Sitarz: Już nieznośna dychotomia w Filadelfii

1
fot.YouTube/Sixers

Na tej najważniejszej dla Sixers przestrzeni lakierowanego prostokąta, gdzie ostatnie słowa pysznego Daryla Moreya o „difference makerze” zrealizują się przy udziale szczęścia i naiwności drugiej strony wymiany Bena Simmonsa, zespół Doca Riversa zgodnie z planem wygrał łatwiejszy mecz przeciwko New Orleans Pelicans i przegrał trudniejsze spotkanie z Brooklyn Nets. A wszystko to spędzając 96 minut w estetycznie poprawnym stylu samoistnie generowanym nieobecnością point-forwarda, co nie powinno nikogo dziwić.

Wystarczyło kilka posiadań, ażeby wypunktować banalne przecież aspekty gry, w których Sixers uzyskali długo nie widzianą sprawność wprowadzając w miejsce Simmonsa po prostu rzucającego i penetrującego po koźle guarda – i to jeszcze takiego, któremu przechodzi się nad zasłoną. Wraz z powyższym na jakiś czas końca dobiegły próby przenoszenia wielu gór naraz. Joel Embiid i koledzy odzyskali przestrzeń, która kształtem w niczym nie ustępuje teoretycznym szkicom optymalnego spacingu dla syntezy dwóch ustawień: 4-1 i 5-0.

Bez Simmonsa gra się łatwiej, gra się przyjemniej, gra się szerzej. Jeśli zachodzi potrzeba przybliżenia się do obręczy, to nikt na siebie nie wpada. Jedna ze stref low-post pozostaje pusta. Wobec tej perspektywy ryzykowniej podwajać Embiida. W rotacji brakuje dwóch niepasujących do siebie graczy. W transition piłkę kozłują strzelcy. Na szczycie prowadzi się samotne hand-offy. Rollowanie do obręczy przebiega bez udziału zbędnej publiczności. Doc Rivers używa rolla Drummonda tak, jak przed laty Stan Van Gundy, jak on sam DeAndre Jordana – do otwierania skrzydeł. Niedaleka przyszłość znacznie ograniczy wykorzystanie przez rywali obrony under-the-screen. W zróżnicowanym szeregu zasłon poza piłką, tak charakterystycznym dla systemów Riversa, za każdym razem istnieje dwustronne zagrożenie: z rąk screenera i z rąk korzystającego z zasłony. Akcje Horns zyskały na dynamice. W skrócie: miejsce, miejsce i jeszcze raz miejsce. Nic tylko penetrować i rozrzucać piłkę do czterech (pięciu) strzelców, powtarzam, przez 48 minut.

Chesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Subskrybcja

Uzyskaj dostęp do
pełnej treści artykułów.
Poprzedni artykułWake-Up: Triple J mroził Clippers, Chicago już 3-0, 30 punktów Herro
Następny artykułFlesz: La Times

1 KOMENTARZ

  1. dobra, dobra, ale co z tego wszystkiego, jak na lawce siedzi typ, ktory chyba jakos w ostatnich dwóch minutach meczu z Nets mogl dwa razy poprosic o challenge w sytuacjach 2-pktowego prowadzenia 76ers, ale tego nie zrobil (sztab nie wiedzial, ze sędziowie juz nie robią tego sami z siebie i trzeba samemu to zgłosić?) i przez to Nets dwa razy dostali pilke i mozliwosc wyrownania/objecia prowadzenia, co oczywiście sie stało? nie jestem jakims fanem Philly ale no aż sie wkurwilem, jak to ogladalem, ze wielki pan trenerjo Docent Rivers rozklada rece a jego twarz zastyga w tym grymasie półwylewu i nie robi nic, zeby jakos chociaz zawalczyc o zmiane decyzji sędziów, bo widac, ze graczom na boisku nie idzie i ewidentnie przydalaby sie jakakolwiek deska ratunku, ale niestety jak sie ma takiego kołcza to mozna ewentualnie sobie w tv posluchac spuszczania sie nad tym, jak to prawie 15 lat temu zdobyl jednego misia z big3 w Bostonie i do dzisiaj jedzie na tym fejmie, bo nic innego od tego typa to sie raczej dobrego nie otrzyma.
    uff, od wczoraj mnie to cisnelo, musialem :p

    Lubię to: 10