
Kajzerek: Drugie podejście krnąbrnego Chorwata
Opuszczał NBA mając już łatkę gracza dobrze ofensywnie skomponowanego, ale niezdyscyplinowanego, przez co trenerom bardzo trudno było mu zaufać. Wrócił do Europy bez biletu powrotnego, zupełnie jak Guerschon Yabusele. Niewielki jest odsetek zawodników, którzy decydując się na grę w Eurolidze po stincie w NBA, dostają realną szansę na to, by wrócić i stanowić realną wartość w rotacji. Yabusele – choć ponownie został zmuszony do powrotu za ocean – może stanowić blueprint, jakim podążać będą inni gracze jego pokroju. Mario Hezonja dopisuje swoje nazwisko do tej elitarnej listy i postara się pomóc Cleveland Cavaliers podnieść ten play-offowy ciężar, z jakim do tej pory sobie nie radzili.
Po sześciu sezonach spędzonych w Europie, z czego cztery ostatnie w barwach Realu Madryt, Hezonja wraca do po raz pierwszy od 2020 roku. Chorwacki skrzydłowy w ostatnich latach urósł do miana jednej z największych gwiazd Euroligi. W Ohio podpisał roczny kontrakt o wartości 2,8 miliona dolarów. To właśnie mocna reputacja w najlepszych europejskich rozgrywkach wzmocniła jego siłę negocjacyjną i otworzyła drzwi do powrotu. Chorwat trafił do ligi w drafcie 2015 roku wybrany z piątym numerem. Ostatni raz występował w NBA w sezonie 2019/20 jako zawodnik Portland Trail Blazers.
Według doniesień m.in. Shamsa Charanii z ESPN, duże zainteresowanie jego pozyskaniem wykazywali również Golden State Warriors. Klub z San Francisco miał być jednym z najpoważniejszych kandydatów do zakontraktowania skrzydłowego i wydaje się, że całą operację wstrzymywała decyzja LeBrona Jamesa, bowiem wiązała się z konkretnymi finansowymi zobowiązaniami. Po nieudanym pierwszym etapie kariery w NBA, Hezonja odbudował swoją pozycję w rozgrywkach europejskich. Z Realem Madryt odnosił sukcesy na krajowym i międzynarodowym podwórku, stając się jednym z czołowych zawodników Euroligi i już teraz słychać głosy, że jego talentu będzie na parkietach Starego Kontynentu bardzo brakować.
30-letni Chorwat jest w swoim primie, więc w sposób naturalny otrzyma kolejną szansę w najlepszej lidze świata i po sześciu latach przerwy spróbuje przedstawić się nam raz jeszcze, już jako zupełnie nowa postać. Jak to wyglądało wcześniej? Przebojowy Hezonja był jednym z najbardziej utalentowanych młodych graczy swojego pokolenia. Wróżono mu wiele rzeczy, ale już wtedy przestrzegano przed jego bałkańskim charakterem. Nie lubił kompromisów, przez to miał problem ze zbudowaniem pozycji lidera. Sprawiał wrażenie kogoś tak mocno przekonanego w swój talent i możliwości, że uwierzył we wszystko, co mu obiecywano. Jak w wielu takich przypadkach, bardzo szybko został sprowadzony na ziemię i jako młody chłopak – nieprzygotowany na taki scenariusz, nie do końca wiedział, jak sobie z tym poradzić.
W trakcie swojego pobytu w Orlando miał problem z regularną grą. Poza tym bardzo często był odsyłany na ławkę za każdy najmniejszy błąd, co mogło wpłynąć na jego pewność siebie. Według niektórych głosów – nie dostał w Orlando odpowiedniego wsparcia, by faktycznie rozwinąć skrzydła. Mogła na to wpływać również jego zarozumiałość i trudny do okiełznania charakter. Poza tym miał problemy z grą na koźle. Wielokrotnie tracił piłkę w łatwy sposób i często powtarzano, że jego ball-handling mógłby być na znacznie lepszym poziomie. Z czasem zaczęło mu brakować argumentów. Był przebojowy i miał w sobie dużo niespożytej energii, ale nie potrafił stworzyć przewagi na koźle; w obronie był co najwyżej solidny; nie trafiał na skuteczności, która sprawiałaby rywalowi konkretny problem.
Patrząc na to, w jaki sposób chciał grać w koszykówkę i jak w jego mniemaniu miało być zbudowane wokół niego otoczenie, trudno było się oprzeć wrażeniu, że chce być numerem jeden w rotacji. Jednak problem polegał na tym, że praktycznie w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła – poza atletyzmem – prezentował poziom poniżej ligowej średniej. Z tego powodu nie potrafił odnaleźć się jako zadaniowiec. Gdy nie udało mu się rozwinąć w prawdziwą gwiazdę, jego kariera stopniowo wyhamowała i został zmuszony do jej zrestartowania. Nie miał jednak żadnej gwarancji i wówczas powiedział….
