Kiedy “Robak” był na szczycie. Dawny fenomen Dennisa Rodmana

2
fot. newspix.pl

Zbliżające się wielkimi krokami okrągłe urodziny Dennisa Rodmana to chyba dobra okazja, żeby przypomnieć jego sylwetkę. Tym bardziej, że pod względem liczby wybryków i osiągnięć raczej nigdy nie doczekamy się kogoś podobnego.

Od czasu do czasu lubimy tutaj wracać do mistrzowskich “Bad Boys” (“Książę ciemności” dostał kiedyś nawet osobny tekst) i nie raz też sięgaliśmy pamięcią do roku 2004. Nie ma się czemu dziwić, bo w końcu Pistons to jedna z najstarszych marek na rynku. Dla przypomnienia – klub pojawił się na mapie jeszcze w latach 40., chociaż nie w “Motown”, a w Fort Wayne w stanie Indiana. Nie raz zatem wątki tego zespołu przeplatały się z różnymi pamiętnymi wydarzeniami  i niejeden członek Hall of Fame nosił w swojej karierze koszulkę Pistons.

Jednym z nich jest – a jakże – Dennis Keith Rodman. Człowiek, który dziś jedynie odcina kupony od dawnej sławy i próbuje na różne sposoby walczyć ze swoimi problemami finansowymi, ale kiedyś – według słów nieżyjącego już Jacka Haleya – był być może większą gwiazdą w Chicago niż sam Michael Jeffrey Jordan. Było to jednak znacznie później. W Detroit nie był jeszcze ikoną popkultury, w konserwatywnych kręgach nie uchodził za Antychrysta i z pewnością nie był wówczas największym koszmarem Davida Sterna.

Być może o Rodmanie ciężko jest już dzisiaj napisać cokolwiek odkrywczego. Jego, szczególnie ta bardziej rozrywkowa, strona została przecież nawet przypomniana w szeroko komentowanym przez nas “The Last Dance”. Było też kilka autobiografii, mniej lub bardziej udanych. Wszystkie w sumie o tym samym.

Wiemy na pewno w przypadku Rodmana, że całonocne imprezy nie przeszkadzały mu w tym, żeby zbierać z tablic ponad 23% wszystkich dostępnych piłek.

“Jeśli czekałby nas mecz “o wszystko”, wsiadłbym z Dennisem na pokład samolotu do Vegas, pozwoliłbym mu pić przez całą noc w otoczeniu pięknych kobiet, po czym sprowadziłbym go z powrotem na minutę przed rozpoczęciem spotkania. Gwarantuję, że Dennis miałby 35 zbiórek i zwycięstwo mielibyśmy w kieszeni”.

Tak w nieco żartobliwy sposób o Rodmanie powiedział kiedyś Jack Haley, dawny kumpel z czasów gry w San Antonio i Chicago. Chociaż sam Dennis kilkukrotnie zaprzeczał, żeby w trakcie zawodniczej kariery balował kiedyś na dzień przed jakimkolwiek meczem.

Ale pomyślmy o nim w ten sposób. Kto w latach 90. i później mógł przewidzieć, że Dennis Rodman przy swoim stylu życia (najprawdopodobniej) dożyje 60 lat? Okrągłe urodziny będzie obchodził już za kilkanaście dni (przy okazji  – wczoraj tyle samo lat skończył Isiah Thomas. Najlepszego od kibiców Pistons i być może jakiegoś zagubionego i/lub nietrzeźwego fana Knicks). Świat idzie do przodu, koszykówka coraz mniej przypomina tę z czasów świetności Bulls, a Rodman wciąż jakoś się trzyma, niczym emerytowany rockman.

Skupiając się na jego koszykarskiej karierze – ilu ludzi może o sobie powiedzieć, że w swojej karierze grało obok w sumie aż sześciu (!) różnych zdobywców MVP sezonu, miało na koncie 5 tytułów mistrzowskich i 7 razy z rzędu przewodziło w lidze w kategorii zbiórek? Tamte osiągnięcia wciąż budzą respekt, niezależnie od tego jak zmieniła się koszykówka przez ostatnie lata i ile razy Rodman zmieniał po drodze kolor włosów. Ciężko będzie komukolwiek to powtórzyć.

Od momentu gdy Dennis Rodman po raz ostatni wybiegł na parkiet w meczu NBA minęło już ponad 20 lat. Kiedy przez krótki czas biegał w trykocie Mavericks po parkiecie nieistniejącej już Reunion Arena, Mark Cuban stawiał dopiero pierwsze kroki jako właściciel klubu NBA, a Luka… prawdopodobnie stawiał po prostu pierwsze kroki, choć może od razu zaczynał już naukę chodzenia od step backów.

Był to jednak zmierzch wielkiej kariery Rodmana, który wcześniej, będąc u szczytu i przede wszystkim mając dużo bardziej okazały stan konta bankowego, był idolem milionów kibiców – nie tylko koszykówki. Ciężko było spotkać kogoś, kto ćwierć wieku temu nie kojarzyłby Dennisa Rodmana. Nawet ci, którzy nie interesowali się koszykówką, nasi rodzice czy nawet dziadkowie, doskonale wiedzieli kim jest ten wytatuowany gość  z kolorowymi włosami. W budowaniu tego wizerunku “pomagały” oczywiście różnego rodzaju afery, jak chociażby ta, gdy na premierę swojej autobiografii w Nowym Jorku przyszedł ubrany w suknię ślubną, słynny romans z Madonną czy wreszcie krótkie i jednocześnie bardzo burzliwe małżeństwo ze wschodzącą wówczas gwiazdą telewizji, Carmen Electrą.

Z powyższych względów kilkadziesiąt lat temu zdjęcia Rodmana regularnie pojawiały się w kolorowej prasie. Dziś, w dobie internetu i przede wszystkim mediów społecznościowych, strach pomyśleć jaki potencjał marketingowy mógłby przejawiać tak kontrowersyjny, a jednocześnie odnoszący tak ogromne sukcesy sportowiec jak Dennis Rodman. Niejeden patostream z udziałem gwiazdy NBA mógłby stać się faktem.

Jednak te wszystkie kontrowersje wokół jego osoby, nawet te późniejsze, jak ta podejrzana znajomość z Kim Dzong Unem, to tylko część prawdy, dlaczego ludzie od dawna mniej lub bardziej interesowali się lub wręcz pasjonowali Dennisem Rodmanem. Był, a właściwie nadal jest, postacią jedyną w swoim rodzaju. Kiedyś nikt nie wyglądał tak jak on i nie walczył tak zaciekle o każdą piłkę – tak jakby każda zbiórka miała być jego ostatnią. Bez większej przesady można powiedzieć, że swoją grą wypełniał hale kibicami po brzegi. Przychodzili oni tłumnie na mecze koszykówki, mimo że ich idol nie musiał nawet oddawać rzutu do kosza. To dopiero fenomen popularności.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

42

KOMENTARZE