
Rzutówka: Ujiri daje Mavs nadzieje na lepszą przyszłość
Nie minęły jeszcze trzy lata odkąd Mark Cuban oficjalnie sprzedał większościowy pakiet w Dallas Mavericks i na fotelu zarządzającego klubem zasiadł Patrick Dumont. Tylko trzy lata, a tyle zdążyło się już tutaj wydarzyć.
Początek był wręcz wymarzony dla nowych właścicieli, bo już w pierwszym sezonie Dumont odebrał puchar za zwycięstwo w konferencji zachodniej. Ale ledwie kilka miesięcy później pozwolił Nico Harrisonowi na najgorszy transfer w historii NBA. Bardzo szybko miał okazję zorientować się, jak wielki popełnili błąd, potrzebował jednak kilku kolejnych miesięcy nieustannej złości wyrażanej przez kibiców i słabego początku poprzednich rozgrywek, żeby zwolnić Harrisona. A potem przez niemal cały sezon szukał osoby, która go zastąpi. Od początku mówiło się, że chce sprawdzonego fachowca, dobrze obeznanego w realiach NBA (przypomnijmy, że Nico nie miał takiego doświadczenia, trafił do Mavericks prosto z biura Nike) i najlepiej z historią sukcesów na najwyższym poziomie. Po fiasku z Harrisonem nie mógł pozwolić sobie na kolejny błąd. Musiał wybrać odpowiedniego kandydata. Długo to zajęło, ale w końcu znalazł kogoś takiego. W maju zatrudnił jednego z najlepszych managerów ostatnich lat.
Masai Ujiri to gwarancja jakości. Co prawda miał kłopoty z przebudową Toronto Raptors i przez jego ostatnie pięć lat w Kanadzie tylko raz drużyna była w playoffach, ale to on też zebrał większość składu, który w zeszłym sezonie przywrócił Raptors do grona najlepszych na Wschodzie. A wcześniej, licząc jeszcze czasy w Denver, zanotował serię 10 kolejnych sezonów z dodatnim bilansem, w tym ten zakończony mistrzowskim triumfem. Wiemy, że potrafi wynajdować talenty i nie boi się odważnych ruchów. Jego pojawienie się w Dallas daje nadzieję, że zespół zostanie dobrze poprowadzony i Cooper Flagg otrzyma odpowiednie wsparcie. A tego tutaj teraz najbardziej potrzebują. Przeszłości nie zmienią, transfer Luki Docnica jeszcze długo będzie bolał, ale mieli szczęście w loterii, zdobyli nowego gwiazdora i teraz trzeba patrzeć w przyszłość.
Ujiri od razu zabrał się do pracy i przemeblował nieco skład, przede wszystkim zbierając sporo młodego talentu, pasującego do ich nowego gwiazdora. Dotyczy to także ławki trenerskiej, gdzie sięgnął po kogoś zupełnie nowego. To okazało się być jak na razie najbardziej zdecydowanym ruchem nowego prezydenta klubu. Tym bardziej że było to nie w jego stylu. Wcześniej zarówno w Denver, jak i w Toronto, po przejęciu sterów Ujiri zostawiał dotychczasowego coacha. Teraz zwolnił Jasona Kidda, mimo że miał on jeszcze kontrakt na cztery lata za $40mln. Wydaje się jednak, że był to konieczny ruch, żeby przejąć pełną kontrolę w zespole (Kidd miał ambicje roli w managemencie Mavs, więc mógłby spierać się w kwestiach kadrowych), a także zamknąć na dobre erę Harrisona (Kidd został przez niego zatrudniony i potem wciągnięty w transfer Luki, był razem z Nico na konferencji zaraz po wymianie).
49-letni Dusty May jest przedstawiany jako obiecujący trener, który może stać się nowym Bradem Stevensem i po sukcesach na poziomie akademickim z powodzeniem odnaleźć się w zawodowej koszykówce. Dopiero co kilka miesięcy temu doprowadził Michigan do mistrzostwa NCAA. Wie, jak pracować z młodzieżą i teraz przejmuje młody zespół, z którym wspólnie będzie się rozwijał.
Zaraz po zatrudnieniu trenera, Mavs wzięli w drafcie zawodnika z jego uczelni. Z dziewiątką wybrali Moreza Johnsona, który swoją fizycznością i energią ma dobrze uzupełniać Flagga na skrzydle i pod koszami. Pod koniec pierwszej rundy natomiast dodali wsparcie do swojego krótkiego backcourtu, pozyskując hiszpańskiego rozgrywającego Sergio de Larreę. W tym miejscu trzeba wspomnieć, że u boku Ujiriego w roli GMa pracuje ściągnięty przez niego do Dallas Mike Schmitz – świetnie znany z DraftExpress i ESPN ekspert od draftu, który ostatnie lata spędził w managementcie Portland Trail Blazers. Potrafi oceniać talenty, a Mavs korzystali też teraz z okazji, żeby przejmować interesujących zawodników z rynku.
