Dniówka: Przed Game 3 Finałów

13
fot. NBA League Pass

W najlepszych latach dominacji Golden State Warriors, trzecia kwarta to był ten moment, kiedy najczęściej przejmowali mecze. To była ich kwarta, jeden z symboli dynastii.

Teraz przypominają o tym w Finałach, ale wcześniej w playoffach wcale te trzecie kwarty nie robiły aż tak dużej różnicy. W pierwszych 16 meczach tylko cztery razy wygrali ją dwucyfrową różnicą, siedem razy przegrywali i w sumie byli +11.

Po dwóch finałowych meczach jest to aż +35.

Boston Celtics natomiast już w dwóch poprzednich rundach mieli z tym problem i byli na minusie w trzecich kwartach (łącznie -28), a fatalny początek drugiej połowy Game 2 nie był nawet ich najbardziej dotkliwą porażką w tej części gry. Jeszcze mocniej oberwali na otwarcie Finałów Wschodu, kiedy Miami Heat w trzeciej kwarcie zdobyli 25 punktów więcej. Ale teraz to był już drugi z rzędu mecz, w którym po powrocie z szatni dali się ograć różnicą co najmniej 14 punktów. W Game 1 zrekompensowali to fenomenalną czwartą kwartą. Świetnie zdawali sobie jednak sprawę, że ten słaby początek drugich połów, to coś co muszą poprawić. Mówili o tym jeszcze przed drugim meczem, ale potem zaczęła się druga połowa i wszystko się posypało.

Problem trzeciej kwarty Celtics powrócił, tak samo jak problem ze stratami. W finałach konferencji to właśnie straty były kluczowym elementem ich wszystkich porażek. Trzy razy popełnili co najmniej 16 błędów i trzy razy przegrali. Nie inaczej było tym razem. 18 to ich drugi najgorszy wynik tych playoffów. Co więcej, aż 14 z nich to były live-ball straty, które pozwalały Warriors od razu przechodzić do ataku i grać w transition, zamiast męczyć się przeciwko ustawionej obronie.

Jayson Tatum przekonuje, że to nie ma w tym wielkiej filozofii. Muszą po prostu lepiej dbać o piłkę i ograniczyć liczbę błędów. Mniej strat oznacza większe szanse na zwycięstwo. Proste. Tylko czy uda im się to wprowadzić w życie, czy będzie podobnie jak z tymi zapowiedziami poprawy w trzeciej kwarcie sprzed poprzedniego meczu? Bo to przecież nie tak, że zawodnicy Celtics sami oddawali piłki rywalom. Te straty wynikały przede wszystkim z dużo lepszej obrony gospodarzy.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułFlesz: COACH OF THE YEAR
Następny artykułFlesz: MOST IMPROVED PLAYER OF THE YEAR

13 KOMENTARZE

  1. Przełom stycznia i lutego:
    Boston wlecze się w okolicach 10 miejsca Konferencji Wschodniej

    Początek czerwca:
    Celtics szykują się do trzeciego meczu w finale NBA mając już na koncie zwycięstwo na boisku przeciwnika.
    W poprzednich rundach odesłali na ryby: Brooklyn, Milwaukee, Miami.

    Historycznie nie lubię tej organizacji, nie przepadam za obecnym składem i w ogóle nie znoszę koloru zielonego, ale jprd, to naprawdę niezła historia…

    Lubię to: 52
      • Mam nadzieję, że nie będzie to zespół ze słonecznego stanu…

        Tylko jedna drużyna ma więcej zwycięstw niż porażek przeciwko Warriors odkąd Steve Kerr jest tam trenerem.
        Złoci Chłopcy grają z nią właśnie w finałach.

        hi, hi

        #KevinRatuj

        Lubię to: 27
    • Mój typ jest taki, że w pierwszych 5 komentarzach co najmniej 3 razy zostanie wspomniane jak bardzo oni są poobijani, o jak bardzo, że nikt tak w historii poobijany nie był (nie wiem, czy zauważyliście, jacy oni poobijani) i minimum 4 razy, że sędziowie z dupy, gwizdali wszystko dla złotych chłopców

      Lubię to: 4
  2. Nie znoszę konceptu „*”. Bycie zdrowym to też skill.
    Zdarza się, że kontuzję są spowodowane przypadkiem. Ale jest to też kwestia treningu, diety odpowiedniej regeneracji itd. Trzeba przestać krytykować zespoły za to, że wygrały z kontuzjowany przeciwnikiem. To trochę tak jakby mieć komuś za złe, że wygrał z przeciwnikiem który słabo rzucał osobiste.

    Lubię to: 19
  3. Widać, że nie rozumiesz kolego wielkiego konceptu Asterixa i Obeliska. Pozwól, więc że ci wytłumaczę ale pamiętaj, że to po raz ostatni. Słuchaj proszę uważnie. Otóż koncept ów obowiązuje od 2020 roku i obowiązuje kilku ostatnich mistrzów NBA. Asterixy przyznajemy drużynie która nie słusznie w naszym mniemaniu zdobyła mistrzostwo ( czytaj nie lubimy sk*órwy… ). Obelisk otrzymuje drużyna, której kibicujemy, podoba nam się jej najlepszy gracz albo kolor koszulek w których grają. Obelisk otrzymuje drużyna której koszulki i wygląd boiska jest miły naszym oczom. W ostatnich latach z tego co mi wiadomo Asterixy przyznane zostały drużyną zdobywającym tytuł w 2016 bo Draymond nie słusznie nie grał w decydującym meczu, w 2019 wiadomo komtuzje Kleya i Duranta, w 2020 bo LeBron jest głupi i 2021 bo Janis ma śmieszny akcent. Z tego co słyszałem w tym roku za mistrzostwo ma być przyznany Obelisk także nie wiem o co kolegom towarzyszom chodzi z tymi gwiazdkami😉

    Lubię to: 7
    • To prawda, to co nosi Udoka to jest podobno talizman.
      Tylko nie jest to maseczka, ale przerobiony ochraniacz na jaja, który służył mu przez większość kariery u Popovicha…
      Ma przynieść Bostonowi szczęście w finałach.

      Lubię to: 36
  4. Zastanawiam się czy jeśli Celtics ogarną straty nawet kosztem obniżenia (jeszcze) flow w ataku, to czy Warriors będą w stanie wygrać mecz. W sensie czy zespół gdzie poza Currym i Wigginsem pierwsza piątka ma problem ze zdobywaniem punktów w ataku pozycyjnym, jest w stanie rzucić „more points”? Ciekawe czy Udoka zdecyduje się to sprawdzić.

    Lubię to: 2