Najlepszy flopujący w NBA? Nietypowa analiza

1

Jestem w połowie „Oglądaj koszykówkę jak geniusz” i dobrze się to czyta. Przyjemna, lekka lektura na upalne dni, z której można się też dowiedzieć sporo ciekawych rzeczy, poznając historie rozwoju poszczególnych elementów naszej ulubionej dyscypliny.


Jeśli zastanawiałeś się, kto jest najlepszym flopującym w NBA – mamy dla Ciebie odpowiedź. Być może oczywistą, ale teza jest poparta nietypowymi argumentami ekspertów z książki „Oglądaj koszykówkę jak geniusz”.

Więcej o książce znajdziesz tutaj

Fragment książki:

Bez względu na etyczny bagaż takich zagrań NBA od dekad stara się zniechęcać graczy do flopów. W 1997 roku liga nakreśliła przerywaną linię w odległości 120 centymetrów od kosza i stworzyła strefę, w której nie można wymuszać przewinień w ataku, dzięki czemu sędziowie nie muszą oceniać takich sytuacji, gdy dochodzi do nich pod samą obręczą. Gracze złapani na symulowaniu faulu w trakcie gry są karani przewinieniem technicznym, a w 2012 roku NBA zaczęła karać także tych, którzy zostaną na tym przyłapani po późniejszej analizie zapisu wideo. Za pierwsze takie wykroczenie otrzymują ostrzeżenie, drugie kosztuje ich pięć tysięcy dolarów, trzecie dziesięć tysięcy i tak dalej. „Coś za coś – mówi Francisco Javier López Frías to ten filozof z Penn State, który wykłada kinezjologię i etykę. – To strategiczne posunięcie. Czy zdecyduję się na próbę oszustwa, skoro wiem, że jeśli mnie złapią, otrzymam karę?”.

Obecnie najlepszym floperem w całej NBA jest zapewne Marcus Smart z Boston Celtics. Podczas gdy większość gwiazd może się pochwalić filmikami na YouTubie z kompilacją ich najlepszych zagrań, Smart jest bohaterem kilkunastu podobnych zestawień z samymi najbardziej niesamowitymi symulkami. Gdy w 2016 roku liga ukarała go za szczególnie bezczelną próbę oszustwa, po tym jak wystrzelił w powietrze niczym rewolwerowiec trafiony w trakcie strzelaniny w westernie, Smart obrócił całą sytuację w żart. „To zwykły flop. Żeby było jasne, to po prostu flop, niedorzeczna sytuacja – mówił w ESPN. – Zasłużyłem na wszystko, co mnie spotkało w jej wyniku”.

Frías twierdzi, że gdyby NBA pragnęła całkowicie wyplenić flopowanie, wprowadziłaby dotkliwsze kary. „Nie chcemy, by w koszykówce chodziło o to, komu uda się oszukać sędziego, lecz przyznajemy, że jest to też pewna umiejętność i element strategii. W związku z tym nakładamy za to kary lub sprawiamy, że graczom trudniej uciekać się do takich zachowań – mówi. – Jednak wciąż nie zamykamy całkiem tych drzwi. Mogą próbować”. Drzwi zdecydowanie są w dalszym ciągu szeroko otwarte. W trakcie pierwszych sześciu sezonów po wprowadzeniu kar za flopowanie NBA nałożyła ich zaledwie 14. Od czasu kaskaderskiego popisu Smarta z 2016 roku miało miejsce mnóstwo podobnych sytuacji, lecz kolejna kara trafiła się dopiero całe trzy lata później. Winnym tym razem był Patrick Beverley z Los Angeles Clippers, który sprawiał wrażenie, jakby doznał zatrzymania akcji serca po tym, jak bark Jamesa Hardena ledwo otarł się o jego podbródek. Ten kiepski popis aktorski kosztował go pięć tysięcy.

Warto zaznaczyć, że Smart i Beverley należą do najlepszych defensorów w lidze. Nie muszą uciekać się do flopowania. Jednak potencjalna nagroda warta jest podjęcia ryzyka. Smart, podobnie jak Frías, także uznaje to za rodzaj strategii. „Ja udaję w obronie, a wasz ulubiony zawodnik udaje w ataku – mówił w ESPN. – To jedyna różnica. Zwłaszcza w dyscyplinie, gdy to ofensywa stoi na uprzywilejowanej pozycji, a obrońca musi robić wszystko, by wyrównać siły”. Odnosi się do sytuacji, w których gracze w trakcie wejścia na kosz też uciekają się do histerycznych zagrywek, by wymusić gwizdek sędziego. Mówi się o tym „sprzedawanie kontaktu” i jest to powszechnie akceptowana forma zwracania uwagi arbitrów.

