
Rzutówka: Nie zanosi się na wiele przedłużeń debiutanckich kontraktów
Zastrzeżona wolna agentura zawsze stawiała zawodników w trudnej pozycji negocjacyjnej, ale w ostatnim czasie widać to jeszcze bardziej, bo ten proces ciągnie się przez całe wakacje, aż do samego startu obozów treningowych. Rok temu aż czterech zastrzeżonych zawodników dopiero we wrześniu podpisało swoje kontrakty (z czego dwaj wzięli po prostu oferty kwalifikacyjne). Obecnie został tylko jeden, ale jaki – jedyny aktualny All-NBA wśród tegorocznych wolnych agentów. Jalen Duren nadal czeka, tymczasem coraz większym tematem stają się już następni zawodnicy w kolejce do przedłużeń debiutanckich umów. Potencjalni kandydaci na przyszłorocznych zastrzeżonych wolnych agentów.
Gracze oczywiście woleliby tego uniknąć i jak najszybciej otrzymać gwarantowane pieniądze na następne sezony, ale finansowe realia NBA mocno skomplikowały się przez aprony, zmuszając drużyny do ostrożniejszego zarządzania swoim budżetem i ograniczania przyszłych wydatków. W efekcie, negocjacje stają się dużo trudniejsze.
W zeszłym roku tylko dziewięciu zawodnikom udało się załatwić przedłużenie debiutanckiego kontraktu przed rozpoczęciem sezonu. To najmniej od sześciu lat, ale zaraz ta liczba może być jeszcze niższa (taki też jest mój typ). Rok temu już w lipcu dogadano cztery takie przedłużenia. Obecnie dopiero na początku września drugi gracz z draftu 2023 otrzymał nowy kontrakt.
Pierwszym był oczywiście Victor Wembanyama. W jego przypadku negocjacje właściwie były zbędne – trzeba było po prostu położyć na stole maksymalną ofertę, bo nie ma najmniejszych wątpliwości, że na to zasługuje. Ale nawet on nie wziął opcji dającej szansę na supermaxa, rezygnując z zapisu o Regule Rose’a. Chce pomóc San Antonio Spurs, żeby w przyszłości łatwiej było im poradzić sobie z rosnącymi wydatkami i jak najdłużej mogli zatrzymać trzon drużyny. Ale nie każdy ma tak silną pozycję (ostatecznie zarobi maxa) i jest gotowy pójść na finansowy kompromis. Kariery potrafią być krótkie, dlatego trzeba wycisnąć z nich jak najwięcej.
Sprawę nowej umowy załatwił również Amen Thompson. To także nie dziwi, bo jest on jednym ze zdecydowanie najlepszych i najbardziej perspektywicznych graczy ze swojej klasy draftu. Dysponuje fantastycznym atletyzmem, już jest jednym z najlepszych defensorów NBA, a do tego w zeszłym sezonie był trzecim strzelcem drużyny, poprawiając swoją średnią do ponad 18 punktów. Ale kompletnie brakuje mu rzutu, przez co trudno jeszcze mówić o nim jak o max-playerze. Houston Rockets jednak wyspecjalizowali się w załatwianiu przedłużeń i tutaj także znaleźli rozwiązanie zadowalające obie strony: $208mln w pięcioletniej umowie.
To bardzo podobny kontrakt do tego, który dwa lata temu podpisał Alperen Sengun ($185mln/5), zapewniając zarobki na przestrzeni całej umowy na poziomie 21-22% salary cap. Przypomnijmy, że max w przypadku zawodnika z takim stażem wynosi 25%, a kwalifikując się do Reguły Rose’a można otrzymać nawet 30%. Tak więc Rockets mają obu swoich gwiazdorów poniżej maxa, zyskując niezwykle przydatną elastyczność do zatrzymania obok nich innych młodych zawodników. Wcześniej tego lata dogadali się także z zastrzeżonym Tarim Easonem, dając mu bardzo rozsądnie wyglądający kontrakt ($81.5mln/5). W efekcie, gdy za rok umowa Thompsona wejdzie w życie, łącznie zarobki jego, Senguna i Easona będą stanowiły tylko nieco ponad 50% salary cap. Trzech graczy w cenie dwóch maksymalnych kontraktów. Dodajmy do tego jeszcze Jabariego Smitha, który rok temu otrzymał przedłużenie ($122mln/5) i mamy czterech graczy rotacji, w tym dwóch gwiazdorów, zajmujących około 63% salary cap. To się właśnie nazywa rozsądne zarządzanie budżetem drużyny.
Sytuacja jest znacznie trudniejsza, gdy wydaje się już 30% na swojego gwiazdora, a dwóch kolejnych graczy oczekuje dużych wypłat. Z tym właśnie mierzą się Detroit Pistons. Jalen Duren rok temu nie wziął przedłużenia, stawiając na siebie i rozegrał fantastyczny sezon, mocno podbijając swoje notowania. Sezon na miarę max-playera, ale playoffy bardzo mu nie wyszły, a Pistons bardzo chcą wymusić jak najkorzystniejsze dla siebie warunki, dlatego cały czas nie mogą dojść do porozumienia. Trajan Langdon próbuje zrobić to, co udało się Rafaelowi Stone’owi w Houston i zatrzymać młodych gwiazdorów poniżej maksymalnej wartości. Najpierw Durena, a następnie Ausara Thompsona. Ale gracze Rockets jeszcze nie byli All-Starami, gdy podpisywali umowy, a JD ma za sobą sezon na poziomie All-NBA. To wszystko stawia Pistons przed ogromnym dylematem, bo chcą zatrzymać ten trzon, ale długofalowo nie mogą sobie pozwolić, żeby wydawać 80% salary cap tylko na trójkę zawodników. Zobaczymy, na czym ostatecznie stanie w sprawie Durena, ale to niezwykle długie przeciąganie liny nie wróży dobrze w kontekście negocjacji z Ausarem.
