
Kajzerek: Co się dzieje w Portland?
Zacznę poważnie myśleć o stworzeniu dla Blazers osobnej serii, bowiem Tom Dundon nie przestaje dostarczać, a jego bezkompromisowe podejście sprawia, że NBA drży, bo obawia się, że takich jak on może być wkrótce znacznie więcej. Tym razem nowy właściciel zespołu z Portland stara się uniknąć finansowych konsekwencji renowacji przestarzałej Moda Center. NBA od kilku już lat zgłasza swoje obawy, co do stanu hali, w jakiej Blazers rozgrywają swoje mecze. To jeden z obecnie najstarszych obiektów w lidze.
Arena jest częścią rozbudowanego kompleksu Rose Quarter w Portland. Obiekt otworzono 12 października 1995 roku. Powstał jako nowa arena dla Portland Trail Blazers, zastępując położone obok Veterans Memorial Coliseum. Decydujący głos w sprawie projektu miał zmarły przed kilkoma laty Paul Allen. Współzałożyciel Microsoftu na swój sposób troszczył się o zespół i społeczność wokół. Od początku było jasne, że jego śmierć zmieni podejście rodziny Allen i spowoduje, że pewnego dnia klub trafi w ręce nowego właściciela. Mało kto jednak przypuszczał, że ten będzie chciał przedefiniować wszystko, czym PTB do tej pory byli.
W 2013 roku Rose Garden przemianowano na Moda Center po podpisaniu umowy dotyczącej praw do nazwy z firmą Moda Health. W 2024 roku obiekt przeszedł na własność miasta Portland i to ma w tym wszystkim kluczowe znaczenie. Miasto decydując się na ten krok, siłą rzeczy wzięło na siebie kwestie związane z pogarszającym się stanem obiektu To 30-latek i w ostatnich latach coraz częściej mówi się o konieczności jego modernizacji. Obecnie trwa dyskusja nad zakresem i finansowaniem gruntownego remontu areny. Ta jednak wzbudza bardzo dużo emocji i jeśli nie zostanie rozwiązana przed końcem 2026 roku, losy Blazers w jednym z największych miast mogą stanąć pod dużym znakiem zapytania.
Poznaliście już Toma Dundona. Próbowałem charakteryzować jego arbitralne podejście do prowadzenia drużyny w poprzednich tygodniach, gdy na światło dzienne zaczęły wychodzić kolejne ciekawostki związane z całą jego filozofią cost-cutting. Nigdy wcześniej nie mieliśmy w NBA do czynienia z człowiekiem, który przejmowałby klub z tak jasno określonym planem biznesowym. Dundon musiał się spodziewać reakcji, ale przechodził przez to wcześniej, więc ma bardzo grubą skórę. Pozostaje głuchy na głosy otoczenia, które próbują wtloczyć w jego działania odrobinę “ludzkiej natury”. Potrzebuje bardzo precyzyjnego uzasadnienia, dla każdego wydanego dolara, a to powoduje, że ludzie wokół zaczynają się frustrować.
Szczerze mówiąc – nie my powinniśmy oceniać skuteczność jego działań. Owszem, są pozbawione empatii, ale musimy zrozumieć, że to jedyny system, który w przypadku biznesów Dundona się sprawdzał i któremu ten bezgranicznie ufa. Mistrzostwo zdobyte przez jego Carolina Hurricanes (NHL) utwierdziło go tylko w przekonaniu, że zastosowany model ma realne odbicie na wynikach drużyny i teraz próbuje go przełożyć na warunki NBA. W międzyczasie jednak pojawił się wątek związany z koniecznością zaplanowania konkretnych prac w związku ze stanem Moda Center. Dundon sprawia wrażenie gotowego iść na wojnę
W efekcie pojawiły się głosy, że Dundon w ten sposób chce powtórzyć manewr Claya Bennetta. Ten w 2008 roku dopiął swego i zajebał kibicom w Seattle ich ukochanych Sonics. Fani w Oregonie obawiają się podobnego scenariusza, ale mają nadzieję, że Adam Silver zainterweniuje równie skutecznie, co w 2013 David Stern, który obronił Sacramento Kings. W powstałym zamieszaniu chodzi oczywiście o pieniądze, jakich miasto nie chce na renowacje wydać i próbuje je wyłuskać od Dundona. Ten doskonale widzi, co jest grane i jest gotów cierpliwie poczekać. To klasyczne “House of Cards”, w którym każdy ma swoje lobby i będzie próbował wygrać tę sprawę czysto administracyjnie. Na razie kibice PTB nie mają powodów do poważnych obaw o losy zespołu, ale jeśli sprawa renowacji Moda Center nie rozwiąże się przed końcem 2026 roku, Dundon może stracić cierpliwość.
Podczas swojej konferencji prasowej po przejęciu zespołu Dundon powiedział, że kupił Trail Blazers, ponieważ „zadzwonili do niego i powiedzieli, że na sprzedaż jest drużyna NBA”. Nie próbował nawet sprawiać wrażenia, że łączy go z Portland jakakolwiek więź czy szczególny sentyment do miasta. Dwa miesiące później bronił swojej decyzji, by nie wykładać własnych pieniędzy na modernizację Moda Center. Tłumaczył, że „dokonuje całkiem dużej inwestycji, zostając tutaj i płacąc te podatki”. Od początku podkreślał kwestie podatkowe. Te w jego rozumieniu mają “załatwiać sprawę renowacji”, bo skoro Oregon ma tak surowe prawo – to stać go wyremontowanie areny wyłącznie ze środków publicznych.
