
Kajzerek: Wemby to już popkultura
Nowa gwiazda rocka to 224-centymetrowy Francuz, który choć wjechał na scenę z uroczą nieśmiałością, to gdy już znalazł swój groove – zaczął dyktować tempo. Victor Wembanyama to dopiero projekt i możemy się spodziewać, że w kolejnych latach będzie przez swoje środowisko traktowany jak kura znosząca złote jaja. Przestał być nieskazitelny, zaczął rozdawać łokcie, głośno mówić o swoich ambicjach i rzucać wyzwania, a to pasuje do aktualnych potrzeb promowania ligi poprzez jej największe gwiazdy. Adam Silver zaciera ręce, bo nietuzinkowość Wemby’ego jest niepodrabialna i może stworzyć produkt absolutnie unikatowy.
Biorąc pod uwagę to, jak szybko rozwijają się środki masowego przekazu, Victor Wembanyama będzie budowany na zupełnie nowych wartościach i to będzie wymagało od samego zawodnika pójścia na kompromis. Bo choć wydaje się niezwykle rozsądnym i inteligentnym młodym człowiekiem, to może zostać tak przez tę marketingową maszynę przemielony, że na końcu o swoje dobre imię będzie musiał się starać sam – wyprany, wysuszony i już trochę zużyty, ale nadal z chęcią pozostawienia określonej spuścizny. Dlatego mam wrażenie, że rosnące poczucie pewności siebie Wemby’ego, to nauka asertywności, której tak bardzo w tym środowisku potrzebuje.
Wemby jest dużym pasjonatem szachów, o czym przekonywali się randomowi ludzie na ulicach największych miast. Organizował turnieje w Nowym Jorku i we Francji, zawsze biorąc czynny udział. Jego fascynacja szachami przekłada się również na to, jak podchodzi do koszykówki. Ma z natury strategiczne podejście do gry. Magic Johnson podkreślił, że Wembanyamę napędza przywiązanie do „fundamentalnej, dobrej koszykówki zespołowej”, ale też jego kreatywność i naturalna intuicja do gry. Tego pierwszego nauczył się wychowując w europejskich systemach, zorientowanych przede wszystkim na pracę zespołową. Dołożenie tego drugiego sprawiło, że stał się w młodym wieku siłą nie do zatrzymania i jednym z najlepszych prospektów w historii.
Sam Wembanyama otwarcie mówi o swojej wizji stylu San Antonio Spurs. W jednej z rozmów stwierdził, że drużyna chce grać „etyczną”, „oldschoolową” koszykówkę – taką, która testuje defensywę na różne sposoby, a nie opiera się wyłącznie na rzutach za trzy punkty i grze jeden na jednego. Żeby za tą ideą podążać, musi zachować zimną głowę i właśnie ten element jego charakteru rywale zaczną testować. Zjawisko się nasili, bo Wemby odsłonił na chwilę swoją tarcze, gdy sprzedał łokcia Reidowi. To proces dojrzewania i takie rzeczy będą się zdarzały znacznie częściej, zwłaszcza, że coraz więcej od niego zależy.
Natomiast okres spędzony w klasztorze Shaolin był sprytną próbą wzmocnienia swojego ducha i nie będę szczególnie zaskoczony, jeśli taki sposób pracy nad sobą stanie się dla Wemby’ego formą rytuału. Latem ubiegłego roku Wemby przez 10 dni trenował razem z mnichami w świątyni w chińskiej prowincji Henan. Nie było dróg na skróty, dlatego ogolił głowę i chodził po górach. Jak później przyznał, chciał popracować nad równowagą u boku mnichów znanych z mistrzostwa w kung-fu.
Shaolin Monastery to jeden z najsłynniejszych klasztorów buddyjskich na świecie; to kolebka buddyzmu zen oraz wspomnianego stylu walki kung-fu. Mnisi łączą praktykę duchową z intensywnym treningiem fizycznym. Klasztor stał się naturalnym symbolem dyscypliny, harmonii i wytrwałości. Sportowcy z piedestału nie byli jednak częstymi gośćmi tego niezwykłego miejsca. Niewykluczone, że Wemby odblokował zupełnie nową świadomość dla wielu, którzy będą chcieli iść jego śladem. Inspirowanie swoimi przyzwyczajeniami kolejnych pokoleń zostanie prędzej czy później wpisane w karierę Wembanyamy.
