
Gracze mający najwięcej do udowodnienia: Northwest Division
Oklahoma City Thunder: Chet Holmgren – rozegrał świetny sezon regularny, będąc jednym z najlepszych defensorów ligi i przejmując rolę drugiego strzelca drużyny pod nieobecność Jalena Williamsa. Potem miał także najlepszą playoffową serię swojej młodej kariery w starciu z Lakers, zaliczając średnie na poziomie 20-10 i 60% z gry. Ale mało kto już o tym wszystkim pamięta, bo kompletnie zniknął w najważniejszym momencie, w pojedynku z Victorem Wembanyamą. To była kompromitacja stawiająca pod ogromnym znakiem zapytania gwiazdorski status Holmgrena, a teraz wchodzi w życie jego maksymalny kontrakt. Stanie się znacznie droższy, co oznacza jeszcze większą presję oczekiwań, żeby grał na miarę swoich zarobków. W Oklahomie bronią Cheta, przekonując, że każdemu zdarzają się słabe momenty i że nadal mocno w niego wierzą. Nie mają jednak za bardzo innego wyboru. Pozostaje im mieć nadzieję, że tamta fatalna seria go wzmocni, nie zniszczy i że będzie w stanie podjąć rywalizację z Wembym. Francuz jest główną przeszkodą Thunder w drodze do kolejnego mistrzostwa, dlatego bardzo potrzebują jak najlepszej dyspozycji Holmgrena w tym pojedynku.
Denver Nuggets: Aaron Gordon – w jego przypadku chodzi właściwie wyłącznie o zdrowie. Wiemy, jak fantastycznie uzupełnia gwiazdorów Nuggets i jak niezwykle kluczowym jest elementem zespołu. Gra bardzo dobrze, niestety niewiele. Przez ostatnie dwa sezony łącznie zaliczył tylko 87 występów, a największym ciosem dla Nuggets były oczywiście jego kontuzje w playoffach. Rok temu w Game 7 z przyszłymi mistrzami grał na jednej nodze, natomiast ostatnio opuścił połowę serii z Wolves. Czy w wieku 31 lat jest jeszcze w stanie uporać się z tymi problemami i być regularnie dostępny dla swojego zespołu? Musi udowodnić, że w Denver nadal mogą na nim polegać. Od tego zależy, czy ten trzon ma jeszcze przyszłość. Bez zdrowego Gordona nie mają co marzyć o włączeniu się w walkę o tytuł.
Minnesota Timberwolves: LaMelo Ball – kiedy był zdrowy i rozegrał co najmniej 70 meczów, jego drużyna kończyła sezon na plusie, ale po pierwsze – były ledwie dwa takie sezony, a po drugie – nie udało mu się wprowadzić Hornets do playoffów. Teraz dołączył do zespołu, który od pięciu lat jest w gronie najlepszych na Zachodzie i dwukrotnie był w finale konferencji. Wreszcie będzie miał okazję powalczyć o coś więcej i udowodnić, że jest zawodnikiem wygrywającym. Może stworzyć świetny duet z Anthonym Edwardsem, ale musi dostosować się do nowych warunków i zaprezentować swoją koszykarską dojrzałość. Wolves potrzebują od niego więcej mądrych decyzji, więcej zaangażowania w obronę i grę pod Edwardsa, bo też po raz pierwszy w karierze Balla to nie on będzie centralnym elementem zespołu.
Portland Trail Blazers: Ja Morant – jego rynkowa wartość szoruje po dnie, jego kontrakt jest jednym z najgorszych w całej NBA, ale w Portland podjęli ryzyko, mając nadzieję, że Morant jest jeszcze do uratowania. Zamiana otoczenia i szansa rozpoczęcia zupełnie nowego rozdziału mają mu pomóc. Teraz nadchodzi dla niego moment prawdy. Oczywiście musi wreszcie utrzymać się przy zdrowiu (79 meczów przez trzy lata) i odzyskać formę, ale też udowodnić, że jest gotowy podporządkować się dla dobra zespołu i skupić wyłącznie na koszykówce, przestając wywoływać niepotrzebne zamieszanie. Przed nim niełatwe zadanie, bo musi dostosować swoją grę do spadającego atletyzmu, odnaleźć się w zatłoczonym backcourcie Blazers i pogodzić się z nową, mniejszą rolą. Ale musi wykorzystać tę szansę i odbudować swoją wartość, jeśli chce uratować karierę.
Utah Jazz: Lauri Markkanen – zaraz po przeprowadzce do Salt Lake City wyrósł na pierwszoplanową postać drużyny i zadebiutował w All-Star Game, ale przez ostatnie lata był jedynie gwiazdą ekipy z samego dna NBA. Po dziewięciu latach kariery nadal nie ma na swoim koncie występu w playoffach. Nie szukał jednak drogi ucieczki z Utah, cierpliwie czekając, aż proces przebudowy zacznie przynosić efekty. Teraz ma obok siebie sprawdzonego All-Stara Jarena Jacksona, wybranego z dwójką w drafcie Darryna Petersona i będącego po breakoucie Keyonte George’a. Jazz mogą wreszcie zacząć wygrywać. Markkanen długo na to czekał. Teraz przekonamy się, czy jest gotowy do roli lidera playoffowej drużyny. W nadchodzącym sezonie już nie tylko może, ale wręcz musi poprowadzić Jazz do zwycięstw. Skończyło się zaliczanie ładnych cyferek w porażkach i regularne oszczędzanie – poprzednio zdobywał rekordowe 26.7 punktów, ale zagrał tylko w 42 meczach.
Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.