Rzutówka: LeBron i Maxey. Sochan rozpoczyna walkę o miejsce w Portland

Rzutówka: LeBron i Maxey. Sochan rozpoczyna walkę o miejsce w Portland

Podobnie jak przy okazji swoich poprzednich przeprowadzek, również teraz LeBron James nie miał powitalnej konferencji prasowej w nowej drużynie. Dopiero podczas poniedziałkowego Media Day po raz pierwszy oficjalnie wystąpił jako zawodnik Philadelphii 76ers.

Mówił o dużych oczekiwaniach i wyzwaniach, o procesie, bo tworzenie się zespołu nie jest instant, a także o poświęceniu, które nie powinno mieć negatywnego wydźwięku, bo przecież chodzi o wspólne dobro drużyny. Przyznał też, że świetnie zdaje sobie sprawę, że LeBron James nie jest dla wszystkich. Nie do każdej drużyny by pasował. Nie tylko chodzi o całe zamieszanie związane z samą jego obecnością – ogromne zainteresowanie, nieustanny medialny szum i wygórowane oczekiwania – ale także jego osobowość i wpływ na zespół. Czasami to wszystko mogłoby być odbierane jako coś negatywnego. Do Philly jednak pasuje. W takim przekonaniu pomógł go utwierdzić Tyrese Maxey.

O tym, że LeBron uwielbia Tyrese’a opowiadał już Rich Paul podczas tego przeciągającego się okresu wyczekiwania na ostatnią decyzję. Nie przesadzał. Wręcz przeciwnie, za słabo podkreślał, jak silna jest ta relacja. Tłumacząc teraz swój wybór, James jako pierwszego wskazuje właśnie Maxeya. Podkreślał to już w zeszłym tygodniu w swoim podcaście „Mind the Game” i powtórzył podczas Media Day, że on był jednym z głównych powodów jego przeprowadzki do Filadelfii.

„Po prostu uwielbiam wszystko w Tyrese’u Maxeyu – każdego dnia ma się do czynienia z tą samą osobą, to niezwykle rzadkie w sporcie, a w życiu wręcz wyjątkowe. Zawsze podkreślałem, jak wspaniałym jest człowiekiem, a oczywiście wszyscy wiemy, ile wnosi na boisko do koszykówki.”

Tyrese był jedną z pierwszych osób, które zadzwoniły do niego zaraz po tym, gdy poinformował, że nie wróci do Los Angeles Lakers. Jak podkreśla – nie odbiera wszystkich telefonów, ale z Tyrese’m zawsze chce się porozmawiać. On zawsze tryska pozytywną energią. I sporo rozmawiali w lipcu, a James wypytywał go o drużynę, zastanawiając się nad swoją decyzją.

„Często pytałem go o zdanie, nie tylko o to, jak widzi rozwój swojej kariery, jak postrzega przyszłość tego klubu i jak bardzo w niego wierzy, ale też o to, jak widziałby mnie tutaj, gdybym zdecydował się dołączyć do zespołu.”

Tyrese oczywiście jest zachwycony, że pomógł przekonać LeBrona:

„To, że tu jest, jest naprawdę super. Myślę, że to będzie bardzo dobre dla naszej drużyny, dla organizacji i miasta. To ktoś, kto już to osiągnął, kto już wygrywał… On po prostu podniesie na wyższy poziom cały zespół i całą organizację.”

Poznali się jeszcze zanim Maxey został wybrany w drafcie, podczas treningów w zamkniętym przez pandemię Los Angeles, gdy NBA szykowała się do wznowienia rozgrywek w Bańce. Maxey przychodził na salę z samego rana i spotykał tam Rajona Rondo, który docenił jego etykę pracy i zasugerował LeBronowi, żeby potrenował z tym dzieciakiem. W ten sposób Tyrese został zaproszony na workout z Jamesem i tak to się zaczęło. Od tamtego czasu, regularnie w każde wakacje wspólnie trenują. Teraz nie było inaczej, ale teraz trenowali już jako koledzy z drużyny, więc po raz pierwszy mogli ćwiczyć dwójkowe akcje, które będą mogli wkrótce wykorzystać na parkietach NBA.

Maxey, podobnie jak Jaylen Brown, ma za sobą najlepszy sezon kariery. Podczas gdy weterani ciągle byli niedostępni, przejął pałeczkę lidera, wszedł na poziom All-NBA i był jednym z najlepszych strzelców ligi. Sixers stawali się coraz bardziej jego drużyną. Obecnie jego rola się zmniejszy, ale przekonuje, że nie ma z tym najmniejszego problemu. Chętnie podzieli się obowiązkami inicjowania akcji i będzie grał częściej bez piłki. Przypomina, że miał już okazję sprawdzić się w różnych rolach – ostatnio jako lider, wcześniej obok Jamesa Hardena – i dostosuje się także do tej nowej sytuacji, znajdując sposoby, żeby jak najlepiej pomóc zespołowi.

