Dniówka: Gracz wart miliard dolarów

3
fot. internet

Na początku czerwca Forbes poinformował, że LeBron James oficjalnie został miliarderem.

Jest drugim koszykarzem w historii po Michaelu Jordanie i pierwszym aktywnym zawodnikiem NBA, który osiągnął ten status. MJ dołączył do grona miliarderów będąc już na sportowej emeryturze i zarabiając przede wszystkim na Jordan Brand. LeBron także większość swojego majątku zgromadził poza parkietem. W NBA spędził już 19 lat, jednak z samych kontraktów nie uzbierał nawet połowy ze swojego miliarda. Bezpośrednio za granie w koszykówkę otrzymał łącznie 'tylko’ $390 milionów. Dużo więcej zarobił dzięki innym biznesom – umowom sponsorskim, współpracy z Nike, inwestycjom czy swojej firmie medialnej.

To dwaj najlepsi koszykarze wszech czasów. Obaj swój sukces na boisku umiejętnie przekuli w finansowe imperium, ale już niedługo nie trzeba będzie osiągnąć aż tak legendarnego statusu koszykarza, a same zarobki z kontraktów w NBA przybliżać będą do grona miliarderów. To tylko kwestia czasu jak wśród zawodników NBA ta grupa znacznie się powiększać.

Nikola Jokić dopiero co podpisał rekordowy kontrakt na $270 milionów. Ponad ćwierć miliarda za pięć lat gry. Ta umowa zacznie obowiązywać w przyszłym roku, jak tylko zakończy się jego obecny kontrakt wart niespełna $148mln za pięć sezonów. Zgarniając dwie kolejne statuetki MVP zapracował na ogromną podwyżkę, zakwalifikował się do super-maxa i łącznie na przestrzeni tych 10 lat zarobi więcej niż James przez całą swoją dotychczasową karierę.

Dzięki super-maxowi, czyli opcji designated player, zawodnik nie potrzebuje już 10-letniego stażu w lidze (LeBron musiał czekać), żeby zainkasować kontrakt rozpoczynający się od najwyższego możliwego pułapu 35% salary cap, a dzięki świetnie prosperującemu biznesowi NBA, ten 35%-kawałek tortu z każdym rokiem szybko się powiększa. Za rok padnie kolejny rekord i najprawdopodobniej wtedy 5-letni super-max przekroczy już barierę $300 milionów.

Pamiętacie czasy, gdy zarobki na poziomie $20 milionów rocznie były zarezerwowane dla największych gwiazd ligi? James osiągnął ten pułap dopiero po powrocie do Cleveland w sezonie 2014/15. Był wówczas jednym z tylko ośmiu zawodników z taką pensją. Trochę czasu już minęło, ale to nie było wcale aż tak dawno temu. Nie jest to jakaś prehistoria. Nie mówimy tu o Shaquille’u O’Nealu, który nie może przeboleć, że Rudy Gobert gra na kontrakcie za $200 milionów. On rozbijał system podpisując umowę za $120 milionów i to na siedem lat, ale było to w 1996 roku. Tymczasem już w perspektywie niespełna 10 lat widzimy jak bardzo zmieniły się finansowe realia NBA. Obecnie $20-milionowe umowy nie oznaczają już statusu gwiazdora, są przeznaczone dla dobrych starterów. Najlepiej zarabiający dostają dwa razy więcej. W najbliższym sezonie pensja dziesięciu graczy przekroczy $40 milionów (i to nie licząc wykupionego Johna Walla).

LeBron cały czas pozostaje w gronie All-NBA zawodników, ale finansowo zostaje w tyle za swoimi młodszymi rywalami, którzy trafili na dużo lepszą koniunkturę (którą zresztą też jemu zawdzięczają). Za rok Stephen Curry zostanie pierwszym zawodnikiem z $50-milionowymi zarobkami, podczas gdy Damian Lillard właśnie podpisał umowę, która za kilka lat zapewni mu ponad $60 milionów i niedługo nikogo takie sumy już dziwić nie będą.

