
Rzutówka: Sixers znów mają wielkie nadzieje, ale tutaj zawsze coś musi się zepsuć

Philadelphia 76ers są największymi wygranymi tegorocznych wakacji. Najpierw zrobili zaskakujący transfer z Boston Celtics, przejmując od nich Jaylena Browna, a później jeszcze zostali wybrani przez LeBrona Jamesa. Mają obecnie najbardziej utalentowaną pierwszą piątkę w NBA, ale oczywiście to jeszcze nic nie musi znaczyć, bo na razie oglądamy ją jedynie na papierze. Możemy ustawiać ich w gronie kontenderów, ale jest tu jeszcze mnóstwo znaków zapytania i przed Sixers bardzo daleka droga, żeby potencjał tego składu przełożył się na wyniki na boisku.
Wygranie offseason wcale nie musi oznaczać wygrywania w sezonie i w Filadelfii świetnie o tym wiedzą. Aż za dobrze.
Dwa lata temu również mogli pochwalić się najlepszymi wakacjami. Na rynku wolnych agentów zdobyli wtedy Paula George’a. Najlepszego zawodnika, jaki był dostępny. Gwiazdora, o jakim marzyli i jakiego chciał mieć obok siebie Joel Embiid. Co prawda miał już 34 lata, ale sezon wcześniej rozegrał 74 mecze i ponownie znalazł się wśród All-Starów. Były obawy, że jego wielki kontrakt może się źle zestarzeć, ale to miał być problem na przyszłość. W tamtym momencie miał zapewnić realne wsparcie na wysokim poziomie. Wydawało się, że jego dodanie pozwoli Sixers ustawić się w gronie faworytów do tytułu… Było tak obiecująco, a skończył się fatalnym sezonem na 24 zwycięstwa.
Zawsze coś może pójść nie tak, a akurat w Filadelfii, jak nigdzie indziej, bardzo często w minionych latach boleśnie się o tym przekonywali, gdy spełniały się czarne scenariusze i pryskały kolejne wielkie nadzieje. Ile to już razy miało być tak dobrze? Pojawiali się tutaj zawodnicy, z którymi wiązano wielkie oczekiwania, a wychodziło jak zwykle i kończyło się rozczarowaniem.
To też właśnie tego typu sytuacja doprowadziła do sięgnięcia po tak radykalny plan przebudowy, jakim był Proces Sama Hinkiego. Zanim Hinkie pojawił się w Philly, rok wcześniej Sixers włączyli się w dużą wymianę Dwighta Howarda, oddali Andre Iguodalę do Denver, a w zamian przejęli niezwykle obiecującego młodego środkowego….
Andrew Bynum. Trafił do Philly w wieku 25 lat, po swoim najlepszym sezonie w karierze (druga piątka All-NBA) i mając już na koncie dwa mistrzowskie pierścienie. Sixers byli przekonani, że zdobyli nowego gwiazdora, który razem z młodym Jrue Holidayem ustawia ich w świetnej pozycji na przyszłość. Ale Andrew nigdy w koszulce Sixers nie zagrał. Rozpoczął sezon lecząc prawe kolano, a potem kontuzjował także lewe – grając w kręgle. Ostatecznie musiał przejść operację obu. Nie zachowywał się profesjonalnie i nie wyglądał poważnie z głupowatymi fryzurami. Po sezonie został wolnym agentem i Sixers nawet nie chcieli rozmawiać z nim o nowej umowie.
Nerlens Noel. Był typowany na czołowy pick w drafcie 2013, ale zerwane ACL osłabiło jego notowania, dlatego Sam Hinkie mógł wziąć go z szóstym numerem. Nie miał problemu, żeby poczekać na Noela, bo liczył, że pozyskał niezwykle atrakcyjny talent. I kiedy wreszcie zadebiutował, wyglądało to bardzo obiecująco. Zakończył sezon trzeci w głosowaniu na Rookie of the Year, przede wszystkim prezentując swój defensywny potencjał (jedyny rookie w historii ze średnią co najmniej 1.8 bloku i przechwytu). Drugi sezon w jego wykonaniu także był całkiem udany, ale potem już dalszego progresu nie było. Zniknął w podkoszowym tłoku Sixers, po czym został przehandlowany tylko za dwa drugorundowe picki.
