Weekendówka: Decyzja LaMarcusa Aldridge’a

3
fot. Brian Rothmuller / Newspix.pl

Pat Riley był jednym z największych wygranych tegorocznego trade deadline. Tuż przed zamknięciem okienka przejął Victora Oladipo i Nemanję Bjelicę za bardzo niską cenę, a wcześniej zdobył też Trevora Arizę. Znowu przypomniał, że jest jednym z najlepszych w tym biznesie. Tym bardziej mogło się wydawać, że kolejny punkt na jego liście – czyli podpisanie LaMarcusa Aldridge’a – to tylko formalność. Kiedy Aldridge finalizował warunki buyoutu z San Antonio Spurs, większość dziennikarzy donosiła, że zamierza on przenieść się do Miami Heat (“Miami is a frontrunner to get LaMarcus Aldridge”, “There is increasing momentum toward LaMarcus Aldridge joining the Miami Heat in the coming days.”). Poza perspektywą walki o tytuł i spędzenia kolejnych miesięcy w gorącym Miami, kluczowe miało być również to, jak dużym szacunkiem darzy Rileya.

Od razu przypomniano wakacje 2015, kiedy LaMarcus był wolnym agentem. Spotkał się wtedy z prezydentem Heat, mimo że nie był on w stanie zaproponować mu kontraktu, a potem podkreślał, że tamta rozmowa pomogła mu w podjęciu decyzji o dołączeniu do Spurs.

Tak wtedy relacjonował przekaz, jaki dostał od Rilesa:

„Powiedział: ‘Hej, być może będziesz musiał przyjąć mniejszą rolę, ale na koniec dnia chcesz być zapamiętany jako mistrz. Mistrzowie muszą robić różne rzeczy.’ Przywołał przykład Chrisa Bosha, który zdobywał średnio 21 punktów w Toronto i przyjechał do Miami, a ludzie próbowali przekonywać, że nie jest ważny. Powiedział mi: ‘Nie wygralibyśmy żadnego z tych mistrzostw bez niego’ i że Bosh za nic nie zamieniłby tych pierścieni.”

Riley oczywiście nie występował tutaj w roli adwokata Gregga Popovicha. Miał nadzieję, że Aldridge podpisze krótki kontrakt i przeczeka jeszcze jeden sezon w Portland, żeby w kolejne wakacje dołączyć do Heat, kiedy będą mieli już wolne pieniądze na maksymalny kontrakt dla niego. Ale przede wszystkim rozmawiali o koszykówce, o tym co Aldridge chce osiągnąć w swojej karierze i ile znaczą zwycięstwa, żeby z bardzo dobrego zawodnika stać się graczem wspaniałym. Riely podkreślał, że musi zdecydować czy zależy mu na świetnych statystykach, czy na mistrzostwach.

Nie wiemy jak teraz Riley próbował przekonać LaMarcusa, ale tym razem nie zrobił na nim aż tak dużego wrażenia. Przynajmniej nie na tyle, żeby zdecydował się podpisać kontrakt z Heat. Ostatecznie uznał, że większe szanse na mistrzostwo ma w gwiazdorskiej drużynie Brooklyn Nets. Ale może też swoją rolę w tym odegrała inna osoba, dobry kolega Aldridge’a, do którego drużyny dołączył również sześć lat temu…

Offseason 2015 był czasem LaMarcusa Aldridge’a, który mógł poczuć się wtedy jak prawdziwa super gwiazda. Rok wcześniej LeBron James podjął decyzję o powrocie do Cleveland, rok później Kevin Durant przeniósł się do Oakland, a w tamte wakacje to właśnie Aldridge był zdecydowanie najlepszym dostępnym wolnym agentem, dlatego ustawiła się do niego kolejka drużyn.

30-letni wówczas Aldridge miał za sobą dwa świetne sezony na poziomie 23 punktów i 10 zbiórek, cztery kolejne występy w Meczu Gwiazd i dopiero co został wybrany do drugiej All-NBA Team. Poprowadził też Portland Trail Blazers do dwóch kolejnych sezonów na ponad 50 zwycięstw, ale bez kontuzjowanego Wesleya Matthewsa zakończyli playoffy rozczarowującą porażką w pierwszej rundzie i coraz więcej pojawiało się doniesień, że LaMarcus myśli o przeprowadzce. Miał być niezadowolony, że to Damian Lillard przedstawiany jest jako pierwszoplanowa postać zespołu i nie lubił też mieszkać w Portland. Kiedy w czerwcu wystawił swój dom na sprzedaż, internet był już przekonany, że odchodzi.

Od początku za faworytów tego wyścigu uważani byli San Antonio Spurs, gdzie Aldridge miał przejąć pałeczkę od Tima Duncana i dołączyć do młodego Kawhia Leonarda – najlepszego obrońcy ligi i MVP Finałów 2014. Dopiero co rok wcześniej Spurs sięgnęli po swoje piąte mistrzostwo, a kreatywnie zarządzając salary cap otworzyli miejsce na maksymalny kontrakt, zyskując szansę pozyskania nowego gwiazdora, który pomoże walczyć o kolejne tytuły.

Spurs wydawali się dla niego najrozsądniejszym rozwiązaniem. Na początku lipca nic jednak nie było przesądzone, bo ostatecznie to mało atrakcyjne San Antonio i nie przez przypadek nigdy wcześniej nie byli poważnym graczem na rynku wolnych agentów. A rywalizowali między innymi z Los Angeles i to właśnie Lakers mieli być największym zagrożeniem dla planów Popovicha.

Los Angeles Lakers co prawda byli w fazie przebudowy i dopiero co dwa kolejne sezony spędzili na dnie ligi, ale zebrali już w drafcie obiecujących zawodników (#7 Julius Randle, #2 D’Angelo Russell), nadal mieli Kobiego Bryanta (choć już u schyłku swojej kariery), sporo wolnych pieniędzy na zakupy i wiarę, że ta mityczna magia ich drużyny przyciągnie gwiazdy. Liczyli, że pozyskają nowego gwiazdora i wykonają szybkie odbicie, wracając do wygrywania.

__________________________________

Chcesz czytać dalej?

Poniżej znajdziesz trzy różne opcje abonamentu. Zdecyduj się na jedną z nich, a w zamian otrzymasz pełny dostęp do wszystkich artykułów na naszej stronie. To dzięki Twojej pomocy portal jest wolny od reklam, a my możemy 24 godziny na dobę dostarczać Ci najświeższych wieści z NBA.

Dokładne informacje i instrukcja jak wygląda proces zakupu znajdują się na stronie FAQ

Jeśli nadal masz wątpliwości, zapraszamy do naszej sekcji z darmowymi artykułami, gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni49 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 360 dni159 zł

30

KOMENTARZE