Przede wszystkim po taniości wzięli skrzydłowego, który ledwie dwa lata temu był jedynką w drafcie. Oczywiście od początku było wiadomo, że Zaccharie Risacher to jedynka słabej klasy i nie ma wielkiego gwiazdorskiego potencjału, ale ma warunki fizyczne, dobry rzut, dopiero 21 lat i powinien wyrosnąć co najmniej na przyzwoitego gracza NBA. Drugi sezon miał bardzo rozczarowujący, nie poczynił postępów, na koniec stracił miejsce w rotacji i w Atlancie szybko z niego zrezygnowali. Wydaje się jednak zdecydowanie za wcześnie, żeby to przekreślać. Warto go sprawdzić, bo może się przydać jako shooter zapewniający potrzebny specing wokół Flagga.
W zamian za Risachera oddali tylko drugorundowy pick. Nawet jeśli więc nie wypali, to była okazja, której nie można było przepuścić. Podobnie było w przypadku trzech innych zawodników – Santiego Aldamy, Marcusa Sassera i Tarika Biberovicia. To zawodnicy w wieku 25-26 lat, którzy mogą od razu pomóc, mają upside, a Ujiremu udało się przejąć ich za niewielką cenę. Zostali włączeni w wielki transfer z udziałem sześciu drużyn, w którym Mavs pomogli Khrisowi Middletonowi przenieść się do Waszyngtonu, pozbyli się przy okazji niepotrzebnego D’Angelo Russella, a najcenniejszym, co oddali był chroniony w top20 pick Warriors (który wcześniej dostali od Wizards). Także zrobili tu świetny interes.
Aldama w zeszłym sezonie zdobywał średnio rekordowe 14 punktów w Memphis. Sasser nie przebił się ostatnio do stałej rotacji Pistons, ale w karierze trafia prawie 39% trójek i miał już dobre momenty. Tymczasem Biberović był jednym z najlepszych snajperów na europejskich parkietach. Prawa do niego Mavs dostali w pakiecie z Aldamą i od razu ściągnęli go do NBA. Bośniak poprzednie lata spędził w Fenerbahce. Rok temu wygrał z nimi Euroligę, a w zeszłym sezonie trafiał w tych rozgrywkach niemal 50% rzutów za trzy.
Poza Middletonem, odszedł też Klay Thompson, który ostatecznie zostawił sporo pieniędzy w buyoucie, żeby móc wyrwać się z Dallas i dołączyć do kontendera. W rezultacie, w składzie Mavs jest obecnie tylko dwóch 30-latków. Najstarszy jest Kyrie Irving. Jego nazwisko także przewijało się w plotkach transferowych, ale Ujiri od początku podkreślał, że chce go zatrzymać i sprawdzić w duecie z Flaggiem. Kyrie może bardzo ułatwić mu grę, pomóc drużynie trochę powygrywać (nie mają po co tankować) i poprawić swoje notowania. Bo też nie wydaje się, żeby miał zakończyć ten nadchodzący sezon w barwach Mavs. Za rok Irving może być wolnym agentem, będzie chciał przedłużenia, a w wieku 34 lat nie jest częścią przyszłości zespołu. Ale nie jest to jeszcze moment do handlowania. Nie gra od ponad roku, wraca po zerwaniu ACL, więc dopiero musi o sobie przypomnieć.
Na razie jednak będą bardzo potrzebowali Irvinga, ponieważ głębia na obwodzie pozostaje problemem. Mavs zrezygnowali z zatrzymania dwóch guardów (Ryan Nembhard i Brandon Williams), którzy byli objawieniem zeszłego sezonu, łatając dziurę na jedynce. Za plecami Irvinga jest tylko rookie i głęboki rezerwowy z Pistons. Do tego jedynym nominalnym rzucającym obrońcą jest Max Christie.
To nadal skład zdominowany przez skrzydłowych i podkoszowych, który wymaga jeszcze sporo pracy. Ale widać, że Ujiri nie zamierza wykonywać pospiesznych ruchów. Nie robili tu rewolucji, ale zmiany już są widoczne. Zbiera młodych zawodników, którzy mogą się przydać, a pierwszy sezon pewnie wykorzysta do oceny tych, których dostał w spadku. A jest tu kilku ciekawych weteranów. Zawodników w swoim prime, na rozsądnych, średniej wielkości kontraktach – PJ Washington, Daniel Gafford i przedłużony ostatnio Naji Marshall. Mogą pomóc na parkiecie albo przydać się do handlowania. To zapewni Ujiri’emu potrzebne pole manewru, które jest ograniczone przez brak picków – Mavs przez najbliższe cztery lata nie będą kontrolowali własnych wyborów w pierwszej rundzie. Nie ma assetów w drafcie, ale ma sporo ciekawych zawodników i dobrą sytuację finansową, bo Irving to jedyny gwiazdorski kontrakt.
Jest pole do działania i bardzo ciekawe będzie, co dalej wymyśli Ujiri.

Jakoś nie wierzę w ten wybór z draftu, mogli mieć Burriesa który wygląda świetnie.
Myślę, że Flagg będzie kotem w swoim drugim roku i management w okolicach Trade Deadline będzie szukał dla niego pomocy, bo zespół zmierzał będzie w kierunku Play In.