Kajzerek: 53 lata – kiedy Knicks byli najbliżej?

Kajzerek: 53 lata – kiedy Knicks byli najbliżej?

Mekka koszykówki to nie New York Knicks, ale nie da się zaprzeczyć, że są częścią tej kultury i jesli w Rucker Parku spotkasz ballerów, to najczęściej będą nosić koszulki tutejszych legend. To w jaki sposób Nowy Jork świętował sukces swoich nowych bohaterów pokazuje, w jak wielu sercach są prawdziwi Knicerbockers – oddający charakter tego wyjątkowego miasta. Oczywiście Ci, którzy przez tyle lat czekali będą się separować od tych, którzy wyłącznie dołączyli do nowej mody, niemniej Knicks znów przypomnieli o tym, jak wiele mogą dla ludzi znaczyć, gdy tylko stoi za nimi sukces. 

Mimo wszystko Madison Square Garden nigdy nie pustoszało. Nawet w momentach, w których Knicks sami sabotowali swoje działania, nadal mogli liczyć na to, że trybuny tej legendarnej areny będą wypełnione, bo Knicks byli pewnego rodzaju symbolem. W przekroju tych 53 lat oczekiwania na trzecie mistrzostwo w historii, kilka drużyn podejmowało próby. Na ich czele stały prawdziwe legendy, wspominane w Nowym Jorku do tej pory. Zobaczmy sezony, w których ekipa z Manhattanu była o krok… 

Finały 1994

Do tej pory, wśród dziennikarzy pamiętających dobrze tamte finały panuje przekonanie, że poziom rywalizacji niemalże nigdy nie był aż tak wyrównany. Seria siedmiu meczów wydaje się wystarczającym argumentem, ale gdy wracam do tych finałów w tekstach bardzo dobrych autorów, w stosowanych przez nich formach wyrazu bardzo wyraźnie podkreślano, że wówczas New York Knicks byli naprawdę blisko. 

Z jednej strony ikoniczni teraz Patrick Ewing, John Starks, Charles Oakley, Anthony Mason, Greg Anthony i Charles Smith. Z drugiej strony z kolei naszpikowani Houston Rockets – zespół o innym charakterze, lecz z potężną siłą rażenia. Prowadzeni przez trenera Rudy’ego Tomjanovicha oraz jednego z najwybitniejszych środkowych w historii – Hakeema Olajuwona, a także z Kennym Smithem, Otisem Thorpem, Mario Eliem, Carlem Herrerą i bardzo młodym Robertem Horrym w składzie, mieli tylko jeden cel. To wizja i twarda ręka Tomjanovicha sprawiała, że to wszystko nabierało sensu.

Rockets musieli dosłownie wywalczyć drogę przez niezwykle wymagającą Konferencję Zachodnią, której drużyny wyczuły swoją szansę po odejściu Michaela Jordana. Kilka wściekłych rottweilerów rzuciło się na kawałek mięsa zostawionego po mistrzowskich Bulls. Sam finał NBA w 1994 roku był prawdziwą wojną na wyniszczenie. Seria była brutalna, fizyczna i momentami przypominała piaskownice, ale każdy mecz dostarczał ogromnych emocji. Żadne spotkanie nie zakończyło się różnicą większą niż osiem punktów, a żadna z drużyn ani razu nie przekroczyła bariery 100 zdobytych punktów.

Szósty mecz zakończył się zwycięstwem Rockets, choć Knicks byli o włos od wygranej. To wtedy Olajuwon popisał się kluczowym blokiem na Starksie. O tej akcji będą przez kolejne dekady mówiły pokolenia… Był to bez wątpienia jeden z momentów, który całą serię zdefiniował. Starks w siódmym meczu tamtych finałów był 2/18 z gry i 0/11 za trzy. Jego zespół przegrał ten mecz zaledwie sześcioma punktami, więc możemy sobie tylko wyobrazić, co lider ofensywy drużyny Pata Rileya musiał przeżywać, gdy zdał sobie sprawę. 

Wtedy Knicks byli w trakcie tych 53 lat zdecydowanie najbliżej. Z perspektywy czasu nie mogą jednak mówić o braku szczęścia. Przegrali w detalach; pojedynczych akcjach. To frustrujące doświadczenie poniekąd zbudowało charakter drużyny – zawsze skupionej na kultywowaniu reżimu ciężkiej pracy. Właśnie tego oczekiwało od nich miasto. To nie miał być showtime z LA, czy teatr, jakim stali się Bulls Jordana. Knicks mieli wygrać siłą i wolą walki, czyli odbiciem nowojorskiej społeczności. 

Niestety, finały z 1994 roku są dziś najczęściej wspominane nie z powodu samej rywalizacji, lecz przez słynny pościg za białym Fordem Bronco z udziałem O.J. Simpsona po autostradach Los Angeles. Transmisja z decydującego meczu została wówczas przerwana, aby pokazać wydarzenia związane z pościgiem. To jeden z najbardziej niezwykłych i jednocześnie najbardziej pechowych momentów w historii NBA. Wydarzenie spoza sportu całkowicie przyćmiło jedną z najbardziej zaciętych serii finałowych w historii ligi.

