Gracze mający najwięcej do udowodnienia: Southeast Division

Gracze mający najwięcej do udowodnienia: Southeast Division

Miami Heat: Giannis Antetokounmpo – po raz pierwszy w karierze rozpocznie sezon poza Milwaukee. Przeniósł się do Miami, chcąc walczyć o kolejne mistrzostwo, ale mimo że był to jeden z największych ruchów offseason, Heat nie są ustawiani w gronie najpoważniejszych kontenderów. Ich skład wymaga jeszcze pracy, ale też Giannis musi przypomnieć, że nadal jest jednym z absolutnie najlepszych zawodników. Mogliśmy o tym nieco zapomnieć, bo poprzednio rozegrał tylko 36 meczów, przerywając serię siedmiu sezonów w pierwszej All-NBA. Ma już 31 lat i miał trochę kłopotów zdrowotnych w minionych latach. Ale jeśli wróci do swojego najwyższego poziomu gry, wiemy, że jest nie do zatrzymania i potrafi pociągnąć zespół nawet bez wielkiego wsparcia. W Miami to wsparcie będzie miał większe. W Miami zrobili trade po supergwiazdora i teraz oczekują od niego wielkich rzeczy. Giannis musi udowodnić, że było warto i że wciąż jest zawodnikiem, który może wznieść zespół do gry o najwyższą stawkę.

Washington Wizards: Anthony Davis – w stolicy USA jest już od blisko ośmiu miesięcy, ale dopiero w preseason po raz pierwszy zobaczymy go na boisku w stroju Wizards. Nigdy nie był okazem zdrowia, przez ostatnie dwa lata rozegrał tylko 71 meczów, ma już 33 lata i można mieć poważne wątpliwości, ile jeszcze jest w stanie dać swojej drużynie. Zapowiada, że teraz jego celem jest występ we wszystkich 82 spotkaniach. Tego niemal na pewno nie osiągnie, ale innym, ważniejszym celem AD jest zdobycie nowego kontraktu. Musi bardzo się postarać, żeby zapracować na kolejną wysoką wypłatę. Udowodnić, że odzyskał zdrowie i nadal może robić dużą różnicę pod koszami. Ale też sam chce się przekonać, jak będzie radziła sobie jego nowa drużyna, bo nie chce tracić więcej czasu na dole ligi. Nikogo nie zdziwi, jeśli w trakcie sezonu Davis stanie się tematem plotek transferowych. Niezależnie jednak od tego, czy uzgodni warunki nowej umowy z Wizards, czy będzie chciał zmienić klub, najpierw musi potwierdzić, że warto go mieć u siebie.

Charlotte Hornets: Brandon Miller – trzy lata temu był drugim zawodnikiem draftu, od tamtego czasu potwierdził swój obiecujący potencjał i udowodnił umiejętność zdobywania punktów, ale jeszcze nie wyrósł na gwiazdora. Teraz otwiera się przed nim wielka szansa, ale i staje przed wielką presją, żeby zrobić ten kolejny, duży krok, przejmując pierwszoplanową rolę w zespole. Nie ma już LaMelo Balla, więc to on i Kon Knueppel muszą wziąć sprawy w swoje ręce. Miller będzie musiał robić więcej, ale nie będzie mógł już liczyć na podania Balla. A jego efektywniejsza gra w zeszłym sezonie miała dużo wspólnego z tym, że miał okazję sporo czasu spędzać razem na parkiecie z Ballem. Bez niego efektywność Millera spadała, a duet Miller-Knueppel nie generował tak dobrej ofensywy. Będzie trudniej, ale to jest ten czas, w którym Miller musi sprostać wyzwaniu i udowodnić, że Hornets mieli rację, uznając, że mogą oddać Balla, ponieważ mają na kim oprzeć przyszłość drużyny.

Atlanta Hawks: Dyson Daniels – po wcześniejszym przełomowym sezonie, w którym został MIP, poprzednie rozgrywki nie był dla niego aż tak udane. Pozostał w gronie najlepszych defensorów, ale już nie pobijał rekordów przechwytów, a przede wszystkim jego rozwijająca się ofensywa zaliczyła regres, ponieważ zupełnie zniknął jego jump shot. Nie jest i nigdy nie będzie strzelcem, ale po trafieniu rekordowych 34% zza łuku, ostatnio bardzo rzadko nawet decydował się na próby z daleka, bo wpadło mu ledwie 18.8%. Przez to też w playoffach jego minuty spadły i tylko raz zanotował dwucyfrowy dorobek punktów. Musi odzyskać swoją pewność i chociażby przyzwoity poziom na dystansie, żeby nie stać się zawodnikiem tylko na jedną stronę parkietu. Daniels ma dopiero 23 lata, rozwija się jako podający, potrafi wiele zrobić na parkiecie, ale żeby można było traktować go jako two-way gracza, nie może bać się rzucać i musi coś trafiać. Jest bardzo ważną postacią tego młodego i integrującego trzonu Hawks, dlatego potrzebują go po obu stronach boiska.

Orlando Magic: Paolo Banchero – w Orlando jak zwykle będą dyskusje o tym, czy duet ich skrzydłowych ma sens i przyszłość. Franz Wagner musi wrócić do zdrowia i formy, ale to Banchero jest tu główną postacią i to on ma najwięcej do udowodnienia. W sezonie 2024/25 miał świetne momenty, gdy wchodził na poziom All-NBA, niestety kontuzje zepsuły mu tamte rozgrywki. Wydawało się, że potrzebuje już tylko zdrowia, żeby stać się jednym z najlepszych graczy, jednak ostatnio nie wykonał oczekiwanego progresu. Wypadł z grona All-Starów, trafiał tylko 30.5% trójek i znowu Magic byli bardziej plusowi bez niego na parkiecie. Dopiero w playoffach przypomniał, jak potrafi pociągnąć zespół. Przypomniał, że jest materiałem na franchise playera. Teraz to już najwyższa pora, żeby wreszcie stać się takim zawodnikiem, prawdziwym liderem. Ze względu na rosnące koszty, Magic wkrótce będą musieli podjąć trudne decyzje i dokonać zmian w składzie. Muszą mieć pewność, że Banchero powinien być centralnym elementem ich przyszłości.

Dyskusja 6G

Komentarze 0

Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.

Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.

Szósty Gracz na bieżąco

Włączyć powiadomienia?

Damy Ci znać o nowych tekstach, podcastach i materiałach 6G. Po kliknięciu potwierdź zgodę w oknie swojego urządzenia.

Możesz zmienić decyzję w sekcji „Powiadomienia 6G” w stopce.