Sitarz: Rick Carlisle musi podnieść sufit Pacers

Sitarz: Rick Carlisle musi podnieść sufit Pacers

fot. AP Photo

Na ten moment typowy dla NBA zespół środka najważniejszych tabel notuje stały, acz powolny progres w stronę awansu do turnieju Play-In. Do niedawna 19. obrona NBA jest już na miejscu 13. tracąc co mecz 106 punktów na 100 posiadań. Z kolei zadomowiony na mniej więcej 15. miejscu atak przynajmniej rozpoznał problemy, których źródłem okazały się pierwsze decyzje nowego trenera.

To co już w dniu rozpoczęcia sezonu różniło Pacers Ricka Carlisle’a od Pacers Nate’a Bjorkgrena (a nawet Nate’a McMillana), a przy tym zwiastowało problemy, to wyraźnie inny pomysł na wykorzystanie najlepszego gracza zespołu, Domantasa Sabonisa. Teoretycznie atak wciąż toczył się wokół niego. Sabonis notował double-doubles. Trenerowi szybko przyszło wskazanie optymalnych ustawień. Nastąpiło logiczne, równe rozdzielenie minut pary Sabonis-Turner. Pacers stawali się niepełnoprawnym odbiciem wielu lat pracy Carlisle’a w Dallas, zespołem aspirującym do miana analitycznie poprawnej drużyny prowadzonej w ataku pozycyjnym przez guardów. I dokładnie to przyczyniło się do rozczarowującego startu rozgrywek.

Siłą rzeczy tam, gdzie zyskali dobry Malcolm Brogdon i najgorszy od lat Caris LeVert, Sabonis stracił. A stracił około dwóch rzutów na mecz i aż 25 kontaktów z piłką. Grywając przez podobny czas z dokładnie 97.4 tzw. touches zaliczanych w każdym meczu poprzedniego sezonu, zostało mu 88 w pierwszym tygodniu obecnego, 76 w drugim, tylko 67 w trzecim i 70 w czwartym. Przez ten czas Pacers wyróżniali się wolnym tempem gry i co więcej: powolną, przewidywalną inicjacją ofensywnych posiadań. Kolektyw powracający w liczbie 11 graczy musiał na nowo przystosować się do 30. prędkości prowadzenia ataku po zbiórce w obronie. Musiał opanować ścieżki ścięć i miejsca stawianych zasłon pamiętając o synchronizacji ruchów. Najistotniejsza zmiana całego procesu zaznaczyła się jednak w wyraźnym odsunięciu Sabonisa od gry na szczycie i na bloku.

Pacers, Carlisle i Litwin przez cały miesiąc powstrzymywali się przed możliwie najlepszym sposobem gry dla tej konfiguracji koszykarzy. Sam Sabonis częściej grał poza piłką, poszerzał parkiet, stacjonował w rogach, a na pewno w tzw. krótkich rogach tudzież dunker-spot. Z tego powodu w wielu posiadaniach pierwszym wyborem w pick-and-rollu od strony zasłaniającego stał się Myles Turner. To właśnie z nim przypadło kozłującym stworzyć wystarczająco efektywne akcje pick-and-pop. Oczywiście, Sabonis brał udział w charakterystycznych dla siebie posiadaniach, później zastąpił Turnera na ball-screens, ale nie stanowiły one niepodważalnej podstawy systemu ofensywnego. Pick-and-rolle przeistaczały się w hand-offy ze znacznie mniejszą częstotliwością. Sam skrzydłowy systematycznie przystępował do akcji dopiero w drugim, trzecim tempie, co odbijało się na efektywności jego i zespołu.