Sixers zebrali niezwykle utalentowaną pierwszą piątkę, ale to także mieszanka trudnych charakterów, a do tego na ławce jest Nick Nurse, któremu również nie brakuje ego, dlatego trudno przewidzieć co z tego wszystkiego wyjdzie i czy te elementy uda się poskładać w naprawdę mocny zespół. Teraz wszyscy mówią, co trzeba, a Jaylen Brown poprosił o następne pytanie, gdy tylko usłyszał o „samcach alfa” w drużynie. Ale już zaraz zaczną wspólnie grać i przekonamy się, jak bardzo faktycznie wszyscy są gotowi do poświęceń dla wspólnego dobra. Na szczęście jest Maxey. Jego pozytywne nastawienie i charakter powinny odegrać niezwykle ważną rolę w tworzeniu odpowiedniej atmosfery w Philly. To już nie będzie tak bardzo jego zespół, jak w zeszłym sezonie, ale podobnie jak wcześniej, ten zespół musi podążać za jego energią.


Jeremy Sochan po raz pierwszy w karierze rozpoczyna przygotowania do sezonu poza San Antonio i także po raz pierwszy jako zawodnik z końca składu. Nie był już w gronie tych, którzy podczas Media Day zasiedli za stołem konferencyjnym, żeby odpowiadać na pytania dziennikarzy. Ale odpowiedział na kilka pytań swojego biura prasowego.

„Bycie częścią mistrzowskiej drużyny było niesamowitym przeżyciem. Teraz zaczyna się jednak nowy sezon i w pełni koncentruję się na grze w Portland Trail Blazers. Jestem wdzięczny klubowi za tę szansę. Chcę pokazać, co mogę wnieść do zespołu.”

Wskazuje, że Portland bardzo przypomina mu Polskę i zaprezentował się w nowym stroju z numerem 4.

Portland Trail Blazers nie dodali już więcej zawodników na obóz, mają 15 graczy w podstawowym składzie i trzech na two-way umowach, więc sytuacja dla Sochana jest bardzo sprzyjająca. O ile nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, powinien utrzymać się w drużynie. Kluczowym pytaniem przed preseason jest więc nie to, czy zostanie, ale czy uda mu się wywalczyć minuty? Tutaj czeka go rywalizacja z byłym kolegą z San Antonio o rolę zmiennika na skrzydle za plecami Deniego Avdiji i Toumaniego Camary.

Obaj są defensorami bez rzutu. Sidy Cissoko rok temu przebił się do rotacji Blazers, awansując z two-way umowy i teraz przystępuje do sezonu z gwarantowanym kontraktem. Udowodnił, że potrafi twardo walczyć na parkiecie, przydać się w obronie i dobrze już zna drużynę. Ma przewagę nad Sochanem, ale Jeremy może wnieść nieco więcej do ofensywy i obaj muszą dopiero przekonać do siebie nowego trenera.


W Portland oczywiście główną historią Media Day był wracający do gry w swoich Blazers Damian Lillard, a także szykujący się do debiutu w nowych barwach Ja Morant. Obaj oczekują, że będą w pierwszej piątce, obaj nie szczędzili sobie wzajemnych komplementów i obaj przekonywali, że są w świetnej dyspozycji fizycznej. Zapomnieli o problemach zdrowotnych, a ewentualnych problemów ze zgraniem i dzieleniem parkietu z innymi guardami nie widzą, bo przecież wszyscy są bardzo „unselfish”.

Wkrótce boisko to zweryfikuje. Na razie to jedynie ładne słowa wypowiadane podczas Media Day, a to, jak poważnie powinniśmy je traktować, najlepiej oddaje cel, jaki na ten sezon wyznaczył sobie Morant – 82 mecze. Mówi to gość, który przez trzy poprzednie lata rozegrał łącznie 79 meczów i nigdy w karierze nie dobił do poziomu 70 w sezonie. Ale na starcie obozów wszystko przecież jest możliwe.

Dyskusja 6G

Komentarze 0

Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.

Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.

Szósty Gracz na bieżąco

Włączyć powiadomienia?

Damy Ci znać o nowych tekstach, podcastach i materiałach 6G. Po kliknięciu potwierdź zgodę w oknie swojego urządzenia.

Możesz zmienić decyzję w sekcji „Powiadomienia 6G” w stopce.