Sędziujący w NBA Zach Zarba mówił w 2018 roku w rozmowie z „Business Insider”, że „sprzedawanie kontaktu to w gruncie rzeczy dosadniejsze pokazywanie, co się wydarzyło… to zgodne z przepisami”*. Ale czym różni się od flopowania? Gdy w 2012 roku liga ogłaszała swój plan walki z flopowaniem, oświadczenie głosiło: „Głównym czynnikiem decydującym o tym, czy gracz dopuścił się flopowania, jest to, czy fizyczna reakcja na kontakt z innym zawodnikiem była przesadzona w porównaniu z tą, której należałoby oczekiwać, biorąc pod uwagę moc tego kontaktu i kierunek”. To przecież dosłownie definicja „sprzedawania kontaktu”. NBA twierdzi, że w większości przypadków flop od faulu odróżnia tylko to, czy graczowi uda się dobrze zagrać rolę pokrzywdzonego.

„To sztuczka magiczna. Są tacy ludzie, którzy wiedzą, jak spojrzeć w stronę kamery tak, by wszystkich kupić – mówi mi Lori Wyman. – Niektórzy doskonale wiedzą, jak wykorzystać to do swoich własnych celów”. Wyman to mieszkająca w Miami reżyserka castingu, która pracowała przy takich serialach jak Gracze (HBO) czy Bloodline (Netflix). Ma też spore doświadczenie w castingach do telewizyjnych tasiemców, dlatego właśnie zwróciłem się do niej po pomoc. W końcu mówimy o marnym aktorstwie.

Nikt nigdy, oglądając jakiś odcinek General Hospital, nie zastanawiał się: „Ciekawe, czy ten gość jest ranny”. Tam emocje łatwo odczytać i w kontekście opery mydlanej łatwo w nie uwierzyć (w jakiś całkowicie szalony sposób). Taka umiejętność mogłaby okazać się pożyteczna, gdyby na przykład jakiś zawodnik chciał sprzedać kontakt na oczach kilku muszących się skupić na wielu elementach gry i posiadających gwizdki widzów.

Według Wyman jedną z niezbędnych umiejętności w przypadku castingów do oper mydlanych jest zdolność płakania na zawołanie. „To w końcu opery mydlane! – wyjaśnia. – Dzieje się w nich mnóstwo dramatów. »Zobaczmy, czy potrafisz płakać«”.

Płacz to rzadkość w zawodowej koszykówce, i całe szczęście, bo udawanie go jest niezwykle trudne. „Wymaga wrodzonego talentu – przekonuje Wyman. – To w pewnym sensie rodzaj sztuki”. Opowiada mi o pewnej sytuacji, gdy dostrzegła kobietę szlochającą w poczekalni w trakcie castingu. „Słuchała czegoś na telefonie przez malutkie słuchawki wetknięte do uszu. Podeszłam do niej i spytałam: »Jest pani gotowa?«, a ona na to: »Taa [śśśśślrp], jestem gotowa«. Weszła i wciąż płakała, ale to nie było prawdziwe. Widać było pewien dysonans. Spytałam: »Czego pani słuchała?«. Odpowiedziała, że piosenki Barbry Streisand, która zawsze wywołuje u niej płacz”.

Bardzo ciekawi mnie, czy chodziło o People, The Way We Were czy może o Memory. Wyman nie jest w stanie sobie tego przypomnieć, ale za to doskonale pamięta, że tamta kobieta całkowicie zawaliła przesłuchanie. „Pomyślałam sobie: »Nie dostaniesz tej roli. Musisz wiedzieć, jak nawiązać więź z postacią. Zupełnie się w nią nie wczuwasz«”.

Kryje się w tym wszystkim pewna lekcja dla potencjalnych symulantów: nikt wam nie uwierzy, jeśli zmusicie się do określonej reakcji bez powodu. Musicie naprawdę poczuć kontakt, który próbujecie sprzedać. Barbra wam nie pomoże.

Poprzedni artykułWake-Up: „Produktywne” rozmowy LeBrona z Lakers. Nikt nie chce pomóc Nets przy wymianie KD
Następny artykułLakers, Knicks i Jazz dyskutowali dużą wymianę

1 KOMENTARZ

  1. Te kary to jest jakiś żart, to totalnie nie ma prawa zadziałać.
    Zresztą to, że prawie ich nie dają co nieco mówi o tym jak ten przepis jest martwy.
    Ale nie wyobrażam sobie tego by nagle miało flopów zabraknąć, to wspaniałe jak co jakiś czas ktoś próbuje „sprzedać” kontakt ale robi to w tak cudownie nieudolny sposób :D

    Lubię to: 1