Jak chłopak z ulicy stał się gwiazdą NBA. Biografia Giannisa już w przedsprzedaży

0

Przedstawiamy kolejną książkę wydawnictwa SQN pod patronatem Szóstego Gracza.

Często mówi się o tym, że biografie powinny powstawać dopiero po zakończeniu kariery. Książka autorstwa Mirin Fader jest tego świetnym zaprzeczeniem, bowiem w życiu Giannisa Antetokounmpo najwięcej działo się… przed rozpoczęciem przygody w NBA.

Giannis ucieleśnia amerykański sen, lecz jego historia nie została nigdy wcześniej w pełni opowiedziana. Fader przedstawia nowe informacje na temat doświadczeń z dzieciństwa, które ukształtowały Greek Freaka – spanie w jednym łóżku z braćmi i sprzedaż błyskotek na ateńskich ulicach, a także rasizm, którego doświadczał.

Książkę w przedsprzedaży możesz kupić tutaj

Poznaj historię nielegalnego imigranta, którego kariera w najlepszej lidze świata była praktycznie niemożliwa. Antetokounmpo zdradza tu, jak samotny i odizolowany czuł się na początku kariery, jak skomplikowane były jego zmagania z podwójną tożsamością, jak wysokie stawia wymagania samemu sobie, jak krytycznie podchodzi do swoich braków oraz jak ogromną odpowiedzialność czuje, będąc autorytetem dla młodszych braci. Ta książka pokazuje bardzo wrażliwą gwiazdę, człowieka, który dorósł do wszystkich swoich ról: ojca, brata, syna, kolegi z drużyny i globalnej ikony.


Fragment książki:

Giannis miał sześć lat, kiedy zaczął sprzedawać różne przedmioty na ulicy, żeby pomóc swojej rodzinie. Chodził tam z Thanasisem i mamą. W biedniejszych dzielnicach znajdowali jakieś tanie przedmioty, warte jedno albo dwa euro, a potem próbowali je sprzedać drożej, za trzy lub cztery euro, w lepszych, podmiejskich dzielnicach.
Jeździli na plaże, zwłaszcza te bardziej luksusowe jak Alimos Beach i tam oferowali swoje towary z nadzieją, że bogaci turyści coś od nich kupią. Giannis trzymał Veronicę za rękę, wymachując przedmiotem w powietrzu, licząc, że ktoś uzna jego rozkoszne napuchnięte policzki za urocze, a jego wielki słodki uśmiech za zachęcający.

Z początku nie rozumiał, co robią. I co się tak naprawdę dzieje. Jak bardzo cierpią. Ale wiedział, że nie jest dobrze. Wiedział, że jest głodny. Widział, że w ich spiżarni i lodówce jest pusto. Zdarzały się takie dni, kiedy nie udawało im się sprzedać wystarczająco dużo, żeby móc coś zjeść przed późnym wieczorem. Wiedział, że od tego, czy tu będzie i czy uda mu się kogoś przekonać, żeby coś od nich kupił, zależy to, czy będą mieli co jeść. Czy przeżyją, czy nie.

Widział też, że jego matka nigdy nie załamuje ramion, że nigdy nie spuszcza głowy. Wierzyła nawet wtedy, kiedy wydawało jej się, że już dłużej nie da rady. Nawet wtedy, kiedy wyglądało na to, że nie będzie już w stanie wykarmić chłopców i męża. „Bóg jest dobry” – przypominała im. Sprzedawała wszystko, co udało jej się znaleźć – okulary przeciwsłoneczne, płyty DVD, podrabiane torebki, zegarki, zabawki, ubrania, kosmetyki. „Cokolwiek” – mówi Veronica.

Kiedy urodził się mały Alex, brała go ze sobą na wyprawy w pobliżu domu, budziła go wcześnie, żeby móc go zabrać na środowy Laikh Market w Sepolii. Targ z kilkunastoma stoiskami rozstawiano na świeżym powietrzu w centrum miasta i sprzedawano tam wszystko: produkty rolne, zioła, herbatę, jogurt. Stojąc z boku, migranci oferowali błyskotki, choć często nie mieli nawet pozwolenia na sprzedaż.

W późniejszych latach Veronica jeździła sprzedawać towary coraz dalej. Nie chciała zostawiać Alexa na dłużej, więc stał się jej nieodłącznym towarzyszem podróży. „Wyjeżdżałam z Aten na trzy dni – mówi Veronica. – Nie potrafiłabym wyjechać sama. Przecież to moje dziecko”.

Veronica nie chciała prowadzić takiego życia, nie chciała wystawać przez wiele godzin na rogu ulicy. Ale miała ograniczone możliwości. Była czarną migrantką i ciężko walczyła o zdobycie normalnej pracy, zwłaszcza w latach, które nastąpiły po kryzysie z 2008 roku. Było to najgorsze spowolnienie gospodarcze od lat 30. Padały banki. Kursy akcji leciały na łeb, na szyję. Cała Europa pogrążała się w gwałtownej recesji.

Pracę, zwłaszcza taką, jakiej szukali Charles, Veronica i inni migranci, trudno było dostać. Nawet obywatele Grecji mieli problemy ze znalezieniem zatrudnienia. Jakieś 21,5 miliona obywateli Unii Europejskiej było bezrobotnych, pracy nie miało 40 procent młodych Greków. Wielu z nich straciło domy, choroba zabrała członków ich rodzin, nie stać ich było na leczenie, a co dopiero na czynsz w zatłoczonych dzielnicach mieszkaniowych.

Skoro ciężko było przetrwać nawet białym obywatelom Grecji, to możecie sobie wyobrazić, jak to wyglądało w przypadku uchodźczyni z Nigerii. Wręcz nie sposób to opisać. I choć Veronica wychowywała w Grecji swoje dzieci, choć chodziła po greckich chodnikach i do greckiego kościoła, to nie była uznawana za Greczynkę. Dla większości rodowitych mieszkańców tego kraju była tylko czarną kobietą, która wychowywała czarne dzieci. Nie szanowali historii jej zatrudnienia ani jej osiągnięć z czasów, kiedy mieszkała jeszcze w Nigerii.

„W Nigerii pracowałam jako sekretarka, pracowałam w biurze. Odwiedzałam wspaniałe miejsca, ale kiedy pojechałam do Grecji, to nikogo to nie obchodziło – mówi Veronica. – Nie chcieli tego słuchać”.

Poprzedni artykułDniówka: Kontender tylko na „papierze”
Następny artykułTypy przed sezonem: 30. Utah Jazz