
Flesz: Jak uratować karierę Wembanyamy – mój pomysł
Każdy ma dziś pomysł na to jak uratować karierę Victora Wembanyamy. Jeżeli nie masz, to szybko dołącz do nas. Ziemia jest naprawdę w zagrożeniu.
Fox Sports Guy już go zdemaskował. ESPN Guy wysłał mu ostrzeżenie. Bez nas – bez naszego dobrego uczynku – mnisi, sztab szkoleniowy Spurs i profesjonalni indywidualni trenerzy mogą nie poradzić sobie z tym, jak z mierzącego 224 cm wzrostu, z kozłującego jak guard centra – centra poruszającego się jak niski skrzydłowy – jak zrobić z niego najlepszego gracza w lidze.
Jego warunki i umiejętności przecież tylko przeszkadzają – nie pomagają. Bill Guy dopiero co nazwał „katastrofą dla sprzedawania go jako twarzy ligi” finały Wembanyamy z Knicks – finały na średnio 26 punktów, 11 zbiórek, 3 asysty, 4 bloki i jeden przechwyt w wieku 22 lat.
Absolutnie przerażony tym wszystkim spędziłem trochę czasu dziś, by zrobić swoje. Tyle ile mogę. Pomóc. Spróbować. I szukając, tylko przypomniałem sobie „Ha ha” Seana Elliotta, na swój sposób opluwającego się po akcjach, w których nikt nie mógł nic zrobić. Dziś, słuchając opinii po finałach, można w to nie uwierzyć, ale był czas, gdy my nie mogliśmy uwierzyć w co oglądamy.
Nikt jak Elliott, komentator lokalnych meczów Spurs, nie potrafi zobrazować jednym „ha ha” tej irytującej wyższości, czy to „Beautiful Game” Spurs sprzed dziesięciu lat, czy Tima Duncana rzutem o deskę uspokajającego kogoś, kto fika mu przed twarzą. Najgorsze, że zwykle ma rację. Czy czasem też generalnie chodzi o pojedynczych graczy Spurs, jak Diaw, jak Kawhi, będących o kilka lig wyżej nad prawdopodobnie nie tyle co tylko naszą ligą, co dwoma ostatnimi milionami lat rozwoju ziemi. Sean – sprawdziłem, wysłuchałem – nie widzi problemu, który widzą wszyscy. Ten problem to „Go to move” – trzeba Wembanyamie pomóc.
A wtedy:
„On chce być Kevinem Durantem, ale nie jest”
„Chce grać jak guard, ale nim nie jest”.
Najpopularniejszym go-to-move, sugerowanym Wembanyamie, wydaje się być ten, w którym podnosi ręce do góry i praktycznie bez wyskoku umieszcza piłkę dwoma dłońmi z góry na dół w obręczy. To nazywa się wsad, ale w jego przypadku powoduje tylko to, że wszyscy śmiejemy się jak Sean Elliott. W tym miejscu wielu się zatrzymuje.
Kłopotem, mówią, nie jest „go-to-move”, tylko to, że Mitch Johnson i Spurs nie umieją go znaleźć przy koszu. Tu temat zaczyna się rozjeżdżać we wszystkie strony.
Nagle lądujemy w taktyce. Babrzemy się w strzałkach. Nudy. Faktycznie, stara duncanowska zasłona pod koszem – archaiczne „4” stawia zasłonę „5”, które z jednej strony trumny przebiega na drugą – mogłaby często zrobić robotę. Nie musi nawet przebiegać – wrzuć mu piłkę nad obręcz. Dobrze. Ale jeśli rozszerzyć o zespół to, by Wembanyama zwyczajnie żył w polu trzech sekund, to seria z Knicks pokazała, jak odchodzenie z rogów do pola trzech sekund może zbudować mały mur na drodze jego wąskich bioder rolujących do kosza. Tu już jesteśmy głęboko – w długich zdaniach, w składzie Spurs, w payrollu, w 15 mln dolarów wyjątku mid-level. Angażujemy w to już więcej niż grę jeden na jeden – angażujemy w to 29 innych drużyn i ich graczy.
Mniej więcej w tym punkcie tracimy spory procent zaangażowanych w poszukiwanie tego-jednego ruchu dla Wembanyamy. I tak już czuliśmy, że idą z nami zajęci sprawami zdecydowanie mniejszej rangi – wrzuć mu piłkę pod kosz – zwyczajnie nie nadają się do takich wypraw.
Miesiąc po rozpoczęciu serii z Oklahomą Wembanyama stał się nawet z uwielbianego hejtowanym. Podchodzenie pod rzucających, rzucanie ludźmi o parkiet – jeszcze miał się czelność z tego śmiać i budować celne riposty w swoim drugim języku. To, że dotarł już na brzeg tego bagna nie powinno być znowu zdumiewające – musiał tu dotrzeć, wszyscy już tu są, poza Knicks, w tym roku – czekało go wylądowanie albo w „soft”, albo w „nudny”, albo w „brudny”. Coś musiał wybrać. Niektórych najwyraźniej zaskoczył tym, że zdaje sobie sprawę z tego kim jest i jak dobry jest – nie rozkochał nikogo w sobie swoją naiwnością, bo jej nie ma; jak może – ale nieco wyniosły był już od początku sezonu, czym potrafił zdenerwować i mnie. Dlatego poszedłbym właśnie za tym – starałbym się to wszystko dziś połączyć w jedno, oferując mu prawdziwy go-to-move.