Nie wcześniej niż w piątym tygodniu sezonu nastąpił przełom. Tuż po kompromitującym występie starterów w meczu przeciwko Charlotte Hornets, w którym Carlisle posadził na ławce pierwszą piątkę po niespełna czterech minutach trzeciej kwarty przy wyniku 53-76, nadeszły łatwe zwycięstwa z New Orleans Pelicans i z Chicago Bulls, w których Sabonis grał po 24 minuty notując średnio 66 kontaktów z piłką (w przeliczeniu per-36 minut dotknąłby jej dokładnie 198 razy). Dwa kolejne mecze – ten przegrany z Lakers po dogrywce i wygrany z nieumiejącymi bronić długimi Raptors – cofnęły nas nieco do początku sezonu z zastrzeżeniem, że wbrew, moim zdaniem, wciąż niewystarczającej liczbie touches – średnio 75 w dziękczynnym dwumeczu – Pacers zaczynają rozumieć, kto powinien pełnić centralną rolę w kształtowaniu ofensywnych posiadań.

Reguła jest prosta: więcej Sabonisa w hand-offach, na zasłonach, rolującego, przekazującego piłkę w ramach pierwszego/drugiego rozegrania, ustawionego w miejscach, z których może penetrować (bo na tle kryjących go koszykarzy wyróżnia się połączeniem dynamiki z siłą), słowem: im więcej Sabonisa pod grą – tym lepiej. Rzeczywistość jest jaka jest. To najlepszy koszykarz w Indianie. Luksus dominacji pick-and-rolla elitarnym kozłującym, to rzecz odwleczona w czasie. Ani Brogdon, ani LeVert, tym bardziej McConnell, którykolwiek ze skrzydłowych, powracający T.J. Warren – nie są i nie będą warci kluczy do ataku pozycyjnego. Jako jego narzędzia – wyglądają w porządku. Jako oś, centrum – absolutnie nie.

Sama dość mocno wahająca się liczba kontaktów z piłką, stanowi połowę historii. Czas posiadania jej przez Sabonisa zmalał o ponad minutę. Carlisle zaznaczył wyraźną linię pomiędzy pomysłem własnym, a ideami Nate Bjorkgrena, który nie pomylił się w jednym: atak Pacers będzie tak dobry, jak może być sam Sabonis wspierany guardami, skrzydłowymi i Turnerem. Budowa systemu na góra dobrych, ale podatnych na kontuzje koszykarzach, jest chybionym pomysłem. Nawet jeśli dysponują większymi możliwościami w kontekście tzw. polowania na mismatche, stanowią minimalną wartość. I dokładnie to w przypadku Sabonisa i Carlisle’a okazało się problemem numer dwa. Sabonis, najefektywniejszy koszykarz Pacers w izolacjach (na dodatek izolujący się w low-post), został pozbawiony blisko połowy rzutów w akcjach post-up.

O ile w poprzednich latach zgodnie zaakceptowaliśmy odsunięcie Kristapsa Porzingisa od gry na bloku, tak w przypadku Sabonisa była, jest i będzie to decyzja trudna w ocenie. Niejednoznaczność wynika z kilku powodów. Pierwszy to przywołana wartość Sabonisa. Druga to efektywność na bloku: efektywność w tym sezonie przeciętna na tle ligi, słaba w dwóch poprzednich, dobra tylko podczas drugiego roku w Indianie. Powód trzeci i czwarty to sam Carlisle. Z jednej strony trener ceniący optymalną selekcją rzutową i wartość dobrej próby z dystansu, z drugiej śmiało korzystający z najmocniejszych cech podopiecznych. Powód piąty natomiast stanowią wspomniana kontra Pacers na zmiany krycia i jednoosobowa prowokacja podwojeń (dzieją się w sezonie regularnym), za którymi podąża ekstra-spacing. Z kolei powód szósty to niedoceniana wartość gry post-up Sabonisa: presja na ofensywnej zbiórce i potencjał na około 8 ofensywnych zbiórek w każdym meczu.

Jako gracz inside Sabonis ma wokół siebie przyzwoity spacing, a obok wysokiego partnera, Mylesa Turnera, który jeszcze nigdy nie rzucał tak często i tak dobrze za trzy punkty (5.7 próby per-36 minut, 40.6%). Ponad powyższe wybija się wiele intrygujących nowości w ofensywnie Indiany, które powinny pomagać jej (i jemu) zdobywać więcej niż 108.5 przeciętnego punktu na 100 posiadań (18.0 punktów na mecz D.S.), poprzez między innymi zaangażowanie Sabonisa w izolacje na bloku, rozgrywanie z bloku i z łokci (na których jest go mniej właśnie pod względem rozgrywania).

