
Kajzerek: Zawiłe losy Tiago Splittera
Zdecydowanie jedna z moich ulubionych historii ostatnich kilku miesięcy. Gdy otworzyła się przed nim szansa, nie wahał się ani minuty i obiektywnie wykonał w Portland bardzo dobrą pracę. Biorąc pod uwagę okoliczności; biorąc pod uwagę oczekiwania – można zaryzykować stwierdzeniem, że Tiago Splitter zostawił dla tej drużyny wszystko, co na tamten moment miał. Teraz jest znacznie bogatszy w wiedzę, doświadczenie i przede wszystkim emocje, jakimi trzeba na przestrzeni całego sezonu zarządzać. Swoją rzetelną pracą otworzył sobie zupełnie nową szansę i miał pełne prawo, by z niej skorzystać. Wiele wskazuje na to, że w Portland nie okazano mu należytego szacunku, więc bez żalu wybrał miejsce, w którym poczuł, że ma szansę stworzyć coś kompletnego.
Nie da się mimo wszystko ukryć, że to interesująca decyzja. Splitter w tym trenerskim piekiełku jest ciągle eksperymentem. Wydaje się pozbawiony nawyków, czasami zbyt naiwny w tym, jak swoje środowisko postrzega, ale przecież tak wiele na przestrzeni lat widział. To nie tak, że w Chicago nie mieli nosa do trenerów. Nawet Fred Hoiberg wydawał się interesującym kierunkiem. Jemu jednak zabrakło charyzmy niezbędnej do poradzenia sobie z przerośniętym ego gości, którzy nie mają 19 lat i w gruncie rzeczy niczego już ich nie nauczysz.
Problem tkwił gdzie indziej i o tym w gruncie rzeczy już tutaj rozmawialiśmy. Bryson Graham ma kredyt zaufania i wydaje się, że ma na tyle dużo kompetencji, by podejmować decyzje nie tylko w oparciu o swój instynkt. Nowy sternik drużyny z miasta, gdzie wieje jak cholera, dostrzegł w Splitterze partnera, a taki przecież na początku tej drogi bardzo mu się przyda. To oni będą „twarzą” nowego projektu. Wybór Splittera może być również sygnałem, że Graham do kwestii ustalania standardów chce podejść stopniowo, bez zalewania struktur gotową wizją – jedyną słuszną.
Splitter zdecydował, że postawi na samego siebie. Zapewne doskonale wie, że jeśli mu się nie powiedzie, może drugiej szansy w NBA nie dostać. Warstwę merytoryczną ma jednak bardzo solidną. Przemknijmy szybko przez jego karierę, zarówno w charakterze zawodnika, jak i trenera. Wysoki i utalentowany Brazylijczyk był uznawany za jednego z najlepszych zawodników w Europie. Zdobył cztery złote medale z reprezentacją swojego kraju na turniejach międzynarodowych, trzykrotnie z rzędu trafiał do najlepszej piątki Euroligi jako zawodnik Baskonii, był dwukrotnym mistrzem ligi, dziewięciokrotnym zwycięzcą różnych rozgrywek pucharowych, MVP ligi oraz MVP finałów.
Wkrótce miał także zostać pierwszym Brazylijczykiem, który zdobył mistrzostwo NBA, choć nie jest to historia jak z bajki. Owszem, wychodził w pierwszym składzie w finałach 2014, gdy Spurs zrewanżowali się Miami Heat, ale wiele go to kosztowało. Nie był spektakularnym atletą, nadrabiał zaangażowaniem, twardą obroną i mądrym poruszaniem się bez piłki. W systemie Spurs był zawodnikiem, którego łatwo było przeoczyć – tylko raz w karierze notował średnio dwucyfrową liczbę punktów. Miał jedną bardzo istotną z perspektywy sztabu zaletę – był bardzo szanowany przez kolegów z szatni, a to ułatwiło Popovichowi znalezienie dla niego określonej roli.
Niestety po mistrzostwie w 2014 roku jego karierę zaczęły niszczyć kontuzje. Problemy z łydką przerodziły się w poważne kłopoty z biodrem, które ostatecznie doprowadziły do konieczności wszczepienia protezy – co uczyniło go pierwszym zawodnikiem NBA z takim zabiegiem.
– Nikt nie wie, co dzieje się w twoim ciele. Nikt nie widzi, że cierpisz. Następnego dnia w gazetach piszą tylko: ‘Splitter zagrał słabo’. Więc bierzesz leki, zastrzyki i próbujesz grać najlepiej, jak możesz – wspominał tamten okres.
Droga do NBA zaczęła się wcześnie – w wieku 14 lat miał już 201 cm wzrostu. Podczas turnieju U16 w Chile zwrócił na siebie uwagę skautów. Otrzymał ofertę 10-letniego kontraktu w Hiszpanii (z klauzulą wykupu do NBA), dzięki czemu już jako 15-latek grał zawodowo. W 2014 roku Saski Baskonia zastrzegła jego numer koszulki, doceniając dekadę występów w klubie. W 2015 roku Spurs oddali go do Atlanta Hawks, aby zrobić miejsce w budżecie na transfer LaMarcusa Aldridge’a. W Atlancie jego problemy zdrowotne tylko się pogłębiły. Po ponad roku rehabilitacji rozegrał jeszcze osiem meczów dla Philadelphia 76ers w sezonie 2016/17. Jednak kolejne urazy (w tym zerwany mięsień dwugłowy uda) oraz konieczność drugiej operacji biodra zakończyły jego karierę.