Jahlil Okafor. Trzeci gracz draftu 2015. Kolejny center wybrany przez Sixers, ale to znowu miało być sięgnięcie po talent. Potrafił dostarczać punkty i jako debiutant zdobywał średnio 17.5, jednak nie dokończył pierwszego sezonu z powodu kontuzji kolana, a jeszcze zanim wypadł z gry, dużo mówiło się o jego pozaboiskowych problemach. Wdał się w bójkę z kibicami w Bostonie i nie była to jedyna awantura z jego udziałem, został też zatrzymany przez policję za przekroczenie prędkości i legitymował się fałszywym dowodem osobistym. Nie był wystarczająco dojrzały na NBA, tymczasem na boisku był oldskulowym podkoszowym, który nie pasował do nowej koszykówki i miał ogromne problemy w obronie. W trakcie jego trzeciego sezonu Sixers oddali Okafora za Trevora Brookera, którego dwa miesiące później zwolnili.
Ben Simmons. Po trzech latach tankowania, w 2016 Sixers wreszcie udało się wygrać loterię, a Simmons był pewniakiem do jedynki. Niestety tuż przed startem sezonu złamał stopę, więc zadebiutował z rocznym opóźnieniem. Ale kiedy w końcu pojawił się na parkiecie, potwierdził swój wielki talent. Był najlepszym debiutantem, w drugim sezonie All-Starem, a w trzecim znalazł się w All-NBA. Sixers mieli prawdziwego gwiazdora… aż nagle wszystko się załamało po fatalnie zakończonych dla Simmonsa playoffach 2021. Nie tylko coraz bardziej miał awersję do patrzenia w stronę kosza i oddawania rzutów, obraził się także na klub. W kolejnym sezonie nie zagrał, czekając na wymianę. Ostatecznie Sixers dostali za niego Jamesa Hardena, ale nie był to trade gwiazda za gwiazdę, musieli jeszcze dołożyć dwa pierwszorundowe picki
Markelle Fultz. W drafcie 2017 Sixers zrobili wymianę, przesuwając się na jedynkę, po czym wzięli zawodnika powszechnie uważanego za największy talent tamtej klasy. Mieli stworzyć tercet młodych gwiazdorów. Ale ten talent Fultza kompletnie zniknął, zanim zdążył zadebiutować w NBA. Jego rzut nagle wyglądał dziwacznie, co było bardzo tajemniczą sprawą i wywołało gorące spekulacje. Nikt nie rozumiał, co się z nim stało. Po długim czasie wreszcie zdiagnozowano u niego „neurogenny zespół wylotu klatki piersiowej”, ale rzutu już nie odzyskał. Jest jednym z największych bustów w historii. W barwach Sixers rozegrał w sumie tylko 33 mecze.
Bryan Colangelo. Zastąpił Sama Hinkiego, który zraził do siebie całą ligę. Nie tylko bezczelnie tankował i nikt nie chciał oglądać jego drużyny, ale też nie wydawał pieniędzy na wolnych agentów, a jak już kogoś podpisywał, to przeważnie na niegwarantowanych kontraktach. NBA miała dość Hinkiego, tymczasem Colangelo był doświadczonym i uznanym GMem (dwukrotnie był Executive of the Year), który wiedział, jak wygrywać. To miała być ogromna zmiana jakości i początek poważnych Sixers. Miał też świetną sytuację startową, bo w składzie był już Embiid, a zaczął od wybrania w drafcie Simmonsa. Ale ostatecznie Colangelo przetrwał w Philly nawet krócej niż Hinkie. Bo jak się okazało, pod jego wodzą Sixers nadal nie byli poważną organizacją. Wyleciał po „aferze twitterowej”, gdy powiązano go z fejkowymi kontami, które krytykowały zawodników Sixers i zdradzały poufne informacje o drużynie. Winę na siebie wzięła żona Bryana, ale to GM był źródłem przecieków, dlatego musiał odejść.