Irytujący go-to-move!
Połączyłbym to, że udało się nam w maju obrzydzić Shaia i wywalić go z kolejnych wyścigów po MVP, aroganckie „ha ha” Seana Elliotta i młodą jeszcze antypatię – albo już hejt – dla Wembzkiego. Połączyłbym to dokładnie z zagraniem, które irytuje raczej nie tylko mnie – i razem stworzył kogoś wzbudzającego – raz – bardzo mieszane uczucia, ale jednak dominację. Nie wracałbym się na pewno do chęci bycia lubianym przez wszystkich.
Przejdźmy wreszcie. Czy Kevin Durant ma go-to move? Ma. Przy jego 211 cm wzrostu wystarczy mu bardzo dobry kozioł. Jego go-to, to jego hesi – nie potrzebuje nic więcej, niż przymrozić na chwilę obrońcę kozłem i wyjść w górę. Przy jego wzroście, to faktycznie może być go-to ruch – wyjść w górę i rzucić nad niższym. Trudniej jednak zrobić mu go i wyjść w górę, gdy obrońca przed nim mierzy 224 cm wzrostu i traktuje właśnie KD jako jeden ze swoich wzorów.
Wtedy z hesi przechodzi do drugiego wyjścia. Grudzień, 2024, KD vs Wem:
.
Tak.
Tak, tak, tak.
Teraz nie – to nie ma sensu, Wembanyama jest zbyt wolny, droga piłki z jego dłoni na parkiet i z powrotem jest mimo wszystko za długa. Nie nauczy się tak dobrze kozłować, a przede wszystkim nie zrobi stopu-startu tak płynnie i będzie nadziewał się na cofających przed nim obrońców.
Dobrze, więc zróbmy tak, żeby mnie na pewno, ale też nie tylko mnie wkurwić. Zróbmy tak, żeby jego „etyczne” nie było już wcale tak etyczne i żebyśmy mogli przy następnej okazji skasować go, jak Shaia za naginanie przepisów.
Pamiętasz, że raz zrobił to w Finałach – zatrzymał kozioł pięć metrów od obręczy, żeby skończyć fingerrollem przy niej.
Jeszcze raz. Jak możliwe jest pokonać pięć metrów do obręczy po zatrzymaniu kozła i zatrzymaniu się?
I to był pierwszy raz, gdy pomyślałem – tak, jestem, oddaję się, James Naismith nie miał racji, może tłuc w sosenkę, nieważne, mogę krzyczeć, że to kroki – wiem, że nie są – masz mnie. Masz mnie:
.
Ale raz zrobił to też już w preseason. Tu bonusowo Sean:
Czyli umie.
Jaki śliczny.
Bez żadnego więc – Shaq Guy poleca – dodawania 7-8 kilo, bez żadnych nudziarskich prób rzutów o deskę w grze przodem, w ogóle bez żadnego ustawiania go tyłem – nic z tych rzeczy.
Ci, którzy chcą go wrzucić w pole trzech sekund – nie ufaj im. Oni chcą go przemielić z resztą, by móc później powiedzieć: jest za słaby fizycznie. To chcą zrobić.
Zwyczajnie zróbmy więc to: jesteś Kevin, ćwicz kozioł, ćwicz rzut z kozła, ćwicz to wszystko co lubisz najbardziej robić. Rób to co czujesz, och, a kiedy będziesz w zagrożeniu – rób to, rób step-thru, wkurwiaj tych, których to irytuje. Mnie przekonałeś. Sprawiaj, że ludzie na trybunach będą pokazywać „kroki” – jak robił to jeden gość wyżej w MSG. Niech Sean Elliott zaśmiewa się „ha ha ha ha”
Zupełnie poważnie: to jest mój pomysł na go-to-move.
Pomóż nam uratować świat.

Redakcja jest on fire! Maciej bluzga, rozmowy video wyskakują jak reklamy na innych portalach, w komentarzach wzmożony ruch starej gwardii- czy to offseason?! Chwilo trwaj!
A zaraz wpadnie jeszcze bomba z mockiem Sebastiana:)
O jeżu – jak mnie na naszych gierkach jebią za step-thru….. nie przetłumaczę
Może staropolskie 'obejście’?
Pamiętam jak MJ to stosował, ale wtedy to był taki last resort jak już nie wiadomo co zrobić.
mógłbyś podesłać jakiś klip, bo tego co pamiętam to zawsze wybijał się z dwóch nóg
https://youtube.com/shorts/axYBow14Rss?is=7eEUe5gaXSMfSdNk
Faktycznie nie wybijał się najczęściej z tylko jednej nogi, albo wybijał i szybko dołączał drugą w powietrzu
Lato z Olajuwonem i będzie nie jeden go-to move ale “nowe rozdanie”.
Z Olajuwonem to już chyba trenowało dobre 29,7% zawodników NBA. I co? Jajco.
Oczywiście to jajco bardziej świadczy o 29,7% zawodników NBA, niż o Olajuwonie.