– Myślę, że to naturalny proces – to wciąż 21-letni młody człowiek, więc zarówno fizycznie, jak i mentalnie cały czas dojrzewa – powiedział kilka miesięcy temu Magic Johnson. – A do tego dochodzi poziom zaangażowania i pracy, jaki wkłada w rozwój – chce być lepszy, silniejszy i coraz bardziej zaawansowany pod względem myślenia o grze – dodał.
Do koszykówki podchodzi jak do łamigłówki – analizuje kąty, testuje timing i eksperymentuje z przestrzenią. Swój debiutancki sezon traktował jak laboratorium, szukając schematów i nowych możliwości. W zdecydowanej większości przypadków, zawodnicy w podobnym położeniu skupiają się w głównej mierze na potwierdzeniu swojej wartości. Wembanyama natomiast chce po prostu odkryć wszystkie kody, jakie sterują grą. Pochwały, jeśli nie są odzwierciedlone trofeami, nieszczególnie go interesują. Postrzega koszykówkę jednocześnie jako formę sztuki i naukowe badanie.
Eksperci mówią w jego przypadku o konkretnym profilu sportowca. Nazywają go „purystą”, czyli zawodowcem, który znajduje spełnienie w samym akcie gry i realizowaniu się poprzez odkrywanie jej sekretów. Tacy zawodnicy dążą do perfekcji, traktując swój sport zarówno jako sztukę, jak i naukę – z dużą dyscypliną, ciekawością i szacunkiem do rzemiosła. Jednocześnie szukają w sporcie odniesień do innych dziedzin życia, by móc rozwijać swoją osobowość również poza parkietem. To zazwyczaj sportowcy o bardzo wysokim IQ i Wemby’ego należy już teraz wrzucić do tej kategorii.
Mentalność Wembanyamy idealnie wpisuje się w ten profil – jego przygotowanie, sposób mówienia o grze i styl jasno pokazują, że stawia rozwój i doskonalenie ponad uznanie i rozgłos. To również zostanie prędzej czy później przekute w sukces biznesowy, bowiem kolejne kontrakty reklamowe; kolejne umowy sponsorskie są tylko kwestią czasu. Z takim podejściem do rywalizacji i odpowiednim wychowaniem – dostajesz model gotowy przynieść konkretne zyski zarówno wizerunkowe, jak i finansowe. Jeszcze nie wiemy, jak bardzo Wembanyamie zależy na pieniądzach, ale na pewno coraz częściej będzie przez nie kuszony.
Podczas gdy NBA wciąż w dużej mierze opiera się na gwiazdach poprzedniej ery, inne wielkie ligi sportowe płynnie przeszły do nowego pokolenia supergwiazd, które wpisują w kanon “twarzy całej ligi”. NFL ma Patricka Mahomesa, MLB ma Shohei Ohtaniego, WNBA – mimo tego, że nie do końca wie, czy to dla niej odpowiednie – ma Caitlin Clark. Tymczasem NBA ma problem z przekształceniem swoich obecnych gwiazd w globalne, mainstreamowe ikony kultury – niezależnie od tego, czy mówimy o Nikola Jokiću, Shaiu Gilgeous-Alexanderze, Luce Donciću, Giannisie Antetokounmpo czy Anthonym Edwardsie.
Pytanie brzmi, czy Wemby będzie w stanie osiągnąć poziom gwiazdorstwa, jaki charakteryzował Kobego, LeBrona czy Stepha. Nie lubię słowa “gwiazdorstwo”, ale w tym wypadku oddaje sens, bo chodzi o to, by Wemby świecił swym blaskiem również na czerwonym dywanie. Wydaje się, że to nie leży w jego naturze i może mieć z tym na początku duży problem. Dopiero się przekonamy, czy ma w sobie coś z mentalności Tima Duncana. Większe wyzwanie polega na tym, że pochodzi z Francji. Jak niedawno zauważono, kibice i sami zawodnicy NBA nie zawsze w pełni akceptują pomysł stawiania europejskiej gwiazdy na piedestał.
