Asencja Ja Moranta: dyskusja

15
fot. NBA League Pass

To był luty zeszłego roku, gdy przyszedłem tu zdyszany i podniecony powiedzieć – 2 lutego, Palma, posłuchaj raz jeszcze, idzie od samego początku! – bo dotarło to do mnie może później niż do innych, że Ja Morant jest nie z tego świata.

Że choć waży ledwo 80 kg, to wszystko jest dla niego tak proste, tak łatwe i tak inteligentne przy tym. Że nawet dzieli czas na jakieś mniejsze części, w których wszyscy już przestają grać, a on gra dalej. Podaje, leci, spada i jak spada to podaje, jak spada to leci, albo jeszcze leci, wszyscy już spadli i on wtedy kończy. Science-fiction. A zmiany kierunku? A winda w górę? A czytanie gry? A charakter, a drużyna jaka powstała wokół niego?

Czternaście miesięcy, nominację do pierwszej piątki All-Star i nagrodę Most Improved Player później, i kilka meczów po tym jak odnalazł wreszcie rytm po trzech tygodniach przerwy od gry na końcu sezonu regularnego, jesteśmy w tym miejscu. W miejscu, w którym DUŻYMI LITERAMI jego nazwisko pojawia się w recapie meczu playoffów przeciwko Splash Brothers i Golden State Warriors. I to nie moim!

Znajduje rytm.

Rzucił 13 ostatnich punktów dla Memphis w meczu nr 5 pierwszej rundy z Minnesotą, po drodze detonując wsad nad Malikiem Beasley i na końcu wygrywając mecz layupem. Mecz później on i jego skład skończyli na wyjeździe serię, po której jego ojciec Tee nazwał wracającą do rytmu grę syna: „Trash”.

Znajduje rytm.

38 godzin po tym w niedzielę Morant rzucił 16 punktów już w pierwszej kwarcie, skończył z 34-9-10, żeby ostatniej nocy rzucić 47 punktów, mieć 8 asyst, 8 zbiórek, 3 przechwyty i rzucić 15 ostatnich punktów i wygrać mecz praktycznie w pojedynkę przeciwko topowej obronie. Trafić też nagle 9 trójek w tych dwóch meczach. Serię wcześniej pokazywał za to, że może też być klasycznym rozgrywającym dla Desmonda Bane’a i Dilliona Brooksa i kończył ją z 10, 10, 15, 9 i 11 asystami w pięciu ostatnich meczach. W swoim drugim meczu kariery w playoffach rzucił przed rokiem 47 punktów na twarzy Rudy’ego Goberta. Wcześniej w crunchtime pokonał Warriors w turnieju Play-In. Tylko on, Kobe i LeBron rzucili więcej niż w jednym meczu playoffów 45 punktów zanim skończyli 23 lata. MJ rzucił 49 i 63 w pierwszym i drugim meczu drugiego występu w playoffach i wtedy Larry Bird nazwał go Bogiem – tak, żeby może to wszystko mieć w perspektywie. MJ miał wtedy 23 lata i kilka miesięcy. W dopiero czwartych playoffach w karierze wygrał swoją pierwszą serię, ale gdy to zrobił: mieliśmy „The Shot”.

Pytanie brzmi więc jak dobry może być dziś 21-letni Ja Morant? Top-50 dobry, Top-10 dobry, czy też może jeszcze wyżej?

Gdzie jest limit?

Poprzedni artykułHerro z nagrodą Szóstego Gracza. Udane playoffy Harrisa
Następny artykułJames Harden może latem wziąć mniej niż maxa

15 KOMENTARZE

  1. Jeśli Grizzlies przegrają tą serię to mam wrażenie, że będzie to ostatni raz w przeciągu kilku następnych lat kiedy Morant i jego team nie przechodzą drugiej rundy. Wszyscy kluczowi gracze tego zespołu są przed swoim prime. Scary!

    Lubię to: 6
  2. Przede wszystkim Maciek, spokojnie z tym odmładzaniem na siłę Moranta, żeby pasowało do narracji :)
    Chłopak na początku sierpnia skończy już 23 lata, także tego…

    Luka, który jest raptem kilka miesięcy starszy, ale jest tym samym rocznikiem, ma już na koncie +500 punktów w playoffs – zdobyte w 16 meczach, najszybciej od czasu Jego Powietrzności, Morant nie ma na to żadnych szans. To samo dotyczy średnich playoffowych w prawie wszystkich kategoriach.

    Więc hold your horses z tym „sky is the limit”, na razie Morant ogląda głównie plecy Luki.