Chodzi o ruch poza piłką, przeniesione z Dallas akcje floppy i pochodne, częstsze ścięcia, szybsze zmiany pozycji i ich wymienność (np. z rogu na skrzydło, pomiędzy skrzydłami), wielokrotne zasłony, improwizowane zasłony, notoryczne back-screeny, a także ruch w stronę ofensywnej zbiórki. W aspekcie mobilności własnej Pacers przeszli prawdziwą metamorfozę. Wyraźnie spowolnili tempo gry. Ze 102 posiadań rok temu (4. miejsce) zostało ich 98 (22. miejsce). Z 16.7 rzutowych posiadań w transition (3. miejsce) zostało takich tylko 12.6 (20. miejsce). Przy czym, i to jedna z najciekawszych historii tego sezonu, Pacers jeszcze zwiększyli średni dystans przebiegany w meczu wyrażany w milach: z 10.05 (1. miejsce) do 10.14 (2. miejsce).

Aktywność w ataku pozycyjnym sprzyja zauważalnej liczbie switchów przeciwko Pacers. Co więcej: Sabonis grywa na środku z dobrze poruszającymi się rezerwowymi (np. debiutant Chris Duarte), ze strzelcami, z koszykarzami, których musi przeprowadzać przez ofensywne posiadania. Na przestrzeni całego sezonu odpowiednie ustawienia są jeszcze minusowe. Pacers z Sabonisem bez Turnera tracą po obu stronach parkietu aniżeli w przypadku odwrotnym czy też wspólnej gry. Rzuca się jednak w oczy większa odpowiedzialność wówczas point-centra, który z tygodnia na tydzień jakby mężnieje i przyprowadza rezerwowych z coraz to wyższym Net Ratingiem (ten dla ostatnich pięciu meczów wynosi plus-9.8).

Pomysłem na lepszą grę Pacers, jest lepszy Sabonis. Sufitem Indiany jest dokładnie to, co można stworzyć przy bezpośrednim udziale Litwina. Warunki dawno nie były tak sprzyjające. Im więcej skrzydłowego na piłce w otwartym ataku pozycyjnym, tym mniejsze obciążenie spadnie na barki wyjątkowo niepewnych guardów. Myślę, że postulat na czasie powinien brzmieć: uwolnić Sabonisa. Pomóc mu powrócić do pozytywnego stosunku asyst per 100 posiadań (tylko 17.1) do strat per 100 posiadań (aż 17.7), w pełni wykorzystując wymienione elementy ataku pozycyjnego.

Ten sezon miał być kolejnym krokiem 25-latka w stronę efektywnego skopiowaniu wszelkich możliwych dóbr dostarczanych przez Nikolę Jokicia. Tymczasem za ewentualnym zwiększeniem USAGE%, kontaktów z piłką, podań, zdaje się podążać kontemplacja nad tym, jak najskuteczniej zachować żmudnie wypracowany balans na wszystkich pięciu pozycjach. Nie ma w tym nic złego, o ile prowadzi do Top10 efektywności ofensywnej, najlepszy koszykarz notuje progres, nie widzi blokad, a wśród najpoważniejszych alternatyw dla chętnych podtrzymać jakąkolwiek kompetetywność Pacers, nie znajduje się loteria draftu.

Dyskusja 6G

Komentarze 0

Masz coś do dodania? Wskakuj do rozmowy.

Jeszcze nikt nie skomentował tego tekstu. Rozpocznij dyskusję.

Szósty Gracz na bieżąco

Włączyć powiadomienia?

Damy Ci znać o nowych tekstach, podcastach i materiałach 6G. Po kliknięciu potwierdź zgodę w oknie swojego urządzenia.

Możesz zmienić decyzję w sekcji „Powiadomienia 6G” w stopce.