Tożsamość narodowa ma w NBA duże znaczenie – szczególnie że status supergwiazdy budowany jest nie tylko przez grę na parkiecie, ale też przez reklamy, obecność w mediach społecznościowych i wpływ kulturowy. To Michael Jordan napisał reguły tej gry. Jest przecież “flexem” amerykańskiej kultury na całym świecie. Wembanyama nigdy nie będzie miał wokół siebie takiej aury. Tutaj musi zagrać francuska elegancja – nowy bodziec dla odbiorców na całym świecie. Dla NBA to szansa na poprawnego politycznie czarnoskórego człowieka i ten przymiotnik wcale nie pojawił się tutaj przez przypadek. Tę historię musicie sobie jednak dopowiedzieć sami.
Największym “zagrożeniem” jest oczywiście jego… światopogląd. Badania ekspertów pokazują, że NBA i wielu jej zawodników straciło na popularności w 2020 roku, gdy liga otwarcie zaangażowała się w działania o charakterze politycznym. Na początku tego roku Victor Wembanyama zabrał głos w sprawie ICE. Unikanie tematów, które działają polaryzująco to coś, o co PR-owcy zaczną z Wembym walczyć, bowiem ten udowodnił już, że nie ma zamiaru milczeć. Z perspektywy interesu NBA, ciągle ma potencjał, by stać się tym, czego liga szuka od lat – nową, prawdziwą twarzą NBA.

Brakuje mi w tym wszystkim jakiego ludzkiej rysy. Za dużo bakalii w tej owsiance. Liczę na jakieś potknięcie, więcej ludzkiej twarzy. Nie chodzi o problemy sportowe. Tego mu nie życzę. Ale na przykład gwałt na kobiecie, koniecznie białej, oczywiście zakończony ugodą. Może być przemoc domowa, albo chociaż hazard. Coś co zbliży go bardziej do nas – ludzi stąpających po zwykłej twardej ziemi.
A może być a little bit too much fat??
Dlatego tak wielu z nas uwielbia pewnego nieidealnego Słoweńca
😎
W którym aspekcie Luka nie jest dla Ciebie idealny? Zapewnię chodzi Ci o ruganie ciał sędziowskich. Ja zawsze do munduru podchodziłem z szacunkiem i osobiście brzydzę się jak ktoś nagminnie kwestionuje czyjąś ciężką pracę.
Ja rozumiem, że to jakiś tam przykład, ale serio gwałt na kobiecie ma gościa zbliżyć do „normalnych” ludzi? Anioł jeszcze potem próbował Cie lekko naprowadzić, ale się nie dałeś, w sumie ciężko mi to skomentować, a czuję, że muszę. Żarcik? Nie wiem w jakich ramach miałby się mieścić. Sarkazm? Też nie- musi być celne. Zupełnie się tego po weteranie tej strony nie spodziewałam.
Wybacz surrealizm. Możesz się domyślać, że nijak to się ma do myślenia życzeniowego. Granica żartu w średnim wieku potrafi stracić przyczepność na ostrym zakręcie.
Ale nie będę ukrywać, że testuje trochę w wolnym czasie aniołka i moich ludzi, czy pójdą za mną w ogień, czy wystarczy jak tylko oparzą sobie palec.
Żart sam w sobie niesmaczny, wiadomo, ale tutaj wydaje mi się, że towarzystwo zna historię ligi oraz wybryków największych gwiazd (ekhm Kobe), więc to nie jest jakaś znieczulica, raczej if you know you know, więc nie popadałbym w jakieś skrajności ;)
Świetny artykuł, czytało się znakomicie. Nie tylko sportowa publicystyka, ale też socjologiczna rozprawka na temat wpływu kosmity z Francji na przyszłość ligi i całej szeroko rozumianej popkultury.