Po zakończeniu tego etapu, Splitter rozpoczął pracę jako skaut w Brooklyn Nets, a później pracował także w Houston Rockets, we Francji i ostatnio w Portland Trail Blazers. Ten ostatni etap nabrał niespodziewanego obrotu w drugiej połowie października 2025 roku. Jak grom z jasnego nieba spadły na Blazers wieści o aresztowaniu Chaunceya Billupsa. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej szkoleniowiec podpisał z zespołem przedłużenie kontraktu. Wszystko wskazywało na to, że pokieruje drużyną w okresie intensywnej przebudowy i pomoże rozwinąć talent młodszej grupy zawodników.
I wtedy i teraz, gdy mamy już konkretną perspektywę – nie było lepszego wyboru, niż powierzenie drużyny Splitterowi. Poprowadził Blazers do bilansu 42–39 jako tymczasowy trener. Podniósł poziom zespołu opierając grę ofensywną na częstych wejściach pod kosz lidera drużyny – Deniego Avdiji oraz kładąc duży nacisk na zbiórki, bowiem miał konkretnego sojusznika w postaci dobrze pracującego Donovana Clingana. Osoby znające warsztat Splittera twierdzą, że najważniejszą cechą na całej jego drodze – od skauta po trenera głównego – jest podejście do rozwoju zawodników. Potrafi maksymalnie wykorzystać potencjał graczy i w ten sposób jego zespół rósł jako kolektyw.
W Brooklyn Nets, gdzie zaczynał jako asystent trenera, szczególnie wspierał rozwój Jarretta Allena. Z kolei w Houston Rockets, pracując w sztabie Ime Udoka, był bardzo bezpośredni i szczery w pracy z Alperenem Sengunem. Mamy zatem dwa udokumentowane przykłady zawodników, którzy bardzo dużo zyskali na współpracy z trenerem. To z pewnością miało duży wpływ na decyzję Brysona Grahama, bowiem ten zdaje sobie sprawę, że w Chicago o regularne wygrywanie i dołączenie do walki z czołówką konferencji będą musieli zadbać zawodnicy wychowani w systemie, niekoniecznie gwiazdy ściągane w okienkach.
– Myślę, że pierwszą rzeczą, którą trzeba zrobić, jest nawiązanie relacji – powiedział Splitter o swoim podejściu do rozwoju zawodników. – Tak naprawdę już to zacząłem. Spotkałem się dziś rano z kilkoma graczami, piszę wiadomości, dzwonię. To jest fundament wszystkiego, co robisz, zwłaszcza na tym poziomie. Jeśli tego nie masz, bardzo trudno jest wymagać i sprawić, żeby zawodnicy cię szanowali. Podstawą jest więc budowanie relacji z graczami na różne sposoby. Pokolenia się zmieniają i trzeba się do tego dostosować, ale to jest pierwsza rzecz, którą musisz zrobić. To jeden z filarów koszykówki – jedność. […] – Musisz dostosować swój system do zawodników, których masz – tak jest w każdej drużynie. Oczywiście mam swoją wizję i styl gry, ale jednocześnie trzeba odkrywać to, w czym zawodnicy są najlepsi – dodał.
Dla szkoleniowca to zupełnie nowe okoliczności. W końcu znalazł się w sytuacji, w której ma zdecydowanie większą kontrolę i nie musi gasić pożarów. Zyskał autonomię i możliwość kształtowania składu zgodnie ze swoją filozofią. Jednocześnie stoi przed wyzwaniem zarządzania naprawdę młodą grupą zawodników. Zadbanie o to, by nie schodzili z odpowiedniej ścieżki i nigdy nie stawiali siebie przed drużyną, może okazać się dla Splittera i jego sztabu środkiem do osiągnięcia celu.
Wydaje się, że na samym początku tej drogi nie będą na nim ciążyć ogromne oczekiwania dotyczące wyników. Tak było jednak zawsze. Drużyna nie będzie oceniana przez pryzmat zwycięstw, lecz rozwoju. Rzekomo trenerowi szczególnie zależy na wykorzystaniu potencjału Matasa Buzelisa. Można się tutaj doszukiwać podobieństw do sytuacji Alperena Senguna i jeśli w tym przypadku szkoleniowiec również przyczyni się do takiego progresu, to w Chicago dostaną dokładnie to, na co liczyli. Splitter ma rozwijać nie tylko zespół, ale też samego siebie – rosnąc razem z grupą, która na razie jest jeszcze kilka sezonów od walki w play-offach. Doskonale wie, na co się pisze.

Dyskusja 6G
Komentarze 0
Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.
Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.