Jimmy Butler. Łatwo nawet zapomnieć, że był w Sixers. Pozyskali go z Minnesoty, gdzie mocno się z wszystkim skonfliktował. W Philly nie sprawiał już takich problemów, dobrze dogadywał się z Embiidem i potwierdził swoją wartość w playoffach, będąc drugim strzelcem drużyny. Ale Sixers nie docenili, kogo mają. W offseason nie chcieli mu zapłacić (woleli wydać maxa na Tobiasa Harrisa) i pozwolili odejść. Tak po prostu, nawet jeszcze pomogli przy sign-and-trade.
Al Horford. W 2019 roku Sixers nie zatrzymali Butlera, ale dzięki temu mieli środki, żeby ściągnąć Horforda z rynku wolnych agentów. Wszechstronny, inteligentny i dysponujący rzutem weteran miał być idealnym uzupełnieniem dla Embiida. Razem mieli stworzyć frontcourt, który skutecznie przeciwstawi się podkoszowym mistrzów z Toronto czy Giannisowi. Al jednak nie potrafił odnaleźć się w Philly, rozegrał bardzo słaby sezon i już rok później Sixers dopłacili pierwszorundowym pickiem, żeby pozbyć się jego kontraktu.
James Harden. Sixers dostali go w zamian za niezadowolonego Simmonsa i początki były bardzo obiecujące. Szybko zbudował dobrą chemię z Embiidem i chętnie współpracował z Darylem Moreyem. Pomógł drużynie, biorąc niższy kontrakt, a potem był najlepszym podającym NBA, pomagając Embiidowi w jego MVP-sezonie. Ale już po roku wszystko się popsuło – publicznie nazywał Moreya kłamcą i domagał się wymiany.
Joel Embiid. Największa zdobycz Procesu. Właśnie po to było to całe przegrywanie, żeby wśród wielu picków znaleźć tę prawdziwą perełkę. Gdyby nie kontuzja stopy, zostałby wybrany z pierwszym numerem w drafcie 2014. Sixers wzięli go z trzecim pickiem, a potem musieli czekać aż dwa lata, ale było warto. Wyrósł na supergwiazdora. W sezonie 2022/23 po raz drugi z rzędu rozegrał ponad 65 meczów, ponownie był królem strzelców i otrzymał nagrodę MVP. W następnym sezonie był jeszcze lepszy, zdobywając średnio ponad punkt na minutę (34.7pkt w 33.6min), ale przerwała to kontuzja kolana. Embiid znajdował się w szczytowym momencie kariery, wreszcie grał, dominował i miał walczyć o tytuł… I nagle wszystko się posypało. Przez ostatnie dwa sezony rozegrał w sumie tylko 57 meczów, będąc cieniem tamtego dominatora.
Teraz pozyskanie Jaylena Browna wygląda bardzo interesująco. Jest po swoim najlepszym indywidualnie sezonie w karierze i za taką samą pensję powinien zapewnić dużo większą wartość na parkiecie niż starzejący się Paul George. Ale jak się tutaj odnajdzie? Czy jego ego pozwoli mu pogodzić się z mniejszą rolą, po tym jak w zeszłym sezonie miał swoją drużynę? A może, co Maciek sugeruje, są jakieś obawy o jego zdrowie, dlatego w Bostonie byli tak zdeterminowani, żeby się go pozbyć?
Jeszcze większe obawy o zdrowie można mieć wobec 42-letniego Jamesa, nie mówiąc już o Embiidzie, który nie jest w stanie utrzymać się w grze przez chociażby dwa tygodnie.
Dużo tutaj może pójść nie tak, a historia Sixers wskazuje, że nie należy liczyć na pozytywne scenariusze. Mimo wszystko to właśnie Sixers wybrał LeBron, widząc tutaj najlepszą dla siebie szansę walki o mistrzostwo.
Na papierze wygląda to znakomicie, ale czy tym razem wreszcie wykorzystają swój potencjał i ten zbiór talentów przełożył się na coś więcej niż kolejne nadzieje? A może będzie jak zwykle i lista rozczarowań tylko się wydłuży? Wkrótce się przekonamy.
Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.