Wszystkie oblicza Christiana Laettnera

2
cbssports.com

Reprezentacja Stanów Zjednoczonych właśnie wykonała swoje zadanie. Jak niemal tradycja nakazuje, wracają z igrzysk ze złotem. Nie są to już wprawdzie czasy “Dream Teamu”, ale powróćmy jeszcze na chwilę do roku 1992, a nawet wcześniej. Skupmy się tym razem na tym najmniej popularnym graczu z tamtego składu, bo i tak – gdyby ktoś miał czasem jakiekolwiek wątpliwości – Christian Laettner nie poleciał wcale do Barcelony przypadkowo.

Za nami coroczny draft, młodzież ogrywa się i nabiera pierwszych zawodowych doświadczeń w ligach letnich. Wszelkie przedraftowe analizy i raporty będą wkrótce weryfikowane przez rzeczywistość, gdy tylko rozpocznie się kolejny sezon. W większości przypadków ciężko jest jednak przewidzieć jak nastoletni koszykarz zachowa się w dorosłym graniu. To często trochę wróżenie z fusów. Nie ma pewniaków.

Nieco inaczej było kilkadziesiąt lat temu, gdy czołowi gracze akademiccy spędzali na uczelniach znacznie więcej czasu – często nawet pozostawali na nich przez pełne cztery sezony. Wówczas ryzyko popełnienia błędu w ocenie czyjejś przydatności było nieco mniejsze. Teoretycznie łatwiej było przewidzieć czy ktoś odnajdzie się w NBA, czy nie, chociaż absolutnej pewności nigdy nie było. Pozostawała jeszcze kwestia adaptacji do nowych warunków – np. czy dany gracz da sobie radę przy bardziej atletycznej konkurencji lub jaka pozycja będzie dla niego najkorzystniejsza.

I właśnie w tej lawinie pytań gdzieś zagubił się talent Christiana Laettnera. Choć słowo „talent” nie jest tu chyba odpowiednie. Bo Christian Laettner naprawdę potrafił grać. W dodatku był niezwykle pewny siebie. Wręcz arogancki. I dzięki tym cechom jego kariera w Duke to właściwie niekończące się pasmo sukcesów. W ciągu 4 lat zakładania stroju Blue Devils za każdym razem znajdował się w Final Four. Dwa razy zdobywał mistrzostwo. W 1992 r. trafił najsłynniejszy game-winner w historii NCAA. Do tego był przystojny niczym – cytując Jacka McCalluma – gwiazda oper mydlanych. Było po prostu całe mnóstwo powodów, aby go nienawidzić (o ile nie było się fanem Duke). Więcej, Christian Laettner był prawdopodobnie najbardziej znienawidzonych koszykarzem w całej historii NCAA. Nie mieli litości dla niego kibice (o czym później), a rywale wyrażali się o nim wówczas mało pochlebnie.

Ale kiedy przychodziło co do czego, ciężko było kwestionować jego umiejętności. Osiągnięcia Laettnera mówiły w końcu same za siebie.

„Miałem u siebie kilka wielkich talentów. Ale Christian był wyjątkowy. Kiedy twój najlepszy gracz jest jednocześnie tym, który najciężej trenuje, a w dodatku jest tak inteligentny, to po prostu wszystko jest możliwe”.

Wspominał kiedyś swojego podopiecznego trener Mike Krzyzewski.

I rzeczywiście, właściwie wszyscy byli gracze Duke z tamtych lat chórem mówią o pracowitości Laettnera i o tym jak ich motywował – chociaż rzadko były to przyjazne metody. Christian – to imię nadała mu matka na cześć uwielbianego Marlona Brando, bo nazwał tak samo swojego syna – był dla kolegów z zespołu trochę jak starszy brat lub ten zły uczeń ze szkoły znęcający się nad młodszymi.

Skąd taki charakter u Laettnera? Zapewne jak to z reguły bywa ma to związek z jego niełatwym dzieciństwem. Nie było w nim może jakiejś patologii, ale Christian od małego musiał nauczyć się szacunku do ciężkiej pracy. Co tu będę dużo pisał – było ciężko. W Ameryce nie łatwo się wybić emigrantom. Laettner, które ma dość głębokie polskie korzenie za sprawą obojga rodziców (jego dziadkowie praktycznie nie mówili jeszcze po angielsku) miał być przedstawicielem pierwszego pokolenia w rodzinie, któremu „się uda”. A długa i kręta droga do sukcesu miała wieść przez sport, a dokładnie koszykówkę.

Warto poczytać artykuł z ESPN sprzed kilku lat o jego początkach. Mnóstwo tam ciekawych historii, chociażby o tym jak Laettnerowi udało się z biednej rodziny dostać do dość elitarnego prywatnego liceum Nichols w Buffalo, gdzie stał się gwiazdą szkolnej drużyny koszykówki i mógł przebierać w ofertach stypendialnych. Zgłaszały się po niego m.in. Indiana, North Carolina, Pittsburgh, Syracuse, Kentucky, Virginia, Notre Dame czy wreszcie Duke.

Christian sam początkowo nie wierzył w to zainteresowanie. Któregoś dnia do domu Laettnerów zadzwonił telefon.  Chris odebrał, a głos po drugiej stronie słuchawki przywitał go słowami:

„Cześć! Tu trener Robert Knight z uniwersytetu Indiana…”

Knight nie zdążył nawet dokończyć zdania. Laettner wybuchł śmiechem po czym odłożył słuchawkę, myśląc, że to żart.

Ale to nie był żart. Chociaż ostatecznie Christian i tak nie trafił do Hoosiers. Wybrał Duke, mimo że jego mama długo namawiała go na Notre Dame czy Północną Karolinę. Oczywiście Laettner ze swoją ówczesną aparycją na jednego z bohaterów „Beverly Hills 90210” totalnie zawrócił w głowach żony i nastoletniej córki Krzyzewskiego podczas wizyty na kampusie.

Laettnerowi bardzo podobał się pomysł dołączenia do Blue Devils. Przed jego przyjściem Duke nigdy nie byli jeszcze mistrzami NCAA. Ale to miało się wkrótce zmienić.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

34

KOMENTARZE