Flesz: Na co patrzeć w preseason

2
fot. youtube.com

Już dziś w Tokio o godz. 12 rozpocznie się preseason, i choć słowo „ekscytujący” przegra u nas zawsze, i to w obu meczach, z jesiennym deszczem i piękną, naturalną, ponurą twarzą, to jest się wreszcie naprawdę czym jarać.

Oto po latach lamentów obróciliśmy się z krótkiej ery superowatości w czas, gdy o mistrzostwie realnie myśleć może 6-7 drużyn.

Co więcej, naturalnie chcesz, żeby je wszystkie tutaj wymienić. Chcesz, żeby spytać się „a dlaczego nie Phoenix? Suns też mają szansę”. Tych składów, które o tytule myślą może być faktycznie więcej teraz, zanim w drugiej części sezonu znali już będziemy creme de la creme ligi. Na dziś Warriors, Clippers i Denver na Zachodzie, plus Boston, Milwaukee i 76ers na Wschodzie to kontenderzy do tytułu, ale za nimi są Miami, Brooklyn, Memphis, Dallas, a później cała grupa drużyn, które latem zdecydowały się na ruchy na tyle potężne, że preseason będzie dla blisko połowy ligi poligonem doświadczalnym.

We Fleszu oczywiście obejrzymy każdy mecz preseason – minimum początki obu połów, żeby zobaczyć, co trenerzy próbują wdrożyć. Klipy, takie jak rozmowa Doca Riversa z Jamesem Hardenem, przypomnieć mogą, że współczesna koszykówka, to nie jest fizyka kwantowa, Celtics 07/08 pokazali, że można się zebrać na obozie i już od startu sezonu być najlepszą drużyną w lidze, ale oczywiście rozwój przeważnie potrzebuje kilku miesięcy i zdrowia. Pierwsze kroki zobaczymy w preseason.

Philadelphia na Brooklynie, 3 października (1:30)

W przypadku niepowodzenia oczywiście zabrzmi to jak samospełniająca się przepowiednia – „to”, czyli Daryl Morey sprowadzający latem do Philly czterech graczy z Houston. Czemu liczył, że tym razem się uda? W Meltonie, Harrellu, Tuckerze i Housie Morey doczepił jednak nie tylko tę „wartość”, ale już boiskową chemię między nimi, czy Hardena z nimi właśnie. Wcześniej takiego kontyngentu do Houston nie sprowadzał, tylko oddawał, np. w 2017 roku w dealu po Paula. Zeszłoroczna rotacja Sixers przeplecie się więc z czwórką graczy, z których trójka powinna znaleźć się w rotacji już w pierwszym meczu.

Na Brooklynie z kolei Steve Nash zapowiada, że najpierw da szansę Claxtonowi i Day’Ronowi Sharpe’owi (tak, wiem), może nawet Kieffowi Morrisowi, zanim Nets pomyślą o ewentualnym dodaniu jeszcze centra (Poeltl?). Ale przecież najlepszym rozwiązaniem może być Ben Simmons grający na tej pozycji z Durantem, Irvingiem, Harrisem i Sethem Curry’m trafiającym piętnaście trójek w meczu z jego podań w kontrze. A to tylko jedna z kilku fantazji, które dają ci Nets – jedna ze znacznie ciekawszych perspektyw, niż to, jak Harden i Kyrie podzielą się piłką. Przez dwa lata Nets wyglądali świetnie na papierze, wreszcie mogą wyglądać świetnie na boisku.

Sacramento u Lakers, 3 października (4:30)

De’Aaron Fox w szóstym sezonie nie może wreszcie tłumaczyć się „Kengz!”, bo Vivek i McNair nie tylko na niego wyraźnie postawili, ale w dealach Haliburtona i w lipcu z Atlantą wzmocnili jego skład – wzmocnili go Domantasem Sabonisem i Kevinem Huerterem, a do tego wybrany z nr 4 draftu Keegan Murray powinien od początku kariery być ze swoim rzutem minimum graczem komplementarnym.

To Lakers na tle Kings wyglądają dziś jak cyrk, nie odwrotnie.

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułWake-Up: Rockets i Thunder wymienili się ośmioma graczami
Następny artykułKajzerek: Karma is a bitch, Mr Sarver

2 KOMENTARZE