– Nigdy więcej nie zagram w NBA. Nie otrzymałem szacunku, na jaki zasługiwałem. Poza tym moim zdaniem NBA jest dziś bardziej widowiskiem niż sportową rywalizacją.
Młody chłopak, sfrustrowany niepowodzeniem. Palnął bez pomyślunku, bo wyszedł z założenia, że spalone mosty wcale mu nie zaszkodzą. Opuszczał Stany rozgoryczony, a w NBA nikt za nim nie tęsknił, co musiało pogłębiać uczucie zmęczenia tym okresem w karierze. Ta wypowiedź ostatecznie Mario w żaden sposób nie zaszkodziła. Owszem zostawiła nieprzyjemny ślad, który zapewne wróci przy pierwszym spotkaniu z dziennikarzami NBA, ale nie stanowi komplikacji. To w gruncie rzeczy będzie interesujące – doświadczenie Hezonji raz jeszcze. Czy ciągle będzie tym narwanym młodzieniaszkiem, który zapominał pomyśleć, zanim otworzył buzię? A może jest już dojrzałym koszykarzem, który nauczył się swój przekaz odpowiednio filtrować, by nie wpaść w kolejne tarapaty?
Za nim naprawdę udany okres w Europie. Opuszczając NBA trafił do Panathiniakosu. Dołączył do zespołu w trakcie sezonu. Nie potrzebował jednak długiego okresu adaptacji. W ośmiu meczach Euroligi notował na swoje konto średnio 14,4 punktu, 2,5 zbiórki i 1,3 asysty. Trafiał 46,3% rzutów za dwa, 36,6% za trzy oraz aż 84,2% rzutów wolnych. Udany start pozwolił mu nabrać pewności siebie. Debiutował w greckim klubie przeciwko FC Barcelonie, czyli drużynie, w jakiej występował przed wylotem do USA. Wkrótce urósł do roli gwiazdy greckiej ligi i sięgnął z drużyną po puchar kraju. Te kilka miesięcy podziałały jak machnięcie magicznej różdżki.
Przenosząc się do Kazania nie był już graczem, który musi ponownie potwierdzić swoją wartość. Tam traktowali go jak gotowy projekt, który wdrożą do systemu w charakterze jednostki centralnej. Hezonja nie tylko się sprawdził, ale bardzo szybko zyskał duże zaufanie. W 25 meczach Euroligi grał średnio prawie 29,6 minuty, zdobywając 14,2 punktu, 6,1 zbiórki i 1,8 asysty. Trafiał 44,7% rzutów z gry i 34,9% za trzy. Jeszcze bardziej imponująco wyglądał w VTB United League – w 20 spotkaniach notował 18,1 punktu, 7 zbiórek i 3,5 asysty. Podczas pobytu w Grecji był wolnym strzelcem, rzadziej odpowiedzialnym za kreowanie gry. Natomiast w Kazaniu odpowiedzialność za kolektyw była znacznie większa. Grał u boku m.in. Johna Browna, Lorenzo Browna czy Isaiah Canaana.
Fakt, że poradził sobie z postawionymi przed nim wymaganiami sprawił, że po ataku Rosji na Ukrainę zmienił miejsce zameldowania i kolejnych kilka lat spędził w Madrycie, gdzie stał się prawdziwą gwiazdą. W pierwszym sezonie zdobył Euroligę po pokonaniu w finale Olympiakosu. Przesuwany na pozycję power-forwarda, zaczął stanowić dla sztabu konkretną wartość jako gracz wyciągający spod kosza rywali i mający w repertuarze powtarzalny rzut za trzy punkty. Sezon 2023/24 zakończył w drugiej najlepszej piątce Euroligi. Real sięgnął po mistrzostwo Hiszpanii i rok później – z Hezonją już w pozycji lidera składu – ten sukces powtórzył. Ostatni sezon był pod kątem osiągnięć indywidualnych zdecydowanie najlepszy dla zawodnika. Został wybrany MVP sezonu zasadniczego ACB i w 31 meczach zdobywał średnio około 17,5 punktu, 4,9 zbiórki i 1,9 asysty, trafiając 58% rzutów za dwa i 37% za trzy.
Powinniśmy być bardzo ciekawi, jak te doświadczenia przełożą się na jego grę w NBA, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że zobaczymy zupełnie innego gracza, niż ten, jakiego zapamiętaliśmy z ostatniego okresu w Portland. Cavs nie podejmują w tym wypadku żadnego ryzyka. Dają szansę koszykarzowi, który ma potencjał na to, by zarządzać drugim garniturem zespołu trenera Kenny’ego Atkinsona. Postać head-coacha Cavs to również ważny element w tej układance. Atkinson nie da sobie wejść na głowę i może tak szybko odesłać Chorwata z powrotem, jak szybko dogadane zostały warunki porozumienia.

Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.