyszłych mistrzów. Teraz wracają z tym samym trzonem, który tak dobrze funkcjonował, równocześnie poprawiając głębię swojego składu. Przejęli dwóch zawodników z mistrzowskim doświadczeniem z Oklahomy i pozyskali młodego guarda z pierwszej dziesiątki draftu. Potencjał, energia i wszechstronność tego zespołu wyglądają bardzo obiecująco. Co prawda przez ostatnie lata Atlanta nauczyła nas, że trudno jej zaufać i przeważnie gdy oczekiwania rosły, przekładało się tylko na większe rozczarowania, ale może ten nowy rozdział bez Trae Younga będzie lepszy także pod tym względem.

Philadelphia 76ers – Potencjalnie mają najlepszą, najbardziej utalentowaną pierwszą piątkę w całej lidze. Równocześnie są drużyną obarczoną ogromnym ryzykiem, bo Joel Embiid od dawna nie jest w stanie utrzymać się na parkiecie przez dłuższy okres, a u 42-letniego LeBrona Jamesa trzeba uważnie monitorować plecy i stopę. Niewiele więc może być wspólnych występów tej najlepszej piątki. A potrzebują wspólnej gry, żeby znaleźć chemię, bo te nowe elementy trzeba ze sobą dopiero poukładać. Przed nimi mnóstwo wyzwań. Z drugiej strony, w zeszłym sezonie długie nieobecności Embiida i Paula George’a nie przeszkodziły im w drodze do playoffów. Tyrese Maxey i VJ Edgecombe prowadzili drużynę, a teraz powinni mieć regularne wsparcie od Jaylena Browna. Do tego ławka została wzmocniona przez Deana Wade’a i Anfernee Simonsa. W najlepszym scenariuszu Sixers są kandydatem do walki o tytuł. W najgorszym, szybko mogą się posypać (już zaczyna brakować im centrów), ale musiałaby wydarzyć się absolutna katastrofa, żeby nie załapali się do playoffów.

Orlando Magic – Po kosztownym transferze Desmonda Bane’a, który miał przepchnąć ich do grona kontenderów, poprzedni sezon w Orlando był rozczarowujący. Mogą to jednak tłumaczyć brakiem Franza Wagnera przez dużą część sezonu. Ich najlepsi zawodnicy nie mieli wielu okazji do wspólnej gry. A mimo że cały czas pozostaje dyskusja o sensie trzymania obok siebie Paolo Banchero i Wagnera, pierwsza piątka Magic w komplecie spisywała się bardzo dobrze. Dlatego nie tracą wiary w swój zespół i wracają z tym samym składem, licząc, że wreszcie będą zdrowi, a nowy trener wyciśnie z nich jeszcze więcej. Sean Sweeney odpowiadał za fantastyczną obronę Spurs i powinien teraz przypomnieć Magic o ich defensywnej tożsamości. Największym wyzwaniem pozostaje jednak atak, gdzie ciągle brakuje im shootingu i rozgrywającego. Ale też ciągle czekamy, aż Banchero wskoczy na All-NBA poziom i pociągnie za sobą ofensywę. Dla Magic to niezwykle ważny sezon, bo jeśli nie osiągną zadowalających wyników, wysokie wydatki zmuszą ich do rozbicia tego trzonu.

Drużyny, które poprzednio nie załapały się do playoffów, ale do nowego sezonu przystępują z mocno poprawionym składem:

Miami Heat – Wykonali jeden z największych ruchów tego lata. Nie są jednak ustawiani w gronie głównych kontenderów, bo skład nadal ma sporo znaków zapytania. Chociażby dlatego, że ich dwaj najlepsi zawodnicy to podkoszowi bez rzutu. To nie jest idealnie dopasowany duet, nie będzie łatwo o spacing i nie wiadomo, czy wystarczy im shootingu wokół. Heat dalej też pewnie będą grać tę swoją niekonwencjonalną koszykówkę z niewielką liczbą pick-and-rolli, ponieważ brakuje im guardów. Ale nie zapominajmy, że to zespół prowadzony przez Erika Spoelstrę, jednego z najlepszych trenerów, który właśnie dostał do dyspozycji Giannisa Antetokounmpo – jednego z absolutnie najlepszych zawodników NBA. Giannis sam potrafi pociągnąć drużynę i wznieść ją na wyższy poziom, a w Miami będzie miał lepsze wsparcie niż w poprzednich latach w Milwaukee.

Indiana Pacers – O poprzednim sezonie w Indianapolis już zapomnieli. To był stracony rok. Ale teraz wraca ich lider i mając znowu Tyrese’a Haliburtona na boisku zamierzają wrócić do tego, co robili przed jego kontuzją. A przecież byli wtedy tylko o krok od mistrzostwa. Trzeba będzie dać Haliemu trochę czasu na odzyskanie formy. Trzeba będzie dać drużynie trochę czasu na zgranie się z Ivicą Zubacem, który jest lepszym, ale też innym środkowym niż Myles Turner. Trzeba dać im czas, żeby ponownie znaleźli swoją chemię. Ale to sprawdzony trzon, to zespół Ricka Carlisle’a, więc tylko kwestią czasu powinno być, kiedy znowu klikną. Aż rozpędzą się, prezentując koszykówkę graną na wysokiej intensywności i w szybkim tempie, która sprawia rywalom mnóstwo problemów.

Washington Wizards – Najgorsza drużyna zeszłego sezonu dodała Trae Younga, Anthony’ego Davisa i przede wszystkim wybranego z jedynką w drafcie AJ Dybantsę. Nie jestem fanem ruchów Wizards, ale nie da się ukryć, że w porównaniu z tym, co wystawiali na parkiecie poprzednio, teraz ich skład prezentuje się o wiele lepiej. I jeśli tylko gwiazdorzy będą zdrowi, wreszcie kibice w Waszyngtonie zaczną oglądać jak ich drużyna wygrywa. Wreszcie odbiją się od dawna. Pytanie, jak bardzo? Inwestując ogromne pieniądze w gwiazdorów i mając potencjalnie najlepszego debiutanta, poprzeczka oczekiwań ustawiona jest wysoko. Muszą włączyć się w walkę o playoffy, a udział w play-in powinien być planem minimum.

Mamy więc aż jedenaście zespołów, z których każdy może – bez przesadnego optymizmu i wygórowanych oczekiwań – przystąpić do sezonu z jasno wyznaczonym celem: playoffy. Dla każdego z nich brak awansu będzie rozczarowaniem. Miejsc jednak nie wystarczy dla wszystkich. Oczywiście ktoś z tej grupy będzie miał problemy zdrowotne i komuś ten sezon zupełnie nie wyjdzie, ale też ktoś z pozostałych czterech ekip Wschodu może pozytywnie zaskoczyć, tym bardziej że kończy się era tankowania.

Zapowiada się szeroki i bardzo wyrównany wyścig o najlepszą ósemkę w tej już wcale nie słabszej konferencji.

Dyskusja 6G

Komentarze 0

Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.

Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.

Szósty Gracz na bieżąco

Włączyć powiadomienia?

Damy Ci znać o nowych tekstach, podcastach i materiałach 6G. Po kliknięciu potwierdź zgodę w oknie swojego urządzenia.

Możesz zmienić decyzję w sekcji „Powiadomienia 6G” w stopce.