Zawodnicy niezadowoleni z grudniowego terminu. Negocjacje nie zakończą się w tym tygodniu

8

NBA i Związek Zawodników już kilka razy przesuwali deadline na porozumienie w sprawie modyfikacji umowy CBA przed sezonem 2020/21. Obecny to 30 października, ale okazuje się, że to także nie będzie ostateczną datą. Szefowa Związku Michele Roberts powiedziała wczoraj w wywiadzie dla The Athletic, że nie oczekuje decyzji w piątek. Negocjacje będą kontynuowane.

Obecnie Związek analizuje przedstawiony przez ligę plan rozpoczęcia sezonu 22 grudnia i według Roberts, reakcja zawodników na tę propozycję jest w przytłaczającej większości negatywna. Tym bardziej zamierza zadbać o to, żeby nie byli pospieszani i żeby zapewnić graczom wystarczająco czasu na przygotowanie do nowych rozgrywek.

O niezadowoleniu zawodników z grudniowego terminu donosi także Chris Haynes z Yahoo Sports:

Według źródeł Shamsa Charanii, największe rozbieżności w negocjacjach dotyczą dwóch kwestii: startu już 22 grudnia, a także pieniędzy z kontraktów zawodników jakie miałby zostać zamrożone i umieszczone na rachunku escrow. Blisko jest natomiast porozumienia w sprawie salary cap.

Adam Silver określił negocjacje z zawodnikami jako produktywne podczas wczorajszej rozmowy z prezydentami i generalnymi managerami drużyn. Podkreślił również, że partnerzy telewizyjni ligi naciskają na powrót do tradycyjnego kalendarza w sezonie 2021/22, dlatego im szybciej zaczną ten najbliższy, tym lepiej. NBA bardzo zależy na rozpoczęciu już 22 grudnia, ponieważ odłożenie tego do połowy stycznia utrudni potem wznowienie gry w październiku 2021.

Omawiano też możliwy terminarz, który miałby ograniczyć podróże i zostać opublikowany w dwóch częściach, żeby zapewnić elastyczność w przypadku zakażeń i konieczności przełożenia niektórych meczów.

Adrian Wojnarowski i Zach Lowe donoszą natomiast o sytuacji finansowej NBA. Według ich źródeł, przychody ligi w sezonie 2019/20 spadły o 10% do $8.3 miliarda. To jednak niewiele w porównaniu z tym, czego oczekuje się w najbliższym sezonie rozgrywanym prawdopodobnie w całości bez kibiców na trybunach. Prognozy wskazują na 40% straty wynoszące około $4 miliardów. W takiej sytuacji, gdyby nie ustalono sztucznie poziomu salary cap i byłby on normalnie powiązany z przychodami, mógłby spaść nawet do $90 milionów. Przypomnijmy, że najprawdopodobniej zostanie zatrzymany na poziomie z minionego sezonu, czyli $109mln.

50

KOMENTARZE

  1. Czekajcie, zawodnicy nie chcą grać, bo się biedaki zmęczyły? Hmm, poprawcie mnie, ale Między marcem a lipcem nie mogłam znaleźć transmisji na żywo z meczy NBA- czyżby wtedy nie grali?

    Lubię to: 14
    • Nie wszyscy zawodnicy tylko taki jeden zawodnik, który jeszcze niedawno ciągnął drużynę na swoich barkach do mistrzostwa. Teraz jego indywidualny plan treningowy mówi mu ze w jego wieku powinien odpoczywać dłużej. Dlatego koniec końców „zawodnicy” nie chcą się zgodzić na wcześniejsze rozpoczęcie sezonu.

      Lubię to: 13
    • To jest trochę bardziej skomplikowane niż: jak to, jak to! nie grali pół roku! marsz na parkiety!

      Odpoczynku, czy braku wysiłku fizycznego, nie transportuje się bezpośrednio na późniejszy, dowolnie wybrany okres. Należy zaplanować mikrocykle treningowe, powoli zwiększać objętość i intensywność treningu, zająć się koszykarzami, którzy nie wzięli udziału w bańce, i nad którymi nadzór daleko odbiegał od normalności. Można domniemać, iż przy największych chęciach organizacji, gracze nie podlegali tak rygorystycznej koordynacji działań – mimo, iż przez ten początkowy okres zespoły trenowały… zdalnie. Jak przebiegała rehabilitacja kontuzjowanych? Bez przeszkód? Jestem sceptyczny.

      Od marca koszykarze ośmiu zespołów nie mieli styczności z intensywnością gry na poziomie przynajmniej preseasonu. Brak odpowiedniego okresu przygotowawczego, brak daty rozpoczęcia campów, nie wspominam już o treningu taktycznym i o tym, że osiem zespołów skończyło sezon na początku września, a dwa 18 dni temu (!) – to wszystko stanowi przepis na agresywny load management albo – odpukać – nagromadzenie kontuzji i mikro urazów, które – w przeciwieństwie do wydolności – odezwą się w playoffach. A niech się jeszcze okaże, że bez względu na datę startową wzrośnie liczba back-2-backów i 4 meczów w 5 dni, a i swój comeback zaliczą back-2-back-2-backi.

      Mało tego: w okresie podobnym do okresu trwania lockoutowego sezonu 2011/12 każdy zespół ma rozegrać 72 mecze. To o 6 więcej niż 9 lat temu. Ograniczenie podróży może mieć niewspółmierne znaczenie do oczekiwań władz NBA.

      Tu się nie ma co spieszyć i ścigać z czasem. Można zaakceptować przesunięcie startu rozgrywek o niecały miesiąc mając perspektywę i tak trudnego sezonu – bo Covid-19 połyka Stany Zjednoczone i kibiców w halach najprędzej zobaczymy na łóżkach polowych. Plus: kto wie ilu koszykarzy zdąży się jeszcze zarazić, ile meczów zostanie przełożonych, i co z Raptors, nad którymi wisi widmo rozegrania całego sezonu poza Toronto, na terytorium USA, np. w Kansas City.

      Lubię to: 27
      • Zgadzam się z waszymi komentarzami, nie da się tego wysiłku tak po prostu transportować w czasie.
        I na pewno nie jest to sam Lebron, pewnie Kawhi, Jimmy, Nikola, Jayson czy Luka myślą o tym podobnie. To było tak bardziej pół żartem że jeżeli Lebron jest w tej grupie to tak pewnie będzie.

        Lubię to: 1