Luka Doncić w najbliższym sezonie wchodzi w swoje nowiutkie, maksymalne przedłużenie debiutanckiego kontraktu, które gwarantuje mu zarobki na poziomie ponad $35mln. To jego drugi kontrakt i piąty rok w lidze. Dla porównania, LeBron pułap $30mln przekroczył dopiero w swoim 14. sezonie. Doncić zakwalifikował się do wyższego maxa w opcji designated player, dlatego mógł otrzymać umowę rozpoczynającą się od 30% salary cap, co w sumie dało $207mln za pięć lat. Teraz taki sam kontrakt podpisali Ja Morant i Zion Williamson. Oni dopiero muszą zapracowywać na ten wyższy pułap, ale jeśli znajdą się w którejś All-NBA Team, prognozuje się, że wartość ich kontraktu wyniesie około $231mln. To tylko rok później podpisana taka sama umowa, a już ponad $20mln różnicy.

Ta sytuacja wynika z dużego wzrostu salary cap. NBA przetrwała trudny okres pandemii, kiedy mówiło się o ograniczeniu wydatków i dyskutowano o tym jak rozdzielić straty. Teraz już nikt o tym nie pamięta, bo interes znowu świetnie się kręci i w minionym sezonie liga zanotowała rekordowe dochody. A jako że zawodnicy i właściciele dzielą się pieniędzmi po równo, przekłada się to na większe salary cap i wyższe wypłaty.

W nadchodzącym sezonie salary cap wyniesie $123.7mln. Poprzednio było to $112.4mln, tak więc mamy największy wzrost od czasu pamiętnego skoku z 2016 roku, kiedy NBA otrzymała ogromny zastrzyk pieniędzy z umowy telewizyjnej. Prognozy na następny rok przewidują kolejną znaczącą podwyżkę do poziomu $133mln, a to tylko wstęp do tego co już niedługo czeka ligę, gdy nadejdzie czas nowej umowy telewizyjno-streamingowej. To już w 2025 roku. Drużyny i zawodnicy prawdopodobnie wyciągną wnioski z 2016 i tym razem zastosują wygładzenie salary cap, ale to nie zmieni faktu, że do kasy ligi wpłyną ogromne pieniądze, które tylko przyspieszą wzrost zarobków.

Możemy teraz przecierać oczy widząc kosmiczne $60mln pensji, ale trzeba się do tego przyzwyczaić, bo wszystko wskazuje na to, że finansowe szaleństwo w NBA szybko się nie skończy. Wręcz przeciwnie.

Warto przypomnieć, że w 2012/13 salary cap wynosiło ledwie $58mln. Na przestrzeni 10 lat wzrosło ponad dwukrotnie, więc o ile tylko NBA nie dopadnie jakiś nagły i nieprzewidziany kryzys, nie obejrzymy się jak w niedalekiej przyszłości salary cap przekroczy $200mln, a później pewnie doczekamy się pierwszego kontraktu, który zagwarantuje zawodnikowi $100mln rocznej pensji.

Spójrzmy choćby na jedynkę tegorocznego draftu. Paolo Banchero na starcie zainkasuje $11mln za swój pierwszy sezon. To prawie trzy razy więcej niż debiutant LeBron ($4mln). Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i potwierdzi swój gwiazdorski potencjał, za cztery lata otrzyma maksymalne przedłużenie. Będzie to 30% salary cap podwyższonego już o pieniądze z nowej umowy telewizyjnej, więc pewnie $45mln pensji w pierwszym roku to ostrożna prognoza. A to dopiero początek, bo kilka lat później będzie mógł zgarnąć super-maxa z jeszcze wyższego pułapu salary cap, co może oznaczać pięcioletnią umowę za ponad $400mln.

Jeszcze chwila i z samych kontraktów w NBA będzie można zostać miliarderem. To tylko kwestia czasu.

Poprzedni artykułRaport: Durant najbardziej chciałby trafić do Celtics albo… do Sixers i grać znowu z Hardenem
Następny artykułFlesz: Co czytam, SQN i inne

3 KOMENTARZE