Podejście klubu do trwających negocjacji z miastem w sprawie umowy najmu hali, które zdecydują o tym, czy Trail Blazers pozostaną długoterminowo w Portland, lokalne media określają jako „uczestnictwo z konieczności”. Rzekomo w rozmowach klub bardzo często odwołuje się do punktu porozumienia, w którym mowa o „standardzie pierwszej klasy”. Zatem PTB mogą się domagać, by zapewnić im warunki do pracy odpowiadające rosnącym potrzebom jednej z najbardziej rozwiniętych lig na świecie.
Jeszcze więcej o prawdziwych obawach nowego właściciela zdradził prezes Trail Blazers “ds. operacyjnych” – cokolwiek to oznacza – Dewayne Hankins, który podczas jednego z ostatnich posiedzeń Rady Miasta zwrócił uwagę na wysokie podatki dochodowe w Portland oraz „dzielące społeczeństwo środowisko polityczne”. Kto jednak wydaje miliardy dolarów na zakup drużyny, nie sprawdzając wcześniej podstawowych warunków prowadzenia biznesu w miejscu, do którego ją kupuje? Chyba tylko ktoś, kto od początku zakłada, że będzie tam przebywał jedynie tymczasowo. Dundon sprawia wrażenie zdeterminowanego, ale jeśli jego intencją jest odebranie miastu jej ukochanej drużyny, zostanie zmuszony, by zmierzyć się z poważnymi przeszkodami.
Na ten moment wygląda to tak, że kiedy pakiet finansowania o łącznej wartości 573 milionów dolarów zostanie ostatecznie zatwierdzony, a 20-letnia umowa najmu zostanie zawarta, to nikt nie będzie z tego powodu zadowolony. Miasto będzie miało poczucie, że uległo szantażowi, a drużyna NBA została potraktowana jako zakładnik przez jej właściciela. Z kolei Dundon będzie musiał pozostać tutaj wbrew swojej woli. Kibice Trail Blazers zachowają swoją drużynę, ale nadal będzie ona należała do tego samego właściciela. Nie ma bowiem wielkich szansa na to, że przenosiny zespołu uzyskają zgodę zarządu ligi, w tym samego komisarza Adama Silvera.
Z informacji, do jakich udało mi się dogrzebać, 12-osobowa Rada Miasta Portland od dawna uważana jest za zbyt niesprawną i ideologicznie podzieloną. Jedno wydaje się pewne – każdy z radnych ma już dość praktyk Toma Dundona i tęskni za entuzjazmem, z jakim do Klubu zawsze podchodził Paul Allen. Za entuzjazmem i jego pieniędzmi. Wszelkie kredyty zaufania, na jakie Dundon mógł liczyć po przejęciu klubu, dawno się już wyczerpały. Obie strony dążą do przeforsowania swojego planu. Jeden zakłada podział kosztów z uwzględnieniem wkładu z kieszeni Dundona, a drugi jego zminimalizowanie i skorzystanie ze środków miasta i stanu.
Władze stanu Oregon zatwierdziły 365 milionów dolarów na modernizację hali, ale wypłata tych środków jest uzależniona od tego, czy dołożą się również miasto Portland (120 milionów) oraz hrabstwo Multnomah (88 milionów). Jeśli któraś z tych lokalnych instytucji nie wyłoży swojej części, stanowe pieniądze przepadną z końcem 2026 roku. Rada Miasta Portland zapowiedziała, że zanim zagłosuje nad przekazaniem 120 baniek na remont, oczekuje spełnienia kilku warunków. Jednym z nich jest przedstawienie przez Trail Blazers szczegółów dotyczących tego, na co dokładnie zostaną przeznaczone pieniądze i jak mają wyglądać planowane modernizacje.
Klub nie przedstawił jednak takich planów, twierdząc, że wcześniej zawarł z miastem ustne porozumienie w sprawie zatwierdzenia finansowania. Trail Blazers uważają również, że to miasto powinno zapłacić za architekta, który pomoże przygotować projekt modernizacji należącej do niego hali. Miasto chce również, aby Trail Blazers podpisali 20-letnią umowę gwarantującą pozostanie w Portland, zobowiązali się do zatrudniania pracowników zrzeszonych w związkach zawodowych przy remoncie oraz przy obsłudze stoisk gastronomicznych podczas meczów, a także płacili 3 miliony rocznie na częściowe pokrycie podatku od nieruchomości.
Trail Blazers twierdzą, że dwa ostatnie warunki są dla nich nie do zaakceptowania. Warto przy tym zaznaczyć, że miasto otrzymuje większość przychodów z parkingów przy hali, a od każdego sprzedanego biletu pobierana jest sześcioprocentowa opłata. Pieniądze te trafiają z powrotem na modernizację obiektu – w ubiegłym roku było to podobno około 4 milionów dolarów. Komisarze hrabstwa Multnomah zaplanowali na 6 sierpnia głosowanie w sprawie przeznaczenia 88 milionów. Następnie, 12 sierpnia, Rada Miasta Portland ma zagłosować nad przekazaniem 120 milionów dolarów, choć termin ten może zostać przesunięty w zależności od przebiegu negocjacji.
Prawdziwym terminem granicznym jest jednak koniec roku. Jeśli do tego czasu miasto i hrabstwo nie zatwierdzą swoich części finansowania, środki przyznane przez stan Oregon bezpowrotnie przepadną. To może na nowo otworzyć dyskusję o przyszłości Portland Trail Blazers…

„Ten w 2008 roku dopiął swego i zajebał kibicom w Seattle ich ukochanych Sonics”
Słowo „zajebał” wzięło z zaskoczenia :D