    Lubię to: 56
      • A tak poważnie, to Doncić przychodząc do ligii (przynajmniej dla kibiców kosza z Europy, a wiadomo, że my widzimy wiecej, wiemy więcej, tak to jest mniej więcej) był już „sure thing”.

        Morant to była jednak lekka niewiadoma wybrana w zupełnym cieniu jednego z top 3 prospektów ostatniego ćwierćwiecza.
        Chudy, lekki, bez rzutu z dziwnym wąsem i fryzurą.
        Te plusy ujemne szybko zamienił w plusy dodatnie, rozwój widać z miesiąca na miesiąc a sposób w jaki klika drużyna wokół niego wydaje się być unikatowy.
        W dodatku jak na dłoni widać, że ma ten magiczny pierwiastek – „culture settera”, nie widziany może od czasów Tima Duncana.

        Oczywiście fajnie by było mieć możliwość sprawdzić w alternatywnej rzeczywistości jak by wyglądały oba teamy, gdyby zamienić Lukę z Morantem w ich obecnych teamach. Można by wtedy pofantazjować jeszcze bardziej.

        Nie o to jednak chodzi, by robić tu derby Łodzi.
        Dla mnie obaj (+Giannis) są najbardziej ekscytującymi graczami w lidze i tym się trzeba cieszyć.

        Lubię to: 10
        • A jak może być dobry?

          Mix eksplozywności Rose’a / swagu Iversona / organizacji gry Nasha.

          Oby tylko zdobył choć jeden tytuł więcej niż cała ta trójka :)

          Lubię to: 12
          • Dodać szczyptę podstawionej kostki oraz przypadku a’la Brooks i mamy aktora 2-3 sezonów. Absolutnie tego nie pragnę, tyle tylko, ze każdorazowo jak on idzie w powietrze to ja (z miliona km afar) boje się gdzie wyląduje. Na codzień widzę co zostało z Rose, który miał ten sam dynamit w nogach.

            Lubię to: 4
  3. Limitem mogą być kontuzje. Często wchodzi pod kosz a np: taki Boston/Miami będzie na niego czekać… Albo nabierze wagi, minimum 85 kg, jak nie 90, albonAllen Iverson. 1 final…

    Lubię to: 5
  4. Limit to zdrowie i psychika, tzn czy nie odleci w pewnym momencie i nie przetanie sie rozwijac oraz czy beda omijac go kontuzje i jak dlugo bedzie przy nim ten elitarny atletyzm. Ale jesli w obu tych kwestiach wszystko bedzie w porzadku, Ja moze byc nawet gorszym w obronie, za to z bardziej kocimi ruchami Jordanem:P (moze troche przesadzam, bo jestem nahaypowany tym jak gra), ale juz teraz jest najlepszym graczem w serii z 2-time mvp i krolem polodystansu. Przy tym kozle i altetyzmie i wizji, nawet nie musi koniecznie masterowac rzutu za 3 do jakiegos niebotycznego poziomu, wystarczy zeby byl na rowni np z jaylanem brownem w tym aspekcie, plus jeszcze lepsze konczenie przy obreczy i zwlaszcza – rzut z poldsytansu. Wtedy naprawde sky is the limit :)

    Lubię to: 3
  5. No to spróbujmy, top-10 (kolejność przypadkowa). 1. Giannis 2. Lebron 3. Embiid 4. Joker 5. Curry 6. Durant 7. Luka 8. Booker 9. Kawhi? 10. Trae. W kolejce: Tatum, Butler, DeRozan, George i Paul. Wydaje się, że Morant puka już do top-15. Ogólnie idzie zmiana pokoleniowa.

    Lubię to: 0
    • Nie dałbym Younga przed Morantem. Wiem, że próbka z Miami (jedna z lepszych defensyw) to skrajny przykład, ale Trae jest na razie strasznie jednowymiarowy- to strzelec bez obrony, a umiejętność kreowania kolegów pokazała pierwsza runda PO- to nie RS gdzie potrafił robić po 10 asyst. Morant jest lepszy w obronie, lepszy w paint i w kreowaniu mam wrażenie. Do tego Trae nie do końca potrafi wykorzystywać swój rzut jako spacing sam dla siebie i robienie sobie przestrzeni do wjazdu. Stawiam na JA!

      Lubię to: 0
  6. @rzepka
    Trudno się z tym nie zgodzić.
    Dlatego trzeba cieszyć oko kiedy się nam trafi taka supernova, bo nigdy nie wiesz ile będziesz czekał na następną okazję.

    Lubię to: 2