Spójrzmy na sytuację pozostałych najlepszych graczy z draftu 2023 w kontekście ich przedłużeń.
Brandon Miller (#2) – ma za sobą bardzo udany sezon, w którym poprawił efektywność będąc najlepszym strzelcem Charlotte Hornets (20.2) i pomógł im zanotować pierwszy od bardzo dawna dodatni bilans. Po odejściu LaMelo Balla nie tylko otwiera się dla niego szansa przejęcia większej roli, ale i oczekiwanie, że stanie się prawdziwym gwiazdorem. Teoretycznie będzie miał sprzyjające warunki, żeby zapracować na max-kontrakt. Ale obecnie raczej go nie otrzyma. Hornets dopiero co przehandlowali wielki kontrakt Balla, więc pewnie będzie zależało im na ustawianiu się w jak najlepszej finansowej sytuacji na przyszłość.
Scoot Henderson (#3) – po trzech sezonach jest bustem. Nie spełnił ogromnych oczekiwań (choć w ostatnich playoffach miał obiecujący przebłysk), dlatego nie ma co liczyć na przedłużenie. Musi dopiero zapracować na nowy kontrakt i potwierdzić swoją wartość, choć w tym zatłoczonym backcourcie w Portland może być mu trudno się przebić.
Anthony Black (#6) – w zeszłym sezonie poczynił duży progres, przestając być tylko defensorem, czym mocno podbił swoje notowania, ale Orlando Magic mają już czterech zawodników z pensją przekraczającą $30mln, więc właściwie nie są w stanie dodać kolejnego dużego kontraktu. Teoretycznie mogą, ale będzie oznaczało to drugi apron i wysoki podatek. Dlatego ostatecznie będą musieli wybrać i pozbyć się któregoś z tych najdroższych graczy, jeśli będą chcieli zatrzymać Blacka.
Bilal Coulibaly (#7) – Washington Wizards mocno na niego stawiali i miał dobre momenty, ale ciągle nie nauczył się rzucać (31% za trzy w karierze), więc pozostaje głównie obiecującym defensorem. Po dodaniu Trae Younga i Anthony’ego Davisa Wizards muszą uważnie liczyć swoje wydatki, ale skoro zainwestowali w Younga, mogą też zapłacić młodemu Francuzowi, który był pierwszym zawodnikiem wybranym w drafcie przez obecny management.
Cason Wallace (#10) – jest mistrzem i jednym z najlepszych obwodowych defensorów NBA. Elitarny 3-and-D zadaniowiec z upsidem. Będzie oczekiwał wypłaty odpowiadającej jego wartości dla kontendera. Oklahoma City Thunder teraz mocno ograniczyli koszty podatku, zeszli poniżej drugiego apronu i otworzyli więcej miejsca dla Wallace’a oddając Lu Dorta, wszystko więc wskazuje, że zamierzają go zatrzymać. To jednak będzie bardzo kosztowne nawet przy niewygórowanych finansowych oczekiwaniach Wallace’a.
Keyonte George (#16) – rozegrał przełomowy sezon, stając się drugą gwiazdą drużyny, ale nie jest już drugim najlepszym zawodnikiem Utah Jazz, ponieważ w międzyczasie pozyskali Jarena Jacksona Jr., a też przestał być ich najbardziej obiecującym guardem, ponieważ z dwójką w drafcie wybrali Darryna Petersona. George nadal może być jednym z kluczowych elementów przyszłości, ale Jazz wcześniej pewnie będą chcieli sprawdzić, jak działa ich nowy backcourt, a także upewnić się co do boiskowej wartości Keyonte. Muszą uważać na wydatki, bo na sezon 2027/28 mają już zapisane $100mln na Lauriego Markkanena i Jacksona.
Dereck Lively II (#12) – już jako debiutant był bardzo ważnym rezerwowym finalistów. Niestety ten obiecujący początek kariery popsuły mu poważne problemy ze stopą. Przez ostatnie dwa sezony rozegrał w sumie tylko 43 mecze. Zanim zgłosi się po wypłatę, najpierw musi udowodnić, że jest w stanie utrzymać się w grze.
Jaime Jaquez Jr. (#18) – był drugim najlepszym rezerwowym zeszłego sezonu. Może stać się istotnym elementem przyszłości Milwaukee Bucks, ale wchodząc w proces przebudowy Bucks muszą zadbać o jak największe pole manewru. Dlatego raczej nie będą spieszyć się z podpisywaniem kontraktów, tylko poczekają, żeby sprawdzić skład i ocenić, kto faktycznie może przydać się na dłużej.
Brandin Podziemski (#19) – jest ważnym elementem rotacji i młodym zawodnikiem, którego Golden State Warriors bardzo potrzebują w swoim starzejącym się składzie. Ale ten skład potrzebuje także elastyczności do dalszych roszad, więc jeśli to będzie priorytetem, Podziemski będzie musiał poczekać na nową umowę. Przypomnijmy, za rok kończą się kontrakty Jimmy’ego Butlera i Draymonda Greena, a też Stephen Curry może wejść na rynek, jeśli nie podpisze przedłużenia.
Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.