Finały 1999

Sześć lat później Knicks wrócili do gry o mistrzostwo. Wówczas kibice w Big Apple nie mogli się spodziewać, że na kolejną taką okazję będą musieli czekać 26 lat. W międzyczasie przez MSG przetoczyli się gracze pokroju Stephona Marbury’ego, Amare’a Stoudemire’a czy Carmelo Anthony’ego. W 1999 Knicks trafili na San Antonio Spurs, którzy dopiero co otwierali swój nowy rozdział z Timem Duncanem jako kręgosłupem całego organizmu skrupulatnie składanego przez Popovicha i Buforda. Z uwagi na przedłużający się lockout, NBA stanęła wówczas przed karkołomnym zadaniem rozłożenia kalendarza na 50 meczów dla każdej z drużyn w zaledwie 90 dni. 

Nie było mimo wszystko wątpliwości, że w wielkim finale zagrali ci, którzy najbardziej na to zasłużyli, choć Knicks sezon zakończyli na 8. miejscu w tabeli. Jeff Van Gundy zdołał zaskoczyć rywali defensywną intensywnością, która stała się znakiem rozpoznawczym tamtych Knicks. Zbudowani wokół skrzydłowych Allana Houstona i Latrella Sprewella, na pozycji rozgrywającego minutami dzielili się Charlie Ward i Chris Childs, pod koszem siłę zapewniali Larry Johnson oraz Kurt Thomas, a w środku Patrick Ewing, którego zmiennikiem był młody, świeżo pozyskany Marcus Camby.

W pierwszej rundzie play-off potrzebowali pięciu meczów, by wyeliminować Miami Heat, następnie bez straty spotkania rozprawił się z Atlantą Hawks, a w finale Konferencji rozegrali wyczerpująco serię z Indianą Pacers. Długa rywalizacja kosztowała Knicks sporo sił, ale jeszcze większym problemem okazały się kontuzje – zerwane ścięgno Achillesa Patricka Ewinga oraz skręcenie więzadła w kolanie Larry’ego Johnsona. Do tej pory wracają dyskusję, co by było gdyby. Spurs rozpoczęli finały od dwóch pewnych zwycięstw różnicą 12 i 13 punktów.

Knicks łącznie w pierwszych dwóch meczach zdobyli 144 punkty. Po przenosinach serii do Nowego Jorku chcieli nawiązać do formy, jaką prezentowali w poprzednich rundach. Allan Houston i Latrell Sprewell zdobyli razem 58 punktów i Knicks złapali kontakt. Jednak czwarte spotkanie padło łupem San Antonio, którego wszyscy zawodnicy pierwszej piątki zakończyli mecz z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Piąty mecz okazał się najlepszym w całej serii. Zespoły 12 razy doprowadzały do remisu. Ostatnia zmiana prowadzenia nastąpiła po rzucie Larry’ego Johnsona z linii końcowej na niecałą minutę przed końcem. 

Ostatecznie pierwszy w historii zespół rozstawiony z numerem ósmym, który awansował do finałów NBA, nie zdołał zostać pierwszą drużyną w historii finałów, która odrobiłaby straty z wyniku 1:3. Dla San Antonio było to pierwsze mistrzostwo NBA. Później Spurs sięgnęli po kolejne tytuły w latach 2003, 2005, 2007 i 2014.

Finał konferencji 2025

Seria z Indianą Pacers bez wątpienia posłużyła New York Knicks jako podwaliny pod mistrzowski sezon 2025/26 z Mikem Brownem na czele. Obrona Toma Thibodeau nie była w stanie zniwelować efektu Tyrese’a Haliburtona i również to przyczyniło się do zwolnienia szkoleniowca. Knicks od ponad dwóch dekad nie byli tak blisko, ale to nie wystarczyło, by uratować posadę pierwszego szkoleniowca. Po wyeliminowaniu Detroit Pistons w pierwszej rundzie oraz obrońców tytułu z Bostonu w półfinale konferencji, Knicks trafili na Pacers. Kibicom przypomniały się więc legendarne starcia Patricka Ewinga z Reggim Millerem z lat 90. 

Tym razem bohaterowie nie byli tak charyzmatyczni, ale seria na tym nie ucierpiała. W pierwszym meczu Pacers wrócili z -9 na niecałą minutę przed końcem czwartej kwarty i wygrali w dogrywce. Z perspektywy całej serii to decydujące starcie. Knicks dostali wówczas prawego sierpowego, po którym długo się zbierali. W czwartym meczu Haliburton po znakomitym występie dał Pacers prowadzenie 3-1. Brunson i spółka złapali kontakt w piątym meczu serii, ale w szóstym Pacers wygrali 125:108 i dali rywalowi lekcję, która 12 miesięcy później okazała się bardzo przydatna. 

Panowało przekonanie, że Thibs powinien dostać drugą szansę. W Nowym Jorku uznali, że rotacja potrzebuje świeżego podejścia. W efekcie podjęli jedną z najlepszych decyzji w historii klubu. 

Dyskusja 6G

Komentarze 2

Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.

PeLe08.07.2026, 09:14

Hehehe, jak zwycięstwa determinuje narrację. Dzisiaj wiadomo, że zatrudnienie Browna to „jedna z najlepszych decyzji w historii klubu”, ale taką na pewno nie była ani w RS, ani w p-o na wschodzie.

Nie chcę nikomu umniejszać zasług, tylko zwrócić uwagę na oczywisty mechanizm :)

dwinch08.07.2026, 10:32

Historie pisza zwyciezcy. Doc na jednym mistrzostwie z BOS leci cala kariere i robi za top 10 all time.

Szósty Gracz na bieżąco

Włączyć powiadomienia?

Damy Ci znać o nowych tekstach, podcastach i materiałach 6G. Po kliknięciu potwierdź zgodę w oknie swojego urządzenia.

Możesz zmienić decyzję w sekcji „Powiadomienia 6G” w stopce.