
Gracze mający najwięcej do udowodnienia: Southwest Division
San Antonio Spurs: De’Aaron Fox – wszyscy pamiętamy jego fatalny finisz playoffów. Zawalił końcówkę Game 4 Finałów, w kolejnym meczu uzbierał tylko 7 punktów z 15 rzutów, a w całej serii zdobywał średnio 12.8 ze skutecznością 35%. Jeden z najbardziej doświadczonych zawodników Spurs, mający być pewną drugą opcją, totalnie zawiódł w tym najważniejszym momencie. Trzeba jednak pamiętać, że grał z kontuzją kostki, przez którą opuścił początek finałów konferencji. Przez pierwsze dwie rundy spisywał się bardzo dobrze, zaliczając statystyki na poziomie 19 punktów, 6 asyst i 46% z gry. Później problemy zdrowotne wyraźnie go ograniczyły. Było więc wytłumaczenie, ale to nie zmienia faktu, że pozostało fatalne wspomnienie, które teraz Fox musi zamazać. Było także sporo dyskusji o jego przyszłość w San Antonio i wartości dla zespołu, gdy tak obiecująco rozwijają się młodzi guardzi. To oni powinni przejmować coraz większą rolę, a Fox dopiero rozpoczyna swoje maksymalne przedłużenie kontraktu. Trzeba jednak przypomnieć, że przez cały poprzedni sezon bardzo dobrze działała ta trójka guardów. Fox zajmował się prowadzeniem gry i był drugim strzelcem zespołu, ale też dostosował się do nieco mniejszej roli, poświęcił indywidualne statystyki, robiąc miejsce dla swoich kolegów. Dylan Harper: „Fox w zasadzie wziął mnie pod swoje skrzydła przez cały pierwszy rok – pomagał mi i pozwalał się rozwijać.” Finały jednak mocno zepsuły obraz De’Aarona, dlatego musi teraz przypomnieć, że jest ważnym elementem sukcesu Spurs.
New Orleans Pelicans: Derik Queen – w Nowym Orleanie co roku to Zion Williamson ma najwięcej do udowodnienia, ale nigdy nie sprostał oczekiwaniom, dlatego czas zamknąć ten rozczarowujący etap i rozpocząć nowy. I tutaj bardzo może pomóc Queen, który był jednym z większych objawień początku zeszłego sezonu. Kiedy w grudniu zaliczał 15 punktów, 8 zbiórek i 5 asyst, wydawało się, że może być nawet w grze o Rookie of the Year. Wszyscy zachwycali się potencjałem „amerykańskiego Jokica”. W dalszej części aż tak już nie błyszczał, ale nie on pierwszy zderzył się z rookie-wall, a też nie ułatwiało mu zadania częstsze dzielenie parkietu z Williamsonem. Ten duet nie działa, bo za bardzo się dublują i tylko sobie przeszkadzają. Dlatego też ustawiam Queena jako zawodnika, który ma tutaj najwięcej do udowodnienia. Musi zaprezentować progres, potwierdzić swoje możliwości, przekonać trenera, że warto na niego stawiać i po prostu wypchnąć Ziona. Powinien pomóc Pelicans podjąć decyzję o przehandlowaniu swojego rozczarowującego gwiazdora. Nie wiem, czy Queen jest graczem, na którym może oprzeć zespół, ale na pewno nie jest nim Williamson, więc warto spróbować czegoś innego i postawić na młodzież.
Houston Rockets: Alperen Sengun – było wiadomo, że pojawienie się Kevina Duranta nieco zmniejszy jego rolę, bo przestał być pierwszym strzelcem drużyny, ale też obecność KD miała ułatwić mu grę, bo obrona rywali koncentrowała się na jego nowym koledze. Ostatecznie Alpi rozegrał dobry sezon, zaliczał więcej asyst, rekompensując brak Freda VanVleeta, ale nie był to kolejny rok progresu. Nie zobaczyliśmy poprawionego rzutu za trzy, nad którym podobno tak mocno pracował w zeszłe wakacje. Nie mając wsparcia Stevena Adamsa nie dominował pod tablicami. A w playoffach nie potrafił poprowadzić drużyny, gdy zabrakło Duranta. Pozostał na poziomie solidnego All-Stara (został dodany do ASG jako zmiennik za kontuzjowanego gracza), ale nie zrobił kroku do All-NBA. Nadal nie udowodnił, że może być kimś, na kim opierać się będzie zespół walczący o tytuł. Ma jednak bardzo duże ambicje, o których mówił podczas media day: „Chcę kiedyś zostać najlepszym zawodnikiem w tej lidze.” Sam nakłada na siebie presję. Teraz pozostaje udowodnić, że nie są to tylko puste słowa.
Dallas Mavericks: Kyrie Irving – szykował się do powrotu już w trakcie zeszłego sezonu, ale ostatecznie sezon Mavs tak szybko się posypał, że nie miał po co wracać. Lepiej było dać sobie więcej czasu na rehabilitację i jeszcze lepsze przygotowanie do gry. Ma już 34 lata, a nigdy nie był okazem zdrowia, dlatego w jego przypadku zalecane było zachowanie szczególnej ostrożności, żeby upewnić się, że wszystko jest już w porządku. Teraz wreszcie wróci i w Dallas mają duże nadzieje, że ułatwi grę Cooperowi Flaggowi. Ale wraca do drużyny w przebudowie, w której on nie ma przyszłości, więc spekulacje transferowe stale będą mu towarzyszyły. Kluczowe jest jednak to, jakiego Kyrie’go zobaczymy. Czy po tak poważnej kontuzji, po tak długiej, 19-miesięcznej przerwie, w tym wieku, może być ponownie zawodnikiem, który pomógł Doncicowi doprowadzić zespół do wielkiego finału? Musi jak najszybciej przypomnieć o swojej wartości, bo już za rok będzie mógł zgłosić się po nowy kontrakt, a pewnie też wolałby znaleźć się w drużynie z większymi aspiracjami.
Memphis Grizzlies: Ty Jerome – w Cleveland rozegrał przełomowy sezon, był jednym z najlepszych rezerwowych NBA i ważną częścią najlepszej drużyny Wschodu. Zapracował na dużą podwyżkę, którą otrzymał w Memphis, ale potem okazał się jednym z największych niewypałów offseason, ponieważ w nowych barwach rozegrał zaledwie 15 meczów. Znowu dopadły go poważne problemy zdrowotne. Pierwszy sezon w Cleveland stracił z powodu operacji prawej kostki, podczas gdy ostatnio dokuczyła mu kontuzja prawej łydki. Ale w tej malutkiej próbce 15 meczów dla Grizzlies zaprezentował się bardzo dobrze – średnio 19.7 punktów i 5.7 asyst. Teraz natomiast będzie mógł wejść do pierwszej piątki i odegrać ważną rolę w tej odmłodzonej ekipie, w której jest jednym z najbardziej doświadczonych graczy. Otwiera się dla niego szansa, żeby znowu przypomnieć o sobie. Musi ją wykorzystać jeśli nie chce, żeby ten obecny kontrakt okazał się jego jedyną dużą wypłatą w karierze.
Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.