Dniówka: Trae Young ograł Sixers w Game 1, jak odpowie Ben Simmons?

6
fot. NBA League Pass

Dzisiaj rozpoczynamy ostatnią serię półfinałów konferencji. Osiem drużyny pozostało w grze, a wśród nich tylko trzy, które były na tym etapie playoffów również w zeszłym roku. Może to efekt tego dziwnego, skondensowanego sezonu, że sporo drużyn za wcześnie się posypało, bo przede wszystkim nie przetrwały zespoły, które najdłużej grały w bańce i nie ma już z nami obu finalistów. W każdym razie pewne jest już nie tylko to, że będziemy mieli nowego mistrza, ale też mistrzem zostanie zespół, którego nawet nie oglądaliśmy w finałach przez ostatnie lata. Najbliższe wspomnienia z walki o tytuł mają Nets… sprzed 18 lat, kiedy byli jeszcze drużyną z New Jersey. Philadelphia 76ers ostatni raz znaleźli się na tym decydującym etapie sezonu w 2001 roku, Utah Jazz w 1998, Phoenix Suns w 1993, Milwaukee Bucks w 1974, a Hawks w 1961, kiedy grali w St. Louis. Natomiast Denver Nuggets i LA Clippers jeszcze nigdy nie walczyli o mistrzostwo NBA.

Jest to duże odświeżenie w czołówce ligi. Zwłaszcza, że za nami 10 kolejnych finałów, w których albo oglądaliśmy LeBrona Jamesa, albo Stephena Curry’ego, albo ich obu, a teraz obaj są już na wakacjach. Choć nadal mamy jeszcze w grze inne gwiazdy niedawnych finałów – Kevin Durant i Kawhi Leonard zgarnęli cztery z ostatnich siedmiu statuetek MVP, a też Kyrie Irving może pochwalić się mistrzowskim pierścieniem. Może więc na koniec to znowu oni zmierzą się w decydującej walce i to odświeżenie na szczytach NBA wcale nie będzie aż tak duże. Zmienią się klubowe barwy, ale nazwiska liderów pozostaną te same, przypominając nam, że to gracze rządzą naszą ulubioną ligą. Chyba, że dalsza część playoffów okaże się czasem któregoś z gwiazdorów nowej generacji, którzy od początku pierwszej rundy świetnie się spisują. Co prawda fenomenalnego Luki Doncica już nie ma, za to debiutujący w playoffach Devin Booker i Trae Young rozpoczęli półfinały konferencji od zwycięstw.

Young w pierwszej rundzie ogrywał New York Knicks i uciszał kibiców w MGS zaliczając średnio 29 punktów i prawie 10 asyst. Teraz miało być mu dużo trudniej w starciu z defensorami najlepszej drużyny Wschodu. Wzrost i długie ramiona zawodników Philadelphii 76ers miały skutecznie go spowolnić, tymczasem Trae kontynuował swoje show na parkiecie w Filadelfii. To on bawił się z rywalami w pierwszej części meczu otwarcia serii – rzucał za trzy, trafiał floatery, dostawał się na linię i znajdował kolegów. Do przerwy zdobył 25 punktów i rozdał 7 asyst, a jego Atlanta Hawks mieli 20-punktowe prowadzenie. Danny Green był bezradny.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

34

KOMENTARZE

  1. Nie czepiam się Simonsa, ale przykro patrzeć jak gracz na półdystansie ma pozycję rzutową i szuka komu tu oddać. O wolnych i za trzy nic nie mówię.

    Lubię to: 6
    • Ja patrzę na innych graczy, którzy upływem lat wyrobili sobie jako taki rzut, jak choćby Giannis, by nie być jednowymiarowym zawodnikiem. Blake Griffin wręcz po latach latania nad koszem, wypracował sobie bardziej niż przyzwoity rzut, choć wydawać by się mogło, że tyle lat przwyzwyczajeń…

      Lubię to: 11